Wiedzma bloguje

sobota, 23 lipca 2016

Zakupowo - "podejrzane" promocje ;)


Hejka!
Piszę do Was na szybko - dawno zakupy nie wzbudziły we mnie tyle emocji ;)
Byłam w Rossmannie. Nie jestem na bieżąco z promocjami i ostatnio raczej nie chadzam po drogeriach "dla relaksu", jak mi się to zdarzało jeszcze ostatnio. Czy to normalne więc, że pojawiają się obniżki na pojedyncze produkty o 50% i więcej? Oprócz promocji tematycznych, jak na kolorówkę itp?

Balsam myjący Babydream fur Mama, czyli uniwersalny łagodny uniwersalny produkt do mycia jest obecnie za 6,99 zamiast 13,99, co pewnie zainteresuje wiele z Was. Sama do tej pory nie mam o nim zdania, więc chętnie dam mu teraz następną szansę!
Turbo hiper antyperspirant w kremie Rexona Maximum Protection za 6,99 zamiast 26,99 to coś dla "wylewnych" - siła blokera i łagodność zwykłej "kulki".

Obniżki są tak duże, że aż sprawdziłam niemiecką stronę Rossmanna, czy aby produkty nie mają zniknąć z oferty (mam wrażenie, że u nich dzieje się to najpierw, więc można próbować tam śledzić losy swoich ulubieńców ;) ) - ale nie, są bezpieczne.

Na koniec - kremowy żel pod prysznic Isana Oil & Care (3,29, bez promocji) zainteresował mnie na tyle (tzn zawiera masło shea), że też wylądował w koszyku. Domownicy się ucieszą - kolejna butelka w łazience :)

Zaciekawiły mnie za to te dwa specyfiki do włosów. Znacie je? Możecie mi je polecić, do moich suchych, niesfornych ale nie zniszczonych fal? Też są obecnie tańsze, choć różnica ceny nie jest już tak spektakularna ;)



Ściskam!

niedziela, 17 lipca 2016

Włosowi ulubieńcy - lato '16


Witajcie :)
Ostatnio dzięki rewolucjom zdrowotnym (nareszcie na lepsze :D) moje włosy i skóra zmieniają się nie do poznania i od nowa uczę się "idealnej pielęgnacji". Zapowiada się ona mniej problemowo niż dotychczasowa.
Spośród pudła kosmetyków, które albo kupiłam kompulsywnie ;) albo dostałam od przyjaciółki wyłoniły się takie, po które sięgam chętnie i często.

Scandic Plus, Water Mask

Oto stara wersja maski, która obecnie występuje pod nazwą Fruit Mask. Składy wyglądają identycznie, różnią się trochę zapachem (nowa pachnie bardziej słodko, deserowo, a ta którą mam - delikatniej i bardziej świeżo). Do zakupu zainspirowała mnie Kasia.


Szukałam odżywki myjącej o działaniu nawilżającym (nawadniającym - zainspirowana wpisem Science'y Hair) i ta właśnie taka jest!
Maska jest bardzo lekka. Sprawia, że momentalnie włosy stają się śliskie i gładkie. Nie są ani trochę obciążone. Co na przykład owocuje puchem w wilgotne dni i nie pomaga suchym końcówkom, ale dla nich mam inny deser ;)
W składzie znajdziemy bazę odżywkową z syntetycznym nawilżaczem. Wspomniane owoce występują w postaci ekstraktów, czyli zadziałają jak miks kwasowo-cukrowy w małych ilościach, czyli umiarkowanie wygładzający łuskę. W składzie umiarkowanie kontrowersyjne konserwanty. Zalecam ostrożność u alergików i wrażliwców.



Garnier Ultra Doux, Szampon oczyszczający

Ten gagatek otrzymałam w spadku. Bałam się go potwornie. Niepotrzebnie - jest cudowny. Świetnie oczyszcza włosy, oczyszcza ale i uspokaja marudną skórę, ogarnia łuskę. Nie plącze włosów i nie pozostawia ich matowych, jak to miewam po produktach z glinką.
Byle tylko nie używać go co mycie, bo na dłuższą metę będzie wysuszał.


Nie jest to najładniejszy skład na świecie - ma czym uczulić i podrażnić. Ale działa dobrze, więc mu wybaczam ;)




Maziaki markerem to mój system tajnych oznaczeń, które pomagają mi ocenić, czy kosmetyk mi szkodzi, zwłaszcza przy kosmetykach, których nie używam non-stop.
Kropeczka to mała szkoda, kreska większa. Dwie kropeczki łączą się w kreskę. Krzyżyk oznacza pożegnanie ;)

Biała Bania Agafii, Szampon

Ten balsam myjący to totalne zaskoczenie. Gdyby nie przyszedł do mnie sam, w życiu bym po niego nie sięgnęła. Mocne detergenty i morze ekstraktów roślinnych to zazwyczaj zapowiedź katastrofy włosowe i skalpowej!
A tu nie. Stosowany od czasu do czasu łagodzi łupież i związane z nim atrakcje. Powoduje złuszczenie marudnej skóry raz a dobrze (czyli po użyciu jest jeszcze śnieżek) ale potem mam spokój na kilka dobrych dni. Włosy nie są po nim splątane ani szorstkie, chociaż nie są idealne i wymagają natłuszczenia.


Co w składzie? Silniejsze i słabsze detergenty. Sporo ekstraktów roślinnych i olejów (niewiele, nie jest to produkt emolientowy w moim odczuciu). "Ładne" konserwanty.
Jeśli jesteś wrażliwcem, to tu możesz obawiać się natury a nie chemii.


Obecnie mam włosy w świetnej kondycji, brakuje im tylko ostatniego magicznego dotknięcia, które doda im połysku i zmniejszy letni puszek.
Nadal szukam odżywki emolientowej i oleju.

Znacie te produkty?
Co mi polecicie do moich niskoporów?
Jacy są Wasi obecni włosowi ulubieńcy?

Ściskam!

środa, 15 czerwca 2016

Co u mnie? #czerwiec

Witajcie :)
Zbieram się do pisania i zbieram i nie mogę zdecydować, od czego zacząć. Może od małego "co u mnie"? ;)

#wiedźma dietuje

A więc gdzie jest Wiedźma, kiedy jej nie ma? Ano - głownie w kuchni.

http://fabrykamemow.pl
Moja podróż po krainie zdrowia ruszyła z kopyta i trwa w najlepsze. Tym razem mam mapę, chociaż i tak często mam wrażenie, że mapa jest po chińsku :) To znaczy - oddałam się w ręce pani dietetyk klinicznej. Razem, opierając się na moich obserwacjach i jej wiedzy, robimy badania i doświadczenia na ludziach (sztuk jeden). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie doczytywała na boku i nie próbowała być dwa kroki do przodu, chociaż nie wiem, w jakim kierunku zmierzam :)

O samych zaleceniach może nie będę pisać ;) Może to, że dietetyczka na podstawie wywiadu zdecydowała się wprowadzić dietę leczniczą Low FODMAP, która jest pomocna przy Zespole Jelita Drażliwego - jest dobrym punktem wyjścia do poznania swoich reakcji na pokarmy, które najczęściej sprawiają problem, a sam obraz wyklaruje się na tyle, że lepiej będzie widać inne problemy, jeśli występują.

Myślę o tym, żeby napisać coś więcej o opiece dietetycznej: jak to wygląda w sytuacji, gdy nie chodzi o mądre schudnięcie - ale jeszcze za wcześnie :)

Sama dieta to jeden wielki chaos, tzn nie ma żadnej logicznej zasady, wg której składniki są dobre albo złe; kluczem jest zawartość kilku typów cukrów, a z tym jest przeróżnie, nawet w jednym produkcie zależnie od sposobu przetworzenia. Jako ułatwienie i ściągę mam aplikację w telefonie - KLIK. Nawet nie jest mi trudno, dopóki gotuję sama, ale osoba jedząca do tej pory normalnie może mieć kłopot. Jedzenie poza domem, cóż... bonanza ;)

Aby ułatwić sobie śledzenie diety i notowanie obserwacji i odkryć - śmiecę trochę na instagramie :) Zainteresowanych wysyłam pod #wiedzmadietuje


Ostatnio obeszłam ograniczenie dotyczące buraków i jestem dumna ;)
*Buraki są niedozwolone, ale botwina już tak. Nie wyobrażam sobie wczesnego lata bez barszczyku z ogródkiem - no i udało się :)

#pieseł

Nie mogłabym nie wspomnieć o najnowszym członku rodziny - Kingu! Jest młody, szalony i absorbujący - a dodatkowo nigdy nie miałam psa :)
Pies pasuje do rodziny - jest niewymiarowy i ma alergię pokarmową ;]
Wyleczyliśmy nawzajem swoje lęki - mój przed psami i jego przed otworzeniem serducha na nową rodzinę...

oto WZROK i ukochana zabawka
tu sytuacja wyjątkowa - sam z własnej woli przyniósł zabawkę :)
#ch*jowa pani domu

Bo ciężko nazwać to inaczej. Uczę się prowadzić dom, planować wydatki i zadania. Odkrywam patenty na obieranie marchewki i przedłużenie żywotności zupy oraz poszukuję idealnego papieru toaletowego.

awaryjne suszenie prania ;)

#włosowo

Nastała najtrudniejsza pora dla moich włosów - czerwiec. Większość radykalnych cięć, jakie miałam, było właśnie w czerwcu. Są ciągle spuszone i splątane, a sama pielęgnacja nieprzewidywalna. Dawno nie podobały mi się na tyle, by robić im zdjęcia. Nie mam sprawdzonych kosmetycznych pewniaków i zazwyczaj nie pamiętam, co nakładałam na włosy. Przeglądam zapasy odlewek i próbek - większość działa połowicznie ;]
Szukam dobrej odżywki myjącej i idealnego oleju do olejowania. Poszukiwania trwają ;]


Na razie nie planuję większych zmian w temacie włosów, chociaż droczę się z chłopakiem, że obetnę się na zapałkę :)

A co u Was słychać?

Ściskam!

czwartek, 19 maja 2016

Luźna myśl wieczorna - cycopad

Houk!

Zagwozdka dnia - jak się pisze takie krótkie, zabawne lub prześmiewcze wpisy o niczym konkretnym? Bo mi zawsze wyjdzie elaborat. Więc boję się zaczynać :)

Znacie to powiedzonko: "Ręce opadają"? Na pewno! A jak sytuacja niemile zaskoczy zwiększą siłą, to opadają nawet witki, zęby albo włosy.

Moje motto życiowe ostatnimi czasy jest takie:



Co rusz natrafiam na sytuacje, które wzbudzają albo histeryczny śmiech, albo nagłą potrzebę facepalma.

Ostatnio głównym bohaterem tych sytuacji jest u mnie służba zdrowia, ale niewiele za nimi są nasze urzędy kochane. Polityką się nie interesuję, szkoda mi czoła.

Inspiracją do wpisu jest fakt, że moje uczulenie na mleko jednak może być nietolerancją laktozy, taką w kosmos. Żeby badanie było drogie i okropne a leczenie trudne - ale nie jest.

I nagle poczułam się z tym bardzo nieszczęśliwa.
Nie dlatego, że znowu zignorował mnie ktoś, komu powierzyłam swoje sprawy, specjalista.
Nie dlatego, że konsekwencje zdrowotne (wiedzieliście, że nietolerancyjny nie wchłania leku, jeśli zawiera laktozę?).

Nie! Bo 3 lata nie jadłam lodów!

Tesco, lody bez glutenu i laktozy (nie znam dokładnego składu) - oferta od 19.05 do 1.06

Na szczęście nie mam cycków, więc cycopad mi nie grozi :)

A po czym Wam ostatnio cycki opadły?

środa, 4 maja 2016

Wiedźma w Bieszczadach - szlaki na Smerek

Bieszczady, Smerek - maj 2016

Witajcie!

Ostatnio mam pisarski niepokój. Tematy krążą mi po głowie i chciałyby przelać się na wirtualny papier, ale gdy siadam do pisania - nie wiem, jak zacząć, jak nawiązać - bo tematy są z różnych bajek. Chciałabym przerwać niemoc twórczą, więc zacznę, jak mi w duszy gra teraz. Na bieżąco i krótko. A potem zobaczymy :)

Wczorajszy dzień spędziłam pod bieszczadzkim niebem. Pogoda była niezła i warunki ogólnie lepsze, niż się spodziewałam po ostatnich chłodach. W bieszczadzkich dolinach jest zielono i soczyście a na szczytach powoli wkracza wiosna, chociaż wrażenie ogólne jest raczej jesienne. Nie ma w tym nic dziwnego - kilka lat temu na majówce rzucaliśmy się śnieżkami w krótkich rękawkach - magia gór, nawet tych niedużych ;P

W Bieszczady jeżdżę od dziecka. To jest moje miejsce na ziemi, gdzie ładuję baterie i przywracam problemom odpowiednie proporcje. W górach łatwiej mi podejmować decyzje i uspokoić chaos. 

Chciałam opisać kilka szlaków, na których bywam rzadko. Ich głównym minusem jest to, że kończą się na końcu świata i trzeba liczyć na stopa lub busa albo ktoś musi zawrócić po samochód, więc zazwyczaj wybieram inne a o tych nie pamiętam, co sądzić. Zanotuję wrażenia z jednego z nich, również dla siebie na przyszłość :)


SZLAK WETLINA/STARE SIOŁO - PRZEŁĘCZ ORŁOWICZA - SMEREK - KALNICA

Połonina Wetlińska jest jednym z popularniejszych szlaków w tej części Bieszczad. Główną przyczyną są stosunkowo krótkie trasy (do dwóch godzin na szczyt), świetne widoki na najwyższe partie Bieszczad i schronisko Chatka Puchatka, w którym można coś zjeść i napić się. Świetne rozwiązanie dla niewytrawnych turystów i rodzin z dzieciakami. A jednocześnie doświadczamy pełni wrażeń - jest i podgórska łąka, lasy mieszane i połoniny, niby podobne a jednak różne ;)
Po zachodniej stronie wzniesienia jest szczyt - Smerek.  Można się nań dostać z kilku miejsc, najkrótsza trasa wiedzie z Wetliny przez Przełęcz Orłowicza i w tej opcji w 2h można być na szczycie, idąc spokojnym krokiem, zatrzymując się podziwiać widoki i coś zjeść. Trasa nie jest trudna, ale spocisz się i zapracujesz na zakwasy :) Odcinek od przełęczy wiedzie już odsłoniętym grzbietem. Ścieżka jest kamienista i wymaga dobrych butów, ale nie trzeba ciągle patrzeć pod nogi (nawet taka ofiara jak ja ;p). Na szczycie można usiąść na ławce lub trawie i podziwiać.


Zejście do Kalnicy jest wygodną ścieżką wśród łąk i potem lasów. Trasa jest łatwa, z wyjątkiem kilku odcinków, gdzie są większe kamienne schody, które mogą stanowić problem dla mniejszych dzieci. Tuż za szczytem krzewy osłaniają od wiatru, niestety często też zasłaniają widoki (pod tym względem Rawki są najlepsze!!!). Minusem jest finisz, gdzie pod sam koniec szlak przecina się z drogami leśnymi i a) można zgubić szlak i jest niepokój b) odbywa się wycinka drzew i nie jest już ładnie. Rozjechane odcinki drogi potrafią być bardzo błotniste po deszczach.
Jak już wspomniałam - szlak dociera do drogi pośrodku niczego, choć na upartego można wrócić do Wetliny pieszo po asfalcie.


Już pamiętam, dlaczego Smerek nie jest moim ulubionym szczytem :) Nie jest zły, jeśli chciałabym zrobić większą trasę, np zacząć w Brzegach Górnych i szczytami przejść do Kalnicy (KLIK) i jeśli nie musiałabym się martwić o czas i transport, ale w opcji szybszej - są lepsze szlaki.

Skorzystałam że znalezionej na szybko mapy turystycznej - program wygląda ciekawie, można w nim porównać szlaki i podzielić się nimi na fejsie ;) Poniżej zrzut ekranu z moje wczorajszej trasy (KLIK). Przejście zajęło nam przewidziane 4h, już razem z przerwami na popas i podziwianie. Tempo równe i miarowe. Kondycja ekipy bardzo różna :P





Nie zanudziłam Was relacją? Macie jakieś dodatkowe pytania?

Jest tu ktoś bieszczadujący? :D

Ściskam!

środa, 6 kwietnia 2016

Nawilżanie włosów o niskiej porowatości - notatki z Science'y Hair Blog


Witam :)

Jak już się podzieliłam w poprzednim wpisie - odkryłam, że stary dobry włosomaniaczy blog Science'y Hair Blog żyje. Znalazłam na nim wpis o nawilżaniu włosów niskoporowatych. Jest na tyle długi, że wolałabym zrobić sobie notatki. Może przydadzą się i Wam, więc zapraszam :)


Włosy o niskiej porowatości też mają swoje problemy. Też mogą się puszyć, plątać i wysychać, być szorstkie i sztywne - niska porowatość przed tym nie chroni. Po prostu robią to inaczej.

Nawilżanie w tym przypadku to dostarczanie WODY, nie OLEJU. Zabawa w NAWADNIANIE polega głównie na wepchnięciu wody do środka i utrzymaniu jej tam.

Włosy NP są z natury hydrofobowe (odpychają wodę).

Łuska leżąca ciasno jest mniej podatna na zniszczenie. Składniki kationowe (antystatyki np cetrimonium chloride, ale też modne teraz antystatyki zrobione z miodu, skrobii) nie mają do czego się przyczepiać, więc zbierają się OBOK włosa i mogą obciążać.


1. Techniki działające z wierzchu:

  • odżywka b/s (myśl jak o stylizatorze), może nakładana na ociekające włosy?
  • filmotwórcze humektanty (np żel lniany, aloesowy, pantenol)
  • proteiny - im porowatość niższa a włos grubszy tym lepiej sprawdzą się małe cząsteczki, np hydrolizowana keratyna*, aminokwasy
  • olej jako b/s - prawdopodobnie włosy są wybredne w tej kwestii. Oleje zemulgowane i nie mogą zachowywać się inaczej
  • spróbuj odżywki bez antystatyków kationowych (np behentrimoniu chloride), mogą obciążać
*chyba w świecie istnieje kilka rozmiarów keratyny, ta dostępna na naszych półproduktach jest dość duża

Jako kuracja idealna wyłania się mieszanka średnio emolientowej maski z glutem lnianym, czytaj... Maska głęboko nawilżająca? ;)

2. Techniki działające w głębi

  • kuracje przed myciem, bogate w oleje (zwłaszcza wnikające (kokos, babassu) i półwnikające (z omega-9 KLIK) ). Im grubsze włosy tym dłuższa kuracja
  • podgrzewanie - primo ciepło lekko "spęcznia" włos, secundo upłynnia produkty przez co są łatwiej wchłaniane i lżejsze
  • parówki - zalety podgrzewania plus wpychanie wody w postaci pary we włosy
  • działanie zasadami, "spęcznianie"* czyli np wspomniane mycie z dodatkiem sody - które czasowo rozpulchnia łuskę i czyni ją bardziej przepuszczalną;
  • czasem po zabiegach niszczących jak rozjaśnianie (trwała ondulacja?) włosy paradoksalnie mają się lepiej, są gładsze i bardziej zdyscyplinowane
*"Spęcznienie" łuski sodą - mniej agresywna zmieszana z jogurtem, odżywką (UWAGA! metoda agresywna, zrób test) lub mydłem.

UNIKAJ WYSUSZENIA - bo ciężko je naprawić. Chroń włosy przed słońcem, wiatrem, mrozem, chlorowaną wodą itp.

Mała sprężystość może wynikać z genów. Dobre nawodnienie pomaga ale wyżej dupy nie podskoczysz ;)

Codziennie daj swoim włosom pić - np w formie mgiełki z wodą z dodatkiem aloesu albo rozwodnionej odżywki.

Po więcej szczegółów zapraszam do oryginalnego wpisu, to tylko mały wyciąg informacji. Informacje podane tutaj mogą, ale nie muszą się sprawdzić u każdego. Jakie są Wasze przemyślenia? Podobno jest nas - niskoporowatych - coraz więcej! Piszcie śmiało!

Ściskam!

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Odkrycia blogowe



Witajcie w ten piękny wiosenny dzień!

Słonko świeci mocno, ptaki za oknem dają koncert, pojawiły się nowe kolory i jak co roku jestem zaskoczona, że zieleń potrafi być tak intensywna :D Tym bardziej nie chce się spędzać czasu przed monitorem ;p Więc będę zwięzła.

Na fali minionego? mijającego? Share Week - chciałam się z Wami podzielić moimi ostatnimi odkryciami blogowymi. Kategoria jest jedna. Kolejność przypadkowa. Klik w obrazek powinien przenieść Was na odpowiednią stronę :)

ODKRYCIA BLOGOWE - RANDOM!!!

KASIA GANDOR


Kasia jest chyba największym ostatnim odkryciem blogosfery :) Ujęły mnie jej zabawne obrazki a w następnej kolejności przystępne i pełne humoru podejście do tematów naukowych, związanych z biologią, których te obrazki dotyczą. Wyjaśnia konkretnie i bardzo trafnie. Z niecierpliwością czekam na każdy następny wpis :)

SCIENCE-Y HAIR BLOG


To było dopiero zmartwychwstanie ;) Science-y Hair Blog był pierwszym blogiem, z którego chłonęłam prawdy objawione o włosach, wielokrotnie odnosiłam się do niego we wpisach z cyklu "Naukowe", przemycałam przepisy na polskie podwórko (np pierwowzór tak popularnego laminowania włosów żelatyną, i to aż w trzech wariantach ;) ). Bardzo dobry blog o włosologii zza wielkiej wody. Obalający mity stare i nowe (te, które narosły podczas obalania mitów, bo i tych jest niemało).
Jakże wielka była żałoba, kiedy autorka zapowiedziała usunięcie bloga. Jakież było moje zdumienie, gdy dowiedziałam się, że blog po kilku latach powrócił i znowu się rozwija.

SŁOWIAŃSKI BESTIARIUSZ



Teraz coś z naszego podwórka. O bóstwach, które zamieszkiwały te tereny przed wiekami i zapewne nadal grają w naszych słowiańskich duszach. O zwyczajach, które przeniknęły do kultury i języka nawet nie wiemy, że są tak stare. Zapomniane legendy. Prawdziwa natura Marzanny i przepis na kutię :> Jeśli jesteś Słowianinem - chcesz przeczytać Słowiański Bestiariusz ;)

Ściskam Was wiosennie :D

wtorek, 15 marca 2016

Porozmawiajmy o włosach... z Anwen o porowatości (cz.2)




Witajcie :)

Dzisiaj przed Wami pierwszy z wpisów z nowego cyklu u Anwen - "Porozmawiajmy o włosach...". Dzisiaj w menu porowatość włosów, temat, który niejednej włosomaniaczce śnił się po nocach :) Mam nadzieję, że znajdziecie w naszej rozmowie odpowiedzi na swoje pytania!

Jeśli nie czytałyście jeszcze pierwszej części - znajdziecie ją na blogu Ani pod linkiem zamieszczonym poniżej - a ja zapraszam na kontynuację!




Wiedźma: No właśnie podałaś świetne przykłady, dlaczego porowatość nie może być jedynym kryterium w doborze włosowej ścieżki ;) Wielogodzinne kompresowanie rozmiękcza łuskę, która na porowatych włosach jest albo już zniszczona albo podatna. Woda tutaj jest czynnikiem szkodliwym (też nie popadałabym w skrajność, bo kompresować warto). Można ograniczyć jej ilość (odżywianie na suche albo lekko zwilżone włosy) albo czas - przykładowe 30 minut to uśrednione optimum. Z wyjątkiem bardzo opornych drutów ;) włos w ciągu 15-30 minut przyswoi sobie wszystko co mu trzeba z kuracji. Przy olejowaniu te czasy są dłuższe bo nie ma wody, która jednak ułatwia wnikanie.

Anwen: Czyli generalnie się ze sobą zgadzamy :)) Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia, z którą często zwracały się do mnie dziewczyny, a którą sama obecnie widzę na własnych włosach. Czasem jest tak, że nasze włosy mają różną porowatość – moje u nasady są średnie, a nawet mam wrażenie bliżej im do porowatości niskiej, a końce po rozjaśnianiu są wręcz ekstremalnie wysokoporowate. Czy Twoim zdaniem warto się wtedy bawić w podwójną pielęgnację? Inaczej traktować włosy u nasady, a inaczej na końcach? Czytałam na kilku blogach o nakładaniu różnych olei równocześnie czy różnych masek, ale jakoś mnie ten pomysł nie przekonuje. Na razie szukam produktów, które sprawdzą się dobrze i tu i tu. A jakie jest Twoje zdanie?

Wiedźma: Na pewno można stosować wieloraką pielęgnację i może ona przynosić niezłe efekty - wszystko jest OK dopóki się dobrze przy tym bawimy. Oczywiście odradzałabym to osobom z problemami skórnymi, wypadaniem włosów i alergią, bo tu zawsze im mniej tym lepiej. Sama muszę dogadzać przede wszystkim skórze głowy, a najlepiej jeśli produkt dobrze traktuje również włosy. Natomiast zróżnicowana pielęgnacja nie sprawdza się u mnie wcale, nawet na włosach przepalonych trwałą. W przypadku takim jak Twój pomyślałabym raczej o dobrym serum na końce i dodatkowym odżywianiem przed myciem, nawet na sucho, niż o oddzielnych kosmetykach.

Anwen: Dobre serum to u mnie podstawa, odżywianie przed myciem też ;) więc trafiłaś w 10tkę. Chociaż i jedno i drugie sprawdza się u mnie niezależnie od porowatości włosów, bo i przed rozjaśnianiem je z powodzeniem stosowałam. Ty masz włosy niskoporowate, masz może jakąś ‘złotą’ poradę dla posiadaczek takich włosów? 

Wiedźma: Ciężko mówić o zupełnie zdrowych włosach, jeśli sięgają za łopatki i były farbowane ;) Twoja codzienna pielęgnacja bardzo zmieniła się po rozjaśnianiu? Zwłaszcza w kwestii ulubionych składników? 
Niskoporowatym szczególnie polecam minimalizm kosmetyczny, czyli nie za wiele kroków, produktów i składników naraz, np raz ziołowo, raz emolientowo a jeszcze kiedy indziej prawie głodówkę. Czasem minimum daje lepszy efekt, niż bogate kuracje u innych. A do tego regularne olejowanie (nawet kropelką oleju). 

Anwen: Moje przed rozjaśnianiem właśnie bardzo dobrze reagowały na to co Ty nazywasz głodówką a ja wtedy nazywałam detoksem ;) Teraz im to zdecydowanie nie służy, tak samo jak aloes w nieograniczonej wręcz ilości, który dawniej moje włosy kochały. Musiałam sporo pozmieniać w pielęgnacji i przyznam szczerze na początku nie było to łatwe, bo odruchowo, z przyzwyczajenia traktowałam włosy tak jak dawniej co często kończyło się klasycznym BadHairDay. To od razu przypomniało mi odwrotny problem, o którym piszą moje czytelniczki – jak pod wpływem pielęgnacji obniża im się porowatość i włosy przestają dobrze reagować na dotychczasową pielęgnację. Co Twoim zdaniem najlepiej wtedy zrobić? Wyrzucić dawnych ulubieńców do kosza i szukać ‘idealnej pielęgnacji’ od nowa czy może wystarczy postawić na minimalizm i po prostu rzadziej po nie sięgać/trzymać krócej?

Wiedźma: Zależy, jak bardzo jest źle. Jeśli na głowie jest masakra to szkoda się szarpać ;) 
W przeciwieństwie do wzrostu przez zniszczenie - w miarę "zdrowienia" porowatość spada stopniowo, więc zmiany w pielęgnacji raczej też takie będą. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, więc szukałabym innych metod aplikacji - trzymanie krócej lub odżywianie przed myciem - może to wystarczy? 

Anwen: Wiem, że to nie dotyczy porowatości, o której miałyśmy dziś rozmawiać, ale nie mogę oprzeć się pokusie by nie spytać Cię o odżywianie przed myciem. Jak pewnie wiesz ja jestem jego wielką zwolenniczką i doskonale wiem, że to działa, ale wiem też, że metoda ta wzbudza kontrowersje. Na niektórych blogach możemy przeczytać, że to marnotrawstwo masek. Ciekawa jestem jak Ty się na to zapatrujesz?

Wiedźma: Może te dziewczyny za krótko trzymają? ;) To tak, jakby podważać skuteczność olejowania albo tradycyjnej maski z jajem, bo się je zmywa. Tak jak z odżywkami nakładanymi po myciu na minutkę – niby składniki nie zdążą się wchłonąć, związać czy co tam mają zrobić.

Anwen: Bardzo możliwe. Podejrzewam też, że może szorują potem te włosy na długości mocnym szamponem i rzeczywiście ‘zmywają’ z nich wszystko co dobre, to by było jakieś tłumaczenie ;) Wracając do porowatości to została nam jeszcze jedna grupa – mówiłyśmy już o olejach i proteinach, a jak jest Twoim zdaniem z humektantami? Czy w ich przypadku również warto patrzeć na porowatość włosów i np. mając wysoką ich unikać?


Wiedźma: Absolutnie nie! Humektanty są dobre i potrzebne każdym włosom! Niestety są trudnymi składnikami - te wszystkie interakcje pogodowe, puszenie i niech św Curla broni przed użyciem ich bez emolientów - ale przysłowiowa kropla to kropka nad pielęgnacyjnym "i".

Anwen: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę! Jestem pewna, że to nie ostatni raz, gdy Cię tak przepytuję ;)

Wiedźma: Dziękuję Ci również!


Wam też dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne odcinki włosowych rozmów :)


Wszystkich zainteresowanych odsyłam do "najważniejszego" wpisu o porowatości włosów, jaki powstał na moim blogu:
O budowie i porowatości włosów
Oraz do wpisów o wielkości cząsteczek olejów i protein:
Oleje - szczegóły wnikania wg zawartości kwasów tłuszczowych
Kwasy tłuszczowe w olejach roślinnych
Proteiny w liczbach

Ściskam!