Wiedzma bloguje: Niedziela dla włosów #13 - maska myjąca do włosów

niedziela, 19 października 2014

Niedziela dla włosów #13 - maska myjąca do włosów


Dzisiejsza "niedziela" udała się w przeprowadzić w niedzielę i opublikować w niedzielę :)

Udał mi się eksperyment. Pomysł tego typu chodził mi po głowie od dawna, ale nie wierzyłam, że zadziała... dopóki nie zobaczyłam przepisu u Arsenic. O czym mowa? O olejowej masce myjącej do włosów.
Maska składa się z olejów i maseł, emulgatora i składników nawilżająco-łagodzących, czyli właściwie jest olejo-masłem hydrofilnym. Nie ma żadnych detergentów, sody, glinki ani mydła.
Okazuje się, że przy odpowiednio dobranych proporcjach potrafi też nie tylko nie zatłuścić włosów, ale je umyć jak niejedna odżywka myjąca :)
Przepis Arsenic: KLIK
Moja wersja opiera się na oleju palmowym, z pestek czarnej porzeczki, kwasie hialuronowym i glicerynie, użyłam innego emulgatora, zamiast protein mam witaminy i zapewne mam inne proporcje, bo nie dysponując odpowiednią wagą... zamieniłam "g" na "ml" (co jest karygodnym uproszczeniem przy mieszaniu kosmetyków, gdyby ktoś pytał :) absolutnie nie wolno robic takich uproszczeń przy kremach, mieszankach trwałych a zwłaszcza kwasach!!!).
Nie użyłam konserwantów, więc przechowuję ją w lodówce. Jest emulsją (ma fazę zarówno olejową jak i wodną, czyli jest psujna).
Maska wygląda jak czysta mieszanka olejowa, jest bardzo tłusta w dotyku (choć rewelacyjnie spłukuje się z rąk po nakładaniu).


Na pewno zrobię mieszankę jeszcze nie raz i jeśli efekt będzie równie dobry jak przy tej partii (~50ml starczyło na 2 pełne użycia i zostanie na jedno mieszane, np z odżywką myjącą) to z radością podzielę się z Wami moją wersją przepisu :)

Sposób użycia:
  • maskę delikatnie ogrzałam aby stała się płynna
  • nałożyłam na sucho na skalp przy pomocy strzykawki oraz na włosy na długość, w sumie zużyłam niecałe 2 łyżki na raz
  • po godzinie zmoczyłam włosy, rozemulgowałam i spłukałam włosy obficie ciepłą wodą
  • na koniec nałożyłam na włosy odrobinę odżywki b/s Ziaja z masłem kakaowym
Włosy wyschły naturalnie.
Podczas schnięcia były trochę tępe w dotyku, gdy wyschły miały na sobie film, "skorupkę" jak po żelu lnianym - który odgniótł się bez problemu, jak po żelu lnianym (zapewne zasługa dużej zawartości żelu hialuronowego?).

Efekt:



Zarówno po pierwszym jak i drugim użyciu włosy i skalp są czyste i nawilżone. Podrażniony ostatnim eksperymentem skalp bardzo się uspokoił. Po pierwszym myciu maską włosy były świeże do trzeciego dnia, czyli o dzień dłużej niż zwykle, później zaś normalnie się przetłuściły, bez podrażnień i wzmożonego wypadania.

Przy okazji odkryłam dobry sposób na wykorzystanie kolekcji olejów zanim się zepsują :)

Jak Wasze włosowe SPA?
Czy odważyłybyście się na podobny eksperyment?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

27 komentarzy:

  1. To teraz już wiem, jak wykorzystać tą chole*ę, zwaną olejem palmowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobry pomysł o ile olej nie szkodzi Twoim włosom, inaczej szkoda emulgatora...

      Usuń
    2. Sama nie wiem. Po prostu śmierdzi i trudno mi go używać, rzadko mi się zdarza, żeby tak odrażający zapach przeszkodził mi w testowaniu.

      Usuń
    3. To może warto, ale zacznij od małej ilości :)

      Usuń
  2. O kurczę, bardzo ciekawy eksperyment! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne efekty masz po tej masce, u mnie jest bardzo miękko i gładko, ale muszę chyba jednak zweryfikować rodzaj oleju, bo czasami ta maska potrafi mi paskudnie zestrąkować włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Oliwa i masło oliwkowe to "mocny" zestaw, pomyślałabym o jakimś lekkim oleju jak np słonecznikowy albo kokosowy zamiast któregoś :>

      Usuń
    2. Tak, kokosowy sprawdzał się u mnie dobrze - coś pewnie niebawem wykombinuję z jego udziałem :)

      Usuń
  4. e Włoszech jest w sklepach olej do mycia włosów (z blogerek Eve stosowała) i widząc go się zawsze zastanawiałam co to za czort :) a jako że moja niegdyś pancerna skóra od jakiegoś czasu gwałtownie protestuje na wszelką chemię to jak tylko podasz co to za emulgator - spróbuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam te olejki myjące, ciekawiły mnie ale nigdy nie było mi dane spróbować :) Może się mylę ale chyba był na detergentach.

      Emulgator to Glyceryl Cocoate, ten do olejków hydrofilnych :)

      Usuń
  5. Spróbuję, nawet specjalnie zamówiłam biosiarkę. :) Ale muszę się zebrać psychicznie, bo od bardzo niedawna cieszę się zadowoloną skórą, która upodobała sobie konkretny szampon z SLeS. ;) Muszę bardzo uważać na wszelkie "niedomycia".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arsenic dla pewności myje włosy jeszcze szamponem po masce.

      Usuń
  6. Musze wypróbować,! Bo efekt dała fantastyczny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy eksperyment :) O takim zastosowaniu olei wczesniej nie slyszalam, ale widzac, jak swietnie prezentuja sie Twoje wlosy, chetnie kiedys wyprobuje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Testuj, testuj i publikuj rezultaty! Na takie coś to ja się pewnie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawe, będę musiała uzupełnić półproduktowe zakupy i też spróbować! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny taki eksperyment, ja lubię takie rzeczy. Jak będę mieć czas i składniki to też coś podobnego zdziałam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne masz te falki! Zastanawia mnie tylko czy taka mikstura sprawdziłaby się w walce z moim przetłuszczaniem, które to paradoksalnie spowodowane jest suchą skórą (nie tylko głowy ;()

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W podobnej sytuacji zaryzykowałabym, tylko ze w wersji bliższej masce Arsenic i ze zwróceniem uwagi na oleje (unikałabym olejów bogatych w omega-9, czyli np oliwy - zwykły kuchenny słonecznikowy może być całkiem dobry).

      Usuń
  12. Bardzo ciekawe ale bałabym się chyba przeciążenia włosów o co w moim przypadku nie trudno ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. jak nakladasz maske w celu mycia wlosow ale pod czepek na pol h to dziala to nie tylko myjaco ale tez odzywiajaco tak jak po myciu szamponem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam i nie umiem powiedzieć. U siebie efekt pielęgnacyjny porównałabym raczej do olejowania na sucho i dogrzewanie nie ma sensu. Ogrzanie maski czyli np czepek może ciut zwiększyć penetrację składników - ale i zastanowiłabym się, czy nie obciąży bardziej włosów.

      Usuń
  14. Myślę, że moje włosy mogłyby polubić takie mycie, ale ja na pewno nie :D lenistwo wygrywa ;)

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku i Czytelniczko! Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią i włączysz się do dyskusji.

Lawina spamu zmusiła mnie do blokady możliwości komentowania anonimom - mimo wszystko zachęcam Was gorąco i czekam na komentarze!