Wiedzma bloguje: marca 2013

środa, 27 marca 2013

Podsumowanie marcowej pielęgnacji włosów

W marcu jak w garncu, zaiste!
W tym roku marzec zaserwował nam i srogą, śnieżną zimę - i piękną, słoneczną wiosnę, szkoda że w odwrotnej kolejności :P

Jest pewna nowość w mojej pielęgnacji włosów w tym miesiącu. Jak już dotarło do mnie, że mam cerę płytko unaczynioną - zaczęłam traktować skalp też jak cerę płytko unaczynioną. Wiele zjawisk nabrało sensu. Nie są to duże zmiany, bardziej w podejściu niż w praktyce. Jak to wygląda? Przestałam zmuszać skórę do mobilizacji, masować na siłę, suszyć na siłę. Niech sobie będzie delikatną księżniczką.

SZAMPONY i MYJADŁA

Częstotliwość mycia włosów powoli wraca do normalnej, czyli 2-4 dni.

Moi dotychczasowi ulubieńcy:

  • Anthyllis, Odżywczy szampon z lnem i malwą (o szamponie)
  • AA Oceanic, Szampon do włosów z bisabololem (o szamponie)
... skończyli się :( Zostawiłam sobie 1-2 porcje żelaznego zapasu.
Szampon z SLS AA jestem w stanie zastąpić szamponem Barwa Naturalna, Szampon do włosów suchych i łamliwych Len & Witaminy, a jak ten się skończy, prawdopodobnie kupię ponownie szampon AA (np na www.doz.pl).
Łagodny szampon Anthyllis nie ma zastępstwa - w chwili obecnej moja Zielarnia nie sprowadza produktów Anthyllis, można je zamówić u dystrybutora, ale cena z wysyłką to prawie 40zł... Popróbuję tańsze szampony, daję nową szansę delikatnym myjadłom dostępnym na rynku, odświeżam eksperymenty z naturalnymi myjadłami, jak glinki, mydlnica i orzechy piorące, spróbuję znowu zrobić własny szampon z półproduktów... Słowem - misja szampon powraca :)

Z dotychczasowych prób niestety mój skalp nie polubił się z takimi delikatnymi szamponami:
  • Beiersdorf, Bambino, Szampon - potencjalnie średnio łagodne myjadło, nie zawiera Cocamidopropyl Betaine ani soli, zawiera niestety małe ilości SMES - braciszek SLES, wystarczająco, aby nie być łagodnym. Dodatkowo niemiłosiernie plącze włosy.
  • Mann&Schroeder, Sanosan, Babyshampoo -  potencjalnie bardzo łagodne myjadło, zawiera bardzo łagodne detergenty, masę nawilżaczy... i niestety sól. Dla mnie nie jest wystarczająco łagodny, ale polecam go wrażliwcom, bo jest stosunkowo niedrogi - ok. 6zł, dostępny w aptekach DOZ.
  • Aram, Biała glinka - u początków włosomaniactwa zdarzało mi się dobrze umyć włosy samą glinką rozbełtaną w wodzie. Metodę wspominam z sentymentem, jest w 100% naturalna i nieinwazyjna, chociaż skalp wymaga nawilżenia a włosy wygładzenia. Niestety - teraz przy ujemnej porowatości musiałam zmyć glinkę szamponem, co totalnie mija się z celem! Co za czasy :P
Warianty szamponowania:

  • szampon wcierany w same włosy, z ominięciem skalpu
  • metoda kubeczkowa bez spieniania, ze skalpem włącznie

Odżywki myjące - uwielbiam je za ich delikatność jeszcze bardziej niż zwykle!
  • BingoSpa, Maska do włosów Masło shea i pięć alg - mój KWC
 Mam w zbiorach nową odżywkę myjącą:
  • Allvawes, Balsamo Idratante e Districante - jeden z krótszych składów, jakie widziałam :) Należy do lżejszych, mimo że zawiera olej lniany przed zapachem. Konsystencja jak Hegron. Skalp raczej ją zaakceptował. Jeśli mnie zachwyci, na pewno o niej przeczytacie ponownie ;)
 
ODŻYWKI D/S
Something old, something new:
  • BingoSpa, Maska do włosów z masłem shea i algami (o masce) - w tym miesiącu maska najlepiej sprawowała się z odrobiną panthenolu, gliceryny albo kwasu hialuronowego.
  • NOWOŚĆ - L'Biotica, Biovax, Intensywnie regenerujaca maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania (kilka słów o Waxach) - zakup totalnie kompulsywny, miałam na nią ochotę od jakiegoś czasu. Póki co nieśmiało ale lubimy się, i włosowo i skalpowo.
  • NOWOŚĆ - Timotei Organic Delight, Health & Nourishment, Odżywka do suchych i zniszczonych włosów - wspomniany TUTAJ zakup marcowy. Skalp się z nią polubił, włosy nawet też, chociaż po eksperymencie z rzewieniem wolą Biovaxa

ODŻYWKI B/S

W marcu mam dwójkę faworytów:

  • Green Pharmacy, Jedwab w płynie - niepozorne serum olejowe z silikonem zmywalnym wodą. Używam do wygładzenia włosów w "kolejny" dzień lub kiedy ich nie "kręcę"
  • wspomniana wyżej odżywka Timotei - jest bardzo przyjemną b/s, kiedy "kręcę" włosy. Zapewnia im mięsistość

PŁUKANKI

Próbuję znaleźć alternatywy dla płukanki lnianej, których nie trzeba będzie gotować i trzymać w lodówce... ale ciężko :] Królowa jest tylko jedna :)

  • płukanka z żelu lnianego (przepis na żel lniany znajdziecie TUTAJ, moja płukanka to zazwyczaj 20% żelu w wodzie).
  • napar z kocanki - jako zioło polecane do pielęgnacji cery płytko unaczynionej i naczynkowej - faktycznie koi skórę tkliwą. Nie łagodzi podrażnień, ale dobre i kojenie tkliwości. Włosy pozostawia świeże i puszyste, bez puchu. Nie wspomaga falowania.
  • półproduktowa: mleczko owsiane + panthenol + kwas hialuronowy - całkiem dobrze nawilża skalp po myciu, włosy są puszyste. Też nie wspomaga falowania.


NA SKALP

Po pierwsze - wspomniane płukanki po myciu.
W tym miesiącu kilkukrotnie musiałam podsuszać włosy suszarką. Nawet miałam pierwszy sukces z dyfuzorem :D 

Mimo zimnego nawiewu i dyfuzora moja skóra nie zniosła tego dobrze i domagała się porządnego ukojenia. Mogę przypuszczać, że nawiew nie służy płytko unaczynionej cerze, może też powodować dodatkowe odparowywanie wody?

W razie potrzeby nadal ratuję się Żelem aloesowym FarmVix (o żelu) i Emulsją do suchej skóry głowy Emolium (o emulsji).


OLEJOWANIE

Haniebnie zaniedbałam olejowanie! Nieśmiało podrażniony skalp traktuję odrobiną oleju z dzikiej róży, Koi ładnie, nie puszy włosów, zmywa się tak o.
Zanim kupiłam maskę Biovax, kilkukrotnie kremowałam włosy kremem Herbamedicus, Krem z rokitnikiem (wspomniany w moim projekcie DENKO).

STYLIZACJA

Po pierwszym cięciu grzywki - zdecydowałam się na dalsze zmiany :) Pani Basia wyczarowała mi krótszą grzyweczkę odsłaniającą więcej twarz i mocniejsze cieniowanie, fale nabrały lekkości i tylko czekają na wiosnę! Różnica nie rzuca się w oczy, ale jest odczuwalna dla mnie.

Po raz pierwszy udała mi się stylizacja fal z użyciem dyfuzora. Zdjęcia będą poniżej.
Na co dzień nie układam włosów, pozwalając im układać się samoistnie w falowany bałagan. Przy obecnym cieniowaniu wygląda to całkiem ładnie :D 
 

KOLORYSTYCZNIE

Henna zmywa się nadal. W ramach eksperymentu - zrobiłam maseczkę z korzenia rzewienia (rabarbaru) o działaniu rozjaśniającym. Opis metody i pierwszy efekt możecie zobaczyć TUTAJ. 
Tymczasem mała niespodzianka! Mija tydzień od eksperymentu: kolor ewoluuje, widzę coraz więcej  złocistych refleksów i coraz mniej henny. Rożnica koloru na odrostach stała się trudno zauważalna nawet dla mnie! Cieszy mnie to, bo kusiła mnie zmiana koloru na jaśniejszy! Odcień staje się złoto - popielaty. Wiem to stąd, że z dnia na dzień mam coraz bardziej niebieskie oczy :)
Czuję też ciągle zapach rzewienia (kojarzy mi się z musztardą) np podczas treningu - to znak, że ekstrakty na włosach siedzą i działają. Co mnie akurat mniej cieszy, bo boję się o mój skalp, jeśli kwasy są w stanie rozjaśnić moje pancerne niskoporowate włosy - co zrobi delikatnej skórze (i delikatnym włosom, moje panie)?
Po zabiegu włosy są trochę suche - cóż, zioła!
Po glinkowym myciu jeszcze więcej henny się zmyło. Wracam do natury i jestem z tego powodu zadowolona :)
 
KILKA ZDJĘĆ

Zdjęcia można zobaczyć w powiększeniu.


początek marca, powiew wiosny
światło sztuczne + lampa, światło dzienne

Wiedźma vs dyfuzor :D
światło sztuczne bez lampy
ewolucja koloru po rozjaśnianiu rzewieniem
światło dzienne, pochmurno
# # #
Wiedźma chce wiosny! Trzeba będzie jednak utopić tę Marzannę, obrzęd z ziołami nie wystarczył :)

Buziaki
Czarownicująca

piątek, 22 marca 2013

Cera naczynkowa i płytko unaczyniona

Po kilku miesiącach nieśmiałej obserwacji cery, kilku wizytach u kosmetyczek, lekturze paru artykułów, obejrzeniu kilku filmików, paru eksperymentach - poznałam moją cerę na nowo: nie jest sucha i marudna! Moja cera jest jak się okazuje mieszana (zamiast strefy T mam strefę I - nos i broda), atopowa i płytko unaczyniona (to nie to samo co naczynkowa).

www.gruper.pl
Aspektem mieszano-atopowej zajmuję się od dawna i traktować ją muszę jak suchą, jednak z unikaniem składników powodujących zaskórniki (zwłaszcza NNKT omega-9, przydałoby się też zwrócić uwagę na oleje schnące i nieschnące), błyszczenie mi nie dokucza, chociaż nawet jeśli się błyszczę to mi to nie przeszkadza tak bardzo, jak łuszcząca się skóra na suchych partiach.

Za to temat cery uogólniając - naczynkowej - jest dla mnie względnie nowy. Mimo, że kobiety w mojej rodzinie delikatne naczynka mają - ja zaparłam się jak osioł, że cery takowej nie mam, bo nie wiedzieć czemu ubzdurało mi się, że cerę naczynkową mogą mieć tylko osoby bladolice z karnacją o różowym odcieniu, a ja ani bladolica ani różowa.

Szukając informacji dla siebie - zbieram je tutaj we wpisie, żeby podzielić się z Wami, jeśli przypadkiem doszukałam się rzadko podawanych informacji - i żeby mieć informacje pod ręką w razie potrzeby :)

Czym jest cera naczynkowa?

Cera naczynkowa jest szczególnym przypadkiem skóry wrażliwej. Może występować z każdym typem cery: suchą, tłustą i mieszaną.
Dość często skóra jest cieńsza niż w przypadku skór innego typu, a same naczynka znajdują się bliżej powierzchni, przez co są bardziej eksponowane na czynniki zewnętrzne. Pod wpływem różnych czynników naczynka lubią się rozszerzać (widzimy wtedy tzw pajączki) a nawet są kruche i pękają (na skórze pojawia się rumień a nawet trądzik różowaty).

Jak rozpoznać cerę naczynkową?

Mylnie wrzuca się do jednego worka cerę naczynkową z cerą płytko unaczynioną.
Cera płytko unaczyniona to pewien stan rzeczy, z którym da się funkcjonować i opiekować się nią samodzielnie. Niestety zaniedbany stan rzeczy może przerodzić się w cerę naczynkową z całym dobrodziejstwem inwentarza. Cerą naczynkową powinien zająć się lekarz.

Objawy płytkiego unaczynienia cery i delikatnych naczynek:
  • rumienimy się intensywnie pod wpływem stresu, gorąca, zimna, wysiłku fizycznego
  • rumienimy się po zjedzeniu potrawy gorącej lub ostro przyprawionej potrawy, wypiciu mocnej kawy i alkoholu
  • typowe miejsca rumieńca - nos, policzki i broda
  • skóra jest wrażliwa i czasem piecze lub swędzi
  • zdarzają się pojedyncze rozszerzone naczynka (tzw pajączki) na nosie i policzkach
www.m.onet.pl
Objawy cery naczynkowej:
  • rumień, czyli ostro czerwone placki na skórze (nie mylić z niegroźnym rumieńcem) pojawiające się pod wpływem czynników, które u cery płytko unaczynionej powodują rumieniec; placki mogą swędzieć i piec
  • trądzik różowaty, czyli przewlekłe schorzenie skóry dotyczące osób w wieku dojrzałym, które polega na występowaniu wykwitów rumieniowych, grudkowych i krostkowych. [źródło]
http://www.derkomed.pl
Jak już wspomniałam - cera naczynkowa jest problematyczna, powinien ją zobaczyć lekarz i to lekarz ustala leczenie i pielęgnację.


Wypowiem się za to na temat cery płytko unaczynionej, bo taką można się zaopiekować we własnym zakresie.

Cerę płytko unaczynioną można mieć na jakiejś partii ciała lub na całym ciele, zazwyczaj skóra najdelikatniejsza jest na twarzy i dekolcie, a widocznie rozszerzone i pękające naczynka często znajdziemy też na łydkach.

Cera naczynkowa "lubi" ujawnić się w dowolnym momencie życia, często u osób już dorosłych.

Skąd się bierze cera płytko unaczyniona i kruche naczynka?

Jak to ze wszystkimi kłopotami z cerą bywa - po części decydują geny i przyczyny od nas niezależne, a częściowo pracujemy sobie na nie same, głównie przez nieuwagę.

http://zdrowenienudne.pl
Przyczyny powstania rozszerzonych i kruchych naczynek:
  • czynniki dziedziczne
  • hormony - wpływ estrogenów (antykoncepcja hormonalna), menopauza
  • alergia - również pękanie naczynek nasila się u alergików (czyżby więcej szkodliwych czynników?)
  • nadciśnienie tętnicze
  • nieprawidłowe funkcjonowanie układu krążenia
  • nerwice naczyniowe
Czynniki nasilające rozszerzanie i pękanie naczynek:
  • duże wahania temperatur, skrajne temperatury
  • przewlekła ekspozycja na słońce
  • częste korzystanie z solarium
  • wiatr (!!)
  • wysoka wilgotność
  • bardzo niska wilgotność
  • stosowanie laserów biostymulujacych
  • długotrwałe stosowanie miejscowo sterydów
  • stosowanie preparatów kosmetycznych zawierających alkohol, aceton i mentol

Jak dbać o cerę płytko unaczynioną?

W swoim wpisie Ziemolina (Kosmostolog) nazywa skórę naczynkową (i tę płytko unaczynioną też) Jaśnie Panią, księżniczką. Z tą cerą trzeba postępować bardzo delikatnie, wtedy być może nie obrazi się na nas i nie będzie sprawiać kłopotu.

Zanim przepiszę tutaj połowę bloga - wiele informacji o pielęgnacji cery wrażliwej zawarłam już w innych postach. Zasady te są uniwersalne dla cer wrażliwych z różnych przyczyn.

Unikamy
  • mechanicznych podrażnień: tarcia, peelingów, przy wrażliwszych nawet masażu
  • działania temperatury: i wysokiej i niskiej
  • korzystania z solarium i sauny
  • twardej wody z kranu
  • podejrzanego jedzenia - alergie pokarmowe mogą spowodować również nadwrażliwość skóry
  • silnych detergentów - dla niektórych wystarczy rezygnacja z SLS, inni będą musieli przesiąść się na super-łagodne wody micelarne (najlepiej formuły woda+emulgator; niektóre micele dostępne na rynku mają postać woda+łagodny deterent)
  • składników wysuszających i drażniących w kosmetykach
  • bardzo kolorowych i pachnących kosmetyków
  • bardzo ziołowo-roślinnych kosmetyków
  • składników wymuszających pobudzenie krążenia (czyli np kofeina, kapsaicyna)
  • substancji silnie złuszczających: np. kwasów
Zapewniamy ochronę
  • całoroczną ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB za pomocą solidnego filtra minimum SPF 30
  • fizyczne zabezpieczenie skóry przed zimnem i wiatrem warstewką tłustego kremu i pudru 

Koimy i łagodzimy wyeksponowane naczynka
  • ekstrakty roślinne z arniki, rumianku, zielonej herbaty, mirtu, kasztanowca, miłorzębu japońskiego, oczaru wirginijskiego, skrzypu polnego, kocanki
  • witamina C i rutyna
  • spośród kwasów owocowych - kwasy PHA (glukonolakton, kwas laktobionowy) wymienia się jako przyjazne skórze wrażliwej i płytko unaczynionej, nie mają działania fotouczulającego i mobilizują skórę do pogrubienia naskórka, co czyni ją bardziej odporną na czynniki zewnętrzne
  • naszym sprzymierzeńcem będą również składniki ogólnie stosowane do cer wrażliwych: siemię lniane, mleczko owsiane, oleje roślinne dobrane do typu cery
Na tak i na nie
Znalazłam niejednoznaczne wypowiedzi na temat stosowania na skórę kwasów owocowych i retinoidów  - przeciwko nim przemawia działanie złuszczające i drażniące, za nimi - pobudzanie skóry do pogrubienia warstwy naskórka, co może zaowocować zmniejszeniem jej wrażliwości.
Dyskusyjne jest też stosowanie aloesu i miodu - mają działanie kojące i antybakteryjne, ale mogą skórę niepotrzebnie uwrażliwiać.

Bardzo pomocny treściwy filmik na temat pielęgnacji cery naczynkowej (płytko unaczynionej wrażliwej) nagrała Megi. Zapraszam do obejrzenia!

Mam już nieco przemyśleń na temat wiedźmiej pielęgnacji cery płytko unaczynionej - czyli trochę domowych sposobów i półproduktów - spodziewajcie się oddzielnego wpisu na ten temat :)

Odpowiednia dieta

Jeśli jesteśmy posiadaczkami cery płytko unaczynionej, wypada nam unikać:
  • gorących potraw
  • ostrych przypraw (unikamy lub ograniczamy te uznawane przez dietę Pięciu Przemian za gorące, bardziej odpowiednie nam te ciepłe; wpisy o diecie PP: KLIK, KLIK, KLIK)
  • mocnej kawy i herbaty
  • alkoholu (piwo to też alkohol :))
  • papierosów (i palenia, i dymu)

Naczynka podziękują nam gorąco za dostarczanie:
  • witaminy B2 - kapusta, produkty pełnoziarniste, nabiał, wołowina, nerki, warzywa zielonolistne, jaja, banany, szynka, tuńczyk,
  • witaminy PP - występuje w chudym mięsie, drobiu, rybach, produktach mlecznych, jajach, drożdżach, wzbogaconych produktach zbożowych, ziemniakach, orzeszkach ziemnych, daktylach, figach, śliwkach.
  • witaminy C - znajduje się w świeżych owocach i warzywach. Doskonałym jej źródłem są zarówno owoce cytrusowe (cytryny, pomarańcze, grejpfruty), kiwi, melony, ananasy, jak i rodzime czarne oraz czerwone porzeczki, truskawki, jagody czarnego bzu, maliny, jeżyny. Jest jej dużo w brukselce, kapuście, kalafiorze, rzepie, cebuli, szpinaku, brokułach, groszku zielonym, kalarepie, szparagach. Znajduje się też w jabłkach, ziarnach soi, ziemniakach, pomidorach, karczochach.
[źródło]


Dopiero zaczęłam zbieranie informacji, jak zająć się swoją Księżniczką ;] Jakby mi mieszanej atopowej było mało :P
Jestem bardzo mocno przekonana, że skórę płytko unaczynioną i przez to wrażliwą mam również na głowie - wiele objawów się zgadza, a płukanka z kocanki na chwilę pomogła! Może dzięki metodom dla naczynkowców uda mi się tę skórę wzmocnić?

Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Was przydatny - a może ja dowiem się czegoś od Was?
Jak radzicie sobie z Waszą cerą płytko unaczynioną?

Czarownicująca

środa, 20 marca 2013

Rabarbarowy eksperyment - rozjaśnianie włosów domowymi sposobami

Witajcie :)

Wiosny jak nie było tak nie ma... co nie przeszkadza, żeby przeprowadzić wiosenną metamorfozę JUŻ!
Pożegnam zimę z nową fryzurą i być może z nowym kolorem włosów, jak się uda.

Wspomniałam Wam niedawno -  jak tylko zobaczyłam efekty rozjaśniania włosów korzeniem rzewienia (rabarbaru) u Smallrosie - wiedziałam, że też muszę spróbować :)

www1.extension.umn.edu

Torebkę korzenia rzewienia nabyłam w sklepie zielarskim, widziałam też takowe na stronach aptek internetowych. Kosztują aż 3zł / 50g.
Jeśli uda Wam się dopaść mielony korzeń - polecam kupić, bo samodzielne mielenie jednak zajmuje dłuższą chwilę i wymaga potem sprzątania - pyłek radośnie unosi się w powietrzu.

Rabarbar rozjaśnia włosy dzięki zawartości kwasu szczawiowego.
Można uznać, że zabieg rozjaśniania rabarbarem jest zabiegiem pielęgnującym włosy - jak na kurację ziołową. Docelowo wzmocni i odżywki włosy, ale trzeba je będzie natłuścić i nawilżyć po kuracji.
 
Dla kogo?

Radziłabym zachować szczególną ostrożność w przypadku włosów bardzo delikatnych i bardzo zniszczonych.

Rabarbarem można rozjaśnić włosy o kilka tonów, odcień będzie zmierzał w kierunku złoto-miodowego. Oczywiście jak to w przypadku ziół - efekt jest nieprzewidywalny, dlatego najlepiej zrobić próbę na pojedynczym pasemku.

Metoda ta ma dużą szansę powodzenia u typowo polskich ciemnych blondynek. Na brązowych włosach może nie dać żadnych rezultatów, jasne może niepotrzebnie zażółcić. Ale próba nie strzelba, jak mówią.

Radzę uważać i nie zjeść proszku - to silny środek leczniczy!

Taki oto przepis można znaleźć na portalu cudnewlosy.pl


Rozjaśnianie włosów blond

3 garści suszonego korzenia rabarbaru, sok z 1 cytryny, troszkę olejku roślinnego.

Jeśli dostaniesz zmielony rabarbar to dobrze, jeśli nie to musisz go zmielić w młynku do kawy. Do miseczki z proszkiem rabarbarowym dodaj sok z cytryny i olejek. Mieszaj aż powstanie jednorodna, gęsta papka. Do tego dodaj powoli gorącej wody mieszając. Odstaw na 10-15 minut. Jak zgęstnieje, znowu zacznij dodawać gorącą wodę.

Papkę nanoś szerokim pędzlem, na włosy umyte jednokrotnie. Możesz również tym barwnikiem robić pasemka, podkładając pod wyciągnięte pasma folię aluminiową, po nałożeniu barwnika, zawijasz folię – tak jak robi to fryzjer. Ważne jest aby trzymać włosy z barwnikiem w lekko podwyższonej temperaturze.

Bardzo ważne jest – aby unikną ć nieprzyjemnych niespodzianek - zrobienie testów na kolor, zwłaszcza jeżeli włosy były wcześniej farbowane chemicznie.

Po około pół godzinie można przyjąć, że nastąpi pierwsze rozjaśnienie do koloru miodowozłotego.

Uwaga: plamy na ręczniku po tym barwniku nie schodzą nawet po gotowaniu.

Rabarbar jest bogaty w naturalną skrobię i witaminy, dzięki czemu pielęgnuje włosy i nadaje im wspaniały, naturalny, złoty blask.

Papkę umieszałam, na pasemko nałożyłam i trzymałam 25 minut. Efekt spodobał mi się, ale przed nałożeniem mieszanki na całe włosy poprawiłam jej nieco konsystencję. Jeśli dodatek oleju nie przeszkodzi w procesie rozjaśniania, można dodać do mieszanki wiele innych pomocnych składników.

Mieszanka rozjaśniająca wg Wiedźmy


Mieszamy składniki
  • zmielony korzeń rzewienia - cała torebka 50g
  • sok z połówki cytryny
  • 1/4 szklanki ciepłej wody
Mieszanka leżakuje 15 minut.
Dodajemy następne:
  • 1/4 szklanka żelu lnianego (przepis)
  • 1 łyzka maski Bingo shea (lub dowolnej prostej odżywki bez silikonów)
  • łyżka mleka owsianego - opcjonalnie; ma działanie nawilżające i łagodzące (przepis)

Dzięki dodatkom objętość papki urosła a jej nakładanie było nieco łatwiejsze.
Podczas mieszania składniki wyglądają skrajnie nieapetycznie, jak kupa. Całość dość mocno pachnie musztardą.



KONIECZNIE ZRÓB PRÓBĘ NA MAŁYM PASEMKU!!

Przygotowujemy włosie
Papka nie musi być nakładana na włosy oczyszczone do skrzypienia, ale dobrze, aby nie znajdowały się na nich silikony i inne oblepiacze - efekt rozjaśniania mógły być nierównomierny.
Na zwilżonych włosach łatwiej rozprowadzić mieszankę.

Nakładanie
Przy włosach podatnych na rozjaśnianie polecam faktycznie nakładać papkę pędzelkiem.
Przy włosach ciemniejszych i mniej podatnych na rozjaśnianie powinno wystarczyć uważne dość dokładne nałożenie papki rękami i wmasowanie jej we włosy.

Trzymanie
Na włosy pokryte papką nakładamy foliowy czepek (lub reklamówkę z biedronki, papka farbuje więc folię trzeba będzie wyrzucić), owijamy głowę ręcznikiem i trzymamy około 25 minut. Jak już poznamy reakcję naszych włosów - czas będzie można przedłużyć.

Zmywanie
Po upływie przewidzianego czasu całą mieszankę długo i bardzo dokładnie spłukujemy, aż spływająca woda będzie czysta.
W razie potrzeby włosy można umyć - to nie henna, nie ma potrzeby, aby barwniki łączyły się z włosem.
Nakładamy na włosy maseczkę zawierającą oleje i humektanty.
Na włosach może pozostać kurczakowa poświata, powinna zmyć się w ciągu najbliższych myć.

Ostrzeżenia
Jak wszystko - mieszanka może podrażnić wrażliwą skórę, uczulić.
Może i będzie brudzić i farbować sprzęty, powierzchnie, ręczniki. Paznokci na szczęście nie zafarbowała :)
Może przesuszyć włosy.
Efekt kolorystyczny jest nie do przewidzenia.

Efekty i wrażenia Wiedźmy

Oczywiście nie spodziewałam się słomkowego blondu :)
Mieszanka trzymana 25 minut nie rozjaśniła włosów, ale rozświetliła je i trochę osłabiła czerwony odcień po hennie (henna Khadi Orzechowy Brąz zrobiona w grudniu wypłukała się już prawie, pozostały tylko nie moje, nie popielate refleksy; lawson czyli czerwony barwnik z henny jako mała cząsteczka wnika głęboko we włosy i najdłużej w nich tkwi, lubi prześwitywać spod brązów otrzymanych farbami ziołowymi z dodatkiem henny). Włosy są nieco suche i spuszone, skóra trochę tkliwa ale nie wiem, czy winić rzewień, czy fakt trzykrotnego mycia włosów (maseczka zastosowana po "farbie" nie chciała się domyć).

Rozjaśnianie rabarbarem spodobało mi się i będę kontynuować, ale nie w formie maseczki, ale płukanki. Wypłukiwanie ziół z gęstych włosów to mała masakra, wolę osiągnąć ten sam efekt stopniowo, za to bez szarpania.

Jak panie wiedzą, kolor moich włosów nie da się uwiecznić na zdjęciu, nie ma więc sensu wstawiania zdjęć "przed". 
Na wyraźną prośbę wstawiam zdjęcie porównujące kolor "przed" i pasemko testowe. Kolor moich kłaków trudno uwiecznić :)



Proszę za to spojrzeć na zdjęcia "po" - dowód na to, że nie wyłysiałam i wszystko jest z włosami w porządku:

zdjęcie podczas zachmurzenia

zdjęcie w pełnym popołudniowym słońcu

Prawdę powiedziawszy, sądziłam, że fala rabarbarowych blondynek zaleje blogosferę... A tu cisza... Albo obserwuję nie te blogi?

~DOPISEK~

Wrażenia po tygodniu od "farbowania" opisałam w marcowym wpisie o pielęgnacji włosów (KLIK).
Kolor w ciągu tygodnia ewoluował, zauważalnie stawał się mniej czerwony a bardziej popielato-złocisty - czyli jak mniemam rzewień pomógł mi usunąć troszkę z henny pozostałej po zimowym farbowaniu (KLIK).
Ostatecznie włosy nie zjaśniały tak bardzo, jak wydawało się na początku - część wrażenia pochodziła zapewne z tego faktu, że moje włosy wydają się jaśniejsze kiedy są przesuszone. Ale zjaśniały w stopniu zauważalnym dla mnie.


ewolucja koloru w ciągu kolejnych dni
Długo nie mogłam pozbyć się zapachu rzewienia (musztardy :/), nie pomogło kilkukrotne oczyszczanie, dopiero mycie glinką (KLIK).
Farbowanie trochę podrażniło mi skórę głowy, ale o wiele mniej, niż zrobiłaby to chemiczna farba.
Nadal sądzę, że skuszę się ponownie na rabarbarowe rozjaśnianie :)

 

A czy Wy próbowałyście już rozjaśniać włosy rzewieniem? Jakie są Wasze wrażenia?
A może polecicie mi inne mało inwazyjne metody rozjaśniania włosów?

Czarownicująca

sobota, 16 marca 2013

TAG Moje kosmetyczne dziwactwa i sekrety

Znacie już ten TAG?

Dla nas włosomaniaczek eksperymentatorek jest trudniejszy, praktykujemy na co dzień tyyyle dziwactw i trzymamy tyyyle naszych cennych sztuczek w sekrecie przed resztą świata :)


Do TAGu zaprosiła mnie Fellogen z bloga Fala za falą...

Reguł jak się okazuje - nie ma, więc, jak to ja - potraktuję TAG po swojemu :)

TAG - Kosmetyczne dziwactwa i sekrety

Czytam składy kosmetyków :)

Robię kosmetyki :)

Nakładam na siebie jedzenie :) Ej weś :P

Wiele produktów używam niezgodnie z przeznaczeniem - krem do rąk na włosy (kultowy, wycofany już krem z Biedronki), krem do stóp na ręce (ponownie: wycofany krem biedronkowy z szałwią - świetnie zabezpieczał dłonie przed nadmiernym poceniem w upał), maseczki na twarz a nawet włosy z mleczkiem do demakijażu (moja niezawodna Ziaja Ulga), mycie włosów odżywką (Bingo shea ofkors :P) itp :)

Lubię zajść do drogerii i spędzić dobry kwadrans między półkami, oglądając składy kosmetyków, które nie interesują mnie osobiście lub są mi potrzebne - by zaspokoić ciekawość, co mieszka w kremie na zmarszczki, odkryć perełkę na półce z zakurzonymi kremami, znaleźć kosmetyk dla koleżanki itp.

Czasem skuszę się na zakup kosmetyku dla posiadania go, niekoniecznie do używania. Dotyczy to głównie perfum i lakierów do paznokci, ale czasem skuszę się na posiadanie jakiegoś kosmetyku pielęgnacyjnego :)

Mam setki próbek, zbieram je namiętnie i trzymam na wypadek wyjazdów - po czym nigdy ich nie zabieram ze sobą, bo jak każdy szanujący się alergik wolę zabrać odlewkę czegoś sprawdzonego :)

Nie lubię się w perfumach! Bardzo lubię kobiece i wesołe kwiatowo-owocowe zapachy, ale podobają mi się tylko w buteleczce - na skórze rozwijają się w coś dziwnego, dusznego i męczącego.
Całkiem dobrze za to czuje się w męskich, korzenno-cytrusowych zapachach - ale jakoś tak nie wypada :P

Nie umiem malować dolnej części oka.


Służę koleżankom jako doradca zakupowy ds kosmetyków :) Przy okazji kawa i plotki, wiadomo :>

Mało kosmetyczne, ale jak bardzo włosowe: jeśli ułoży mi się piękny rulon, nie mogę się powstrzymać i wsadzam w niego palec :)



Do zabawy zapraszam następujące blogerki:
Fobmroweczkę
Łojotokową Głowę
Foster Marine
Mayannę

A jakie są Wasze dziwactwa kosmetyczne? :) Piszcie w komentarzach!

Buziaki
Czarownicująca

czwartek, 14 marca 2013

Receptury Babuszki Agafii, Maska Do Włosów Drożdżowa - Podwójna Recenzja

Jestem świadomą włosomaniaczką. Znam moje włosy i skalp na pamięć, zazwyczaj wiem, co będzie dla nich dobre a co nie. Najczęściej trzeba zaufać składowi i sprawdzonym składnikom. A tu staje przed kobietą taka pokusa - hit! nareszcie w zasięgu ręki! Czy warto zaspokoić ciekawość? Dowiecie się za chwilkę :)

Kiedy pierwszy raz przeczytałam o rosyjskich kosmetykach do włosów - ucieszyłam się bardzo :) Nowy kierunek na polskim rynku kosmetycznym - czyli nowe możliwości - i to jakie piękne :)

Więc przy nadarzającej się okazji - radośnie przystąpiłam do testów znanej już wszem i wobec maseczki drożdżowej :)
Opakowanie testowała ze mną na spółkę Ola, moja urocza asystentka :>


Opis producenta [źródło]

Maska Do Włosów Drożdżowa - Pobudzenie Wzrostu
Maska do włosów  drożdżowa to wspaniały sposób na przyśpieszenie wzrostu włosów. Drożdże piwne to naturalne źródło białka, witamin i mikroelementów, które przenikają w strukturę włosa, wzmacniając je i przyspieszając wzrost. Olej z kiełków  pszenicy posiada działanie regeneracyjne i przeciwdziałające wypadaniu.  Sok z brzozy to znany ludowy środek  na wzmocnienie cebulek włosowych. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia maska ułatwia rozczesywanie. Włosy stają się jedwabiste i pełne blasku.

Maska zawiera ekstrakty z:
Drożdże piwne (Yeast Extract) – poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
Sok brzozowy (Betula Alba Juice) – wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
Oman wielki  (Inula Helenium Extract) – działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
Mącznica lekarska ( Arctostaphylos Uva Ursi Extract) - znakomity naturalny antyseptyk
Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.
oraz oleje z zimnego tłoczenia:
Olej z kiełków  pszenicy (Triticum Vulgare Germ Oil) - regeneruje wnętrze włosów, odtwarza naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV.
Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil) – wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica  Cone Oil) – ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów
Olej z owoców dzikiej róży ( Rosa canina Fruit Oil) - odżywia, nawilża i uelastycznia włosy
  
Sposób użycia:
Nanosimy maskę na czyste, wilgotne włosy. Równomiernie rozprowadzamy na całej długości aż do podstawy włosa. Po 1-2 minutach zmywamy wodą.

Cena: ok. 18zł / 300ml


Skład INCI: Aqua with infusions of: Yeast Extract (ekstrakt z drożdży), Betula Alba Juice (sok brzozowy); enriched by extracts: Inula Helenium Extract (oman wielki), Arctostaphylos Uva Ursi Extract (mącznica lekarska), Silybum Marianum Extract (ostropest plamisty), Cetrionium Chloride (antystatyk, ułatwia zmywanie, wygładza), Cetearyl Alcohol (emolient, emulgator), Ceteareth-20 (emulgator), Guar Gum (zagęstnik, tworzy film), ; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Ribes Aureum Seed Oil (olej z nasion białej porzeczki), Pinus Siberica  Cone Oil (olej z orzeszków cedrowych), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Ascorbic Acid (witamina C), Panthenol (witamina B5), Glucosamine (wygładza), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Parfum, Benzoic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant)

MOJA OPINIA

Skład
Jak to w kosmetykach z serii Babuszki Agafii - skład jest przepiękny! Istny zielnik!
Ten zestaw składników może mieć bardzo pozytywny wpływ na włosy i skórę głowy. Dzięki olejom i antyoksydantom włosy mogą stać się bardziej elastyczne i nawilżone, dzięki ziołom jędrniejsze. Brakuje tu wyizolowanych protein, by kosmetyk mógł naprawić włosy zniszczone i porowate, ale nie jest to maska adresowana do włosów zniszczonych.
Koktajl ziołowo-olejowy może zmniejszyć wypadanie włosów poprzez łagodzenie podrażnień skóry głowy i działanie antyseptyczne.
Brakuje mi tu promotora, który mógłby przetransportować składniki odżywcze wgłąb skóry i włosów - w domowych warunkach możecie dodać do maski nieco gliceryny albo kwasu hialuronowego, zrobić kompres i być może zobaczycie różnicę.
Są też dwa składniki typowe dla odżywek chemicznych - wosk emulgujący i antystatyk. Dzięki nim maska jest wygodna w użyciu a sam kosmetyk wygodnie się spłukuje.

Nie jest to kosmetyk, który polecałabym alergikom bez podjęcia środków ostrożności, bo w tak bogatym składzie, pomimo braku brzydkich konserwantów - ma co i uczulić i podrażnić - i wysuszyć wrażliwą skórę.

Opakowanie
Typowe dla Babuszkowych kosmetyków opakowanie z grubego nieprzejrzystego plastiku. Musztardowy kolor i etykietka nasuwa skojarzenia z wyrobem tradycyjnym (chociaż chyba bardziej przez wzorki na etykiecie, bo sam plastik przypomina mi pudełka radzieckich kredek woskowych, jakimi bawiłam się w dzieciństwie).
Zawartość słoiczka zabezpiecza dodatkowo plastikowa przykrywka z uchwytem - bardzo praktyczna i wygodna, faktycznie zabezpiecza maskę przed rozlaniem się a zdejmowanie przykrywki pod prysznicem nie jest uciążliwe.

Pod pokrywką była umieszczona mini-ulotka z informacjami o innych maskach (prawdopodobnie :>), jeśli ktoś zna rosyjski to zapraszam:
kliknij by powiększyć

Konsystencja
Maska jest bardzo rzadka, ale o dziwo dość wydajna, łatwo rozprowadza się na włosach. Najłatwiej rozprowadzić ją, jeśli najpierw rozetrze się w rękach niedużą porcję.
Konsystencja nie jest ani trochę tępa.



Zapach
Ciasteczkowy i jak dla mnie ani trochę ziołowy. Utrzymuje się na włosach do następnego mycia i nie zmienia się, cały czas jest tak samo ciasteczkowy i apetyczny :)

Wydajność
Niezła, przy tym trybie używania trudno mi ją ocenić bardziej namacalnie :)

Działanie
Zgodnie z zaleceniem na opakowaniu nakładałam maskę na dłuższą chwilę po myciu, częściej na długość włosów niż na skalp. Maska fantastycznie wygładziła moje włosy, były sypkie i bardzo gładkie. Skręt nieco się rozprostował, ale wyznaję zasadę, że wyprost po odżywce to zdrowy wyprost i włosom nie dzieje się krzywda.
Próbowałam nakładać maskę też na skalp (niech cebulki się najedzą i produkują zdrowe włoski) ale mój skalp nie był zadowolony. Nie było co prawda podrażnienia, ale skóra stała się tkliwa i wrażliwa na dotyk. Tak właśnie reaguje na zioła :( Obawiałam się takiej reakcji, chociaż miałam nadzieję, że tym razem nie wystąpi. Niestety dobrze znam moją skórę i jej widzimisię.

Zupełnie inaczej zareagowały włosy po hennie. Od pierwszego odżywkowania po farbowaniu aż po dzisiejszy dzień (minęło 2,5 miesiąca od henny!) włosy źle reagują na tę maseczkę. Stają się spuszone i szorstkie, trochę jak przeproteinowane. Próbowałam różnych czasów i różnych konfiguracji (przed myciem i po, w mieszance z Bingo shea i bez) i efekt wciąż jest bez sensu :/
Nie wiem, czy limit składników roślinnych przyklejonych do włosa wyczerpałam, tak to wygląda :) Włosy niskoporowate mają małe zapotrzebowanie i na proteiny, i na ekstrakty roślinne, chociaż raczej spodziewałabym się objawów przekarmienia (czyli matowe i jakby lepkie) niż że będą suche i szorstkie. Ot niespodzianka :)

Wpływ na wypadanie i porost włosów
Nie doskwiera mi wzmożone wypadanie włosów, więc nie mam możliwości ocenić jej działania w tym temacie. Nie spowodowała też żadnego wypadania, co mnie cieszy, bo zdarza się to po kosmetykach, które nie spodobały się mojej skórze.
Jako, że nie używałam maski na skalp, a dodatkowo zażywam (podjadam) różnego typu suplementy mogące mieć wpływ na porost włosów - trudno mi ocenić jej wpływ.

Może jej jeszcze jedną szansę, kiedy zacznie się wiosna pełną gębą, bo na razie nie jest to odżywka dla mnie.

OPINIA OLI

Typ włosów i skóry głowy
Moja skóra głowy nie jest wymagająca. Ma skłonności do przetłuszczania się i łupieżu, do którego pozbycia się wystarczy zmiana szamponu na nowy. Nie jest wrażliwa. Sezonowo pojawia się skłonność do wypadania, związana głównie ze stresem i zabieganym trybem życia.

Mam włosy długie do łopatek, cieniowane, średniej grubości i średniej gęstości. Często dolega im przyklap i brak objętości.

Nie określałyśmy jeszcze ich porowatości, zapewne jest średnia lub mieszana (dopowiada Wiedźma).

Przez dłuższy okres (kilka opakowań) używałam maski BingoSpa z drożdżami [KWC] i jest ona moim faworytem w walce z wypadaniem, ustawiła poprzeczkę dość wysoko. Będę się do niej odnosić.

Zapach
Zapach robi w balona – mam dość słabe powonienie w kwestii rozpoznawania zapachów. Najbardziej byłam w stanie przypisać go do czegoś zbliżonego do migdałów i marcepanu, lekko słodki – nie ziołowy.
Po wysuszeniu zapachu raczej już nie czuć. Jeśli przed maską nakładałam szampon o intensywnym zapachu (np. Fructis Maracuja) to szampon nadal pachnie – choć lekko to zapach złamany.
Zapach - 7,5/10

Wydajność i nakładanie
Konsystencja maski jest troszeńkę lejąca, przez to można łatwo wychlapać jej niepotrzebnie dużo - bo uważam że dość wydajna.
Nakładanie - 7/10

Sposób użycia
Maskę nakładam na włosy i skórę i wmasowuję, trzymam 2 minuty lub troszkę dłużej.
Maska nadaje się do używania codziennie lub co drugi dzień – prawie jak odżywka.

Porównanie do maski BingoSpa, Maska do włosów z ekstraktem z drożdży piwnych
Jeśli chodzi o konsystencję - Bingo jest ciut bardziej zwarta, przez co wydajniejsza. Zapach Bingo uważam za ciekawszy – ale to kwestia tego, że tamtą testowałam wcześniej, była pierwsza. Ich zapachy nie są do siebie podobne.
Włosy po obu są miłe miękkie i dobrze się rozczesują. Nie zauważyłam żeby jakkolwiek obciążały włosy.

Wpływ na wypadanie i porost włosów i skalp
Podczas używania maski Babuszki włosy wypadają mniej. Widocznie mniej. Nie pojawiły się małe włoski (po masce Bingo pojawiły się), ale okres testowania był krótszy.
Ze dwa razy miałam trochę podrażnioną skórę głowy ale nie piekło, nie swędziało.
Dostałam od czegoś łupieżu (nie sądzę żeby od tego), i o ile nie zaogniło mi tego, to chyba nie należało się nastawiać żeby wyraźnie pomogło.
Zahamowanie wypadania - 9/10
Porost włosów - 3/10* - z uwagi na krótki okres testowania (pół opakowania maski)

Wpływ maski na włosy
Maska nie obciąża włosów. Łatwo się rozczesują, są lekkie i miękkie. Efekt nie przypomina tego z reklam Loreala, ale to i dobrze, moje włosy po silikonach są grubsze i gładkie, ale ciężkie i oklapnięte.
Działanie jako odżywka - 7,5-8/10

Ocena ogólna
W ogólnym porównaniu wygrywa BingoSpa, cena jest bardziej korzystna i przede wszystkim efekt w postaci nowych włosków, na których bardzo mi zależy. Ale chętnie kupię maskę Babuszki, by ocenić jej działanie podczas dłuższej kuracji.
Ocena ogólna dla Babuszki - 6,5-7/10

Maskę Receptury Babuszki Agafii, Maska Do Włosów Drożdżowa - Pobudzenie Wzrostu otrzymałyśmy do testów dzięki Zielarni Lawenda. Fakt otrzymania maski do testów nie miał wpływu na naszą opinię.

A co Wy sądzicie o masce drożdżowej i o innych maskach z serii Babuszki Agafii?
Jak Wam się podoba debiutancka recenzja Oli? :)

Pozdrawiam
Czarownicująca

wtorek, 12 marca 2013

Garść nowinek :D

Dzisiaj bez teorii, za to trzy przechwałki :)

Zaczynamy :>

WIEDŹMA NA FEJSIE

Od wczoraj działa facebookowa strona Wiedźmiego Kociołka.


Jeśli chcecie być na bieżąco informowane o nowych wpisach, a także poznać Wiedźmę z nieco innej strony - POLUB TO!

WSPÓŁPRACA - BLISKO NATURY

Od bieżącego miesiąca Wiedźmi Kociołek będzie współpracować ze sklepem Blisko Natury!


Produkty do testów na marzec właśnie dziś dostarczył mi listonosz:


Olej z dzikiej róży rafinowany
Ujędrniająca maseczka peel-off
Yogini, Mydło ogórkowe

WIOSENNY PREZENT OD L'OCCITANE

Dość niespodziewanie listonosz przyniósł mi też taką piękną paczuszkę:


A w niej maleńkie skarby :)



Musiałam być bardzo grzeczna, skoro Mikołaj przynosi mi tyle prezentów :P

A teraz, drogi Mikołaju, proszę jeszcze o prawdziwą wiosnę za oknem!

Buziaki
Czarownicująca

niedziela, 10 marca 2013

Wiedźmy trzy słowa o odżywianiu według Pięciu Przemian cz.3

Tak zbieram sie do napisania tego wpisu i zbieram...

savemylifedrrima.co


W związku z moimi wpisami o odżywianiu wg Pięciu Przemian wg Wiedźmy:

Pojawiły się prośby o przykłady z mojego jadłospisu.
Ależ proszę :)

Zaznaczam, że nie poczuwam się do bycia ortodoksyjną, wojującą, tru PP. Zainspirowałam się.
Wprowadziłam do mojej diety, czyli normalnego codziennego jedzenia kilka nowych zwyczajów, bez narzucania sobie ślęczenia nad garami a rodzinie jedzenia "eksperymentów" (panowie nie lubią nowinek).

abovethecrowd.com
 
1. ŚNIADANIE

Kiedy tylko mam taką możliwość - moje śniadanie jest ciepłe!

Będzie to:
  • jajecznica doprawiona cynamonem i kurkumą, często w wersji na słodko
  • kiełbaski z wody o całkiem niezłym składzie + chrzanik + musztarda
Na pół-szybko:
  • tosty z serem żółtym i wędlinką, doprawione
  • wczorajszy ryż ciemny z łyżeczką masła, dżemem / sokiem owocowym mamy i jakieś orzeszki (grzeszę, bo odgrzewam w mikrofali :P)
Całkiem szybko:
  • pół porcji wczorajszej zupy - dobra wiadomość! Zupy są tanie i łatwo się je rozmnaża :)
  • ewentualnie kasza z gulaszem, jeśli takowa była :)

2. DRUGIE ŚNIADANIE

Możliwie "zdrowe i pełnowartościowe" - tzn pajda z chlebem 100% żytnim (da się kupić i nawet nie kosztuje kokosów, zwłaszcza jak się nie je za dużo chleba :) ) a w niej prócz wędliny pikantne kiełki, m.in. takie jak wyhodowanie ze Starszym Bąblem podczas odwiedzin, gorzko-ostra sałata - i zero zimowych warzyw, nie lubię sztucznych zimowych pomidorów i wreszcie mam powód, żeby się do nich nie zmuszać :)
Oprócz tego w miarę możliwości coś ciepłego -  np. kisielek lniany z owocami, można oczywiście doprawić sobie cynamonem :)

3. OBIAD

Normalny, bo moja mama zdrowo gotuje - możliwie bez chemii, na wywarze mięsnym i warzywnym, korzystając z domowych przetworów (np przecier pomidorowy). Ja tylko dodatkowo ziołuję i doprawiam.

4. KOLACJA

Bezkrempacyjnie kanapki. Zwykłe, grzeszne, z produktami prosto z lodówki.

5. ZIMNE = ZŁO

Parę razy zwiodła mnie na pokuszenie sałatka, obiektywnie zaprzeczenie PP w zimowym okresie: z ananasem, serem wędzonym (wychładzające), ryżem, selerem (neutralne), prosto z lodówki...
Chociaż to pewnie siła sugestii - aż czułam, jak z każdym kęsem robi mi się zimo :)


6. PRZYPRAWY

Jak już widać w pt. 1 - często sięgam po zioła i przyprawy z grupy ciepłych ale nie gorących.
Odkopałam cynamon, kurkumę, prawdziwe ziołowe curry, kolendrę a nawet polską pietruszkę i zieloną cebulkę (rosną na parapecie).
Sięgam też po te gorące, ale w małych ilościach i nie łączę ich - czyli gości u mnie też imbir i ostra papryka.

7. NAPOJE

Akurat w zimie nie jest problemem pić tylko ciepłe napoje :) Więc takie popijam, w miarę możliwości doprawiam i nie słodzę białym cukrem albo najlepiej wcale.
Dobra wiadomość dla mnie - czarna herbata i kawa wg PP rozgrzewają :P Czyli mogę się nimi raczyć, byle i rozsądnych ilościach. Byle bez mleka.

W zimniejsze dni raczyłam się:
  • herbatą z imbirem
  • "kompotem" z korzennego Chyawanprash (zapowiedź z opisem i recenzja)
  • kawą cykorią doprawioną korzennie
  • naparem z lipy i czarnego bzu + domowy sok malinowy - wszystko łagodnie rozgrzewające :)
  • na szybko - gorącą przegotowaną wodą

8. NAJGORSZE ZŁO - CUKIER I MLEKO

Nikt nawet nie będzie się kłócił, że biały cukier jest zły! Najwygodniej zastąpić go trzcinowym - jest ogólnie tani i dość łatwo dostępny. Albo miodem, sokiem owocowym - lub wyeliminować, co udało mi się w przypadku kilku rodzajów herbat.
A że nie praktykuję mleka i mocno ograniczam nabiał, to już wiadomo - źle toleruję nabiał.
Mleko w kawie zastępuję mlekiem owsianym produkcji własnej lub kupnym sojowym.

* * *

WRAŻENIA PO KILKU MIESIĄCACH

Przyglądam się diecie PP mniej więcej od Nowego Roku.

Jak widzicie - nie wprowadziłam wielkiej rewolucji. Trzymam się tych zaleceń, z którymi mi wygodnie :P Razem z mamą pokochałyśmy ciepłe śniadania!! Przyjemnie się je zjada (mi często inne śniadanie "nie wchodzi" i potem pół dnia chodzę głodna), sycą i faktycznie ograniczają napady głodu w ciągu dnia.

Wbrew obietnicom - w pierwszym miesiącu nie schudłam wcale :) Zaczynając z pułapu 56,5 po świętach, zahaczyłam o 54,0 i powróciłam do stanu 56,5, czyli akurat tyle standardowo potrafi wahać się masa ciała w ciągu cyklu.
Po kolejnym miesiącu trzymam się już po tej lepszej stronie 55kg. Dzisiaj rano ważyłam 54,5 - ale ruszam się teraz o wiele więcej, bo zrobiło się ciepło, nawet wyciągnęłam rower :)
Wiem że ważę relatywnie niedużo i sam fakt przybrania na wadze nie jest dla mnie problemem jako takim (chociaż próżność ucierpiała, nie przeczę :P) - raczej praktyczny aspekt marnowania się w szafie masy fajnych ciuszków, które dużo lepiej leżały te kilka kg temu.

Widzę jak zwykle wpływ na babskie sprawy... Poprzedni miesiąc był jednym z lżejszych od lat!!!
W tym miesiącu spodziewam się zaś najgorszego, bo z premedytacją grzeszyłam ile wlezie (czipsy, mleko, normalna kawa, białe sztuczne pieczywo) żeby sprawdzić, czy jest różnica. Jest, na tyle duża, żeby wrócić do produkcji mleka owsianego i nie rzucać się na bułeczki pszenne.

Jestem ciekawa, jakie zmiany przyniesie wiosna :)
Wg prognoz od 16 marca już ma na stałe się rozgościć :D A wraz z nią spacery i wycieczki rowerowe - i te wszystkie pyszności :D
Bo dzisiaj znowu z chmur leci to białe paskudztwo... wracam spać :P

Pozdrawiam
Czarownicująca

piątek, 8 marca 2013

Kremy Sylveco - recenzja

Długo to potrwało, ale nareszcie mogę zaprezentować Wam dwa kremy do twarzy dla suchelców :)

Są to kremy firmy Sylveco, Lekki krem rokitnikowy i Krem brzozowy z betuliną.


Najpierw troszkę lokalnego patriotyzmu: Sylveco to firma polska - ba! z mojego, zapomnianego przez świat podkarpacia!

Kosmetyki Sylveco produkowane są na bazie naturalnych składników, przy jednoczesnym wyeliminowaniu tych najbardziej drażniących i uczulających - szemranych barwników, konserwantów, emulgatorów.
Kosmetyki Sylveco nie są testowane na zwierzętach!

To jeden z pierwszych producentów, u którego spotkałam się z pokazywaniem całych składów (wg INCI) już na ulotce informacyjnej. Wszystkie składy można bez problemu znaleźć na stronie producenta - KLIK, jest tam też przejrzysty słowniczek składników :) Grają w otwarte karty - i słusznie, bo jest się czym chwalić!


Początkowo testowałam sam Lekki krem rokitnikowy, jednak zimą moja cera ma większe wymagania, więc - za sugestią producenta zresztą - dołączył doń drugi, Krem brzozowy z betuliną.


Zapraszam do szczegółowych recenzji!

 DWA SŁOWA O MOJEJ CERZE

Moja cera jest alergiczna, bardzo sucha i wrażliwa, naczynkowa, sezonowo zmaga się też z atopowym zapaleniem skóry. Ma pewną tendencję do zaskórników.

LEKKI KREM ROKITNIKOWY

Opis ze strony sklepu [źródło]
Skóra zmęczona, szara i ziemista, pozbawiona blasku lub przesuszona, z pierwszymi oznakami starzenia, wymaga wzmocnienia i rewitalizacji. Lekki krem rokitnikowy, z bogatym w substancje odżywcze olejem z owoców rokitnika, zapewni skórze prawdziwy zastrzyk witamin, wyrówna koloryt i przywróci blask. 

Hypoalergiczny lekki krem rokitnikowy
jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju cery i zapewnia ochronę skóry z oznakami starzenia. Zawiera bogaty w witaminy i mikroelementy olej rokitnikowy, o wyjątkowym działaniu odżywczym, rewitalizującym i wzmacniającym. Ekstrakt z kory brzozy, dzięki właściwości pobudzania syntezy kolagenu i elastyny, skutecznie opóźnia proces powstawania zmarszczek. Naturalne oleje roślinne i masło karite odbudowują warstwę wodno-lipidową i w połączeniu z alantoiną zapewniają skórze szybkie ukojenie. Ekstrakt z aloesu przywraca właściwy poziom nawilżenia, natomiast dodatek witaminy E zabezpiecza skórę przed negatywnym wpływem środowiska. Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, zawierający saponiny, ułatwia wnikanie składników aktywnych głębiej do skóry. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu.

WSKAZANIA: do pielęgnacji skóry zmęczonej, ze zmarszczkami, szarej i ziemistej, pozbawionej blasku, przesuszonej; w przypadku trądziku różowatego, rozszerzonych naczynek.
Dobre efekty uzyskamy stosując równolegle krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną na noc, w celu lepszego odżywienia skóry.
Zastosowanie: Codziennie rano nakładać na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Wieczorem zaleca się uzupełniające stosowanie kremu rokitnikowego z betuliną.
Działanie:
Chroni skórę z oznakami starzenia, odżywia i rewitalizuje, przywraca blask.

Skład:
Woda, Olej z pestek winogron, Olej sojowy, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Olej rokitnikowy, Masło karite (Shea), Stearynian glicerolu, Olej arganowy, Olej jojoba, Kwas stearynowy, Alkohol cetylostearylowy, Alkohol benzylowy, Betulina, Witamina E, Ekstrakt z aloesu, Alantoina, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy, Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, Lupeol, Kwas oleanolowy, Kwas betulinowy

Cena
ok. 24zł / 50ml

Moja opinia

Skład
Mamy tu mieszankę olejów roślinnych o znanych właściwościach pielęgnacyjnych - przyczynią się do działania regenerującego, zmiękczającego, nie powinny powodować zaskórników, chyba że ma się do nich wybitne predyspozycje.
Całość emulgują natłuszczające woski. Betulina, witamina E i alantoina obiecują działanie przeciwzapalne.
Moje dane potwierdzają pomocnicze działanie saponin w transportowaniu składników wgłąb skóry :)
Krem jest konserwowany za pomocą środków obiektywnie łagodnych - alkohol benzylowy, kwas dehydrooctowy, witamina E, betulina.

Skład jest wg mnie bardzo "ładny" - mamy dużo składników aktywnych, dużo nawilżania i regeneracji, dużo natury, czyli to co lubię :) Do tego wszystkie składniki są na tyle bezpieczne, że ja, znany alergiki wrażliwiec - podeszłam do testów tego kremu bez obaw.

Konsystencja
Jest faktycznie bardzo lekki. Nie używam na co dzień lekkich kremów, raczej półtłuste, więc nie wiem, czy to normalne - krem wchłania się momentalnie i uniemożliwia długie wmasowywanie. To chyba dobrze, bo nie miądlę skóry niepotrzebnie, ale przyzwyczajenie mam silne i lubię powmasowywać.
Nie od razu nauczyłam się, w jakiej ilości go nakładać. Najlepiej sprawdzają mi się 3-4 krople wielkości soczewicy, czyli jedna kropla to mniej niż jedno "pompnięcie".
Doskonale rozprowadza się na skórze zwilżonej hydrolatem (wtedy można powmasowywać :) ).



Zapach
Bardzo delikatny, ziołowy, własna woń składników.
Nie utrzymuje się na skórze.

Kolor
Żółciutki ze względu na olej rokitnikowy.
Krem nie barwi skóry na żółto, nawet podczas długotrwałego używania.

Opakowanie
Estetyczne pudełko z tekturki z roślinnym wzorem. 
Sam krem mieszka w bardzo estetycznie wykonanej buteleczce air-less - lubię tę technologię, bo umożliwia zmniejszenie ilości konserwantów, jest bardzo higieniczna.
Zatyczka jest solidna, nie pękła i nie porysowała się przez te kilka miesięcy.
Nieprzejrzysty plastik buteleczki pozwala ocenić ilość produktu dopiero pod światło.

Wydajność
Nadzwyczajna!
Używam tego kremu od listopada, co prawda nie codziennie i nie jest moim jedynym kremem, ale zostało mi go jeszcze prawie połowę (oceniając pod światło).

Działanie
Testy musiałam rozłożyć w czasie. Wybrałam ten krem, kiedy była jeszcze ciepława jesień i skóra moja domagała się lekkości i oczyszczania. Ledwie kilka dni później zrobiło się zimno, zaczęły ostro grzać kaloryfery - z dnia na dzień skóra miała inne potrzeby.

Więc oceniając dwojako:
  • Przy temperaturach dodatnich i braku skrajnych warunków atmosferycznych - kremik nawilża, nie obciąża, jest bardzo w porządku.
  • Przy temperaturach poniżej zera i wietrze, a zwłaszcza przy zimowym nawrocie AZS - jest za lekki, prawie nie czułam, że się czymkolwiek posmarowałam i musiałam się ratować moim sprawdzonym tłuściochem Ziaja Fizjoderm.
Nie mogę obwiniać o ten stan kremu, nie jest on adresowany do atopowców, chociaż obietnica nawilżania skóry przesuszonej mogła być spełniona lepiej.

Nadaje się pod makijaż.

Niestety nie zawiera filtrów UV...

Trwałość
Sześć miesięcy od otwarcia

Po zimowej przerwie w stosowaniu wróciłam do tego kremu razem z drugim kremem Sylveco.

KREM BRZOZOWY Z BETULINĄ

Opis ze strony sklepu [źródło]

Hypoalergiczny krem brzozowy z betuliną powstał na bazie wyłącznie naturalnych składników. Jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, przede wszystkim wrażliwej i skłonnej do uczuleń. Zawiera główne substancje aktywne - betulinę i kwas betulinowy, uzyskiwane z kory brzozy - które mają właściwości łagodzące i regenerujące w przypadku podrażnień, stanów zapalnych i uszkodzeń tkanki skórnej. Krem brzozowy nie zawiera konserwantów, co sprawia, że w naturalny sposób odbudowuje warstwę ochronną skóry, odżywia ją i przywraca równowagę.

Zastosowanie:
Oparzenia słoneczne, Wysuszona skóra rąk, Pęknięcia stóp i pięt, Przebarwienia skóry, Otarcia, odgniecenia skóry, Odleżyny, Opryszczka, Ukąszenia owadów, Grzybice, Łuszczyca, Trądzik, Uczulenia (alergie), Żylaki i niedokrwienie tkanek, Oparzenia termiczne, Oparzenia termiczne, Oparzenia chemiczne, Odmrożenia.

Skład: woda, olej sojowy, olej jojoba, wosk pszczeli niebielony, olej z pestek winogron, betulina, stearynian sodu, kwas cytrynowy.

Cena
ok. 22zł / 50ml

Moja opinia

Skład
Piękny :) Króciutki, prosty, niezbędne minimum! Oleje roślinne, emulgowane woskiem pszczelim, stabilizowane mydłem :) (brzmi strasznie, ale wszystko jest bezpieczne :) mydła mogą emulgować; pełnią tu funkcję raczej antystatyczne, wygładzające niż myjące).
Już to kiedyś pisałam, ale z premedytacją się powtórzę - jeśli kiedyś przestanę robić własne kremy - zastąpię je właśnie takim!
Ten krem może już nie być łaskawy dla cery ze skłonnością do zaskórników, chociaż u mnie nie spowodował wysypu, dobrze reaguję na wosk pszczeli.

Konsystencja
Jak masło. Dość zbity, ale smarowny. Nie nabiera się go ze słoiczka, a urabia palcem :)
Dobrze rozprowadza się na skórze, można sobie wmasowywać i rozsmarowywać, pozostawia warstewkę ochronną, ale relatywnie nietłustą i nieświecącą.

Zapach
Bardzo delikatny, ziołowy, nie wiem czemu kojarzy mi się z lasem i grzybobraniem :)
Utrzymuje się na skórze nieco dłużej niż w przypadku lekkiego kremu.

Opakowanie
Wykonane w podobnej estetyce pudełko z tekturki.
Solidny plastikowy słoiczek, z plastikową przekładką zabezpieczającą zamiast folii. Wygodny w użyciu, nie wyślizguje się z natłuszczonych dłoni.
Estetyczne, bardzo neutralne opakowanie, kojarzy się trochę z liniami aptecznymi - białe, o czystej formie.

Wydajność
Świetna :) Na zdjęciu widać zużycie po około miesiącu używania (na zmianę z innymi kremami).



Działanie
Krem dokładnie robi to, co ma robić: pomaga utrzymać nawilżenie, nie podrażnia i nie przeszkadza.

Chyba jedyne, czego nie robi - to nie nadaje się na mróz. To jest codzienny krem, nie ochronny! I podobnie jak Lekki krem - nie zawiera filtrów UV.

Trwałość
Trzy miesiące bez lodówki od otwarcia.

OBA KREMY RAZEM

Przez cały luty i początek marca używam tych kremów zamiennie. Producent sugeruje nakładać lekki krem na dzień a słoiczkowy na noc, ja jednak używałam ich zależnie od potrzeb w danej chwili, wspierając się dodatkowo kremem ochronnym na spacer (najczęściej był to krem mojej produkcji zrobionym dla mamy, inspirowany tym przepisem KLIK) lub czegoś z filtrem jeśli przyświeciło słoneczko. Uprzedzając pytania - nadal nie mam sprawdzonego kremu z filtrem.
Najczęściej używałam kremu słoiczkowego rano a lekkiego w ciągu dnia i na noc.

Bardzo trudno mi, alergiczce z AZS, znaleźć krem, który nie zrobi krzywdy, a do tego nie jest ciężkim smalcem ani nie kosztuje majątku. A tu są, takie sympatyczne, naturalne, w przyzwoitej cenie i do tego polskie :). Będę do nich wracać :)

Jedyny, ale niestety spory minus, jakiego się dopatrzyłam w tych kremach - nie zawierają filtrów UV, te zawarte w roślinach mogą być słabiuteńkie.

Jeśli macie możliwość testować próbki / odlewki - zwróciłam uwagę, iż lekki krem szybko obsycha bez swojego szczelnego opakowania i zmienia się jego konsystencja i smarowność, robi się bardziej gęsty i treściwy.

Mała uwaga - kosmetyki te zawierają składniki pochodzenia roślinnego, więc mogą uczulać! Łącznie z betuliną i aloesem i pomimo ich właściwości przeciwalergicznych. Niestety, ciężki nasz żywot alergiczny ;)

Obydwa kremy mam przyjemność testować dzięki Zielarni Lawenda.
Fakt otrzymania ich do testów nie ma wpływu na moja opinię.

I co, narobiłam smaka na brzózkę? :D
Znacie kosmetyki Sylveco? :)

Pozdrawiam
Czarownicująca