Wiedzma bloguje

czwartek, 19 maja 2016

Luźna myśl wieczorna - cycopad

Houk!

Zagwozdka dnia - jak się pisze takie krótkie, zabawne lub prześmiewcze wpisy o niczym konkretnym? Bo mi zawsze wyjdzie elaborat. Więc boję się zaczynać :)

Znacie to powiedzonko: "Ręce opadają"? Na pewno! A jak sytuacja niemile zaskoczy zwiększą siłą, to opadają nawet witki, zęby albo włosy.

Moje motto życiowe ostatnimi czasy jest takie:



Co rusz natrafiam na sytuacje, które wzbudzają albo histeryczny śmiech, albo nagłą potrzebę facepalma.

Ostatnio głównym bohaterem tych sytuacji jest u mnie służba zdrowia, ale niewiele za nimi są nasze urzędy kochane. Polityką się nie interesuję, szkoda mi czoła.

Inspiracją do wpisu jest fakt, że moje uczulenie na mleko jednak może być nietolerancją laktozy, taką w kosmos. Żeby badanie było drogie i okropne a leczenie trudne - ale nie jest.

I nagle poczułam się z tym bardzo nieszczęśliwa.
Nie dlatego, że znowu zignorował mnie ktoś, komu powierzyłam swoje sprawy, specjalista.
Nie dlatego, że konsekwencje zdrowotne (wiedzieliście, że nietolerancyjny nie wchłania leku, jeśli zawiera laktozę?).

Nie! Bo 3 lata nie jadłam lodów!

Tesco, lody bez glutenu i laktozy (nie znam dokładnego składu) - oferta od 19.05 do 1.06

Na szczęście nie mam cycków, więc cycopad mi nie grozi :)

A po czym Wam ostatnio cycki opadły?

środa, 4 maja 2016

Wiedźma w Bieszczadach - szlaki na Smerek

Bieszczady, Smerek - maj 2016

Witajcie!

Ostatnio mam pisarski niepokój. Tematy krążą mi po głowie i chciałyby przelać się na wirtualny papier, ale gdy siadam do pisania - nie wiem, jak zacząć, jak nawiązać - bo tematy są z różnych bajek. Chciałabym przerwać niemoc twórczą, więc zacznę, jak mi w duszy gra teraz. Na bieżąco i krótko. A potem zobaczymy :)

Wczorajszy dzień spędziłam pod bieszczadzkim niebem. Pogoda była niezła i warunki ogólnie lepsze, niż się spodziewałam po ostatnich chłodach. W bieszczadzkich dolinach jest zielono i soczyście a na szczytach powoli wkracza wiosna, chociaż wrażenie ogólne jest raczej jesienne. Nie ma w tym nic dziwnego - kilka lat temu na majówce rzucaliśmy się śnieżkami w krótkich rękawkach - magia gór, nawet tych niedużych ;P

W Bieszczady jeżdżę od dziecka. To jest moje miejsce na ziemi, gdzie ładuję baterie i przywracam problemom odpowiednie proporcje. W górach łatwiej mi podejmować decyzje i uspokoić chaos. 

Chciałam opisać kilka szlaków, na których bywam rzadko. Ich głównym minusem jest to, że kończą się na końcu świata i trzeba liczyć na stopa lub busa albo ktoś musi zawrócić po samochód, więc zazwyczaj wybieram inne a o tych nie pamiętam, co sądzić. Zanotuję wrażenia z jednego z nich, również dla siebie na przyszłość :)


SZLAK WETLINA/STARE SIOŁO - PRZEŁĘCZ ORŁOWICZA - SMEREK - KALNICA

Połonina Wetlińska jest jednym z popularniejszych szlaków w tej części Bieszczad. Główną przyczyną są stosunkowo krótkie trasy (do dwóch godzin na szczyt), świetne widoki na najwyższe partie Bieszczad i schronisko Chatka Puchatka, w którym można coś zjeść i napić się. Świetne rozwiązanie dla niewytrawnych turystów i rodzin z dzieciakami. A jednocześnie doświadczamy pełni wrażeń - jest i podgórska łąka, lasy mieszane i połoniny, niby podobne a jednak różne ;)
Po zachodniej stronie wzniesienia jest szczyt - Smerek.  Można się nań dostać z kilku miejsc, najkrótsza trasa wiedzie z Wetliny przez Przełęcz Orłowicza i w tej opcji w 2h można być na szczycie, idąc spokojnym krokiem, zatrzymując się podziwiać widoki i coś zjeść. Trasa nie jest trudna, ale spocisz się i zapracujesz na zakwasy :) Odcinek od przełęczy wiedzie już odsłoniętym grzbietem. Ścieżka jest kamienista i wymaga dobrych butów, ale nie trzeba ciągle patrzeć pod nogi (nawet taka ofiara jak ja ;p). Na szczycie można usiąść na ławce lub trawie i podziwiać.


Zejście do Kalnicy jest wygodną ścieżką wśród łąk i potem lasów. Trasa jest łatwa, z wyjątkiem kilku odcinków, gdzie są większe kamienne schody, które mogą stanowić problem dla mniejszych dzieci. Tuż za szczytem krzewy osłaniają od wiatru, niestety często też zasłaniają widoki (pod tym względem Rawki są najlepsze!!!). Minusem jest finisz, gdzie pod sam koniec szlak przecina się z drogami leśnymi i a) można zgubić szlak i jest niepokój b) odbywa się wycinka drzew i nie jest już ładnie. Rozjechane odcinki drogi potrafią być bardzo błotniste po deszczach.
Jak już wspomniałam - szlak dociera do drogi pośrodku niczego, choć na upartego można wrócić do Wetliny pieszo po asfalcie.


Już pamiętam, dlaczego Smerek nie jest moim ulubionym szczytem :) Nie jest zły, jeśli chciałabym zrobić większą trasę, np zacząć w Brzegach Górnych i szczytami przejść do Kalnicy (KLIK) i jeśli nie musiałabym się martwić o czas i transport, ale w opcji szybszej - są lepsze szlaki.

Skorzystałam że znalezionej na szybko mapy turystycznej - program wygląda ciekawie, można w nim porównać szlaki i podzielić się nimi na fejsie ;) Poniżej zrzut ekranu z moje wczorajszej trasy (KLIK). Przejście zajęło nam przewidziane 4h, już razem z przerwami na popas i podziwianie. Tempo równe i miarowe. Kondycja ekipy bardzo różna :P





Nie zanudziłam Was relacją? Macie jakieś dodatkowe pytania?

Jest tu ktoś bieszczadujący? :D

Ściskam!

środa, 6 kwietnia 2016

Nawilżanie włosów o niskiej porowatości - notatki z Science'y Hair Blog


Witam :)

Jak już się podzieliłam w poprzednim wpisie - odkryłam, że stary dobry włosomaniaczy blog Science'y Hair Blog żyje. Znalazłam na nim wpis o nawilżaniu włosów niskoporowatych. Jest na tyle długi, że wolałabym zrobić sobie notatki. Może przydadzą się i Wam, więc zapraszam :)


Włosy o niskiej porowatości też mają swoje problemy. Też mogą się puszyć, plątać i wysychać, być szorstkie i sztywne - niska porowatość przed tym nie chroni. Po prostu robią to inaczej.

Nawilżanie w tym przypadku to dostarczanie WODY, nie OLEJU. Zabawa w NAWADNIANIE polega głównie na wepchnięciu wody do środka i utrzymaniu jej tam.

Włosy NP są z natury hydrofobowe (odpychają wodę).

Łuska leżąca ciasno jest mniej podatna na zniszczenie. Składniki kationowe (antystatyki np cetrimonium chloride, ale też modne teraz antystatyki zrobione z miodu, skrobii) nie mają do czego się przyczepiać, więc zbierają się OBOK włosa i mogą obciążać.


1. Techniki działające z wierzchu:

  • odżywka b/s (myśl jak o stylizatorze), może nakładana na ociekające włosy?
  • filmotwórcze humektanty (np żel lniany, aloesowy, pantenol)
  • proteiny - im porowatość niższa a włos grubszy tym lepiej sprawdzą się małe cząsteczki, np hydrolizowana keratyna*, aminokwasy
  • olej jako b/s - prawdopodobnie włosy są wybredne w tej kwestii. Oleje zemulgowane i nie mogą zachowywać się inaczej
  • spróbuj odżywki bez antystatyków kationowych (np behentrimoniu chloride), mogą obciążać
*chyba w świecie istnieje kilka rozmiarów keratyny, ta dostępna na naszych półproduktach jest dość duża

Jako kuracja idealna wyłania się mieszanka średnio emolientowej maski z glutem lnianym, czytaj... Maska głęboko nawilżająca? ;)

2. Techniki działające w głębi

  • kuracje przed myciem, bogate w oleje (zwłaszcza wnikające (kokos, babassu) i półwnikające (z omega-9 KLIK) ). Im grubsze włosy tym dłuższa kuracja
  • podgrzewanie - primo ciepło lekko "spęcznia" włos, secundo upłynnia produkty przez co są łatwiej wchłaniane i lżejsze
  • parówki - zalety podgrzewania plus wpychanie wody w postaci pary we włosy
  • działanie zasadami, "spęcznianie"* czyli np wspomniane mycie z dodatkiem sody - które czasowo rozpulchnia łuskę i czyni ją bardziej przepuszczalną;
  • czasem po zabiegach niszczących jak rozjaśnianie (trwała ondulacja?) włosy paradoksalnie mają się lepiej, są gładsze i bardziej zdyscyplinowane
*"Spęcznienie" łuski sodą - mniej agresywna zmieszana z jogurtem, odżywką (UWAGA! metoda agresywna, zrób test) lub mydłem.

UNIKAJ WYSUSZENIA - bo ciężko je naprawić. Chroń włosy przed słońcem, wiatrem, mrozem, chlorowaną wodą itp.

Mała sprężystość może wynikać z genów. Dobre nawodnienie pomaga ale wyżej dupy nie podskoczysz ;)

Codziennie daj swoim włosom pić - np w formie mgiełki z wodą z dodatkiem aloesu albo rozwodnionej odżywki.

Po więcej szczegółów zapraszam do oryginalnego wpisu, to tylko mały wyciąg informacji. Informacje podane tutaj mogą, ale nie muszą się sprawdzić u każdego. Jakie są Wasze przemyślenia? Podobno jest nas - niskoporowatych - coraz więcej! Piszcie śmiało!

Ściskam!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Odkrycia blogowe



Witajcie w ten piękny wiosenny dzień!

Słonko świeci mocno, ptaki za oknem dają koncert, pojawiły się nowe kolory i jak co roku jestem zaskoczona, że zieleń potrafi być tak intensywna :D Tym bardziej nie chce się spędzać czasu przed monitorem ;p Więc będę zwięzła.

Na fali minionego? mijającego? Share Week - chciałam się z Wami podzielić moimi ostatnimi odkryciami blogowymi. Kategoria jest jedna. Kolejność przypadkowa. Klik w obrazek powinien przenieść Was na odpowiednią stronę :)

ODKRYCIA BLOGOWE - RANDOM!!!

KASIA GANDOR


Kasia jest chyba największym ostatnim odkryciem blogosfery :) Ujęły mnie jej zabawne obrazki a w następnej kolejności przystępne i pełne humoru podejście do tematów naukowych, związanych z biologią, których te obrazki dotyczą. Wyjaśnia konkretnie i bardzo trafnie. Z niecierpliwością czekam na każdy następny wpis :)

SCIENCE-Y HAIR BLOG


To było dopiero zmartwychwstanie ;) Science-y Hair Blog był pierwszym blogiem, z którego chłonęłam prawdy objawione o włosach, wielokrotnie odnosiłam się do niego we wpisach z cyklu "Naukowe", przemycałam przepisy na polskie podwórko (np pierwowzór tak popularnego laminowania włosów żelatyną, i to aż w trzech wariantach ;) ). Bardzo dobry blog o włosologii zza wielkiej wody. Obalający mity stare i nowe (te, które narosły podczas obalania mitów, bo i tych jest niemało).
Jakże wielka była żałoba, kiedy autorka zapowiedziała usunięcie bloga. Jakież było moje zdumienie, gdy dowiedziałam się, że blog po kilku latach powrócił i znowu się rozwija.

SŁOWIAŃSKI BESTIARIUSZ



Teraz coś z naszego podwórka. O bóstwach, które zamieszkiwały te tereny przed wiekami i zapewne nadal grają w naszych słowiańskich duszach. O zwyczajach, które przeniknęły do kultury i języka nawet nie wiemy, że są tak stare. Zapomniane legendy. Prawdziwa natura Marzanny i przepis na kutię :> Jeśli jesteś Słowianinem - chcesz przeczytać Słowiański Bestiariusz ;)

Ściskam Was wiosennie :D

wtorek, 15 marca 2016

Porozmawiajmy o włosach... z Anwen o porowatości (cz.2)




Witajcie :)

Dzisiaj przed Wami pierwszy z wpisów z nowego cyklu u Anwen - "Porozmawiajmy o włosach...". Dzisiaj w menu porowatość włosów, temat, który niejednej włosomaniaczce śnił się po nocach :) Mam nadzieję, że znajdziecie w naszej rozmowie odpowiedzi na swoje pytania!

Jeśli nie czytałyście jeszcze pierwszej części - znajdziecie ją na blogu Ani pod linkiem zamieszczonym poniżej - a ja zapraszam na kontynuację!




Wiedźma: No właśnie podałaś świetne przykłady, dlaczego porowatość nie może być jedynym kryterium w doborze włosowej ścieżki ;) Wielogodzinne kompresowanie rozmiękcza łuskę, która na porowatych włosach jest albo już zniszczona albo podatna. Woda tutaj jest czynnikiem szkodliwym (też nie popadałabym w skrajność, bo kompresować warto). Można ograniczyć jej ilość (odżywianie na suche albo lekko zwilżone włosy) albo czas - przykładowe 30 minut to uśrednione optimum. Z wyjątkiem bardzo opornych drutów ;) włos w ciągu 15-30 minut przyswoi sobie wszystko co mu trzeba z kuracji. Przy olejowaniu te czasy są dłuższe bo nie ma wody, która jednak ułatwia wnikanie.

Anwen: Czyli generalnie się ze sobą zgadzamy :)) Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia, z którą często zwracały się do mnie dziewczyny, a którą sama obecnie widzę na własnych włosach. Czasem jest tak, że nasze włosy mają różną porowatość – moje u nasady są średnie, a nawet mam wrażenie bliżej im do porowatości niskiej, a końce po rozjaśnianiu są wręcz ekstremalnie wysokoporowate. Czy Twoim zdaniem warto się wtedy bawić w podwójną pielęgnację? Inaczej traktować włosy u nasady, a inaczej na końcach? Czytałam na kilku blogach o nakładaniu różnych olei równocześnie czy różnych masek, ale jakoś mnie ten pomysł nie przekonuje. Na razie szukam produktów, które sprawdzą się dobrze i tu i tu. A jakie jest Twoje zdanie?

Wiedźma: Na pewno można stosować wieloraką pielęgnację i może ona przynosić niezłe efekty - wszystko jest OK dopóki się dobrze przy tym bawimy. Oczywiście odradzałabym to osobom z problemami skórnymi, wypadaniem włosów i alergią, bo tu zawsze im mniej tym lepiej. Sama muszę dogadzać przede wszystkim skórze głowy, a najlepiej jeśli produkt dobrze traktuje również włosy. Natomiast zróżnicowana pielęgnacja nie sprawdza się u mnie wcale, nawet na włosach przepalonych trwałą. W przypadku takim jak Twój pomyślałabym raczej o dobrym serum na końce i dodatkowym odżywianiem przed myciem, nawet na sucho, niż o oddzielnych kosmetykach.

Anwen: Dobre serum to u mnie podstawa, odżywianie przed myciem też ;) więc trafiłaś w 10tkę. Chociaż i jedno i drugie sprawdza się u mnie niezależnie od porowatości włosów, bo i przed rozjaśnianiem je z powodzeniem stosowałam. Ty masz włosy niskoporowate, masz może jakąś ‘złotą’ poradę dla posiadaczek takich włosów? 

Wiedźma: Ciężko mówić o zupełnie zdrowych włosach, jeśli sięgają za łopatki i były farbowane ;) Twoja codzienna pielęgnacja bardzo zmieniła się po rozjaśnianiu? Zwłaszcza w kwestii ulubionych składników? 
Niskoporowatym szczególnie polecam minimalizm kosmetyczny, czyli nie za wiele kroków, produktów i składników naraz, np raz ziołowo, raz emolientowo a jeszcze kiedy indziej prawie głodówkę. Czasem minimum daje lepszy efekt, niż bogate kuracje u innych. A do tego regularne olejowanie (nawet kropelką oleju). 

Anwen: Moje przed rozjaśnianiem właśnie bardzo dobrze reagowały na to co Ty nazywasz głodówką a ja wtedy nazywałam detoksem ;) Teraz im to zdecydowanie nie służy, tak samo jak aloes w nieograniczonej wręcz ilości, który dawniej moje włosy kochały. Musiałam sporo pozmieniać w pielęgnacji i przyznam szczerze na początku nie było to łatwe, bo odruchowo, z przyzwyczajenia traktowałam włosy tak jak dawniej co często kończyło się klasycznym BadHairDay. To od razu przypomniało mi odwrotny problem, o którym piszą moje czytelniczki – jak pod wpływem pielęgnacji obniża im się porowatość i włosy przestają dobrze reagować na dotychczasową pielęgnację. Co Twoim zdaniem najlepiej wtedy zrobić? Wyrzucić dawnych ulubieńców do kosza i szukać ‘idealnej pielęgnacji’ od nowa czy może wystarczy postawić na minimalizm i po prostu rzadziej po nie sięgać/trzymać krócej?

Wiedźma: Zależy, jak bardzo jest źle. Jeśli na głowie jest masakra to szkoda się szarpać ;) 
W przeciwieństwie do wzrostu przez zniszczenie - w miarę "zdrowienia" porowatość spada stopniowo, więc zmiany w pielęgnacji raczej też takie będą. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, więc szukałabym innych metod aplikacji - trzymanie krócej lub odżywianie przed myciem - może to wystarczy? 

Anwen: Wiem, że to nie dotyczy porowatości, o której miałyśmy dziś rozmawiać, ale nie mogę oprzeć się pokusie by nie spytać Cię o odżywianie przed myciem. Jak pewnie wiesz ja jestem jego wielką zwolenniczką i doskonale wiem, że to działa, ale wiem też, że metoda ta wzbudza kontrowersje. Na niektórych blogach możemy przeczytać, że to marnotrawstwo masek. Ciekawa jestem jak Ty się na to zapatrujesz?

Wiedźma: Może te dziewczyny za krótko trzymają? ;) To tak, jakby podważać skuteczność olejowania albo tradycyjnej maski z jajem, bo się je zmywa. Tak jak z odżywkami nakładanymi po myciu na minutkę – niby składniki nie zdążą się wchłonąć, związać czy co tam mają zrobić.

Anwen: Bardzo możliwe. Podejrzewam też, że może szorują potem te włosy na długości mocnym szamponem i rzeczywiście ‘zmywają’ z nich wszystko co dobre, to by było jakieś tłumaczenie ;) Wracając do porowatości to została nam jeszcze jedna grupa – mówiłyśmy już o olejach i proteinach, a jak jest Twoim zdaniem z humektantami? Czy w ich przypadku również warto patrzeć na porowatość włosów i np. mając wysoką ich unikać?


Wiedźma: Absolutnie nie! Humektanty są dobre i potrzebne każdym włosom! Niestety są trudnymi składnikami - te wszystkie interakcje pogodowe, puszenie i niech św Curla broni przed użyciem ich bez emolientów - ale przysłowiowa kropla to kropka nad pielęgnacyjnym "i".

Anwen: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę! Jestem pewna, że to nie ostatni raz, gdy Cię tak przepytuję ;)

Wiedźma: Dziękuję Ci również!


Wam też dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne odcinki włosowych rozmów :)


Wszystkich zainteresowanych odsyłam do "najważniejszego" wpisu o porowatości włosów, jaki powstał na moim blogu:
O budowie i porowatości włosów
Oraz do wpisów o wielkości cząsteczek olejów i protein:
Oleje - szczegóły wnikania wg zawartości kwasów tłuszczowych
Kwasy tłuszczowe w olejach roślinnych
Proteiny w liczbach

Ściskam!

sobota, 5 marca 2016

Cudowna kuracja dla słabych paznokci oraz kiedy warto zanieść dłonie do dermatologa


Witajcie!

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić niepozorny produkt, który uratował moje paznokcie!

Pewnie znacie mnie już od tej strony - zdrowie często płata mi figle, mam niską odporność i nieobce mi objawy niedożywienia.

W związku z dzisiejszym tematem - zaniosłam do dermatologa paznokcie, przy okazji innych tematów - bo od kilku lat robią mi niemiłe niespodzianki i ostatnio im się nasila.
Są słabe, cienkie i miękkie, łatwo się łuszczą, rosną pełne rowków i odklejają się na końcach. Jest to nie tylko brzydkie, ale i kłopotliwe - potrafi boleć jak palec przytrzaśnięty drzwiami i zdarzają się problemy z chwytaniem drobnych przedmiotów czy odkręceniem słoika.

Wizualnie obrazuje to zdjęcie (dzisiejsze, po ponad miesiącu kuracji). Paznokieć na lewym kciuku to punkt odniesienia - jest w miarę w normie, tylko troszkę krzywy i nie sprawia większych problemów. Na prawym końcówka przedstawia całe dobrodziejstwo inwentarza: rowki, deformacje, odklejanie od łożyska, cofnięcie wolnej końcówki i odsłonięcie łożyska, łuszczenie powierzchni i łuszczenie skóry.

Czerwone skórki też są tematem dalszych badań. Obydwa problemy (powracające deformacje oraz zaczerwienienia) warto pokazać lekarzowi, bo mogą nie być tylko defektem estetycznym.


KURACJA

Dermatolog zalecił wcieranie kremu NovoPhane w styczniu. Preparat jest dostępny w aptekach bez recepty i zupełnie bezpieczny, więc mogę go Wam bez oporów polecić :) Krem zalecany jest w przypadkach onychoreksji (trudne słowo :P), czyli niedożywienia paznokcia, która może mieć kilka przyczyn. Oczywiście do przyczyny też trzeba dotrzeć :)




Wiedźma analizuje skład. Nie powalił mnie na kolana. Emulsja zawieszona w parafinie, substancje nawilżające i natłuszczające, pojedyncze witaminy - co w tym wyjątkowego? Spodziewałam się co najwyżej nawilżenia skórek i nabłyszczenia płytki. Do tego zniechęcająca cena (ponad 30zł za tubkę w aptekach stacjonarnych!) w porównaniu do moich cudownych odżywek olejowych.

Preparat ma formę rzadkiego kremu. Zapakowany jest w małą tubkę z dzióbkiem. Prawie nie ma zapachu. Wchłania się dość szybko i nie brudzi, chociaż w zakamarkach skóry lubi zbierać brud.



Aplikacja. Tja. Okazuje się, że całe życie źle nakładałam odżywki :) Wszystkie tutorialowe guru, a nawet kosmetyczki, które podglądałam - wcierają odżywki i olejki w skórki u nasady paznokcia. Tę należy wcierać głębiej (tak jak pasek kremu na zdjęciu), macierz może sięgać dobre kilka milimetrów poza wał paznokciowy - a tylko resztę przeciągnąć na skórki i paznokieć.

DZIAŁANIE

Doraźne jest znikome - nie widzę poprawy wyglądu starszych części paznokci, nie poprawiły się też skórki, nadal się zadzierają i lubią popękać.

Za to długofalowe! Pierwszy raz zauważyłam działanie odżywki na dłuższą metę! Nowy paznokieć, który odrasta - w tym momencie jest go mniej więcej połowa na kciukach i 2/3 na pozostałych palcach - jest gładki, BEZ ROWKÓW, wygląda zdrowo, nawet nie rysuje się tak łatwo. To wielka poprawa i bardzo mnie cieszy. Jeszcze nie wiem, czy nowy paznokieć nie będzie się odklejał od łożyska. We'll see :)

Czy to na pewno zasługa tego kremu? Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dołożył się do ogólnego efektu. Nie bez znaczenia jest na pewno codzienny masaż, fundowany palcom przy okazji aplikacji, oraz przymusowy odwyk od odsuwania skórek przez pierwsze tygodnie kuracji (przygotowanie do badania). Było ciężko, gdyż jestem nałogowym skórkodłubaczem...

Myślę, że krem NovoPhane może pomóc paznokciom osłabionym ze względu na przednówek czy w wyniku długotrwałego stresu, obniżonej odporności albo jeśli ciągle wystawiamy dłonie na szkodliwe czynniki (np chemikalia, środki czyszczące). Raczej nie pomoże paznokciom zniszczonym mechanicznie np przez manicure.

ANALIZA TO NIE WSZYSTKO :)

Ostatnio zaskoczyło mnie kilka produktów, które skreśliłabym ze względu na skład. Za ten nie dałabym złamanego grosza, a tu proszę, taka niespodzianka :) Jeśli macie problematyczne paznokcie, przyjrzyjcie się technice aplikowania odżywek.

Ponownie i do znudzenia zachęcam Was, żeby problemy ze skórą czy paznokciami konsultować z lekarzem, zwłaszcza jeśli pojawiają się nagle lub uporczywie wracają,

Ściskam!

piątek, 5 lutego 2016

Zakupowo z Wiedźmą - smaki Azji :)



Witajcie :)

Jak się macie po tłustoczwartkowym obżarstwie?
Korzystajcie (byle z głową), a potem będzie można odpokutować grzechy, wcale nie mniej przyjemnie :) Bo sklepy rozpieszczają nas w tej chwili azjatyckimi przysmakami. Przy odrobinie chęci kuchnia wschodu może być bardzo lekka i zdrowa (nie twierdzę, że nasza nie :) ).
Bardzo lubię niektóre składniki z kuchni azjatyckiej, bo wzbogacają moją ubogą dietę alergika ;] Chciałam pokazać Wam, które produkty wyjątkowo mnie kuszą :D

(Jeśli plan się powiódł - obrazki linkują do gazetki promocyjnej, gdzie możecie zobaczyć zdjęcie w powiększeniu i opis)

Najpierw Biedronka, w której azjatyckie szaleństwo właśnie trwa (ale jeszcze będzie na półkach wiele pyszności).




Moje hity - makaron ryżowy, który nie wymaga gotowania (świetny do rosołu!) oraz papier ryżowy, dzięki podobnemu wyczarowałam na szybko "uszka' wigilijne KLIK :)




Olej kokosowy - mój ulubiony olej kosmetyczny i od niedawna spożywczy, zwłaszcza bezzapachowy jak ten jasny.



Tofu - ciekawy zamiennik twarogu dla bezmlecznych. Tworzyłam już sojowe twarożki na słono czy słodkie serniczki. Wymaga innego podejścia niż twaróg ale gdy już się załapie, o co chodzi - to wdzięczny składnik! Niestety dowiedziałam się, że soja jest niewskazana przy problemach z tarczycą, więc staram się jej unikać :(


Makaron ryżowy z zieloną herbatą - ciekawy! Pasuje do dań o delikatnym smaku, np z kawałkami kurczaka i siekanymi pestkami (orzeszki ziemne, słonecznik).




Ciekawe sosy! Bardzo lubię sos Mild Curry - wcale nie taki mild ;) Nie zawiera glutenu ani mleka, całkiem ładny skład. No i bogaty aromat :D


Pasty curry w saszetkach. Skusiłam się na obie :) Krótki i ciekawy skład, mała porcja do zjedzenia na raz. Gluten free.

Przerażają mnie trochę przepisy, zawarte w tej gazetce. Mają bardzo długą listę składników. Jako niewprawny kucharz nie przepadam za takimi, na pewno efekt jest oszałamiający ale bojem siem ;]

Oraz Lidl - oferta ważna od 8.02 :)


Najlepsze mleko kokosowe EVER!!! Jeden z lepszych składów spośród kokosków dostępnych w sklepach oraz najlepsza cena, również w stałej ofercie :) Używam do gotowania codziennie, wszędzie, gdzie pasowałaby śmietana albo nawet masło: do kawy, sosów mięsnych, zup kremowych. Nie narzuca aromatu kokosa a tak cudnie wzbogaca konsystencję :D


Makarony azjatyckie, a zwłaszcza Glass Noodles (za pierwszym razem opisany po polsku jako sojowy, co jest bzdurą) - nie skłamię, jeśli powiem, że to mój ulubiony :)


Kusi mnie też woda kokosowa i owoce mango w puszce, ale najpierw zapoznam się ze składem :)


Jestem fanką sushi :) Różowy imbir, zielone nori i wściekle ostre wasabi :D Oczywiście najlepiej w dobrym towarzystwie :)



A na deser być może obejrzę smycz automatyczną, bo od niedawna mam pieska. Pytanie do Was - czy taka automatyczna smycz to dobry pomysł? Na co zwracać uwagę przy zakupie? Piesek jest młody i trochę wariat.

oto Kinguś!
(kliknięcie w zdjęcie przeniesie Cię na moje konto na Instagramie, gdzie umieszczę więcej zdjęć słodziaka, jeśli da się uchwycić w locie)

Lubicie kuchnię azjatycką? Jakie są Wasze hity i kity kuchni wschodu?

Ściskam!

piątek, 15 stycznia 2016

Debeściaki 2015


Helou!

Witajcie w Nowym Roku!

Fala podsumowań minionego roku się kończy, ale jeszcze tak jakby wypada mi dorzucić moje :D

Dziękuję Wam, którzy (które) tu zaglądacie!

Zgrzeszyłam... Na blogu działo się mniej, bo 1) skonsumowała (i na koniec wypluła) mnie praca oraz 2) moje zainteresowania znowu pobiegły trochę w inną stronę i nie jestem pewna, czy to dobry temat na tego bloga, jeśli w ogóle? Np boję się pisać o zagadnieniach okołozdrowotnych, bo czuję się odpowiedzialna za Was, robaczki moje :]
Meandry tych zainteresowań widać na innych portalach, gdzie do mnie zaglądacie - mianowicie na facebooku, bloglovin i od niedawna na instagramie, chociaż i tak staram się głównie kosmetyczyć.


NAJPOPULARNIEJSZE WPISY EVER

Najczęściej zaglądacie do starych wpisów, zwłaszcza z 2012 roku. Interesuje Was naukowe podejście do włosów i kosmetyków, chcecie zrozumieć tajne mikstury w słoiczkach i buteleczkach oraz okiełznać swoje niepokorne włosy - gratulacje :) Co prawda na koniec nauki pozostaje pokornie przyjąć, co natura dała, ale przynajmniej rozumiemy trochę tego chaosu.







NAJPOPULARNIEJSZE WPISY SPŁODZONE W 2015

Z tegorocznych wpisów najbardziej podobały się Wam bardzo różne tematy.






I bardzo lubiany przeze mnie - Denko olejowe. Nigdzie nie znajdziecie opinii o tylu mało znanych olejach, trust me (I'm engeneer) ;)



AKCJA ROKU w sieci

Razem z Wami - i z Balbiną - zrobiłam styczniowy odwyk zakupowy, by dojść do wniosku, że jednak NIE JESTEM MINIMALISTKĄ i po prostu lubię mieć trochę buteleczek i słoiczków wokół siebie :) Co nie wyklucza opcji ponownego odwyku w tym roku, teraz, zaraz, za chwilkę ;)




AKCJA ROKU w realu

Zrobiłam większe PRZEMEBLOWANIE w moim pokoju. Czemu o tym wspominam? Odkryłam przy okazji, że potykam się o przedmioty niekoniecznie dlatego, że jest ich za dużo - część po prostu nie miała gdzie mieszkać. Nabytkiem roku zdecydowanie jest REGAŁ na książki i pudła, w których mieszkają nieustawne kosmetyki i (w osobnym, żeby nie było) buty do tańca.



Bardzo dobrze wspominam też WIELKIE WYRZUCANIE, które pomogło mi odzyskać przestrzeń życiową i spokój ducha na jakiś czas ;) Lubię wyrzucać. Czy to się leczy? ;)

Przy selekcji kosmetyków bardzo pomaga mi system karnych kresek i kropek stawianych na opakowaniu, kiedy po użyciu danego skarbu coś jest nie tak. Cztery punkty karne nakreślone czarno na białym ułatwiają podjęcie jakże trudnej, męskiej decyzji o pożegnaniu.

KOSMETYK "ujdzie" ROKU

Wielki Chaos nastał w mojej PIELĘGNACJI. W lecie musiałam wybrać trochę różnych leków i od tej pory nic mi się nie zgadza. Układ pokarmowy nie mój, skóra nie moja i do tego marudna. Tylko włosy prawie jak moje, nadal niskoporowate i nadal za dużo ;) W związku z powyższym kosmetyków ulubionych nie mam. Mogły działać cuda jednego dnia a zrobić spore kuku drugiego i zupełnie nie wiem, co zawiniło...

Jedyny kosmetyk, o którym mogę się wyrazić pozytywnie, tzn użyty kilka razy ciągle sprawował się poprawnie, jest Kuracja 7 efektów Marion, która kupiłam za kilka PLN w Biedronce i moje włosy kręcą się po niej jak głupie dziarsko i są mniej spuszone, jeśli pogoda jest puchogenna :D Jest to serum emolientowe ze znaczną zawartością silikonów średnio i łatwozmywalnych. U mnie okazało się szalenie wydajne i jedna ampułka starcza na kilka użyć. Efekty po tej kuracji pokazywałam tutaj KLIK.


To byłoby tyle na dziś :)

Jaki był Wasz 2015 rok?