Wiedzma bloguje: grudnia 2013

piątek, 27 grudnia 2013

Test oleju ryżowego by Dorotty

W październików do testów produktów ze sklepu Blisko Natury dołączyła moja koleżanka - Dorotty. Nie prowadzi bloga i nie czytuje cudzych (mojego też nie śledzi uważnie i muszę jej to wybaczyć :) ) ale bardzo polubiła świat kosmetyków naturalnych i półproduktów i chętnie eksperymentuje.
Jej skóra i włosy mają inne potrzeby niż moje i myślę, że wiele z Was skorzysta z jej doświadczeń i obserwacji.

Wedle opisów tradycyjnych zastosowań olej powinien świetnie sprawdzić się w pielęgnacji każdego rodzaju skóry, w tym starzejącej się, z wypryskami i przebarwieniami oraz w pielęgnacji włosów, zwłaszcza suchych i delikatnych.

Moje wrażenia z testów oleju ryżowego możecie przeczytać tu: Olej ryżowy, Blisko Natury
Najbardziej urzekła mnie jego lekkość i odporność na wysokie temperatury, dzięki czemu można go mieszać z masłami i woskami. W lecie bardzo dobrze sprawdził mi się w pielęgnacji skóry ciała. Twarz się z nim nie polubiła (pozapychał) a włosy niestety puszył i obciążał - choć przyjemnie łagodził skalp poparzony letnim słońcem i umiejętnie nałożony nawet nie paćkał bardzo włosów.

Olej ryżowy - opinia Dorotty

Przedmiot testu: olej ryżowy (oryza sativa) od firmy Sunniva Med, 50 ml


Tekst na etykiecie: Olej ryżowy pobudza skórę do regeneracji, jest wyjątkowo delikatny i hipoalergiczny, zawiera wysoki filtr UV – stosowany do opalania. Zawiera kwas oleinowy oraz linolowy oraz posiada wysokie stężenie antyutleniacza – tokotrienola powstrzymującego powstawanie komórek rakowych. Zawiera witaminę E. Znajdujący się w oleju gamma—orynazol działa pobudzająco na skórę, przyspiesza powstawanie nowych komórek, powstrzymuje procesy starzenia się skóry.

Tester: kobieta, 31 lat, skóra twarzy normalna, skłonna do zapychania porów i wyprysków, mało alergiczna, skóra ciała – normalna, mało alergiczna, włosy – cienkie, delikatne, skłonne do przetłuszczania [włosy zdrowe, porowatość średnia, skłonność do obciążania wynika raczej z ich delikatności niż porowatości; dobrze tolerują proteiny, zarówno hydrolizowaną keratynę, jedwab jak i jajko, małe ilości silikonów i parafiny, ekstrakty ziołowe - dop. Wiedźma]



Test 1 - olej ryżowy na końcówki włosów (coś a la jedwab) – po umyciu włosów nałożyłam olej na końcówki i zostawiłam do wyschnięcia;
plusy – trudno stwierdzić;
minusy – olej zupełnie się nie wchłonął, końcówki pozostały tłuste, po 1,5h wyglądały jak na zdjęciu obok. Trzeba było umyć szamponem.

Test 2 – maseczka na włosy;
składniki - olej ryżowy, maska (L’Biotica WAX), cytryna, miód, keratyna, gliceryna;
plusy – włosy miękkie, błyszczące, dobrze odżywione, maska łatwiej się zmywa w porównaniu do oleju rycynowego, którego dodawałam poprzednio zamiast ryżowego, jego zapach jest praktycznie niewyczuwalny, co akurat dla mnie jest ważne, bo woń rycyny mnie drażni,
minusy – nie zauważyłam.

Test 3 – peeling na twarz;
składniki – korund, olej ryżowy (zamiast wody);
plusy – korund łatwiej się rozprowadza niż na wodzie;
minusy – zapycha pory!

Test 4  - maseczka na twarz;
składniki - spirulina, skrobia ziemniaczana, olej ryżowy (zamiast wody);
plusy – konsystencja łatwiej się rozprowadzająca niż na wodzie;
minusy – zapycha pory!!!

Test 5 – peeling do ciała;
składniki – kawa, sól, cynamon, miód, cytryna, olej ryżowy (zamiast wody);
plusy – skóra jedwabista i delikatna, łokcie i pięty miękkie; świetne nawilżenie, skóra zupełnie nie wymaga smarowania balsamem (gdy używałam wcześniej wody zamiast oleju, balsam był konieczny);
minusy – nie stwierdziłam.

Test 6 – maseczka na dłonie i stopy;
składniki – masło shea, olej ryżowy;
plusy – skóra miękka, aksamitna, dobrze nawilżona; odciski, otarcia i drobne ranki (np. przy skórkach) goją się szybciej;
minusy – nie stwierdziłam.

Ogólne wnioski – olej ryżowy świetnie nadaje się do włosów, np. jako dodatek do zmywalnych masek, również do ciała jest dobry, za to od twarzy należy trzymać go z daleka (przynajmniej od mojej – wspominałam na wstępie, że mam cerę skłonną do zapychania porów); nie posiada wyraźnego zapachu, co dla mnie akurat jest dużym plusem; do tego wyraźnie przyspiesza gojenie się drobnych otarć i ranek. 

Testy Oleju ryżowego umożliwił sklep Blisko Natury.

* * *

Jak Wam się podoba opinia Dorotty? Chcecie więcej? :)

post signature

środa, 25 grudnia 2013

Zrób sobie... pasemka. Rozjaśnianie na czepku


Chodziły za mną zmiany na głowie i chodziły... aż doszły do skutku. Tym razem stała się jasność!


Wybrałam znaną mi już technikę pasemek na czepku, bo podoba mi się w niej wiele rzeczy, m.in. to, że da się nią zrobić kilka pasemek i w razie czego następnym razem dorobić resztę (u fryzjera to nie przejdzie), zabieg wykonuje się wygodnie w domu, nie wymaga czasu ani zdolności manualnych, ale warto mieć pomocną dłoń - i jest tanio.

Potrzebujemy:
  • ochotę na rozjaśnienie włosów :)
  • pomocne dłonie! chyba że mamy sprężystość i koordynację i same oporządzimy sobie tył głowy
  • czepek do pasemek
  • szydełko
  • odpowiedni rozjaśniacz, a do niego pędzel, rękawiczki, miseczkę itp.

Czepek do pasemek kupimy od nawet 3zł. Mój kosztował 10zł i był w zestawie z pędzelkiem i specjalnym plastikowym szydełkiem. Szukajcie w osiedlowych drogeriach, większych sklepach spożywczych (Delikatesy Centrum, sklepy Społem) i oczywiście via internet. Czasem są dołączone do rozjaśniaczy.
Niektóre modele mają kołnierz opadający na plecy - te polecam. Tymczasem folia dodatkowo wyściełająca czepek wg mnie jest zbędna i najczęściej ją urywam.
W czepku znajdziemy otworki - część zaznaczona kółkiem, część nie. Na początek warto przeciągnąć włosy tylko przez jeden rodzaj otworów, następnym razem przez drugie.
Czepek jest wielokrotnego użytku.

etykietka mojego zestawu :)
Szydełko - dowolne. Dysponuję niezłą kolekcją zwykłych szydełek do dziergania i korzystam do nich, gdyż dają wybór rozmiaru haczyka. Materiał nie ma znaczenia, gdyż na tym etapie nie ma jeszcze na włosach żadnych chemikaliów. Polecam wyciąganie cienkich pasemek.

Rozjaśniacz - wybrałam Joannę. Poziom rozjaśnienia - 6, bo moje włosy są oporne na rozjaśnianie (pamiętacie zdjęcia megaooprnej łuski? Tego dwójeczka nie ruszy :) ). Postać - proszek rozjaśniający i aktywator. Kiedyś fryzjerka mi powiedziała, że rozjaśniacze w proszku są skuteczniejsze na włosach opornych. Nie wiem, na czym polega różnica, ale czemu nie miałabym sięgnąć po taki rozjaśniacz. Osoby o delikatniejszych włosach oczywiście sięgają po łagodniejsze produkty. Pamiętajcie, że same pasemka muszą być o wiele jaśniejsze niż pożądany kolor całości.

Instrukcja obsługi
Wykonanie najlepiej zaprezentuje Wam filmik:

sgmalcolm, Revlon Frost and Glow Tutorial and Review



Zalety:
  • tanio i szybko
  • można dodawać pasemka stopniowo
  • nie niszczy się całych włosów a tylko pojedyncze pasma
  • rozjaśniacz nie ma kontaktu ze skórą głowy!

Wady:
  • przy braku pomocnych rąk wyciągnięcie pasemek z tyłu głowy może być kłopotliwe
  • to jednak rozjaśnianie i włosy trochę się niszczą
  • rozjaśnianie włosów wcześniej farbowanych w domu nie jest proste i efekty mogą być zaskakujące
  • przy długich włosach zdarza się wyciągnąć włosy nie łapiąc ich przy skórze - pasemko wtedy zacznie się od połowy długości (ale raczej się rozsypie i nie będzie się rzucać w oczy)
  • trzeba zwracać uwagę, jak ułoży się włosy w okolicy przedziałka przed założeniem czepka żeby uniknąć efektu zebry
  • nie każdy przedziałek będzie prezentował się efektownie, czasem trzeba przesunąć o kilka mm i ominąć rząd pasemek


Dla kogo?
Ze względu na technikę - najlepszy efekt wyjdzie na włosach średniej długości oraz o średnim kolorze. Najlepiej oczywiście na włosach niefarbowanych i niehennowanych, zdrowych itp. Włosy zniszczone, porowate, farbowane trudniej się rozjaśniają i najlepiej, jeśli zajmie się nimi fryzjer z doświadczeniem. Chyba, że Wam nie żal i chcecie zaryzykować :P

A teraz focie :)
Najpierw prehistoria, czyli moje pierwsze zabawy z pasemkami na czepku. Robione chyba na 4 raty. Jak widać zawsze miałam pewien problem z żółtym odcieniem, ale same pasemka IMO wyglądają dobrze!
BTW - gdyby nie te pasemka, nie trafiłabym na wizaż i może do tej pory nie wiedziałabym, że istnieje świat kosmetyków naturalnych, że opisy na etykietach kosmetyków to bajka - ani że jestem falowana :)


 And today... Po jednym razie. Raczej będą następne :)


Efekt to bardziej refleksy niż rozjaśnienie. I taki był plan!
Jeszcze kilka zdjęć w różnym świetle:

włosy w świetle dziennym
 
włosy w świetle sztucznym, z lampą

Metodę można oczywiście wykorzystać do pasemek w różnych kolorach.

Czy słyszałyście już o pasemkach na czepku? Zdecydowałybyście się na taki zabieg? :)

PS: Wesołych Świąt kochane!! Naładujcie bateryjki na cały nadchodzący rok!

PS2: Sama świadomość, że najkrótszy dzień w roku już za nami działa na mnie energetyzująco!!
Też tak macie?

post signature

wtorek, 17 grudnia 2013

Rokitnikowo - żel pod prysznic Planeta Organica


Chyba mogę już napisać, że bardzo lubię żele pod prysznic z Planety Organiki :)

Często i gęsto wspominam żel pod prysznic z masłem shea, który był:
a) jednym z pierwszych kosmetyków rosyjskich, jakie używałam - i przełamał moje obawy przed nimi jako ziołowego wrażliwca,
b) pierwszym produktem Planety Organiki - i mnie kupił dla tej marki,
c) absolutnym hitem i life saverem w największym ataku zimy 2012/13 który przypadł na marzec ;]
d) najlepszym uniwersalnym produktem, który wzięłabym ze sobą na bezludną wyspę (zwłaszcza, jeśli byłyby tam zimy)

Użytkowanie Rokitnikowego Żelu rozciągnęło mi się na miesiące najgorętsze i na łagodny początek zimy, pierwszy atak kaloryferów i przymrozki.
Jak się spisał?

Obietnice producenta

Żel pod prysznic aktywnie regeneruje i zmiękcza skórę, skutecznie hamuje oznaki starzenia się skóry, piękny aromat żelu pozwala się zrelaksować, poprawia nastój.
Lubię obietnice producentów ;) Można na nich liczyć :P
(Na poważnie: nie spodziewam się, żeby żel pod prysznic miał zregenerować skórę lub zatrzymać upływ czasu przez te kilka sekund, kiedy się na niej znajduje. Może natomiast być łagodny dla skóry i łagodzić podrażnienia).

Skład

(kliknij by powiększyć)
Skład żelu jest "ładny", podobnie jak w wersji z masłem shea.

Zdumiewające właściwości oleju z rokitnika wymagają osobnego wpisu (KLIK) - jest mistrzem świata w łagodzeniu i regeneracji, był stosowany na oparzenia po wybuchu w Czarnobylu.
Uczep trójlistny działa pomocniczo w stanach zapalnych i infekcjach skóry.
Mięta polna łagodzi podrażnienia i świąd, nawet po ukąszeniach owadów.

Tytułowego oleju z rokitnika jest sporo, myślę, że ponad 20% - co obiecuje niezłe natłuszczenie skóry i łagodność. Dalej - trzy detergenty, dwa łagodne i jeden średni - obiecują przyzwoite zmywanie codziennego brudu. Następnie ekstrakty - z uczepu trójlistnego i mięty polnej działają łagodząco, przeciwzapalnie i przyspieszają gojenie zmian. Tuż przed zapachem, czyli w małej ilości dodano gumy, które zagęszczają mieszankę oraz działają na skórę trochę jak silikony, powlekająco (ich zmywalność jest dyskusyjna, być może wymagają SLS). Konserwanty z tych bezpiecznych, nie psują kompozycji i czynią kosmetyk, "ładnym i bezpiecznym".

UWAGA
Dochodzą mnie pogłoski, że składy w kosmetykach rosyjskich zmieniają się na gorsze...
Moje żele mają daty produkcji max 02.13 i skład jest tak samo dobry. Upewniajcie się podczas zakupów, jaki produkt kupicie!!

Opakowanie
Żel mieści się w wąskiej a wysokiej butelce z pomarańczowego plastiku z czarną solidną pompką. Butelka jest bardzo zgrabna, nie sądziłam, że mieści tyle produktu. Pod światło można sprawdzić, ile żelu zostało.

Słowo o pompce - dostajemy opakowanie z zablokowanym dozownikiem. Za każdym razem mam problem z otwarciem blokady :) Odkręca się nie tak, jakby się wydawało i trzeba użyć siły. To plus - bomba spadnie, słonie stratują dostawę - ale blokada przetrwa! I minus - jeśli brakuje silnego ramienia muszę pomóc sobie obcęgami.


Żel
Sam żel ma mleczno-pomarańczowy kolor, jest rzadszy niż w wersji z shea ale nadal gęsty i kremowy.
Pieni się słabo ale łatwo rozprowadza na skórze.
Ślicznie pachnie landrynkami owocowymi! Zapach jest świeży i słodki. Nie utrzymuje się na skórze zbyt długo.
Przy okazji - olej rokitnikowy nie pachnie słodkimi owocami więc nie jest to zapach tego oleju!

Wydajność zależy od nas - można umyć całe ciało używając 3 porcji, można użyć 10.

Działanie - zacne! Dzięki mocnemu przetłuszczeniu i łagodnym detergentom żel jest łagodny dla suchej skóry, nie nasila przesuszenia a nawet wspiera nawilżanie.
W najgorętsze dni lata był zbyt ciężki - wtedy wszystko, co nie ma żywego mentolu i eukaliptusa było zbyt ciężkie :) Nie podrażnia skóry podrażnionej już od słońca.
Przez jesień i początki zimy sprawuje się wyśmienicie a doceniam go zwłaszcza od kiedy grzeją kaloryfery - nawet jeśli zapomnę wklepać w skórę balsamu / olejku - skóra nie pozostaje sucha i ściągnięta :)

Oczywiście musiałam sprawdzić, czy żel nada się do mycia włosów tak jak sheowa siostra? W moim przypadku nie - myje za słabo i pozostawia włosy spuszone. Widocznie w tej konfiguracji to nie mój olej włosowy (mimo że czysty olej sprawdził się na włosach wyśmienicie).

Jakość i cena
Stosunek ceny do jakości jest bardzo na plus :) 18zł za 360ml (5zł / 100ml) to cena porównywalna do wielu drogeryjnych żeli pod prysznic o składzie najczęściej niezbyt pięknym, a jakość dostajemy nieporównywalnie lepszą.

Polecam wszystkim suchoskórnym i wrażliwcom oraz tym, którym nie jest wszystko jedno, co nakładają na skórę na te kilka chwil pod prysznicem.

Miałam przyjemność już użyć kilkukrotnie kolejnej siostry z tej serii - z masłem kakaowym i jestem podobnie zachwycona łagodnością i apetycznym zapachem kakao.

Żel pod prysznic z rokitnikiem Planeta Organica testowałam dzięki Zielarni Lawenda.

Znacie żele myjące Planeta Organica?
Jakie są Wasze ulubione myjadła do ciała na zimowe dni?

post signature

niedziela, 15 grudnia 2013

Uniwersalne ciasto bezglutenowe

Słyszałam, że wyroby bezglutenowe smakują jak podeszwa i mają niewiele lepszą konsystencję.

Wypiek, którego recepturę przedstawiam poniżej, jest tego absolutnym zaprzeczeniem :)))
Buszując po internecie znalazłam HIT! Ciasto proste w przygotowaniu i smaczne.
Z łatwo dostępnych składników (większość albo była w domu albo wymagała spaceru do pobliskiego spożywczaka) w umiarkowanej cenie.
Po pierwszym kukurydzianym szoku smak można uznać za neutralny - więc dobrze się zapowiada jako ciasto bazowe.

Oryginał - babka bezglutenowa

Przepis pochodzi stąd KLIK
Składniki:
  • 5 jaj
  • 1 szklanka cukru (można zamienić na trzcinowy; można użyć mniej np 3/4 szklanki)
  • 1 szklanka mąki ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki maki kukurydzianej
  • 200 g masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (można zastąpić sodą - ale nie polecam, bo soda śmierdzi)*
  • 2 łyżeczki aromatu cytrynowego - można, ale po co :)
*uwaga! zwykły proszek do pieczenia zawiera gluten!
 

Jaja ubić, tak aby podwoiły swoją objętość. Następnie dodać małymi porcjami cukier cały czas ubijając oraz przesiane mąki z proszkiem. Na końcu połączyć z aromatem i roztopionym masłem i wlać do wysmarowanej formy (albo wyłożyć foremkę papierem do pieczenia).
Piec 20 minut w 160 stopniach. Następnie podnieść temperaturę do 170 stopni i piec jeszcze około 30 minut.


Smakuje jak babka piaskowa :) Ciasto należy jeść nad talerzykiem gdyż jest sypkie. Smakowało nie tylko mnie, wyposzczonej na wypieki ale i zwykłym zjadaczom glutenu. Zachowuje świeżość do końca swoich dni :)

Wariacja orzechowa

Podmianę części mąki na zmielone orzechy podpowiedziała mi mama. Myślę, że swobodnie można zamieniać orzechy włoskie na inne orzechy, migdały, pestki, wiórki...?
Nie muszą być rozdrobnione na gładką mączkę, większe okruchy orzechów sprawiają, że ciasto jest ciekawsze.
Dzięki zamianie mąki na orzechy ciasto ma sporo niższy ładunek glikemiczny i nieco mniej kalorii niż wersja podstawowa i zaryzykuję stwierdzenie, że mi smakuje bardziej. Jest tak samo krucha i sypka.

Składniki:
  • 5 jaj
  • 1 szklanka cukru (można zamienić na trzcinowy; można użyć mniej np 3/4 szklanki)
  • 1/2 szklanka mąki ziemniaczanej
  • 1/2 szklanki maki kukurydzianej
  • 3/4 szklanki zmielonych orzechów włoskich
  • 100 g masła (orzechy już zawierają sporo tłuszczu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (z glutenem lub bez)
 

Wariacje z cukrem i bez

Powstała i wersja, w której cukier zastąpiła stewią.

Nie mogę Wam podać przepisu, gdyż to nie jest wersja ostateczna - ale zmierzam w dobrym kierunku i jeśli macie większe doświadczenie w wypiekach niż ja, to być może podsunę Wam dobry pomysł.

Sugestie:
  • szklance cukru odpowiada ok. 2 łyżek stewii mielonej lub łyżka stewii i dużo słodkich bakalii
  • objętość zabranego cukru trzeba czymś zastąpić - dobrze sprawdziło się jabłko utarte na grubych oczkach i dodatkowo ciasto zyskało na wilgotności bez dodatkowego tłuszczu
  • moja stewia ma odczuwalny ziołowy (bliżej nieokreślony) aromat - warto dodać do ciasta aromatyczne, intensywne przyprawy, np piernikowe, imbir, owoce o wyraźnym smaku
  • moje ciasto wyszło zielone, surowa masa miała kolor zupy-krem z brokułów :)


Moją niedopracowaną i niedosłodzoną wersję zjadłam chętnie z masłem. Kumpel zjadł luzem i prawdopodobnie nadal żyje i nic mu nie jest :)

* * *

Ciasto bardzo łatwo się przygotowuje i jest po tym mało sprzątania :) Póki co zawsze mi wychodzi a jest pieczonej mniej więcej raz na tydzień. Grubsze kromki ciasta noszę jako uzupełnienie drugiego śniadania.

Na Święta przewiduję upiec to ciasto jako quasi-makowiec i keks.

Myślałam o wersji marchewkowej ale znalazłam lepszy przepis na marchewkowca - btw polecam, właśnie podjadam (KLIK).


Uwagi?
Nie unikam glutenu bardzo restrykcyjnie, więc korzystam ze zwykłej mąki ziemniaczanej i kukurydzianej, które mogą zawierać małe ilości mąki pszennej oraz zwykłego proszku do pieczenia, który zawiera pszenicę (ale maleńko). Osoby na diecie bezglutenowej muszą zachować ostrożność i wybierać tylko bezpieczne składniki z symbolem przekreślonego kłosa.
Orzechy włoskie mielę w domu, dzięki czemu mączka orzechowa wychodzi stosunkowo tanio.
Stewię mieloną NaturVit dostałam z Zielarni Lawenda do testów.

SMACZNEGO :)

post signature

środa, 11 grudnia 2013

Wraz ze śniegiem spadło... troszkę nowości

Krótki wstęp - haul. Łupy i nowości listopadowo-grudniowe.

A jednak byłam grzeczna :)


Mikołaj przyniósł mi książkę! I zaraz zbiegiem okoliczności dostarczył prosto w me ręce drugą (a właściwie pierwszą) część.
Pytanie - czy rekomendacja Stowarzyszenia Osób z Celiakią (...) jest wystarczającym i wiarygodnym potwierdzeniem pszennych teorii Davisa?

Zakupy :)



Maska Biovax do włosów wypadających była podstawą mojej pielęgnacji włosów ubiegłej zimy, więc z pierwszym śniegiem (i promocją w SP) wracam do niej :)
Odżywkę DeBa z Biedronki nie trzeba Wam przedstawiać (bo już przedstawiałam w październikowych Szortach KLIK) :) No jak można nie kupić, za jedyne 2,99? :P

Współprace :)


Podobnie jak w przypadku Baz Kosmetycznych ze sklepu Blisko Natury - miałam okazję przyjrzeć się kilku nowościom zanim trafiły do sprzedaży (widzicie "robocze" etykietki? :) ) i w najbliższym czasie opowiem Wam o nich w kilku zdaniach. Wśród tych niepozornych buteleczek jest kilka absolutnych hitów!!


Jak co miesiąc Zielarnia Lawenda spełnia moje życzenia :) U progu zimy - Kakaowy żel pod prysznic Planeta Organica i Rokitnikowy krem do rąk! Moja skóra bardzo lubi się z produktami tej marki :) Żel z masłem shea (opinia) trafił do zestawienia Gdybym miała wybrać jeden kosmetyk i póki co jest moim hitem kosmetycznym tego roku!


Zielarnia oprócz półek uginających się od kosmetyków ma też spory zakątek z żywnością bezglutenową. Makarony kukurydziane oprócz znaczka przekreślonego kłosa mają przyjazne jak na bezglutenowe produkty ceny - 6-7zł za opakowanie (500g makaronu dorosłego i 300g dzieciowego).Producent obiecuje, że makarony w użyciu są... normalne.

Makarony literki i kaczuszki w zamyśle mają testować moje dwa Bąble, które przyjadą na Święta :D Młody krytyk potrafi być bezlitosny, ale mam nadzieję, że sprawię im radochę bez szkodzenia wrażliwym brzuszkom.
A po przykrym dniu i ja rozważam rosołek z kaczuchą...

Dr Davis (ten od książki) przestrzega, że zamiana produktów pszennych na bezglutenowe odpowiedniki przyniesie tylko częściowe "uzdrowienie", bo to dalej węglowodany o najwyższym indeksie glikemicznym... ale raz na jakiś czas mam ochotę na makaron i cieszy mnie wybór i obiecana prostota przygotowania :)

...i znowu zakupy :)


A po jedzeniu popuścić pasa... albo wygodnie rozsiąść się w elastycznych spodniach?
Moje kolejne odkrycie roku - jegginsy na gumce z C&A. Zbawienie, kiedy waga skacze w te i we wte! Mam rozmiar większe kupione na wiosnę parę kg temu i cały czas noszą się dobrze :) Podkreślają nogi i pupę a przy umiejętnej stylizacji nie są tak bezlitosne dla figury, jak mogłoby się wydawać :)

Czy coś Was zaciekawiło spośród moich nowości? :)
Jakie są Wasze najnowsze zdobycze?

PS: Pamiętacie o rozdaniu? :) KLIK!

post signature

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Short news vol 7

No to sru!
#

Niestety Rossman namieszał w składach serii Babydream :(

Poniżej składy stare i nowe z zaznaczonymi przeze mnie największymi zmianami.


W żelu do mycia Kopf bis Fuss Waschgel zmienił się dominujący detergent z niejonowego Lauryl Glucoside na amfoteryczny Cocamidopropyl Betaine. Od tej pory nie będzie to już extrałagodne myjadło tylko średnie, CB jest w stanie zmyć popularne silikony. Wyżej w składzie pojawia się też wodorotlenek sodu, który może podrażniać skórę.
 

W kremie Wind und Wettercreme też nastąpiły podobne roszady. Bardziej wartościowy olej z awokado wylądował za mniej wartościowym olejem utwardzonym, wyżej na liście jest zagęszczająca (i niestety wysuszająco-podrażniająca) sól a jeszcze dalej wartościowe ekstrakty roślinne.

Ogólnie nowe składy nie są złe na tle innych propozycji kosmetycznych w podobnym przedziale cenowym, tylko niepokoi mnie, dlaczego obydwa produkty straciły pozytywną opinię Öko-Testu.

Rossmannie, zaskocz nas, nie zmieniaj składów reszty dobrych produktów!

#

Chyba większość z Was przegapiła rozdanie na Wiedźmim Facebooku? :))






Tyle na dziś!

Miłego tygodnia wszystkim życzę!

PS: Czy możecie polecić mi dobre buty na taką pogodę, jaką teraz mamy?
Niniejszym śmiercią naturalną odeszły moje ukochane skórzane oficerki...

post signature

czwartek, 5 grudnia 2013

Zawartość laktozy w produktach spożywczych

someecards.com

Dzisiaj biało i słodko...

Bo...
Lubię docierać do różnych dziwnych danych liczbowych i potem robić z nich zestawienia :)

Laktoza to cukier występujący głownie w mleku ssaków. Składa się z glukozy i galaktozy i u człowieka trawiona jest w jelicie cienkim przez enzym laktazę.
A czasem nie jest trawiona.

W kosmetykach pełni funkcję humektantu i kondycjonera - wygładza skórę i wspomaga utrzymanie nawilżenia. Podobnie będzie działać na włosy. Aczkolwiek w najprostszej postaci czyli w mleku - trudniej przewidzieć działanie całościowe ze względu na złożony skład, proteiny i tłuszcze.

Natrafiłam na wiele rozbieżnych informacji co do liczb, ale wszystkie można podsumować tak: nie każdy dorosły człowiek dobrze trawi laktozę. W jednych społeczeństwa będzie to 90%, w innych 5%, w Polsce będzie to 15-35% (wikipedia) czyli wcale nie tak mało! Jeśli wierzyć założeniom diety wg grup krwi to również będzie się to inaczej rozkładać (ciekawe teorie swoją drogą :) ciocia moja przeszła na dietę wg swojej grupy krwi, chudnie w oczach i ponoć od lat tak dobrze się nie czuła! o diecie KLIK).

Problem dotyczy i mnie więc korzystam z tabeli tego typu, więc może i Wam się przyda :) Dopóki lekarz nie stwierdzi inaczej - nie chcę rezygnować całkowicie z produktów mlecznych, ale żonglować nimi, nie dopuszczając do wystąpienia dolegliwości. Jeśli zna się wroga, można wybrać mniejsze zło :)

ZAWARTOŚĆ LAKTOZY 
wagowo [%, g/100g]
  • Mleko w proszku - 40-50
  • Mleko skondensowane - 10
  • Mleko krowie - 4,6-4,9 (5,0-5,3)
  • Mleko kozie - 4,4
  • Mleko owcze - 5,1
  • jogurt naturalny - 4,6
  • jogurt owocowy - 5
  • kefir - 4,1
  • maślanka - 4,7
  • serwatka - 5,1
  • ser biały typu Filadelfia - 5,8
  • ser biały - 2,9-3,1
  • serek homogenizowany, owocowy - 2,6–2,9
  • serek ziarnisty - 3,3
  • serek wiejski - 2,7-2,9 
  • serek homogenizowany, pełnotłusty - 2
  • serek typu fromage - 2
  • ser topiony - 1
  • ser typu „Feta” - 1
  • sery żółte ogółem - 0,1
  • ser cheedar - 0,2
  • ser parmezan - 0,1
  • ser mozarella - 0,07
  • ser szwajcarski - 0,06 
  • lody - 4,4
  • śmietanka kremowa, 30% tłuszczu - 3,1
  • śmietana - 3,6-3,9 (3,5)
  • śmietanka do kawy, 9% tłuszczu - 4
CIEKAWOSTKI
  • jajka - 0,1
  • mleka w proszku dla dzieci - 55-56
  • lody McFlurry - 6,2
  • szejki z McDonalda - 5,3
  • cheesburger z McD - 0,7/szt :) (ale za to 33g węgli, 14% dziennej dawki cholesterolu i 31% soli!!)
  • cebula - 0,02
  • brokuły - 0,2

Po pierwsze - dane pokazują pewną nieścisłość w popularnej opinii, że produkty mleczne fermentowane mają mniej laktozy i są bezpieczne dla nadwrażliwców laktozowych. Mają mniej, ale o ile, 0,3 albo nawet wcale?
Potwierdza się natomiast fakt, że sery żółte mają laktozy bardzo mało :) Oczywiście te prawdziwe, niepolepszane dodatkiem mleka w proszku czy strach myśleć czym jeszcze.

Dane nie są dokładnie zbieżne, inne wartości są dla polskich produktów, inne dla amerykańskich, część produktów nie ma odpowiednika na innym rynku - ale widać główne proporcje między grupami produktów.

Dane dotyczą prawdopodobnie produktów o poprawnym składzie, np jogurt zagęszczony mlekiem w proszku będzie miał laktozy odpowiednio więcej.

Problem może stanowić też "mleko dodane" - w gotowych sosach, zupach, deserach z torebki, ciastkach a nawet niewinnych cukierkach.

Osoby z dużą nietolerancją powinny zwracać uwagę nawet na leki, w których laktoza często występuje jako składnik powłoczki.

Do części tych danych dotarłam (a raczej - dotarło do mnie :) ) niedawno. Cieszą mnie dobre liczby dla mozarelli. O ile mleka mi nie brakuje, tak tęsknię za twarożkiem i jeśli mozarella ma być bezpieczną alternatywą - chcę!

Ale chyba najważniejsze to patrzeć w skład i wybierać jak najbardziej prawdziwe jedzenie :)

Tymczasem do kąpieli nawilżającej proponuję sięgnąć po mleko w proszku, ale na skórę już po jogurt albo śmietanę ze względu na rozcieńczenie składników odżywczych :)


Gdybyście dysponowały podobnymi danymi ze względu na zawartość glutenu - byłabym bardzo wdzięczna za udostępnienie!

Źródła:
http://dieta.mp.pl/diety/diety_w_chorobach/show.html?id=75727 - Na podstawie: Kunachowicz H., Nadolna I., Przygoda B. i wsp.: Tabele składu i wartości odżywczej żywności. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2005.
http://nutritiondata.self.com
post signature

wtorek, 3 grudnia 2013

Baikal Herbals, Krem Anti-Age na noc



Witajcie :)

Dziś spieszę do Was z recenzją (opisem? opinią??) kremu do twarzy zza wschodniej granicy.
Od razu pragnę zaznaczyć, że z kremu jestem zadowolona, a na ruszt i ostry ogień biorę niespójności w opisach i obietnicach, które rzuciły mi się w oczy... przez czystą złośliwość - wstałam lewą nogą, nie wyspałam się albo generalnie wychodzi ze mnie wredna bycz :P

O marce Baikal Herbals wspominać nie trzeba. Dotarła do nas zza Buga razem z falą wielu kosmetyków pełnych ziół i olejków z wielu zakątków świata ze szczególnym miejscem dla flory Jeziora Bajkał.
Wedle opisów kosmetyki BH wychodzą naprzeciw i potrzebie powrotu do natury, bezpiecznych i czystych składników - i wygodzie, dzięki przyjaznej nam, zabieganym współczesnym kobietom, konsystencji i formie.
Firmą-matkę jest Pervoe Reshenie - winna seriom Babuszki Agafii, Planeta Organica,  Eco Hysteria, Love 2 Mix, Lactimilki i jeszcze kilka mniej znanych linii :)

Krem Regenerujący ANTI-AGE Do Twarzy Na Noc
- Dla Skóry Dojrzałej


Razem z kremem dostajemy obietnicę regeneracji i rewitalizacji skóry z pierwszymi oznakami starzenia. Krem nadaje się do każdego typu cery i można go używać bez ograniczeń.
Składniki naturalne mają certyfikaty organiczne (nie wiemy niestety, jaki certyfikat, przynajmniej nie znalazłam tej informacji w języku cywilizowanym a moja znajomość bukwaru leży :P).

Szerszy opis znajdziecie np na stronie sklepu, z którego pochodzi mój krem KLIK

SKŁAD


W składzie znajdują się obiecane dobroci, w postaci "wody z ekstraktami z..." (którą w skrócie dla siebie nazywam "wodą z popłuczkami z..."). Mamy tutaj ekstrakty:
  • Różeńca górskiego (Rhodiola Rosea Root Extract) – zwiększa metabolizm komórek, wykazuje własności przeciwutleniające porównywalne z witaminą C. Wygładza skórę, oczyszcza ją i dezynfekuje.
  • Organiczny ekstrakt z żeń – szenia (Organic Panax Ginseng Extract) – działanie rewitalizujące, regenerujące, poprawiające ukrwienie skóry, ułatwiające odnowę skóry. Ekstrakt z żeń-szenia jest składnikiem wielu renomowanych kosmetyków anty-aging - regenerujących i odmładzających. [Spotkałam się z opinią, że stosowany zewnętrznie nic nie robi ale ładnie wygląda na etykietce :)]
  • Organiczny ekstrakt wiązówki błotnej (Organic Spiraea Ulmaria Extract) - delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia, posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne, uelastycznia skórę.
Oraz oleje:
  • Olej z pestek maliny właściwej (Rubus Idaeus Oil) - doskonale nawilża, odżywia, dostarcza witamin, przywracając skórze jędrność i elastyczność. [Skądinąd jeden z moich ulubionych olejków do pielęgnacji twarzy - zerowy potencjał komedogenny, nieźle wiąże wodę i ma najwyższy wśród roślin filtr SPF :)]
  • Organiczny olej z kiełków pszenicy (Organic Triticum Vulgare Germ Oil) - pielęgnacja skóry dzięki wysokiej zawartości wartościowych kwasów tłuszczowych i witaminy E. [Znacie olej z nasion, który nie ma wysokiej zawartości kwasów tłuszczowych?]
  • Masło shea (Butyrospermum  Parkii Butter) – działa ochronnie i nawilżająco na skórę,  przywraca skórze elastyczność i sprężystość, łagodzi podrażnienia i działa przeciwzapalnie, wspomaga ochronę przed promieniami UV, podwyższa SPF filtrów UV [o 3-6 SPF, czyli wymiata... ale po co nam filtry w kremie na noc?]
Dzięki formie zapisu "woda z popłuczkami" nie ma jak zgadnąć, ile w kremie jest tych cennych składników. Dzięki masełku shea krem pozostanie na skórze na dłużej i składniki rozpuszczalne w wodzie nie wyparują od razu.
W kremie mamy też kwas hialuronowy - fantastyczny humektant i witaminki A i E w różnej postaci. Konserwanty z tych ładnych, zapożyczone z przemysłu spożywczego (w którym uznawane są za brzydkie :P). 


Cena ok. 20zł / 50ml.

Opakowanie i wygląd

Urzekła mnie estetyka opakowania kremu. Zarówno pudełko tekturowe jak i plastikowa buteleczka są ozdobione oszczędnie i z umiarem i wróżą dobrą jakość zawartości. Buteleczka typu airless to moje ulubione rozwiązanie - najbardziej higieniczne i pozwala na zmniejszenie zawartości konserwantów. Opakowanie jest bardzo solidne, zatyczka mocna.
Pompka podaje ilość kremu wystarczającą akurat na wklepanie w twarz.
Za jedyny minus uważam fakt, że żadne sztuczki nie pomogą oszacować ilości kremu, która została.

Krem
Gęsty, biały i delikatnie pachnący ziołami.
Bogata konsystencja, świetnie się rozsmarowuje nie tracąc poślizgu.
Krem nie wchłania się do końca, co ma sens jako że to krem na noc. Można go nałożyć grubszą wartswą i wtedy działa jak maseczka.
 
 
Moje wrażenia
Używam tego kremu od czerwca. Stosowałam go zarówno na dzień jak i na noc i u mnie sprawdza się w obu przypadkach, z wyjątkiem upalnych dni i podczas ruchu, kiedy czułam, jak na kremie zbierają się krople potu i było to nieprzyjemne.
Czasem krem tuż po nałożeniu powodował lekkie mrowienie, ale nigdy nie było to niemiłe.
Krem nadaje się do wklepywania w skórę wokół oczu - nie podrażnia delikatnej skóry powiek. 
Jest szalenie wydajny.
Czy spełnia obietnice? Niestety nie.
Wygładzenia pierwszych zmarszczek nie zauważyłam. Myślałam, że to niemożliwe dla kosmetyku, jednak jedno użycie maski Organic Therapy dało widoczne efekty, czyli da się.
Nie opisałabym go jako nawilżający, raczej jako zapobiegający odparowaniu wody, ale miałam potrzebę dodatkowo dostarczyć nawilżenia, aplikując krem na żel hialuronowy, serum z witaminą C, spryskać twarz mgiełką różaną.
Na wielki plus uważam fakt, że w/w krem ani razu nie spowodował podrażnienia ani uczulenia na mojej bardzo wrażliwej skórze :) Był to mój pierwszy "tak ziołowy" krem i najbardziej obawiałam się właśnie reakcji alergicznej albo monstrualnego przesuszenia.
Nie zwiększył też wysypu zaskórników ani nie spowodował większych krostek. Ave! 

Dla kogo?
Myślę, że będziecie z niego zadowolone, jeśli macie skórę trochę odwodnioną i trochę suchą, nawet przy umiarkowanej skłonności do zaskórników - oraz umiarkowane podejście do terminu Anti-age i cofania oznak upływu czasu ;] To bardzo przyjemny krem do stosowania na co dzień i co noc :)

Warto?
Za 20zł mamy bardzo ładnie podany krem z przyjemnym składem z certyfikowanymi ekstraktami, nawet jeśli są ich tylko popłuczki - uważam, że to świetna cena!
O ile ten dokładnie krem mnie nie zachwycił (nie powędruje na moją prywatną listę KWC ani nawet odkryć roku) - tak absolutnie go nie odradzam i przy okazji zakupów kremowych będę szukać również wśród kremów Baikal Herbals oraz innych dzieci marki Pervoe Reshenie :)

Krem Baikal Herbals, Krem Regenerujący ANTI-AGE Do Twarzy Na Noc - Dla Skóry Dojrzałej testowałam dzięki Zielarni Lawenda. Fakt otrzymania kremu nie miał wpływu na moją opinię.

Czy znacie kremy Baikal Herbals?
Możecie polecić mi najbardziej nawilżający krem do twarzy, jaki kiedykolwiek stosowałyście?

Buziaki!
post signature