Wiedzma bloguje: Tea time! Wpis około-herbaciany

piątek, 6 czerwca 2014

Tea time! Wpis około-herbaciany

źródło

Witam :)

W ciągu ostatnich miesięcy oprócz kosmetyków testowałam również nowe produkty spożywcze.
Zebrało mi się kilka produktów w temacie około herbaty. Chętnie opiszę je za jednym zamachem :)

Zacznę od słowa wstępu, a raczej odwołania się do starego wpisu o herbatach. Kiedy to odkryłam niby oczywistą, a jednak zaskakującą prawdę. Herbaty też mogą uczulać. To nie tylko woda z zapachem i kolorem, to może być i cudowny napar, i kupa chemii i potencjalnych alergenów ;] I czasem co z tego, że wyeliminujesz całą chemię z diety, jeśli najzdrowszy posiłek świata zapijesz czymś, co już dawno nie jest herbatą? Na szczęście - na rynku są dostępne całkiem dobre herbaty "bez chemii". A drugie na szczęście - z całkiem niezłym skutkiem można herbaty aromatyzować w domu :>

Tymczasem zapraszam na wpis!

#1

A jakże - herbata!


Herbaty Yogi to napój dla koneserów. Aromaty ziołowe, owocowe i korzenne, inspirowane ajurwedą i myślą wschodu mogą - i w moim przypadku są - zaskakujące dla dziecka Zachodu :)
Herbatki Yogi zmuszają - przynajmniej mnie :) - do zatrzymania się. Takiej herbaty nie da się wypić w biegu - raz, zbyt... wyjątkowa, dwa - szkoda, bo kosztuje niemało :)

Najpierw przeczytajcie skład - Herbata rozgrzewająca Yogi:
bazylia*(50%), lukrecja*, sok z suszonej cytryny*, skórka z pomarańczy*(5%), cynamon, imbir*, papryka chili*(0,5%), kardamon*, goździki*, pieprz czarny*
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych, objęte certyfikatem kontroli IT BIO 006

Piękny, naturalny - i szokujący, nieprawdaż?
Mieszankę tak skomponowano, że samą bazylię ciężko rozpoznać. Aromat herbaty jest po prostu orientalny i... inny. Zapach egzotyczny. Smak - zaskakujący. Stosunkowo łagodny, ziołowy i nie czuć bardzo korzennej nuty, a ciepełko z chilli rozkwita dopiero w brzuszku, w okolicy serduszka. Naprawdę!
Pierwszy kubek tej herbaty wypiłam zmęczona po bardzo ciężkim dniu - i czułam, jak schodzi ze mnie napięcie, rozluźniają się mięśnie a w głowie cichnie hałas i chaos.
Korzenny pikantny miks zapewnia lekkie pobudzenie - bez kofeiny i bez późniejszych problemów z zasypianiem.
Herbatkę wyniosłam do pracy. Ratuję się nią, gdy boli mnie brzuch (bazylia działa rozkurczowo na układ pokarmowy i wspomaga trawienie, zwłaszcza w takim towarzystwie).

Opakowanie zadowoli wysokie wymogi estetyczne. Taka herbata zdecydowanie spisze się jako podarunek dla wielbiciela nowych smaków :)

Herbata ta raczej nie spodoba się dzieciom i smakowym tradycjonalistom. Nie powinny jej pić osoby z nadciśnieniem ze względu na lukrecję.

Pudełko herbaty zawiera 17 torebek zapakowanych w oddzielne papierowe torebki. Kosztuje około 12zł za opakowanie.

Nie wykluczam, że kupię sobie tę bądź inną z herbat Yogi. Tymczasem eksperymentuję z własnymi mieszankami inspirowanymi przepisem :)

#2

Dżemik jarzębinowy do herbaty.


Jarzębina jest jednym ze smaków mojego dzieciństwa, który odkrywam na nowo. Przetwory jarzębinowe są trudno dostępne, i jeśli tylko jakieś znajdę - muszą być moje!

Skład: jarzębina 70%, cukier 30%

Ten oto dżemik służy specjalnie do jarzębinowania herbat. Składa się tylko i wyłącznie z owoców i cukru. Mimo braku konserwantów jego trwałość jest zaskakująca - od października do czerwca stoi otwarty w lodówce i nadal jest w doskonałym stanie :)
Konsystencja dżemu jest gładka i dobrze rozprowadza się w ciepłej herbacie, nadając jej aromat - bez słodyczy.
Jarzębina w smaku przypomina trochę borówkę brusznicę. Dla niewtajemniczonych - wyobraźcie sobie niekwaśną żurawinę, która ma jakąś naturalną słodycz (żurawina nie ma ani trochę). Mimo stosunkowo wysokiej zawartości cukru (chociaż w przełożeniu na dżemy nie bije rekordów, tam bywa 1:1) dżem nie jest słodki w smaku.
Moim zdaniem najbardziej pasuje do herbat łagodnych i neutralnych, np czarnej, zielonej albo rooibos.
W moim odczuciu herbata z jarzębiną ma działanie delikatnie chłodzące, dlatego nie sięgałam po nią zbyt często w okresie jesiennym i zimowym, a teraz do niej wróciłam.
Minusem (znowu IMO) jest moczopędne działanie jarzębiny. Podobnie jak żurawina powinna pomagać przy dolegliwościach układu moczowego i kobiecych infekcjach.
Dżemik ma wysoką zawartość witamin wrażliwych na ciepło (C, karoteny) i warto dodawać go dopiero do schłodzonej herbaty :)

Jarzębina do herbatki nadaje się dla każdego :) Nie ma przeciwwskazań wiekowych i zdrowotnych, w przypadku gorszej kondycji fizycznej warto jednak zachować umiar, jak ze wszystkim ;]

Słoiczek dżemiku Fungopol Jarzębina do herbaty to 200g li i jedynie dosłodzonego przecieru jarzębinowego. Kosztuje około 7zł i najłatwiej znaleźć ją w sklepach ze zdrową żywnością.

Jako, że smaki na jarzębinę trwają, być może kupię dżemik. I uproszę mamę, żeby zrobiła domowy ;)

#3

Czekolada do herbaty?


Tu znowu kierowała mną bardziej ciekawość niż potrzeba, bo na szczęście cukrzycy (jeszcze - biorąc pod uwagę zasięg chorób cywilizacyjnych nikt nie może czuć się bezpieczny) nie mam.

Czekolada słodzona stewią to produkt kierowany nawet do diabetyków. Cukier - albo jeszcze gorzej, syropy glukozowe i fruktozowe zastąpiono tu zdrowszym osładzaczami, jak maltitol i stewiozydy, które są uważane za bezpieczne dla cukrzyków, bo nie podnoszą poziomu glukozy we krwi jak cukier. Dodatkowo tłuszcze utwardzone zastąpiono naturalnie twardymi masłami roślinnymi o cenionych właściwościach odżywczych :)

Oto skład: Maltitol, masa kakaowa, tłuszcz kakaowy, proszek kakaowy, lecytyna sojowa,aromat waniliowy, glikozydy stewiolowe.



Produkt to pastylki czekolady wielkości 5zł. Nalot nie jest wadą produktu ani nie świadczy o jełczeniu.
Oprócz kartonika zapakowano je dodatkowo w torebkę strunową z aluminiowej folii, dla dodatkowej ochrony.

Moim zdaniem: Czekolada słodzona stewią smakuje jak normalna czekolada, jeszcze nie deserowa ale już nie mleczna.
Nie jestem cukrzykiem, więc nie jestem w stanie określić, czy faktycznie nie powoduje skoków insuliny. Nie uruchamia ciągu czekoladowego i można przerwać zagryzanie po jednej pastylce (a nie jak niektóre, które idą naraz :) ).
Czekolada na pewno jest bezpieczniejsza, niż zwykłe czekolady dostępne w sklepach, chociaż spotkałam się z opinią, że sam słodki smak już wywołuje reakcje organizmu jak na cukier, więc i z bezpiecznymi słodzikami nie powinno się przesadzać.
Oprócz kakao i lecytyny sojowej nie zawiera więcej potencjalnych alergenów, więc może po nią sięgnąć większa grupa wrażliwców (na przykład bezmleczna Wiedźma).

Opakowanie Czekolady słodzonej stewią firmy Choco Pharm, wersja dla dorosłych to 100g czekoladowych pastylek i kosztuje około 15zł. Znajdziecie je oczywiście w sklepach ze zdrową żywnością :)

Nie umiem powiedzieć, czy będę sięgać po takie czekolady. Na szczęście nie muszę, a wybór czekolad bezmlecznych i bezglutenowych jest duży. Była dla mnie trochę za słodka, jednak wolę deserowe i te "wysokoprocentowe". Aczkolwiek kupiłabym ją na osłodę cukrzykowi na diecie.
* * *
Wszystkie te produkty testowałam w ramach współpracy z Zielarnią Lawenda.


Jak u Was w temacie herbat? Co właśnie popijacie, czym smakujecie? Czym słodkim (a może niesłodkim?) zagryzacie?



Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

14 komentarzy:

  1. Herbaty Yogi bardzo lubię :) w ogóle uwielbiam herbaty :) Nigdy nie słodzę herbat, chyba, że zimą - czarna z miodem i cytryną :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja gustuję tylko w zielonej i również nie słodzę, mogę ją pić w każdej postaci.
    W lecie robię słabszą i piję schłodzoną z kostkami lodu i listkami świeżej mięty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja jakoś nie przepadam za herbatami ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. od jakiegoś czasu jestem zakochana w herbatach clipper, których wypróbowałam chyba większość dostępnych w polsce rodzajów. mają świetną earl grey - bez porównania do wszystkich liptonów, dilmahów itd.

    jeśli piję herbatę zieloną, białą czy rooibos, to zazwyczaj piję 'czystą', natomiast do czarnej lubię dodać albo imbiru, cynamonu i miodu albo któregoś z syropów premium rosa (czarny bez jest świetny!).

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam bzika na punkcie zdrowej żywności, ale wolę taką, od "niezdrowej". Herbaty to jeden z produktów, gdzie bardzo lubię i cenię "prawdziwe" wszystko oraz dobrą jakość. Na herbacie nie oszczędzam specjalnie. Uwielbiam ją, jest moim jedynym prawdziwym nałogiem i muszę mieć dobrą. :-)

    Aczkolwiek wolę niearomatyzowaną. Od dziecka piję niesłodzoną czarną herbatę i zieloną - bez dodatków. Ale jedną i drugą lubię dobrą i porządnej jakości. To naprawdę czuć w smaku i zapewne nie tylko w smaku. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja testuję ostatnio herbatki Stefanii Korżawskiej. Na bazie ziół, niearomatyzowane, bardzo smaczne. Ostatnio w zasadzie nie piję nic innego jak naturalne herbaty i wodę. Jestem w ciąży, a przede mną jeszcze karmienie piersią. Jogi Tea mam na liście do wypróbowania, dzięki za opinię, zastanawiałam się właśnie czy warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jarzębina do herbaty! Nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje - i koniecznie muszę wypróbować, jeśli tylko gdzieś to znajdę :) Ja za to bardzo lubię przetwory z pigwy do słodzenia herbaty, ale to raczej tylko do czarnych, ewentualnie owocowych.

    OdpowiedzUsuń
  8. oo ta czekolada mnie zaciekawiła:)

    OdpowiedzUsuń
  9. mhmmmm ile dobroci! A to ja sobie najpierw zrobię herbatkę własną z podanych składników, bo mam i nie zawaham się użyć. Ciekawi mnie ta bazylia, choć w moim wydaniu smak na pewno będzie już inny. I taka ciekawostka, wiecie że papierowe torebki na herbatę zwykle zrobione są z plastiku... ;/ lub czegoś podobnie syntetycznego. Link do publ. o toksycznej herbacie na ekotropicielu:
    http://ekotropiciel.pl/styl-zycia/eko-zdrowie/item/323-toksyczna-herbata

    Marmoladkę z jarzębiny też spróbowałabym zrobić, z ksylitolem, tylko nie wiem jaką porcję się wsypuje zamiast białego cukru, bo jednak one się różnią i nie równoważą. Kto wie?
    Adi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha jeśli jednak podany link do bloga ekotropiciela - nie mojego, nie jestem też w żaden sposób powiązana z twórcami, chciałam jedynie uwiarygodnić informację - podpada pod regulamin, to OK rozumiem :)

      Usuń
    2. Może zostać, to wartościowe informacje :) Dzięki!

      Sama nie stosuję ksylitolu do przetworów, ale ilości są mniej więcej podobne jak białego cukru. Jeśli chodzi o trwałość dżemu można go dać mniej, bo ksylitol konserwuje lepiej niż cukier.

      Usuń
    3. Właśnie przy ilości się zawahałam, mimo podobnego poziomu słodkości, bo wiem, że ksylitolu jako zamiennika zwykłego cukru należy użyć mniej i teraz się dokopałam do info, że przykładowo jak na babkę piaskową w klasycznej wersji z 200 g. białego cukru (czyli mniej niż szklanka, 250 ml) to ksylitolu ma być 100 g, czyli ok. połowa mniej ksylitolu :) a to nawet dobrze się składa, bo to kosztowny kaprys ;) Jak tylko mogę to słodzę lukrecją - 3 łyżki/pół l. wody, gotowanie i do lodówki na ok. 7 dni przechowywania. Uwielbiam ten intrygujący smak, toteż nie cierpię na niedostatek smakowy ;)
      Adi

      Usuń
  10. świetny post nigdy nie próbowałam jarzębinki do herbaty :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uwielbiam niesłodzoną zieloną i czerwoną harbatę, stanowią one praktycznie z 90% wypijanych przeze mnie napoi (robię je z tego powodu raczej słabe). Za to nie miałam pojęcia o tym, że można je sobie samodzielnie aromatyzować i na pewno muszę się wgłębić w temat!

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku i Czytelniczko! Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią i włączysz się do dyskusji.

Lawina spamu zmusiła mnie do blokady możliwości komentowania anonimom - mimo wszystko zachęcam Was gorąco i czekam na komentarze!