Wiedzma bloguje

piątek, 25 listopada 2016

Hullachan Pro (H1) - opinia o baletkach



Witajcie!
Dzisiaj nie dołączam do fali wpisów o promocjach. W związku ze zbliżającymi się zakupami innej maści chciałam podzielić się moją opinią na temat kolejnych butów do tańca irlandzkiego - baletek Hullachan Pro (H1).
Są to moje drugie baletki i męczę je już prawie 8 lat. Właśnie kończą swój długi żywot.

Baletki te uszyte są w sposób, który umożliwia stanie bardzo wysoko na palcach, co jest bardzo pożądane w tańcach miękkich. Jest to możliwe dzięki ultraciasnym czubkom i dodatkowym warstwom skóry, która czyni je twardymi, nie tak jak w baletowych pointach ale różnica jest zauważalna. Rozmiar pomogła mi dobrać osobiście pani Rose Clark ze stoiska Feiswear na moich pierwszych zawodach w Krakowie. Pamiętam jak dziś ;)

Kosztowały wtedy pół majątku - troszkę ponad 40 GBP, obecnie są nadal w sprzedaży i kosztują 44GBP.

KLIK

Jakie jest moje zdanie na ich temat?

Zacznę od plusów - są trwałe jak diabli. Przez te wszystkie lata wymagały jedynie niewielkich napraw, kiedy coś się odpruło. Dopiero od niedawna widać, że nadszedł ich koniec. Skóra, szwy i wyściółki są bardzo wysokiej jakości.
Potwierdzam obietnice dotyczące fasonu - baletki rzeczywiście ułatwiają taniec wyżej na palcach.

A minusy?
Fason nie jest dla mnie. Niesłusznie uległam modzie i wybrałam buty o złym kształcie czubka. Paznokcie i palce długo mi tego nie zapominały ;]
Jest też zła strona trwałości - rozbicie baletek do stadium, w którym dobrze leżały na stopie zajęło wieki.
*Z tego, co pamiętam, u koleżanek buty rozbiły się znacznie szybciej, nadal jednak dobrze je wspominają.

Biorąc pod uwagę powyższe - bez wątpienia kupię następne baletki z tej firmy, ale inny model, bez pancernych czubków, choćby Gazelki ;)

A że w stepach Ryan O'Donell wypadły dziury w klockach i puszczają szwy - to zakupy te będę wkrótce ;] Ostrzę zęby na stepy Pacelli, wspominane między wierszami w tym wpisie, moje wieloletnie ukochane i zatańczone na śmierć Ultraflexi, w których wytrzaskałam wszystkie awanse do open :D Również zakupione u państwa Clark, i również z łezką w oku wspominam, jak niechcący wytargowałam kilkanaście euro rabatu :P

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @wiedzma_bloguje


zbiory prywatne ;)

Pamiętam moje zdziwienie, że poprzedni wpis z tej serii zainteresował kogoś więcej niż roboty google ;)

A jakie dziwne zainteresowania macie Wy? :) Piszcie w komentarzach!

Houk! :)

niedziela, 16 października 2016

Pielęgnacja dla młodej damy




Cześć!
Grzebałam w przepastnych archiwach bloga i trafiłam na niedokończony wpis (sprzed kilku lat!!).
Była to odpowiedź na list mamy z pytaniem o pielęgnację dla córki.

Córa ma 7 lat,włoski brązowe, z lekkimi jasnymi pasemkami, cienkie. Chciałabym je wzmocnić, niestety nie mam pojęcia czym :( Dodam że wypadają jej, nie jakoś specjalnie, ale jak ma spięte to jak ściąga gumki, wtedy ma pełno wyrwanych. proszę o radę :)

Moja odpowiedź wtedy:

Najprostsza rada, jaką mogę dać: z włoskami i z cebulkami obchodzić się delikatnie. 
Jako gumka lepsza będzie miękka frotka, zamiast ciasnego kucyka warkocze.
Rozczesywanie zaczynać od końców i nie czesać włosów, kiedy są wilgotne.

Do mycia - łagodny szampon, np Babydream albo Hipp, one trochę plączą włosy więc nie próbować ich rozplątać, dopóki na włosach nie będzie odżywka.
Jeśli nie przeszkadza Pani inne zastosowanie na etykiecie - balsam do kąpieli dla kobiet w ciąży Babydream fur Mama, zadziała od razu jak szampon z lekką odżywką.

Jako odżywka do spłukiwania - dobre powinny być takie z proteinami pszenicy, np Isana Seidenglanz (różowa) lub Isana HaarKur w tubce, ta: KLIK
Jeśli odżywki do spłukiwania są za ciężkie lub będzie potrzebne coś dodatkowo - odżywka w sprayu bez alkoholu, np Isana Oil Care: KLIK
taka odżywka w sprayu ułatwi rozczesanie kołtunów. Do tego wg mnie pachną owocowo.

Przy takim zestawie może być potrzeba co jakiś czas (np co 2 tyg) użyć silniejszego szamponu, np ziołowego (Barwa, Pollena - dostępne wszędzie, nawet w kioskach).

Polecam kosmetyki z Rossmanna, bo są dobrej jakości w porównaniu do ceny i jest duży wybór w jednym miejscu.
Jeśli nie ma Pani blisko drogerii Rossmann to proszę dać znać, coś wymyślę :)

Wypadanie prawdopodobnie nie jest poważne dopóki włosy nie są wszędzie naokoło, ale może warto przyjrzeć się diecie Pani córki, a jeśli coś panią niepokoi to poprosić lekarza o kompleksowe badania.

Jako, że lubię domowe sposoby i dobrze je wspominam ze swojego dzieciństwa - może warto pokusić się o płukankę z piwa? Wszystko opisane tutaj: KLIK
Żeby wzmocnić cebulki włosów troszkę piwa, nawet nieodgazowanego można wmasować w skórę głowy przed myciem.

Maska z żółtka i oliwy będzie za ciężka, ale może pomóc włosom np po intensywnych wakacjach :)

Pozdrawiam
Wiedźma

Co poradziłabym dziś?

Zapewne inne odżywki, bo te już nie są w sprzedaży - np. Nivea, bo są PEH-owe, mają ładne składy (tzn bez konserwantów, których sama unikam) i ładnie pachną. 
Pomyślałabym o olejowaniu w formie przetarcia włosów kilkoma kroplami oleju albo kremu o ładnym składzie. Albo te nowe olejki Isana HC są obiecujące, widziałam jaki efekt dał babassowy u znajomej pierwszoklasistki :D
Nie pomyślałabym o wcierce z piwa :D Ale popieram zamysł: mała zawartość alkoholu pobudzi krążenie i łagodnie odkazi, zioła i drożdże odżywią mieszki i uregulują wydzielanie łoju.
Zrobiłabym morfologię, żeby wykluczyć skłonności do anemii. 
Ale poza tym - nawet mądra ta wiedźma, skleciła pigułkę i jeszcze przekazała w taki sposób, żeby nie zarzucać mamy lawiną teorii :P Mamy mają i tak swoje na głowie ;]

Ale to wszystko teoria, nie testowałam jej nigdy na 7-letniej dziewczynce i nie wiem, czy się sprawdzi. Jak sądzicie?

Ściskam!
Wiedźma

piątek, 9 września 2016

Wiedźma u dietetyka. Dieta low FODMAP



Witajcie :)

Dawno, dawno temu, Kascysko pisała o swoich doświadczeniach z dietetykiem. Niedawno  temat poruszyła Anwen i pomyślałam, że teraz kolej na mnie.

Bo dieta to nie tylko walka ze złymi nawykami i odchudzanie.

Żyjemy w epoce uświadamiania sobie na każdym kroku, że "jesteś tym co jesz". Już nawet szary obywatel wie, że tłuszcze trans są fuj, że pięć porcji warzyw dziennie i że lody o smaku truskawkowym nie liczą się jako porcja ;]

Ja przychodzę z trochę innym podejściem do zagadnienia - mianowicie przerabiam dietetyczne  leczenie i wspomaganie leczenia chorób.

Znowu - powszechnie wiadomo, że istnieją choroby, w których powinno się przestrzegać pewnych zaleceń, np alergie, celiakia, cukrzyca. Tymczasem to tylko wierzchołek góry lodowej, bo odpowiednio dobraną dietą można regulować układ hormonalny, wspomóc tarczycę, wyleczyć od środka przyczynę nawracających stanów zapalnych skóry. Z odpowiednią dietą możesz ustrzec się np wrednego bólu stawów, które wlecze się po rodzinie jak klątwa, chociaż niby z genami nie wygrasz.
Tu wkracza dietetyk kliniczny :)

Wizyta

Umawiasz się na wizytę i w ten dzień zjawiasz się z grubą teczką wyników badań z ostatnich lat, w tym ze świeżutką morfologią i przeglądem dotyczącym tego, co Ci dolega.
Ważysz się na specjalnej wadze, po czym z radością stwierdzasz, że jednak masz jakieś mięśnie. Musisz przytyć tłuszczem 2kg, więc czujesz się wyjątkowo.
Przedstawiasz listę życzeń. Ustalacie wspólnie z dietetykiem, czy twoje życzenia są realne do spełnienia ;]
Ewentualnie ustalacie priorytety.
Jako, że zjawiłam się z listą długą na stronę - założyłyśmy, że najpierw zajmiemy się jelitami i uzupełnieniem ewidentnych niedoborów (wynikających z ograniczeń dietetycznych oraz zwiększonego zapotrzebowania z racji problemów zdrowotnych) a potem resztą, która w międzyczasie może sama zaskoczyć :)

Diagnoza i zalecenia

Ty wracasz do domu, a dietetyk siedzi nad notatkami. Na koniec kleci zalecenia i dostajesz długiego maila ;]
W mailu znajdujesz długą rozpiskę. Proporcje makro, jakie powinny znaleźć się w twoim menu. Listę produktów, z którymi szczególnie warto się zaprzyjaźnić. Kuracje dodatkowe, które pomogą tam, gdzie rzeczy nie dzieją się same. Badania, które ewentualnie warto wykonać.
Jest taki myk, że dietetyk, nawet kliniczny nie może oficjalnie zlecić badań ani interpretować ich wyników. Ale i tak zrobi to lepiej, niż dr google. Wie też, kiedy należy odesłać pacjenta do lekarza.

Zalecenia dodatkowe

Nie ogarniasz ogromu zaleceń i zamawiasz dodatkowo tygodniowy jadłospis. Dietetyk ma trudne zadanie, bo masz specyficzne potrzeby.
Finalnie wykorzystujesz trzy przepisy z jadłospisu, bo potrawy jakoś ci nie leżą ;]
Jesteście w stałym kontakcie, więc ustalacie, że ważniejsze, żeby trzymać się listy produktów bezpiecznych i przemycić kilka najważniejszych produktów w ciągu dnia.

Kontakt

Jesteś szczęściarzem, i twój dietetyk odbiera wszystkie telefony z dziwnymi pytaniami i odpisuje na maile. Wymieniacie się przepisami i teoriami. Pod koniec miesiąca twój dietetyk też próbuje potraw z twojej diety ;)

Efekty

Nie oszukujmy się - efektów nie da się przewidzieć i nie ma gwarancji, że poprawa będzie spektakularna ani szybka. Organizm ludzki jest skomplikowany i nawet z odpowiednią wiedzą nie da się rozwiązać problemu w jedno popołudnie. Będą zdarzały się ślepe zaułki i wpadki, ale zawsze pacjent wyjdzie z nich z większą wiedzą na temat swojego problemu.

Wrażenia ogólne

Moja kuracja trwa i nie wiem, ile jeszcze potrwa. W pewnym sensie pewnie forever ;] ale cieszę się, że ktoś prowadzi mnie przez obecny zakręt.
Zalecenia, jakie dostałam, to zmodyfikowana wersja diety lowFODMAP. W typowym przypadku ta dieta oznacza ryzyko niedoborów, bo obcina się znaczną część produktów z menu. U mnie było odwrotnie, bo kilka mi dodała :D Co w pewnym sensie odchorowałam, bo rzuciłam się na owoce zgodne z protokołem bez opamiętania i podejrzewam, że właśnie tony cukru z owoców rozbujały mi hormony ;] oraz brak brokułków, które wcześniej pochłaniałam tonami.
Wspomniana dieta uczy zarządzać objawami związanymi z chorobami jelit. Jeśli nie jest w pełni znana ich przyczyna lub jest ona nieuleczalna - jest to IMO bardzo przydatna umiejętność :] Np można zmniejszyć ryzyko gorszego samopoczucia w dzień ważnego spotkania czy na wyjeździe.
Tenże okrojony protokół lowFODMAP jak najbardziej mi służy i lżej mi na serduchu, że w razie kolejnego kryzysu mogę jeść coś więcej niż marchewkę z marchewką.

Jak lowFODMAP okazał się moim świętym graalem - tak rozpisany jadłospis już niezupełnie.
Nie udało mi się odwzorować ani jednego pełnego dnia z rozpiski. Przyczyn jest kilka:
  • kilka produktów nie jest dostępna w sklepach w mojej okolicy
  • część potraw wymaga innego systemu przygotowywania, niż ten, do którego jestem przyzwyczajona
  • niezupełnie moje smaki
  • ogromne ilości jedzenia!!! żołądek nie pomieści
  • z natury nie umiem stosować się do zaleceń kropka w kropkę;] pod tym względem jestę kotę
Ostatecznie przygarnęłam do menu kilka najważniejszych bomb odżywczych z jadłospisu, w tym pomysły na proste sałatki.

Od momentu wspomnianego rozjechania hormonów próbujemy różnych naturalnych i dietetycznych form wspomagania, w konsultacji z zielarką (w razie pytań - sytuacja nie jest poważna a ja mam już mocne uczulenie na NFZ).

Nie wszystko nam wyszło dobrze. Na sugestię dietetyka próbowałam wprowadzić do diety kilka produktów, z których kiedyś zrezygnowałam i niestety musiałam potem odchorować te próby.

Kto gdzie i jak

Wspomnianą dietetyczką jest pani Natalia Bator, oficjalny dietetyk Zielarni Lawenda w Rzeszowie.
Od pierwszego spotkania zrobiła na mnie wrażenie swoją wiedzą, kompetencją, miłym sposobem bycia i otwartym umysłem. Diety lecznicze nie są łatwe w prowadzeniu, więc dobra komunikacja jest niezbędna. Jesteśmy w stałym kontakcie, na obecnym etapie raportuję na bieżąco efekty testów (dla zainteresowanych - etapy reintrodukcji z niezłego bloga FODMAP po polsku).

Może nie jestem uleczona, ale zdecydowanie czuję się lepiej i PEWNIEJ w temacie żywienia i osoba dietetyka klinicznego bardzo mi w tym pomogła.

Co dalej?

Kuracja jeszcze trwa. Przy moim kulawym szczęściu, niedługo po rozpoczęciu terapii spotkałam innych dietetyków, nie do końca konwencjonalnych, z zupełnie innym poglądem na mój problem i z kuracją na przyczynę a nie tylko objawy (jak twierdzą, nie śmiem jeszcze uwierzyć, że to możliwe). Połączone moce terapii wprowadziły wielką rewolucję. Dzieje się :D


Wpis nie jest wynikiem współpracy.
Wypłynął z głębi serducha.
I jak na taki przystało - pewnie jest trochę chaotyczny :) W razie pytań - piszcie w komentarzach a ja uzupełnię / poprawię wpis.

Zainteresowanych dietą odsyłam do dr Google (dieta low FODMAP, dietoterapia itp) i na mój instagram, gdzie wrzucam niektóre eksperymenty kulinarne.

#wiedzmadietuje !!



Pozdrawiam :D

sobota, 23 lipca 2016

"Podejrzane" promocje Rossmanna ;)


Hejka!
Piszę do Was na szybko - dawno zakupy nie wzbudziły we mnie tyle emocji ;)
Byłam w Rossmannie. Nie jestem na bieżąco z promocjami i ostatnio raczej nie chadzam po drogeriach "dla relaksu", jak mi się to zdarzało jeszcze ostatnio. Czy to normalne więc, że pojawiają się obniżki na pojedyncze produkty o 50% i więcej? Oprócz promocji tematycznych, jak na kolorówkę itp?

Balsam myjący Babydream fur Mama, czyli uniwersalny łagodny uniwersalny produkt do mycia jest obecnie za 6,99 zamiast 13,99, co pewnie zainteresuje wiele z Was. Sama do tej pory nie mam o nim zdania, więc chętnie dam mu teraz następną szansę!
Turbo hiper antyperspirant w kremie Rexona Maximum Protection za 6,99 zamiast 26,99 to coś dla "wylewnych" - siła blokera i łagodność zwykłej "kulki".

Obniżki są tak duże, że aż sprawdziłam niemiecką stronę Rossmanna, czy aby produkty nie mają zniknąć z oferty (mam wrażenie, że u nich dzieje się to najpierw, więc można próbować tam śledzić losy swoich ulubieńców ;) ) - ale nie, są bezpieczne.

Na koniec - kremowy żel pod prysznic Isana Oil & Care (3,29, bez promocji) zainteresował mnie na tyle (tzn zawiera masło shea), że też wylądował w koszyku. Domownicy się ucieszą - kolejna butelka w łazience :)

Zaciekawiły mnie za to te dwa specyfiki do włosów. Znacie je? Możecie mi je polecić, do moich suchych, niesfornych ale nie zniszczonych fal? Też są obecnie tańsze, choć różnica ceny nie jest już tak spektakularna ;)



Ściskam!

niedziela, 17 lipca 2016

Włosowi ulubieńcy - lato '16


Witajcie :)
Ostatnio dzięki rewolucjom zdrowotnym (nareszcie na lepsze :D) moje włosy i skóra zmieniają się nie do poznania i od nowa uczę się "idealnej pielęgnacji". Zapowiada się ona mniej problemowo niż dotychczasowa.
Spośród pudła kosmetyków, które albo kupiłam kompulsywnie ;) albo dostałam od przyjaciółki wyłoniły się takie, po które sięgam chętnie i często.

Scandic Plus, Water Mask

Oto stara wersja maski, która obecnie występuje pod nazwą Fruit Mask. Składy wyglądają identycznie, różnią się trochę zapachem (nowa pachnie bardziej słodko, deserowo, a ta którą mam - delikatniej i bardziej świeżo). Do zakupu zainspirowała mnie Kasia.


Szukałam odżywki myjącej o działaniu nawilżającym (nawadniającym - zainspirowana wpisem Science'y Hair) i ta właśnie taka jest!
Maska jest bardzo lekka. Sprawia, że momentalnie włosy stają się śliskie i gładkie. Nie są ani trochę obciążone. Co na przykład owocuje puchem w wilgotne dni i nie pomaga suchym końcówkom, ale dla nich mam inny deser ;)
W składzie znajdziemy bazę odżywkową z syntetycznym nawilżaczem. Wspomniane owoce występują w postaci ekstraktów, czyli zadziałają jak miks kwasowo-cukrowy w małych ilościach, czyli umiarkowanie wygładzający łuskę. W składzie umiarkowanie kontrowersyjne konserwanty. Zalecam ostrożność u alergików i wrażliwców.



Garnier Ultra Doux, Szampon oczyszczający

Ten gagatek otrzymałam w spadku. Bałam się go potwornie. Niepotrzebnie - jest cudowny. Świetnie oczyszcza włosy, oczyszcza ale i uspokaja marudną skórę, ogarnia łuskę. Nie plącze włosów i nie pozostawia ich matowych, jak to miewam po produktach z glinką.
Byle tylko nie używać go co mycie, bo na dłuższą metę będzie wysuszał.


Nie jest to najładniejszy skład na świecie - ma czym uczulić i podrażnić. Ale działa dobrze, więc mu wybaczam ;)




Maziaki markerem to mój system tajnych oznaczeń, które pomagają mi ocenić, czy kosmetyk mi szkodzi, zwłaszcza przy kosmetykach, których nie używam non-stop.
Kropeczka to mała szkoda, kreska większa. Dwie kropeczki łączą się w kreskę. Krzyżyk oznacza pożegnanie ;)

Biała Bania Agafii, Szampon

Ten balsam myjący to totalne zaskoczenie. Gdyby nie przyszedł do mnie sam, w życiu bym po niego nie sięgnęła. Mocne detergenty i morze ekstraktów roślinnych to zazwyczaj zapowiedź katastrofy włosowe i skalpowej!
A tu nie. Stosowany od czasu do czasu łagodzi łupież i związane z nim atrakcje. Powoduje złuszczenie marudnej skóry raz a dobrze (czyli po użyciu jest jeszcze śnieżek) ale potem mam spokój na kilka dobrych dni. Włosy nie są po nim splątane ani szorstkie, chociaż nie są idealne i wymagają natłuszczenia.


Co w składzie? Silniejsze i słabsze detergenty. Sporo ekstraktów roślinnych i olejów (niewiele, nie jest to produkt emolientowy w moim odczuciu). "Ładne" konserwanty.
Jeśli jesteś wrażliwcem, to tu możesz obawiać się natury a nie chemii.


Obecnie mam włosy w świetnej kondycji, brakuje im tylko ostatniego magicznego dotknięcia, które doda im połysku i zmniejszy letni puszek.
Nadal szukam odżywki emolientowej i oleju.

Znacie te produkty?
Co mi polecicie do moich niskoporów?
Jacy są Wasi obecni włosowi ulubieńcy?

Ściskam!

środa, 15 czerwca 2016

Co u mnie? #czerwiec

Witajcie :)
Zbieram się do pisania i zbieram i nie mogę zdecydować, od czego zacząć. Może od małego "co u mnie"? ;)

#wiedźma dietuje

A więc gdzie jest Wiedźma, kiedy jej nie ma? Ano - głownie w kuchni.

http://fabrykamemow.pl
Moja podróż po krainie zdrowia ruszyła z kopyta i trwa w najlepsze. Tym razem mam mapę, chociaż i tak często mam wrażenie, że mapa jest po chińsku :) To znaczy - oddałam się w ręce pani dietetyk klinicznej. Razem, opierając się na moich obserwacjach i jej wiedzy, robimy badania i doświadczenia na ludziach (sztuk jeden). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie doczytywała na boku i nie próbowała być dwa kroki do przodu, chociaż nie wiem, w jakim kierunku zmierzam :)

O samych zaleceniach może nie będę pisać ;) Może to, że dietetyczka na podstawie wywiadu zdecydowała się wprowadzić dietę leczniczą Low FODMAP, która jest pomocna przy Zespole Jelita Drażliwego - jest dobrym punktem wyjścia do poznania swoich reakcji na pokarmy, które najczęściej sprawiają problem, a sam obraz wyklaruje się na tyle, że lepiej będzie widać inne problemy, jeśli występują.

Myślę o tym, żeby napisać coś więcej o opiece dietetycznej: jak to wygląda w sytuacji, gdy nie chodzi o mądre schudnięcie - ale jeszcze za wcześnie :)

Sama dieta to jeden wielki chaos, tzn nie ma żadnej logicznej zasady, wg której składniki są dobre albo złe; kluczem jest zawartość kilku typów cukrów, a z tym jest przeróżnie, nawet w jednym produkcie zależnie od sposobu przetworzenia. Jako ułatwienie i ściągę mam aplikację w telefonie - KLIK. Nawet nie jest mi trudno, dopóki gotuję sama, ale osoba jedząca do tej pory normalnie może mieć kłopot. Jedzenie poza domem, cóż... bonanza ;)

Aby ułatwić sobie śledzenie diety i notowanie obserwacji i odkryć - śmiecę trochę na instagramie :) Zainteresowanych wysyłam pod #wiedzmadietuje


Ostatnio obeszłam ograniczenie dotyczące buraków i jestem dumna ;)
*Buraki są niedozwolone, ale botwina już tak. Nie wyobrażam sobie wczesnego lata bez barszczyku z ogródkiem - no i udało się :)

#pieseł

Nie mogłabym nie wspomnieć o najnowszym członku rodziny - Kingu! Jest młody, szalony i absorbujący - a dodatkowo nigdy nie miałam psa :)
Pies pasuje do rodziny - jest niewymiarowy i ma alergię pokarmową ;]
Wyleczyliśmy nawzajem swoje lęki - mój przed psami i jego przed otworzeniem serducha na nową rodzinę...

oto WZROK i ukochana zabawka
tu sytuacja wyjątkowa - sam z własnej woli przyniósł zabawkę :)
#ch*jowa pani domu

Bo ciężko nazwać to inaczej. Uczę się prowadzić dom, planować wydatki i zadania. Odkrywam patenty na obieranie marchewki i przedłużenie żywotności zupy oraz poszukuję idealnego papieru toaletowego.

awaryjne suszenie prania ;)

#włosowo

Nastała najtrudniejsza pora dla moich włosów - czerwiec. Większość radykalnych cięć, jakie miałam, było właśnie w czerwcu. Są ciągle spuszone i splątane, a sama pielęgnacja nieprzewidywalna. Dawno nie podobały mi się na tyle, by robić im zdjęcia. Nie mam sprawdzonych kosmetycznych pewniaków i zazwyczaj nie pamiętam, co nakładałam na włosy. Przeglądam zapasy odlewek i próbek - większość działa połowicznie ;]
Szukam dobrej odżywki myjącej i idealnego oleju do olejowania. Poszukiwania trwają ;]


Na razie nie planuję większych zmian w temacie włosów, chociaż droczę się z chłopakiem, że obetnę się na zapałkę :)

A co u Was słychać?

Ściskam!

czwartek, 19 maja 2016

Luźna myśl wieczorna - cycopad

Houk!

Zagwozdka dnia - jak się pisze takie krótkie, zabawne lub prześmiewcze wpisy o niczym konkretnym? Bo mi zawsze wyjdzie elaborat. Więc boję się zaczynać :)

Znacie to powiedzonko: "Ręce opadają"? Na pewno! A jak sytuacja niemile zaskoczy zwiększą siłą, to opadają nawet witki, zęby albo włosy.

Moje motto życiowe ostatnimi czasy jest takie:



Co rusz natrafiam na sytuacje, które wzbudzają albo histeryczny śmiech, albo nagłą potrzebę facepalma.

Ostatnio głównym bohaterem tych sytuacji jest u mnie służba zdrowia, ale niewiele za nimi są nasze urzędy kochane. Polityką się nie interesuję, szkoda mi czoła.

Inspiracją do wpisu jest fakt, że moje uczulenie na mleko jednak może być nietolerancją laktozy, taką w kosmos. Żeby badanie było drogie i okropne a leczenie trudne - ale nie jest.

I nagle poczułam się z tym bardzo nieszczęśliwa.
Nie dlatego, że znowu zignorował mnie ktoś, komu powierzyłam swoje sprawy, specjalista.
Nie dlatego, że konsekwencje zdrowotne (wiedzieliście, że nietolerancyjny nie wchłania leku, jeśli zawiera laktozę?).

Nie! Bo 3 lata nie jadłam lodów!

Tesco, lody bez glutenu i laktozy (nie znam dokładnego składu) - oferta od 19.05 do 1.06

Na szczęście nie mam cycków, więc cycopad mi nie grozi :)

A po czym Wam ostatnio cycki opadły?

środa, 4 maja 2016

Wiedźma w Bieszczadach - szlaki na Smerek

Bieszczady, Smerek - maj 2016

Witajcie!

Ostatnio mam pisarski niepokój. Tematy krążą mi po głowie i chciałyby przelać się na wirtualny papier, ale gdy siadam do pisania - nie wiem, jak zacząć, jak nawiązać - bo tematy są z różnych bajek. Chciałabym przerwać niemoc twórczą, więc zacznę, jak mi w duszy gra teraz. Na bieżąco i krótko. A potem zobaczymy :)

Wczorajszy dzień spędziłam pod bieszczadzkim niebem. Pogoda była niezła i warunki ogólnie lepsze, niż się spodziewałam po ostatnich chłodach. W bieszczadzkich dolinach jest zielono i soczyście a na szczytach powoli wkracza wiosna, chociaż wrażenie ogólne jest raczej jesienne. Nie ma w tym nic dziwnego - kilka lat temu na majówce rzucaliśmy się śnieżkami w krótkich rękawkach - magia gór, nawet tych niedużych ;P

W Bieszczady jeżdżę od dziecka. To jest moje miejsce na ziemi, gdzie ładuję baterie i przywracam problemom odpowiednie proporcje. W górach łatwiej mi podejmować decyzje i uspokoić chaos. 

Chciałam opisać kilka szlaków, na których bywam rzadko. Ich głównym minusem jest to, że kończą się na końcu świata i trzeba liczyć na stopa lub busa albo ktoś musi zawrócić po samochód, więc zazwyczaj wybieram inne a o tych nie pamiętam, co sądzić. Zanotuję wrażenia z jednego z nich, również dla siebie na przyszłość :)


SZLAK WETLINA/STARE SIOŁO - PRZEŁĘCZ ORŁOWICZA - SMEREK - KALNICA

Połonina Wetlińska jest jednym z popularniejszych szlaków w tej części Bieszczad. Główną przyczyną są stosunkowo krótkie trasy (do dwóch godzin na szczyt), świetne widoki na najwyższe partie Bieszczad i schronisko Chatka Puchatka, w którym można coś zjeść i napić się. Świetne rozwiązanie dla niewytrawnych turystów i rodzin z dzieciakami. A jednocześnie doświadczamy pełni wrażeń - jest i podgórska łąka, lasy mieszane i połoniny, niby podobne a jednak różne ;)
Po zachodniej stronie wzniesienia jest szczyt - Smerek.  Można się nań dostać z kilku miejsc, najkrótsza trasa wiedzie z Wetliny przez Przełęcz Orłowicza i w tej opcji w 2h można być na szczycie, idąc spokojnym krokiem, zatrzymując się podziwiać widoki i coś zjeść. Trasa nie jest trudna, ale spocisz się i zapracujesz na zakwasy :) Odcinek od przełęczy wiedzie już odsłoniętym grzbietem. Ścieżka jest kamienista i wymaga dobrych butów, ale nie trzeba ciągle patrzeć pod nogi (nawet taka ofiara jak ja ;p). Na szczycie można usiąść na ławce lub trawie i podziwiać.


Zejście do Kalnicy jest wygodną ścieżką wśród łąk i potem lasów. Trasa jest łatwa, z wyjątkiem kilku odcinków, gdzie są większe kamienne schody, które mogą stanowić problem dla mniejszych dzieci. Tuż za szczytem krzewy osłaniają od wiatru, niestety często też zasłaniają widoki (pod tym względem Rawki są najlepsze!!!). Minusem jest finisz, gdzie pod sam koniec szlak przecina się z drogami leśnymi i a) można zgubić szlak i jest niepokój b) odbywa się wycinka drzew i nie jest już ładnie. Rozjechane odcinki drogi potrafią być bardzo błotniste po deszczach.
Jak już wspomniałam - szlak dociera do drogi pośrodku niczego, choć na upartego można wrócić do Wetliny pieszo po asfalcie.


Już pamiętam, dlaczego Smerek nie jest moim ulubionym szczytem :) Nie jest zły, jeśli chciałabym zrobić większą trasę, np zacząć w Brzegach Górnych i szczytami przejść do Kalnicy (KLIK) i jeśli nie musiałabym się martwić o czas i transport, ale w opcji szybszej - są lepsze szlaki.

Skorzystałam że znalezionej na szybko mapy turystycznej - program wygląda ciekawie, można w nim porównać szlaki i podzielić się nimi na fejsie ;) Poniżej zrzut ekranu z moje wczorajszej trasy (KLIK). Przejście zajęło nam przewidziane 4h, już razem z przerwami na popas i podziwianie. Tempo równe i miarowe. Kondycja ekipy bardzo różna :P





Nie zanudziłam Was relacją? Macie jakieś dodatkowe pytania?

Jest tu ktoś bieszczadujący? :D

Ściskam!