Wiedzma bloguje

piątek, 9 września 2016

Wiedźma u dietetyka. Dieta low FODMAP



Witajcie :)

Dawno, dawno temu, Kascysko pisała o swoich doświadczeniach z dietetykiem. Niedawno  temat poruszyła Anwen i pomyślałam, że teraz kolej na mnie.

Bo dieta to nie tylko walka ze złymi nawykami i odchudzanie.

Żyjemy w epoce uświadamiania sobie na każdym kroku, że "jesteś tym co jesz". Już nawet szary obywatel wie, że tłuszcze trans są fuj, że pięć porcji warzyw dziennie i że lody o smaku truskawkowym nie liczą się jako porcja ;]

Ja przychodzę z trochę innym podejściem do zagadnienia - mianowicie przerabiam dietetyczne  leczenie i wspomaganie leczenia chorób.

Znowu - powszechnie wiadomo, że istnieją choroby, w których powinno się przestrzegać pewnych zaleceń, np alergie, celiakia, cukrzyca. Tymczasem to tylko wierzchołek góry lodowej, bo odpowiednio dobraną dietą można regulować układ hormonalny, wspomóc tarczycę, wyleczyć od środka przyczynę nawracających stanów zapalnych skóry. Z odpowiednią dietą możesz ustrzec się np wrednego bólu stawów, które wlecze się po rodzinie jak klątwa, chociaż niby z genami nie wygrasz.
Tu wkracza dietetyk kliniczny :)

Wizyta

Umawiasz się na wizytę i w ten dzień zjawiasz się z grubą teczką wyników badań z ostatnich lat, w tym ze świeżutką morfologią i przeglądem dotyczącym tego, co Ci dolega.
Ważysz się na specjalnej wadze, po czym z radością stwierdzasz, że jednak masz jakieś mięśnie. Musisz przytyć tłuszczem 2kg, więc czujesz się wyjątkowo.
Przedstawiasz listę życzeń. Ustalacie wspólnie z dietetykiem, czy twoje życzenia są realne do spełnienia ;]
Ewentualnie ustalacie priorytety.
Jako, że zjawiłam się z listą długą na stronę - założyłyśmy, że najpierw zajmiemy się jelitami i uzupełnieniem ewidentnych niedoborów (wynikających z ograniczeń dietetycznych oraz zwiększonego zapotrzebowania z racji problemów zdrowotnych) a potem resztą, która w międzyczasie może sama zaskoczyć :)

Diagnoza i zalecenia

Ty wracasz do domu, a dietetyk siedzi nad notatkami. Na koniec kleci zalecenia i dostajesz długiego maila ;]
W mailu znajdujesz długą rozpiskę. Proporcje makro, jakie powinny znaleźć się w twoim menu. Listę produktów, z którymi szczególnie warto się zaprzyjaźnić. Kuracje dodatkowe, które pomogą tam, gdzie rzeczy nie dzieją się same. Badania, które ewentualnie warto wykonać.
Jest taki myk, że dietetyk, nawet kliniczny nie może oficjalnie zlecić badań ani interpretować ich wyników. Ale i tak zrobi to lepiej, niż dr google. Wie też, kiedy należy odesłać pacjenta do lekarza.

Zalecenia dodatkowe

Nie ogarniasz ogromu zaleceń i zamawiasz dodatkowo tygodniowy jadłospis. Dietetyk ma trudne zadanie, bo masz specyficzne potrzeby.
Finalnie wykorzystujesz trzy przepisy z jadłospisu, bo potrawy jakoś ci nie leżą ;]
Jesteście w stałym kontakcie, więc ustalacie, że ważniejsze, żeby trzymać się listy produktów bezpiecznych i przemycić kilka najważniejszych produktów w ciągu dnia.

Kontakt

Jesteś szczęściarzem, i twój dietetyk odbiera wszystkie telefony z dziwnymi pytaniami i odpisuje na maile. Wymieniacie się przepisami i teoriami. Pod koniec miesiąca twój dietetyk też próbuje potraw z twojej diety ;)

Efekty

Nie oszukujmy się - efektów nie da się przewidzieć i nie ma gwarancji, że poprawa będzie spektakularna ani szybka. Organizm ludzki jest skomplikowany i nawet z odpowiednią wiedzą nie da się rozwiązać problemu w jedno popołudnie. Będą zdarzały się ślepe zaułki i wpadki, ale zawsze pacjent wyjdzie z nich z większą wiedzą na temat swojego problemu.

Wrażenia ogólne

Moja kuracja trwa i nie wiem, ile jeszcze potrwa. W pewnym sensie pewnie forever ;] ale cieszę się, że ktoś prowadzi mnie przez obecny zakręt.
Zalecenia, jakie dostałam, to zmodyfikowana wersja diety lowFODMAP. W typowym przypadku ta dieta oznacza ryzyko niedoborów, bo obcina się znaczną część produktów z menu. U mnie było odwrotnie, bo kilka mi dodała :D Co w pewnym sensie odchorowałam, bo rzuciłam się na owoce zgodne z protokołem bez opamiętania i podejrzewam, że właśnie tony cukru z owoców rozbujały mi hormony ;] oraz brak brokułków, które wcześniej pochłaniałam tonami.
Wspomniana dieta uczy zarządzać objawami związanymi z chorobami jelit. Jeśli nie jest w pełni znana ich przyczyna lub jest ona nieuleczalna - jest to IMO bardzo przydatna umiejętność :] Np można zmniejszyć ryzyko gorszego samopoczucia w dzień ważnego spotkania czy na wyjeździe.
Tenże okrojony protokół lowFODMAP jak najbardziej mi służy i lżej mi na serduchu, że w razie kolejnego kryzysu mogę jeść coś więcej niż marchewkę z marchewką.

Jak lowFODMAP okazał się moim świętym graalem - tak rozpisany jadłospis już niezupełnie.
Nie udało mi się odwzorować ani jednego pełnego dnia z rozpiski. Przyczyn jest kilka:
  • kilka produktów nie jest dostępna w sklepach w mojej okolicy
  • część potraw wymaga innego systemu przygotowywania, niż ten, do którego jestem przyzwyczajona
  • niezupełnie moje smaki
  • ogromne ilości jedzenia!!! żołądek nie pomieści
  • z natury nie umiem stosować się do zaleceń kropka w kropkę;] pod tym względem jestę kotę
Ostatecznie przygarnęłam do menu kilka najważniejszych bomb odżywczych z jadłospisu, w tym pomysły na proste sałatki.

Od momentu wspomnianego rozjechania hormonów próbujemy różnych naturalnych i dietetycznych form wspomagania, w konsultacji z zielarką (w razie pytań - sytuacja nie jest poważna a ja mam już mocne uczulenie na NFZ).

Nie wszystko nam wyszło dobrze. Na sugestię dietetyka próbowałam wprowadzić do diety kilka produktów, z których kiedyś zrezygnowałam i niestety musiałam potem odchorować te próby.

Kto gdzie i jak

Wspomnianą dietetyczką jest pani Natalia Bator, oficjalny dietetyk Zielarni Lawenda w Rzeszowie.
Od pierwszego spotkania zrobiła na mnie wrażenie swoją wiedzą, kompetencją, miłym sposobem bycia i otwartym umysłem. Diety lecznicze nie są łatwe w prowadzeniu, więc dobra komunikacja jest niezbędna. Jesteśmy w stałym kontakcie, na obecnym etapie raportuję na bieżąco efekty testów (dla zainteresowanych - etapy reintrodukcji z niezłego bloga FODMAP po polsku).

Może nie jestem uleczona, ale zdecydowanie czuję się lepiej i PEWNIEJ w temacie żywienia i osoba dietetyka klinicznego bardzo mi w tym pomogła.

Co dalej?

Kuracja jeszcze trwa. Przy moim kulawym szczęściu, niedługo po rozpoczęciu terapii spotkałam innych dietetyków, nie do końca konwencjonalnych, z zupełnie innym poglądem na mój problem i z kuracją na przyczynę a nie tylko objawy (jak twierdzą, nie śmiem jeszcze uwierzyć, że to możliwe). Połączone moce terapii wprowadziły wielką rewolucję. Dzieje się :D


Wpis nie jest wynikiem współpracy.
Wypłynął z głębi serducha.
I jak na taki przystało - pewnie jest trochę chaotyczny :) W razie pytań - piszcie w komentarzach a ja uzupełnię / poprawię wpis.

Zainteresowanych dietą odsyłam do dr Google (dieta low FODMAP, dietoterapia itp) i na mój instagram, gdzie wrzucam niektóre eksperymenty kulinarne.

#wiedzmadietuje !!



Pozdrawiam :D

sobota, 23 lipca 2016

"Podejrzane" promocje Rossmanna ;)


Hejka!
Piszę do Was na szybko - dawno zakupy nie wzbudziły we mnie tyle emocji ;)
Byłam w Rossmannie. Nie jestem na bieżąco z promocjami i ostatnio raczej nie chadzam po drogeriach "dla relaksu", jak mi się to zdarzało jeszcze ostatnio. Czy to normalne więc, że pojawiają się obniżki na pojedyncze produkty o 50% i więcej? Oprócz promocji tematycznych, jak na kolorówkę itp?

Balsam myjący Babydream fur Mama, czyli uniwersalny łagodny uniwersalny produkt do mycia jest obecnie za 6,99 zamiast 13,99, co pewnie zainteresuje wiele z Was. Sama do tej pory nie mam o nim zdania, więc chętnie dam mu teraz następną szansę!
Turbo hiper antyperspirant w kremie Rexona Maximum Protection za 6,99 zamiast 26,99 to coś dla "wylewnych" - siła blokera i łagodność zwykłej "kulki".

Obniżki są tak duże, że aż sprawdziłam niemiecką stronę Rossmanna, czy aby produkty nie mają zniknąć z oferty (mam wrażenie, że u nich dzieje się to najpierw, więc można próbować tam śledzić losy swoich ulubieńców ;) ) - ale nie, są bezpieczne.

Na koniec - kremowy żel pod prysznic Isana Oil & Care (3,29, bez promocji) zainteresował mnie na tyle (tzn zawiera masło shea), że też wylądował w koszyku. Domownicy się ucieszą - kolejna butelka w łazience :)

Zaciekawiły mnie za to te dwa specyfiki do włosów. Znacie je? Możecie mi je polecić, do moich suchych, niesfornych ale nie zniszczonych fal? Też są obecnie tańsze, choć różnica ceny nie jest już tak spektakularna ;)



Ściskam!

niedziela, 17 lipca 2016

Włosowi ulubieńcy - lato '16


Witajcie :)
Ostatnio dzięki rewolucjom zdrowotnym (nareszcie na lepsze :D) moje włosy i skóra zmieniają się nie do poznania i od nowa uczę się "idealnej pielęgnacji". Zapowiada się ona mniej problemowo niż dotychczasowa.
Spośród pudła kosmetyków, które albo kupiłam kompulsywnie ;) albo dostałam od przyjaciółki wyłoniły się takie, po które sięgam chętnie i często.

Scandic Plus, Water Mask

Oto stara wersja maski, która obecnie występuje pod nazwą Fruit Mask. Składy wyglądają identycznie, różnią się trochę zapachem (nowa pachnie bardziej słodko, deserowo, a ta którą mam - delikatniej i bardziej świeżo). Do zakupu zainspirowała mnie Kasia.


Szukałam odżywki myjącej o działaniu nawilżającym (nawadniającym - zainspirowana wpisem Science'y Hair) i ta właśnie taka jest!
Maska jest bardzo lekka. Sprawia, że momentalnie włosy stają się śliskie i gładkie. Nie są ani trochę obciążone. Co na przykład owocuje puchem w wilgotne dni i nie pomaga suchym końcówkom, ale dla nich mam inny deser ;)
W składzie znajdziemy bazę odżywkową z syntetycznym nawilżaczem. Wspomniane owoce występują w postaci ekstraktów, czyli zadziałają jak miks kwasowo-cukrowy w małych ilościach, czyli umiarkowanie wygładzający łuskę. W składzie umiarkowanie kontrowersyjne konserwanty. Zalecam ostrożność u alergików i wrażliwców.



Garnier Ultra Doux, Szampon oczyszczający

Ten gagatek otrzymałam w spadku. Bałam się go potwornie. Niepotrzebnie - jest cudowny. Świetnie oczyszcza włosy, oczyszcza ale i uspokaja marudną skórę, ogarnia łuskę. Nie plącze włosów i nie pozostawia ich matowych, jak to miewam po produktach z glinką.
Byle tylko nie używać go co mycie, bo na dłuższą metę będzie wysuszał.


Nie jest to najładniejszy skład na świecie - ma czym uczulić i podrażnić. Ale działa dobrze, więc mu wybaczam ;)




Maziaki markerem to mój system tajnych oznaczeń, które pomagają mi ocenić, czy kosmetyk mi szkodzi, zwłaszcza przy kosmetykach, których nie używam non-stop.
Kropeczka to mała szkoda, kreska większa. Dwie kropeczki łączą się w kreskę. Krzyżyk oznacza pożegnanie ;)

Biała Bania Agafii, Szampon

Ten balsam myjący to totalne zaskoczenie. Gdyby nie przyszedł do mnie sam, w życiu bym po niego nie sięgnęła. Mocne detergenty i morze ekstraktów roślinnych to zazwyczaj zapowiedź katastrofy włosowe i skalpowej!
A tu nie. Stosowany od czasu do czasu łagodzi łupież i związane z nim atrakcje. Powoduje złuszczenie marudnej skóry raz a dobrze (czyli po użyciu jest jeszcze śnieżek) ale potem mam spokój na kilka dobrych dni. Włosy nie są po nim splątane ani szorstkie, chociaż nie są idealne i wymagają natłuszczenia.


Co w składzie? Silniejsze i słabsze detergenty. Sporo ekstraktów roślinnych i olejów (niewiele, nie jest to produkt emolientowy w moim odczuciu). "Ładne" konserwanty.
Jeśli jesteś wrażliwcem, to tu możesz obawiać się natury a nie chemii.


Obecnie mam włosy w świetnej kondycji, brakuje im tylko ostatniego magicznego dotknięcia, które doda im połysku i zmniejszy letni puszek.
Nadal szukam odżywki emolientowej i oleju.

Znacie te produkty?
Co mi polecicie do moich niskoporów?
Jacy są Wasi obecni włosowi ulubieńcy?

Ściskam!

środa, 15 czerwca 2016

Co u mnie? #czerwiec

Witajcie :)
Zbieram się do pisania i zbieram i nie mogę zdecydować, od czego zacząć. Może od małego "co u mnie"? ;)

#wiedźma dietuje

A więc gdzie jest Wiedźma, kiedy jej nie ma? Ano - głownie w kuchni.

http://fabrykamemow.pl
Moja podróż po krainie zdrowia ruszyła z kopyta i trwa w najlepsze. Tym razem mam mapę, chociaż i tak często mam wrażenie, że mapa jest po chińsku :) To znaczy - oddałam się w ręce pani dietetyk klinicznej. Razem, opierając się na moich obserwacjach i jej wiedzy, robimy badania i doświadczenia na ludziach (sztuk jeden). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie doczytywała na boku i nie próbowała być dwa kroki do przodu, chociaż nie wiem, w jakim kierunku zmierzam :)

O samych zaleceniach może nie będę pisać ;) Może to, że dietetyczka na podstawie wywiadu zdecydowała się wprowadzić dietę leczniczą Low FODMAP, która jest pomocna przy Zespole Jelita Drażliwego - jest dobrym punktem wyjścia do poznania swoich reakcji na pokarmy, które najczęściej sprawiają problem, a sam obraz wyklaruje się na tyle, że lepiej będzie widać inne problemy, jeśli występują.

Myślę o tym, żeby napisać coś więcej o opiece dietetycznej: jak to wygląda w sytuacji, gdy nie chodzi o mądre schudnięcie - ale jeszcze za wcześnie :)

Sama dieta to jeden wielki chaos, tzn nie ma żadnej logicznej zasady, wg której składniki są dobre albo złe; kluczem jest zawartość kilku typów cukrów, a z tym jest przeróżnie, nawet w jednym produkcie zależnie od sposobu przetworzenia. Jako ułatwienie i ściągę mam aplikację w telefonie - KLIK. Nawet nie jest mi trudno, dopóki gotuję sama, ale osoba jedząca do tej pory normalnie może mieć kłopot. Jedzenie poza domem, cóż... bonanza ;)

Aby ułatwić sobie śledzenie diety i notowanie obserwacji i odkryć - śmiecę trochę na instagramie :) Zainteresowanych wysyłam pod #wiedzmadietuje


Ostatnio obeszłam ograniczenie dotyczące buraków i jestem dumna ;)
*Buraki są niedozwolone, ale botwina już tak. Nie wyobrażam sobie wczesnego lata bez barszczyku z ogródkiem - no i udało się :)

#pieseł

Nie mogłabym nie wspomnieć o najnowszym członku rodziny - Kingu! Jest młody, szalony i absorbujący - a dodatkowo nigdy nie miałam psa :)
Pies pasuje do rodziny - jest niewymiarowy i ma alergię pokarmową ;]
Wyleczyliśmy nawzajem swoje lęki - mój przed psami i jego przed otworzeniem serducha na nową rodzinę...

oto WZROK i ukochana zabawka
tu sytuacja wyjątkowa - sam z własnej woli przyniósł zabawkę :)
#ch*jowa pani domu

Bo ciężko nazwać to inaczej. Uczę się prowadzić dom, planować wydatki i zadania. Odkrywam patenty na obieranie marchewki i przedłużenie żywotności zupy oraz poszukuję idealnego papieru toaletowego.

awaryjne suszenie prania ;)

#włosowo

Nastała najtrudniejsza pora dla moich włosów - czerwiec. Większość radykalnych cięć, jakie miałam, było właśnie w czerwcu. Są ciągle spuszone i splątane, a sama pielęgnacja nieprzewidywalna. Dawno nie podobały mi się na tyle, by robić im zdjęcia. Nie mam sprawdzonych kosmetycznych pewniaków i zazwyczaj nie pamiętam, co nakładałam na włosy. Przeglądam zapasy odlewek i próbek - większość działa połowicznie ;]
Szukam dobrej odżywki myjącej i idealnego oleju do olejowania. Poszukiwania trwają ;]


Na razie nie planuję większych zmian w temacie włosów, chociaż droczę się z chłopakiem, że obetnę się na zapałkę :)

A co u Was słychać?

Ściskam!

czwartek, 19 maja 2016

Luźna myśl wieczorna - cycopad

Houk!

Zagwozdka dnia - jak się pisze takie krótkie, zabawne lub prześmiewcze wpisy o niczym konkretnym? Bo mi zawsze wyjdzie elaborat. Więc boję się zaczynać :)

Znacie to powiedzonko: "Ręce opadają"? Na pewno! A jak sytuacja niemile zaskoczy zwiększą siłą, to opadają nawet witki, zęby albo włosy.

Moje motto życiowe ostatnimi czasy jest takie:



Co rusz natrafiam na sytuacje, które wzbudzają albo histeryczny śmiech, albo nagłą potrzebę facepalma.

Ostatnio głównym bohaterem tych sytuacji jest u mnie służba zdrowia, ale niewiele za nimi są nasze urzędy kochane. Polityką się nie interesuję, szkoda mi czoła.

Inspiracją do wpisu jest fakt, że moje uczulenie na mleko jednak może być nietolerancją laktozy, taką w kosmos. Żeby badanie było drogie i okropne a leczenie trudne - ale nie jest.

I nagle poczułam się z tym bardzo nieszczęśliwa.
Nie dlatego, że znowu zignorował mnie ktoś, komu powierzyłam swoje sprawy, specjalista.
Nie dlatego, że konsekwencje zdrowotne (wiedzieliście, że nietolerancyjny nie wchłania leku, jeśli zawiera laktozę?).

Nie! Bo 3 lata nie jadłam lodów!

Tesco, lody bez glutenu i laktozy (nie znam dokładnego składu) - oferta od 19.05 do 1.06

Na szczęście nie mam cycków, więc cycopad mi nie grozi :)

A po czym Wam ostatnio cycki opadły?

środa, 4 maja 2016

Wiedźma w Bieszczadach - szlaki na Smerek

Bieszczady, Smerek - maj 2016

Witajcie!

Ostatnio mam pisarski niepokój. Tematy krążą mi po głowie i chciałyby przelać się na wirtualny papier, ale gdy siadam do pisania - nie wiem, jak zacząć, jak nawiązać - bo tematy są z różnych bajek. Chciałabym przerwać niemoc twórczą, więc zacznę, jak mi w duszy gra teraz. Na bieżąco i krótko. A potem zobaczymy :)

Wczorajszy dzień spędziłam pod bieszczadzkim niebem. Pogoda była niezła i warunki ogólnie lepsze, niż się spodziewałam po ostatnich chłodach. W bieszczadzkich dolinach jest zielono i soczyście a na szczytach powoli wkracza wiosna, chociaż wrażenie ogólne jest raczej jesienne. Nie ma w tym nic dziwnego - kilka lat temu na majówce rzucaliśmy się śnieżkami w krótkich rękawkach - magia gór, nawet tych niedużych ;P

W Bieszczady jeżdżę od dziecka. To jest moje miejsce na ziemi, gdzie ładuję baterie i przywracam problemom odpowiednie proporcje. W górach łatwiej mi podejmować decyzje i uspokoić chaos. 

Chciałam opisać kilka szlaków, na których bywam rzadko. Ich głównym minusem jest to, że kończą się na końcu świata i trzeba liczyć na stopa lub busa albo ktoś musi zawrócić po samochód, więc zazwyczaj wybieram inne a o tych nie pamiętam, co sądzić. Zanotuję wrażenia z jednego z nich, również dla siebie na przyszłość :)


SZLAK WETLINA/STARE SIOŁO - PRZEŁĘCZ ORŁOWICZA - SMEREK - KALNICA

Połonina Wetlińska jest jednym z popularniejszych szlaków w tej części Bieszczad. Główną przyczyną są stosunkowo krótkie trasy (do dwóch godzin na szczyt), świetne widoki na najwyższe partie Bieszczad i schronisko Chatka Puchatka, w którym można coś zjeść i napić się. Świetne rozwiązanie dla niewytrawnych turystów i rodzin z dzieciakami. A jednocześnie doświadczamy pełni wrażeń - jest i podgórska łąka, lasy mieszane i połoniny, niby podobne a jednak różne ;)
Po zachodniej stronie wzniesienia jest szczyt - Smerek.  Można się nań dostać z kilku miejsc, najkrótsza trasa wiedzie z Wetliny przez Przełęcz Orłowicza i w tej opcji w 2h można być na szczycie, idąc spokojnym krokiem, zatrzymując się podziwiać widoki i coś zjeść. Trasa nie jest trudna, ale spocisz się i zapracujesz na zakwasy :) Odcinek od przełęczy wiedzie już odsłoniętym grzbietem. Ścieżka jest kamienista i wymaga dobrych butów, ale nie trzeba ciągle patrzeć pod nogi (nawet taka ofiara jak ja ;p). Na szczycie można usiąść na ławce lub trawie i podziwiać.


Zejście do Kalnicy jest wygodną ścieżką wśród łąk i potem lasów. Trasa jest łatwa, z wyjątkiem kilku odcinków, gdzie są większe kamienne schody, które mogą stanowić problem dla mniejszych dzieci. Tuż za szczytem krzewy osłaniają od wiatru, niestety często też zasłaniają widoki (pod tym względem Rawki są najlepsze!!!). Minusem jest finisz, gdzie pod sam koniec szlak przecina się z drogami leśnymi i a) można zgubić szlak i jest niepokój b) odbywa się wycinka drzew i nie jest już ładnie. Rozjechane odcinki drogi potrafią być bardzo błotniste po deszczach.
Jak już wspomniałam - szlak dociera do drogi pośrodku niczego, choć na upartego można wrócić do Wetliny pieszo po asfalcie.


Już pamiętam, dlaczego Smerek nie jest moim ulubionym szczytem :) Nie jest zły, jeśli chciałabym zrobić większą trasę, np zacząć w Brzegach Górnych i szczytami przejść do Kalnicy (KLIK) i jeśli nie musiałabym się martwić o czas i transport, ale w opcji szybszej - są lepsze szlaki.

Skorzystałam że znalezionej na szybko mapy turystycznej - program wygląda ciekawie, można w nim porównać szlaki i podzielić się nimi na fejsie ;) Poniżej zrzut ekranu z moje wczorajszej trasy (KLIK). Przejście zajęło nam przewidziane 4h, już razem z przerwami na popas i podziwianie. Tempo równe i miarowe. Kondycja ekipy bardzo różna :P





Nie zanudziłam Was relacją? Macie jakieś dodatkowe pytania?

Jest tu ktoś bieszczadujący? :D

Ściskam!

środa, 6 kwietnia 2016

Nawilżanie włosów o niskiej porowatości - notatki z Science'y Hair Blog


Witam :)

Jak już się podzieliłam w poprzednim wpisie - odkryłam, że stary dobry włosomaniaczy blog Science'y Hair Blog żyje. Znalazłam na nim wpis o nawilżaniu włosów niskoporowatych. Jest na tyle długi, że wolałabym zrobić sobie notatki. Może przydadzą się i Wam, więc zapraszam :)


Włosy o niskiej porowatości też mają swoje problemy. Też mogą się puszyć, plątać i wysychać, być szorstkie i sztywne - niska porowatość przed tym nie chroni. Po prostu robią to inaczej.

Nawilżanie w tym przypadku to dostarczanie WODY, nie OLEJU. Zabawa w NAWADNIANIE polega głównie na wepchnięciu wody do środka i utrzymaniu jej tam.

Włosy NP są z natury hydrofobowe (odpychają wodę).

Łuska leżąca ciasno jest mniej podatna na zniszczenie. Składniki kationowe (antystatyki np cetrimonium chloride, ale też modne teraz antystatyki zrobione z miodu, skrobii) nie mają do czego się przyczepiać, więc zbierają się OBOK włosa i mogą obciążać.


1. Techniki działające z wierzchu:

  • odżywka b/s (myśl jak o stylizatorze), może nakładana na ociekające włosy?
  • filmotwórcze humektanty (np żel lniany, aloesowy, pantenol)
  • proteiny - im porowatość niższa a włos grubszy tym lepiej sprawdzą się małe cząsteczki, np hydrolizowana keratyna*, aminokwasy
  • olej jako b/s - prawdopodobnie włosy są wybredne w tej kwestii. Oleje zemulgowane i nie mogą zachowywać się inaczej
  • spróbuj odżywki bez antystatyków kationowych (np behentrimoniu chloride), mogą obciążać
*chyba w świecie istnieje kilka rozmiarów keratyny, ta dostępna na naszych półproduktach jest dość duża

Jako kuracja idealna wyłania się mieszanka średnio emolientowej maski z glutem lnianym, czytaj... Maska głęboko nawilżająca? ;)

2. Techniki działające w głębi

  • kuracje przed myciem, bogate w oleje (zwłaszcza wnikające (kokos, babassu) i półwnikające (z omega-9 KLIK) ). Im grubsze włosy tym dłuższa kuracja
  • podgrzewanie - primo ciepło lekko "spęcznia" włos, secundo upłynnia produkty przez co są łatwiej wchłaniane i lżejsze
  • parówki - zalety podgrzewania plus wpychanie wody w postaci pary we włosy
  • działanie zasadami, "spęcznianie"* czyli np wspomniane mycie z dodatkiem sody - które czasowo rozpulchnia łuskę i czyni ją bardziej przepuszczalną;
  • czasem po zabiegach niszczących jak rozjaśnianie (trwała ondulacja?) włosy paradoksalnie mają się lepiej, są gładsze i bardziej zdyscyplinowane
*"Spęcznienie" łuski sodą - mniej agresywna zmieszana z jogurtem, odżywką (UWAGA! metoda agresywna, zrób test) lub mydłem.

UNIKAJ WYSUSZENIA - bo ciężko je naprawić. Chroń włosy przed słońcem, wiatrem, mrozem, chlorowaną wodą itp.

Mała sprężystość może wynikać z genów. Dobre nawodnienie pomaga ale wyżej dupy nie podskoczysz ;)

Codziennie daj swoim włosom pić - np w formie mgiełki z wodą z dodatkiem aloesu albo rozwodnionej odżywki.

Po więcej szczegółów zapraszam do oryginalnego wpisu, to tylko mały wyciąg informacji. Informacje podane tutaj mogą, ale nie muszą się sprawdzić u każdego. Jakie są Wasze przemyślenia? Podobno jest nas - niskoporowatych - coraz więcej! Piszcie śmiało!

Ściskam!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Odkrycia blogowe



Witajcie w ten piękny wiosenny dzień!

Słonko świeci mocno, ptaki za oknem dają koncert, pojawiły się nowe kolory i jak co roku jestem zaskoczona, że zieleń potrafi być tak intensywna :D Tym bardziej nie chce się spędzać czasu przed monitorem ;p Więc będę zwięzła.

Na fali minionego? mijającego? Share Week - chciałam się z Wami podzielić moimi ostatnimi odkryciami blogowymi. Kategoria jest jedna. Kolejność przypadkowa. Klik w obrazek powinien przenieść Was na odpowiednią stronę :)

ODKRYCIA BLOGOWE - RANDOM!!!

KASIA GANDOR


Kasia jest chyba największym ostatnim odkryciem blogosfery :) Ujęły mnie jej zabawne obrazki a w następnej kolejności przystępne i pełne humoru podejście do tematów naukowych, związanych z biologią, których te obrazki dotyczą. Wyjaśnia konkretnie i bardzo trafnie. Z niecierpliwością czekam na każdy następny wpis :)

SCIENCE-Y HAIR BLOG


To było dopiero zmartwychwstanie ;) Science-y Hair Blog był pierwszym blogiem, z którego chłonęłam prawdy objawione o włosach, wielokrotnie odnosiłam się do niego we wpisach z cyklu "Naukowe", przemycałam przepisy na polskie podwórko (np pierwowzór tak popularnego laminowania włosów żelatyną, i to aż w trzech wariantach ;) ). Bardzo dobry blog o włosologii zza wielkiej wody. Obalający mity stare i nowe (te, które narosły podczas obalania mitów, bo i tych jest niemało).
Jakże wielka była żałoba, kiedy autorka zapowiedziała usunięcie bloga. Jakież było moje zdumienie, gdy dowiedziałam się, że blog po kilku latach powrócił i znowu się rozwija.

SŁOWIAŃSKI BESTIARIUSZ



Teraz coś z naszego podwórka. O bóstwach, które zamieszkiwały te tereny przed wiekami i zapewne nadal grają w naszych słowiańskich duszach. O zwyczajach, które przeniknęły do kultury i języka nawet nie wiemy, że są tak stare. Zapomniane legendy. Prawdziwa natura Marzanny i przepis na kutię :> Jeśli jesteś Słowianinem - chcesz przeczytać Słowiański Bestiariusz ;)

Ściskam Was wiosennie :D