Wiedzma bloguje: stycznia 2014

czwartek, 30 stycznia 2014

Odrobina Afryki w środku zimy - konkurs urodzinowy


Dziś są moje urodziny! :)
Stuknął kolejny roczek, ale zupełnie tego nie czuję... Czuję się za to dość mocno przeziębiona i już mam dość polskiej zimy, mimo, że na dobre się nie zaczęła! Lubię śnieg i mróz, ale przeziębienie już mniej :P

Jako lek na chłody i śnieg - mam dla Was prezent - konkurs, a przy okazji konkursu możliwość egzotycznej podróży w wyobraźni :)

KONKURS!!! ODROBINA AFRYKI W ŚRODKU ZIMY :)

Seria Afryka firmy Planeta Organica jest nowością na polskim rynku. To kuszący powiew lata w środku zimy :)
Dostępna jest dopiero w kilku sklepach internetowych, w tym w mojej ulubionej, znanej Wam dobrze Zielarni Lawenda.
Biorąc udział w konkursie macie szansę wypróbować kosmetyki Afryka już teraz! Kosmetyki mają typowe dla firmy PO bardzo przyjazne składy pełne naturalnych składników roślinnych, bez zbędnej chemii. Mają też piękne, ciepłe zapachy - jeśli uwierzycie mi na słowo :)

http://www.1reshenie.ru
Nagrody są niesamowite, bo nagradzamy aż 3 osoby i zwycięzcy mają wybór spośród nagród :)

NAGRODY
I miejsce
szampon + żel pod prysznic + krem do rąk + krem do stóp + peeling do rąk + peeling do stóp z wybranej linii Afryka

II miejsce
szampon + żel pod prysznic + krem do stóp + peeling do stóp z wybranej linii Afryka

III miejsce
szampon + krem do rąk + peeling do rąk z wybranej linii Afryka
 
 
Asortyment biorący udział w konkursie dostępny jest TUTAJ.
ZADANIE KONKURSOWE
Wymyśl i opisz ciekawy zabieg kosmetyczny, kojarzący się z Afryką - jak prawdziwa urodomaniaczka na Czarnym Lądzie :)

Ale niech nie będzie to kolejny pean na cześć rytuałów Hammam... Ruszcie głową :) Mile widziane zarówno szamańskie obrzędy, literackie inspiracje, jak i humorystyczne opisy.

Moja propozycja jako przykład:
Peeling z piaskiem Sahary:Piasek z wielkich pustyń jest bardzo drobny i wyszlifowany, na skórze zadziała jak mikrodermabrazja i bezlitośnie a jednak delikatnie złuszczy wszystkie suche skórki. Po takim peelingu skórę warto posmarować bogatym olejem, np arganowym.

Zasady udziału w konkursie
Warunkiem udziału w konkursie jest kompletne zgłoszenie, zamieszczone w komentarzu pod tym postem.
Nie żądamy od Was polubienia profili na FB, by nie zamykać drogi do udziału w konkursie tym, którzy zrezygnowali z tego zjadacza czasu, będzie nam jednak bardzo miło, jeśli "lajkniecie" profil Zielarni Lawenda i profil Kociołka  oraz "zaobserwujecie" mój blog.
Na Wasze zgłoszenia czekam do 9.02.2014r.

Wzór zgłoszenia:
Odpowiedź: Ciekawa odpowiedź - zadanie konkursowe :)
Kontakt: adres@mailowy.pl
Obserwuję jako: ksyweczka (zaznacz, jeśli przez Bloglovin) 
Lajk dla Zielarni: nie / tak (imię i pierwsza litera nazwiska)
Lajk dla Kociołka: nie / tak (imię i pierwsza litera nazwiska)

Zapraszam :)

* * *

W ramach inspiracji proponuję zaparzyć kubek herbaty Rooibos, puścić ścieżkę dźwiękową z "Króla Lwa", wpisać w google "africa nature" i ciesząc oczy pięknymi zdjęciami otworzyć się na inspiracje :)

http://files.myopera.com
Czas start!
http://eco-broc.org


Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest autorka tego bloga.
2. Sponsorem nagród jest sklep zielarsko-medyczny Zielarnia Lawenda z Rzeszowa.
3. Jeden użytkownik może zgłosić się do konkursu tylko raz.
4. Udział w konkursie mogą brać osoby pełnoletnie, a niepełnoletnie powinny uzyskać zgodę opiekuna.
5. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest prawidłowe i kompletne wypełnienie zgłoszenia konkursowego. Biorąc udział w konkursie akceptujesz regulamin.  
6. Zgłoszenia można składać od momentu ukazania się tego wpisu do dnia 9.02.14 (niedziela) do północy.
7. Zwycięzcy zostaną wyłonieni w ciągu 7 dni, czyli do 16.02.14, nagrody przyznaje autorka bloga w porozumieniu z Zielarnią. Nazwy zwycięzców zostaną opublikowana na blogu i blogowym profilu na FB. Zwycięzca winien zgłosić się w ciągu 3 dni na mój adres mailowy (czarownicujaca.m@gmail.com), w innym przypadku zostanie wytypowany i ogłoszony kolejny zwycięzca.
8. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski, w ciągu 7 dni roboczych od zakończenia ustaleń
9. Dane osobowe nie będą ujawniane ani przekazywane innym podmiotom.  
10. Zastrzegam możliwości zmian w regulaminie.


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

post signature

środa, 29 stycznia 2014

Favourite Five Day


Mogę Was po raz setny przepraszać za ciszę na blogu... ale zamiast tego - dziękuję Wam, które i którzy zaglądacie tu cały czas mimo ciszy :)

Dzisiaj taka mała, offtopowa ciekawostka.

Za zachętą Happyholic biorę udział w programie Do Happines. Pod linkiem znajdziecie dwie opcje zgłoszeń - płatną, o skutku natychmiastowym :) i bezpłatną, na którą trzeba poczekać, ale u mnie trwało to mniej niż miesiąc. Trzeba wypełnić test, na podstawie którego zostanie określony w przybliżeniu nasz profil psychologiczny i granice strefy komfortu.
Od dnia startu dostaje się na maila i/lub komórkę zadanie do wykonania. Są dość proste, ale czasem - skuteczne.
Jedno z zadań przyszło w idealnym momencie: ostatnie chwile przedświątecznego zamieszania, chaotyczne zakupy, hałas, bałagan i tłumy w sklepach, pani w kolejce właśnie zgarnęła ostatki szynki, którą miałam na liście - a tu sms z zadaniem "Zatrzymaj się i doceń 3 rzeczy wokół Ciebie" :) Podniosłam głowę i zobaczyłam: piękny, słoneczny dzień, usłyszałam świergot ptaków, w perspektywie święta z dziećmi, wszyscy zdrowi.

Plus i minus - aplikacja jest po angielsku.

A dzisiejszy post powstał pod wpływem zadania "Favourite Five Day".

Dzielę się z Wami listą moich ulubieńców (w tej chwili). Kolejność w obrębie dziedziny przypadkowa.

Muzyka

Nowy temat z gry Angry Birds :) Podoba mi się na tyle, że jest moim nowym dzwonkiem :D (Tak, to dlatego nie odbieram od razu :P).


Jamal, Peron
 

Bruce Dickinson, Return of the King - zwłaszcza solówka od 2:50 rozbraja mnie z miejsca :)

 
Apocalyptica ft. Marta Jandova, Wie weit. Na dowód, że język niemiecki może brzmieć pięknie


Lindsey Stirling, Crystalize. Mam sentyment do skrzypiec?


Gust muzyczny mam bardzo eklektyczny i pojemny :)

Książki  

Terry Pratchett i Świat Dysku - mój mistrz ciętego, popapranego humoru. Nie wiesz, kiedy ironia rąbnie Cię w łopatki :D Mój ulubiony bohater - Horacy, bardzo dojrzały i wredny ser. Wiedźmy też wymiatają, ale nie jak Horacy :))

JRR Martin, cykl Gra o Tron!!! Ekranizacja jest dobra, ale wg mnie dopiero z książką stanowi całość :)  

Andrzej Pilipiuk, seria z Jakubem Wędrowyczem. Bimbrownik egzorcysta! Miałam okazję spotkać autora osobiście, na konwencie fantasy, gdzie w LARPie odgrywałam kluczową rolę dwórki nr 3 :) Oby fani nie zepsuli człowieka, jego skromność jest jego wielkim atutem :)
Dopisek: cykl Oko Jelenia również polecam. Ciekawa opowieść fantastyczno-historyczno-obyczajowa, bez wędrowyczowskiego czarnego humoru. Po prostu dobrze się czyta!

Joanna Chmielewska i jej starsze powieści, te z długimi tytułami: Krokodyl w kraju Karoliny, Ostatnie zdanie nieboszczyka... oraz wszystkie części Autobiografii. Kobitka miała niesamowite poczucie humoru.  
Małgorzata Musierowicz i Jeżycjada. Szczególnie wątek Laury, która prawdopodobnie jest moją rówieśniczką i poniekąd razem przeżywałyśmy młodzieńczy bunt i pierwsze życiowe "tragedie" i "końce świata".

Humor

Cieszy i śmieszy mnie humor abstrakcyjny, czasem trochę ciężki. Założyłam (bo ciężko powiedzieć, że prowadzę) drugiego bloga, na który wlepiam zabawne wg mnie obrazki. Wiedźma chichocze :)

Przepisy

Nie wymagam wiele, ma być dobre i szybko :) Jak ryżanka z bananami. Albo uniwersalne ciasto bezglutenowe :) Albo krem jaglany "czekoladowy". Albo antydepresyjny sosik pomidorowy, teraz z makaronem innym niż pszenny.

Filmy

Dawno żaden film nie zrobił na mnie dużego wrażenia. (zmieniłam koncepcję tego spisu).
Mam zestaw klasyków, po które sięgam  różnych potrzeb: w dzień paszteta, przy przeziębieniu dla umilenia kuracji itp., w ramach odbębniania "żałoby" po jakimś etapie  życia. Są to filmy obejrzanej przeze mnie po 100 razy i zapewne sięgnę po nie po raz 101 już podczas łapiącego mnie przeziębienia i na następnym życiowym zakręcie!  

Duma i uprzedzenie, BBC, 1995 (filmweb)


Bridget Jones, obie części (filmweb 1, 2)


Diabeł ubiera się u Prady (filmweb) Niby opowieść o ciuszkach, ale czasem i w takim filmie można znaleźć odpowiedzi na trudne pytania. Np odnośnie zdrowych relacji w miejscu pracy :)


Rozważna i romantyczna. BBC (filmweb)


One day (filmweb) Przygotujcie chusteczki.


Na pewno jest film, o którym zapomniałam, a wywarł na mnie wrażenie albo był dla mnie ważny.

To Be Continued :) Moje ulubione herbaty zasługują na oddzielny wpis :)

* * *

Was też zapraszam do udziału w Favourite Five Day :)  
Podzielcie się Waszymi ulubieńcami w komentarzach albo poczujcie się zaproszone do niby-tagu. Lista kategorii jest nieskończona!! I zdrowia życzę!
PS: Próby edycji obrazków przez kod rozsypały formatowanie -  przepraszam za niedociągnięcia estetyczne wpisu.

Źródła obrazów: 1, 2, 3, 4, 5, 6,

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
 Pokochaj z Bloglovin

piątek, 24 stycznia 2014

Dermedic, Szampon Emolient Linum


Kilka słów o szamponie z apteki, względnej nowości na polskim rynku.

Tak się stało, że wraz z lipcowym kataklizmem na skórze głowy mojej - straciłam część zaufania dla kosmetyków własnej produkcji i nieco czulej pomyślałam o aptecznych gotowcach, przygotowanych w sterylnych warunkach, z dobrze ustabilizowanym pH i takie tam.
Oczy moje przyciągnął ten oto niepozorny szampon - Emolient Linum z serii dla atopowców.
Seria Emolient do pielęgnacji skóry twarzy i ciała zbiera całkiem dobre opinie w internecie. Kosmetyki sprawiają wrażenie długo wypatrywanej konkurencji dla produktów Emolium, które każdy atopowiec bardzo dobrze zna.

Obietnice:


Brzmi jak wymarzony dla mnie :) Jak się sprawdził? Zapraszam do opinii, ale najpierw skład :)


Skład jest krótki i konkretny. O sile myjącej decyduje łagodny detergent niejonowy, wspomagany przez dodatek ALS - braciszka SLS o nieco lepszym PR i dwa detergenty amfoteryczne, pierwszy dość łagodny, drugi potrafi rozpuścić dimethicone i niektórych podrażnia. Kolejkę zamyka detergent, łagodny solo (prawie emulgator) ale może podrażniać w parze z siarczanem, tu ALS. W szamponie znajdziemy pq - środek wygładzający, o którym mówi się, że łagodzi swędzenie oraz olej lniany, który należy do moich ulubionych olejów pielęgnacyjnych, bo rewelacyjnie łagodzi podrażnienia i może być stosowany przy infekcjach skóry a do tego bardzo posmakował moim włosom :) Nie ma go więcej niż kilka procent, więc osoby o cienkich włosach nie muszą obawiać się obciążenia.
Kwas cytrynowy reguluje pH i może działać jak środek chelatujący (dop. - wg Kospomedii - Citric Acid jest sekwestrantem podobnie, jak związki typu ETDA). Po zapachu tylko dwa konserwanty, które można zaliczyć do"ładnych" i bezpiecznych.
Szampon nie zawiera humektantów ani protein. Nie ma soli (zagęstnik, potencjalny podrażniacz) ani gumy jako zagęstnika. ALS, CB i L-9 mogą podrażniać skórę i wysuszać, jedna są tutaj w małym stężeniu.
Nie zawiera też obiecanej betainy (aminokwas z buraków, składnik nawilżający, bardzo dobrze tolerowany przez skórę) a zamiast tego jest betaina kokamidopropylowa, detergent. Nie wiem, co autor etykietki miał na myśli ;] Patrz adnotacja pod koniec wpisu.
Po składzie spodziewałam się szamponu, który będzie po prostu łagodnie myć.

Cena
Szampon kosztuje ok. 24zł / 200ml co jest ceną porównywalną z Emolium.

Wrażenia

Szampon zamknięty jest w butelce z grubego plastiku zamykanej na PRESS. Zamknięcie jest odpowiednio dobrane do konsystencji, szampon wylewa się z butelki bardzo wygodnie i precyzyjnie. Zamknięcie jest solidne i szczelne.
Etykietka jest bardzo estetyczna i czytelna, typowa dla produktów aptecznych.

Sam szampon ma gęstą acz niekomercyjną konsystencję, nie ścieka między palcami, jest przejrzysty i żółciutki, być może od oleju lnianego.
Zapach szamponu mnie zaskoczył - nie jest bardzo mocny, ale kojarzy mi się z męskimi perfumami.
Pieni się i rozprowadza bardzo dobrze. Dobrze oczyszcza i odświeża włosy.

Szampon ma albo odpowiednie, lekko kwaśne pH - albo wysokie stężenie chelatora (sekwestranta), bo już podczas mycia mocno pokręciły mi się włosy, a te ze spodu pozwijały w rulony. Wierzchnie pokręciły się i do tego lekko spuszyły, co jest u mnie normalną reakcją na pq (Przyczyny puchu).

Niestety cały szampon jest absolutnie nie dla mnie, bo powoduje u mnie łuszczenie (tzw "łupież") i potwornie swędzi mnie po nim skalp, niezależnie, czy stosowałam szampon sam, z płukanką lnianą czy z odżywką z mocznikiem.

Z działania szamponu była za to zadowolona moja mama, która nie skarżyła się na żadne przykrości skórne i była zachwycona siłą oczyszczania ("oczyszcza dobrze a nawet ciut za dobrze", tzn musiała użyć odżywki a nie zawsze jej się chce :P).

Skoro już zaczęłam porównywać szampon do "konkurenta" z Emolium - są... zupełnie różne. Emolium jest pełen (aż nazbyt) humektantów, protein i emolientów i ma długi skład, co może dawać szersze spektrum działania. Dobrze dobrany ma szansę wesprzeć upośledzona barierę lipidową naskórka i nawet odżywiać włosy. Emolient ma skład króciutki i prosty, co jest IMO bezpieczniejsze dla wrażliwców, bo mniejsza szansa, że zaszkodzi.
However - po obydwu podobnie swędzi mnie skóra i obydwa są podobnie nie dla mnie ;]


Notka

Mimo mojej reakcji skórnej szampon zaliczyłabym do tych w miarę bezpiecznych. Nie odradzam go atopowcom i wrażliwcom, sugerowałabym jednak wziąć pod uwagę dodatkowe nawilżenie a najlepiej przed zakupem zdobyć próbki.

Niestety - na pewno nie kupię ;]

Za możliwość testów dziękuję sieci aptek Lafarma z Rzeszowa.
Jako, że strona sklepu jeszcze nie ruszyła, Rzeszowianki mogą zapoznać się z ofertą m.in. w najbardziej kosmetycznym punkcie - w Galerii Rzeszów. Zachęcam, bo wybór jest duży.

***

Pytanie do Was. Co sądzicie o kosmetykach aptecznych? Macie do nich zaufanie? A może macie sprawdzone marki, po które sięgacie w ciemno?
Co sądzicie o cenach produktów z aptek - marketing czy faktycznie wyższa jakość, która musi kosztować trochę więcej?

***

~ADNOTACJA~

Otrzymałam maila od przedstawiciela marki Dermedic, jako następuje:
Chcielibyśmy się odnieść do informacji jaka umieściła Pani na blogu ( DOT. SZAMPONU EMOLIENT LINUM)

„Nie zawiera też obiecanej betainy (aminokwas z buraków, składnik nawilżający, bardzo dobrze tolerowany przez skórę) a zamiast tego jest betaina kokamidopropylowa, detergent. Nie wiem, co autor etykietki miał na myśli ;]”

Po konsultacji z naszym kosmetologiem chcieliśmy sprostować informację i wyjaśnić co mieliśmy na myśli:

Betainy to cala grupa organicznych związków chemicznych.

Betaina pochodząca z buraka jest tylko jedną z wielu.

Na etykiecie nie deklarujemy tej konkretnej betainy tylko piszemy, że betaine w połączeniu z Polyquaternium-7 ma właściwości kondycjonujące skórę i włosy.

Ta deklaracja potwierdzona jest badaniami dermatologicznymi i aplikacyjnymi.
Amatorsko analizując składy zauważyłam, że czasem producent / dział marketingu / człowiek od ulotki - powołuje się na składnik, którego nie ma, lub jest go w formule mniej niż 1% (zgodnie z zapisem INCI mniej więcej za Perfume), a niektóre nie mają szansy zadziałać w tym stężeniu. Ten przypadek do nich nie należy.

 ***

Pozdrawiam zimowo :)

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

post signature

niedziela, 19 stycznia 2014

Chlebek gryczany - bez glutenu


Chodzi za mną chlebek. Za Wami jeszcze nie, bo go jeszcze nie znacie :>
To się zmieni :>

Przepis na chleb pochodzi z tej strony - KLIK.


Składniki:
  • 25g kaszy gryczanej
  • 50g siemienia lnianego (mielonego)
  • 125g ryżu brązowego (mąki ryżowej)
  • 50g kefiru / jogurtu / maślanki
  • 25 g świeżych (żywych!) drożdży
  • 0,5 łyżeczka cukru
  • 1 jajko
  • 75 g mąki kukurydzianej
  • 0,5 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka soli
  • 115 g ugotowanych ziemniaków (wystudzonych)
  • pestki dyni/słonecznika

Uwagi:
  • Siemię mielone w domu tuż przed kucharzeniem ma wiele więcej substancji odżywczych. Siemię mielone "fabrycznie" jest odtłuszczone ze względu na trwałość, a to co najlepsze w lnie "mieszka" w tłuszczu. Za to jest gotowe :)
  • Kefir, maślankę lub jogurt wybierz o możliwie najprostszym składzie. Polecam przyjrzeć się produktom lokalnych producentów. Napoje fermentowane mają niższą zawartość laktozy (nadal nie wiem, jaką, może panie dietetyczki wiedzą?), dodatkowo wysoka temperatura pieczenia sprzyja dalszemu jej rozpadowi, dodatkowo w przepisie jest tych produktów maleńko (mniej niż pół szklanki). Jako laktozowy wrażliwiec nie zauważyłam pogorszenia samopoczucia po moim chlebie.
  • Olej wybierz odporny na działanie wysokiej temperatury - np kokosowy, ryżowy albo przynajmniej rafinowany.


Wykonanie:
  1. Najpierw nastawić drożdże - rozetrzeć je łyżeczką z cukrem i pozostawić w cieple aż podwoją swoją objętość (ok. 15 minut).
  2. Przygotować mąki i siemię. Można je kupić gotowe, można zmielić samemu - np. w młynku do kawy lub jak w przepisie oryginalnym - w termomixie. Ze względu na wytrzymałość mojego młynka :) - wybrałam mielenie tylko kaszy gryczanej, a pozostałe składniki to już gotowe mąki, np mąkę ryżową mam z Zielarnią Lawenda.
  3. Składniki suche - czyli mąki i siemię lniane wymieszać w naczyniu i sparzyć gorącą wodą, aby nasiąkły - dzięki temu chleb będzie bardziej wilgotny i sprężysty. 
  4. Gdy mąki podstygną - dolać kefiru lub zamiennika, utrzeć gotowane ziemniaki na grubym oczku, wbić jajko, dodać wyrośnięte drożdże i wymieszać ręką, zagniatając. 
  5. Dobrze wymieszane ciasto przykryć lnianą lub bawełnianą ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Ciasto bez glutenu nie rośnie tak prężnie jak glutenowe, ale będzie widać, że "ruszyło". Można użyć niecnych narzędzi do wyrastania ciasta, np z Tupperware.
  6. Kiedy ciasto urośnie, jeszcze raz je delikatnie zamieszać. Teraz można dodać pestki i ziarna. Ja zapomniałam :)
  7. Przełożyć ciasto do foremki i jeszcze raz postawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia :) Też już tylko "ruszy".
  8. Przed wsadzeniem do piekarnika wierzch można polakierować roztrzepanym jajkiem lub olejem - chleb będzie mieć bardziej chrupiącą skórkę.
  9. Piec w temperaturze 190 stopni około 1 godzinę. Warto sprawdzać widelcem / wykałaczką, czy nie jest w środku niedopieczone.
TADAM :)

Z podanej ilości składników wyjdzie chlebek mieszczący się w keksówce.
Jest ciężki - blisko mu do chleba krasnoludów :) Chyba, że ja mam taką rękę (kiedy robiłam na drutach albo szydełku, moje dzieła miały bliżej do kolczugi niż sweterka a szalik mógł stać w kącie - talent mógł się przenieść i na inne pola).

Kromeczki mają rozmiar śródręcza, zaciśniętej piąstki. Mojej.


Z chleba nie da się zrobić składanej kanapki. Kruszy się przy krojeniu i jest zbity. Jest przy nim masa roboty i dużo zaglądania. Ale szczerze, z ręką na moim czarnym serduszku - to jeden z lepszych chlebów, jakie w życiu jadłam :))) Długo trzyma świeżość i jest wilgotny, ma bogaty aromat, skórka jest chrupiąca i pyszna :D
www.pinger.pl

Pozostaje mi życzyć SMACZNEGO!

Absolutnie nie mam nic przeciwko temu, żebyście podały swoje przepisy na chleby bezglutenowe :))

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

post signature

środa, 15 stycznia 2014

Short news vol.8 Laminowanie włosów

Laminowanie włosów - gotowiec

Buszując w drogerii trafiłam na zaskakującą nowość :)

Saszetki Marion, Zabieg laminowania (KWC). Produkt polskiej firmy w szalonej cenie 3zł za podwójną saszetkę.
http://esentia.pl

Nie sądzę, żebyście nie znały chociaż z teorii tej kuracji. W 2012 roku stała się hitem nie tylko na blogach włosomaniaczek, ale mam wrażenie, że wzmianki o laminowaniu pojawiały się wszędzie! (WIZAZ.PL - Laminowanie włosów żelatyną w domu, GAZETA.PL - Laminowanie włosów - pielęgnacja dla odważnych?)
Szał na laminowanie rozpoczął niewątpliwie pełen zachwytów wpis Anwen (Anwen - Laminowanie włosów żelatyną). I niewątpliwie miałam w nim swój udział i ja (Kuracja żelatynowa) :)

Co to jest laminowanie? To kuracja proteinowa na włosy, oparta na żelatynie. Proteiny zawarte w żelatynie mają masę cząsteczkową 50 - 200 kDa (Proteiny w liczbach), czyli są średniej wielkości, pokrywają powierzchnię włosa, łagodnie wypełniając nierówności, podobnie jak silikony. Na włosach kuracja może dać efekt WOW - gładkość, blask, super-skręt. Jak to przy kuracjach proteinowych - ze względu na ryzyko przeproteinowania włosów mieszanka winna zawierać jeszcze emolienty, ze względu na aplikację i zmywalność - odżywkę z antystatykami. Podlinkowane posty zawierają sprawdzone przepisy.
Jako, że tolerancja włosów na proteiny jest bardzo różna - warto rzucić okiem na wyniki ankiety o efektach laminowania przeprowadzonej przez Anwen.

U mnie laminowanie nie sprawdziło się. Dodatkowo przygotowanie kuracji i aplikację można uznać za upierdliwą. Czy warto sięgnąć po gotowy produkt, który obiecuje podobne efekty?

Spójrzmy w skład. 
Aqua, Cetyl Alcohol, Gelatin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Isopropyl Myristate,, Cetrimonium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hydrolyzed Wheat Protein/PVP Crosspolymer, Trimethylsilylamodimethicone, C11-15 Pareth-5, C11-15 Pareth-9, Cyclopentasiloxane, Amodimethicone, Dimethiconol, Hydrolyzed Keratin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Pentylene Glycol, Glycerin, Fructose, Urea, Maltose, Sodium PCA, Trehalose, Allantoin, Sodium Chloride, Sodium Lactate, Sodium Hylauronate, Glucose, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Sodium Hydroxide, Hexyl Cinnamal, Butylparaben, Methylpropinal, Linalool 

Skład jest długi ale treściwy. Obiecana żelatyna jest wysoko w składzie, oprócz niej proteiny pszenicy i keratyna uzupełnią efekt kuracji, ale ze względu na niewielkie stężenie będzie to działanie bardziej wygładzające niż odbudowujące. Dzięki olejowi migdałowemu, silikonom i woskom zagrożenie przeproteinowania jest mniejsze, chociaż to zawsze kwestia indywidualna. Silikony należą do łatwo- i średniozmywalnych, nie wymagają SLS do usunięcia. Długa lista dobroci znalazła się niestety po zapachu, więc ich działanie pielęgnacyjne będzie znikome. Składników bardzo szkodliwych i potencjalnie drażniących brak, aczkolwiek tak długi skład nie jest przyjacielem skóry wrażliwej wcale.
Oczywiście po takiej kuracji wskazana jest emolientowo-humektantowa pielęgnacja włosów.

Cena
Biorąc pod uwagę cenę - 2-3zł za opakowanie - nie wahałabym się :) Oczywiście, gdyby moje włosy tolerowały proteiny.

Dostępność
Maseczkę Marion widziałam w drogerii Wispol - to lokalna sieć drogerii z Podkarpacia. Spodziewałabym się znaleźć ją w lokalnych sieciach drogerii (np. Wispol, Jaśmin), drogeriach osiedlowych, hipermarketach.. Widziana w Naturze. Jest też na allegro u kilkunastu sprzedawców.

#

Testowałyście już laminującą maseczkę Marion?

Znacie może inne hity z blogów, które przeniknęły na sklepowe półki?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

post signature

niedziela, 12 stycznia 2014

2013 rokiem eksperymentów żywieniowych

http://www.hivehealthmedia.com

Rok 2013 upłynął mi również pod znakiem zmian w diecie.

Nigdy nie odżywiałam się bardzo źle i ubogo. W moim domu rodzinnym gotuje się dobrze, zawsze jest ciepły obiad, przygotowany z produktów dobrej jakości, używa się ziół i dba o różnorodność i taki model diety mam wpojony.
Na wszelkie diety patrzyło się zawsze z przymrużeniem oka - "zdziwianie". Zdrowy rozsądek i składniki dobrej jakości wystarczą.
Okazało się, że niekoniecznie. Jak w każdym przypadku, to co służy większości - niekoniecznie służy każdemu. Okazałam się wyjątkiem, marginesem w rozkładzie gaussowskim - i rozpoczęłam poszukiwania :)
Rok temu podeszłam do pierwszej większej zmiany w diecie:

Odżywianie "po chińsku" czyli wg Pięciu Przemian

http://pic.baike.soso.com

Dostałam kilka książek dotyczących odżywiania się wg medycyny chińskiej.

Jako człowiekowi o umyśle ścisłym i technicznym - ciężko było mi przebrnąć przez rozdziały opisujące obieg energii chi w ciele człowieka, ale opisane w kilku prostych zasadach zalecenia zrobiły na mnie na tyle duże wrażenie, że postanowiłam spróbować. I nawet opisałam je na blogu :)

Wiedźmy trzy słowa o odżywianiu według Pięciu Przemian cz.1
Wiedźmy trzy słowa o odżywianiu według Pięciu Przemian cz.2
Wiedźmy trzy słowa o odżywianiu według Pięciu Przemian cz.3

Z małej fascynacji dietą PP po roku zostało mi:
  • zamiłowanie do ciepłych śniadań, najchętniej zupy, ale jaglanka z bananem (albo ryżanka - KLIK) na ciepło też mile widziana :)
  • luźniejsze podejście do typu posiłków (3x dziennie obiad, czasem 3x dziennie deser :>)
  • branie pod uwagę natury energetycznej potrawy, zwłaszcza, jeśli łapie mnie przeziębienie lub potrzebują pobudzenia (herbata z imbirem, lukrecja, cynamon)

Wtedy, będąc na PP nie byłam do końca zadowolona. Mimo zapierania się - zależało mi na schudnięciu, a to się nie stało. Często byłam głodna i zła, bo nie umiałam oprzeć się pokusom. BTW myślę, że winne skokom wagi i nastrojowi były hormony.

Teraz, z perspektywy czasu, oceniam doświadczenie jako ciekawe i potrzebne. Inaczej spojrzałam na łączenie smaków i składników. Sięgnęłam po nowe przyprawy i doceniłam stare i swojskie. Odzwyczaiłam się od schematycznego podejścia do formy posiłków - i już nie potrzebuję pretekstu, żeby zjeść porcję ulubionej zupy nawet 5x dziennie, jeśli akurat mam na to ochotę :P

Komu polecam? Przede wszystkim poszukiwaczom nowych smaków!

Dieta "bezowa" - bez glutenu i laktozy

http://www.integranaturopathics.com

Laktozę ograniczam już 2 lata. Bez glutenu stuknęło mi właśnie 3 miesiące, przy czym ograniczyłam pszenicę już około roku temu - i jest nam bardzo dobrze osobno! Stosunkowo szybko przyzwyczaiłam się do tych zmian w diecie, zwłaszcza, że korzyści są ogromne! Po prostu dobrze się czuję - codziennie, prawie cały czas :)
Teraz, po 3 miesiącach, jest jeszcze lepiej :)

Ciekawa obserwacja - zjadam teraz sporo tłuszczu i nie dość, że nie przytyłam, to wręcz schudłam 3kg w pierwszym miesiącu a potem waga się zatrzymała. Polubiłam np czarną kawę z przyprawami, miodem i masłem (pół łyżeczki na szklankę), kasze i ryż z masłem, zdarzyła się nawet zupa z masłem.
Utrzymuje się stan płaskiego i miękkiego brzuszka (chyba, że coś zeżarłam zakazanego) co bardzo mnie cieszy :)

Organizacja posiłków nie stanowi już dla mnie problemu. Wymaga tylko dobrego planowania. W wielkim skrócie i uproszczeniu kontynuuję system jedzenia obiadu kilka razy dziennie. Na wynos często zabieram kaszę z owocami lub ukleconą na szybko sałatkę z resztek obiadu :)

Kilka przepisów:
Uniwersalne ciasto bezglutenowe
Ryżanka z bananami
Twarożek bez twarożku i mleko bez mleka

Odrobina danych dla zainteresowanych życiem bez nabiału:
Zawartość laktozy w produktach spożywczych
Alternatywne źródła wapnia

Komu polecam? Nie chcę uczestniczyć w tzw "nagonce na gluten", bo widziałam już takie sformułowania w mediach, ale u mnie samej i u osób z mojego otoczenia, które dzięki mnie lub zupełnie bez mojego udziału ograniczyły spożycie glutenu / pszenicy / zbóż - efekty są tak pozytywne, że ze szczerego serca polecam każdemu :)

Dopisek
Otóż zapomniałam wspomnieć o dość ważnym punkcie, jakim było dla mnie trafienie na teorię odżywiania paleo, zwłaszcza w opisach zawartych na blogu Tłuste Życie. To właśnie tam znalazłam inspirację (czyt. dość długą listę powodów) do zmierzenia się z glutenem i przyjrzeniu się reakcji mojego organizmu na różne grupy żywności. Moja dieta powoli zmierza w kierunku paleo, choć nie wiem, czy tam dotrze.


Uwaga!
Moje eksperymenty nie zostały skonsultowane z lekarzem ani dietetykiem.
Nie stanowią porad ani zaleceń żywieniowych.

Jakie były Wasze ciekaw eksperymenty żywieniowe ostatnimi czasy?
A może macie ochotę podzielić się ciekawym przepisem?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

post signature

czwartek, 9 stycznia 2014

Kolejna porcja nowości z Blisko Natury


Witajcie!

W grudniu miałam okazję przyjrzeć się kilku nowościom ze sklepu Blisko Natury. Nie były to właściwe testy, czasu niewiele a produktów sporo - ale zapraszam na pierwsze wrażenia!
Zachęcam do czytania opisów produktów na stronie sklepu!
Opis na stronie sklepu obiecuje olej, który zrodził się z trudnym klimacie Afryki i odpowiada potrzebom skóry wystawionej na tak ekstremalnie trudne warunki. Olej ma być konkurencją dla znanego już oleju arganowego. I wg mnie - zdecydowanie jest :)
Olej ma lekką konsystencję i łagodny, orzechowy zapach. Wmasowany wchłania się bardzo dobrze, pozostawiając tylko aksamitną warstwę na skórze. Po posmarowaniu skóry rąk bardzo szybko można dotykać klawiatury komputera.
Próby oleju przypadły akurat na okres przedświątecznych porządków. Każdy kontakt z detergentem, każde mycie naczyń bez rękawiczek kończy się u mnie wysuszeniem, podrażnieniem, a ostatnio nawet popękaniem skóry rąk. Olej ten poradził sobie z problemem bardzo szybko i bardzo skutecznie a jednocześnie wygodnie. Olej wchłania się momentalnie i pozwala zajmować się życiem ;> a skóra robi się miękka i wyjątkowo miła w dotyku - co u mnie jest rzadkością.
Olej mogę trzymać pod ręką, na biurku, co jest wielką zaletą :)
Cena oleju to ok. 20zł / 50ml

Tego oleju chyba nie trzeba Wam przedstawiać? Olej z pestek malin jest wg mnie jednym z najbardziej uniwersalnych olejów do pielęgnacji twarzy i mogę go polecić każdemu, kto zaczyna przygodę z olejowaniem skóry: nawilży suche partie, nie zapcha problematycznych, wchłania się przyzwoicie i do tego filtr UV faktycznie da się poczuć.
Olej malinowy z BN jest gęsty i treściwy, pachnie jak krzew malin, czyli typowo dla olejów z pestek malin.
Cena oleju to ok. 15zł / 20ml.

Mniej znany olej, o właściwościach podobnych do oleju z pestek malin. Podobnie jak w/w dobrze sprawdził się na różnych partiach mojej wybrednej skóry, i tych suchych i tych ze skłonnością do zaskórników. Testy przypadły na miesiące zimowe, więc nie odczułam braku wysokich filtrów UV, za jakie lubię olej z pestek malin.
Olej truskawkowy ma ciekawy, intensywny, ciemnozielony kolor. Nie barwi skóry na zielono.

olej z nasion truskawki tuningujący krem - bogate dopieszczanie na noc!
Ciekawą cechą tego oleju jest zapach - dla każdego inny. Znajomi zapytani o opinię wyczuwali nutkę ziół, orzechów - a ja i jeszcze kilka osób czujemy słodki, orzeźwiający zapach owocowego kompotu! Jestem absolutnie zachwycona tym zapachem!! Olej jest przyjemniutki, ale zapach FENOMENALNY!
Cena oleju to ok. 20zł / 20ml

Masło ma kolor kawy z mlekiem i stałą, niezbyt zbitą konsystencję. W temperaturze pokojowej przypomina gęsty krem. Umożliwia dłuższy masaż i nie wchłania się całkowicie, pozostawiając zmiękczającą warstewkę. Przyjemnie rozgrzewa zmęczone mięśnie.
Cechą szczególną tego masełka jest intensywny zapach świeżo parzonej kawy. Aromat jest na tyle intensywny i pobudzający, że po posmarowaniu się masłem wieczorem miałam kłopot z zaśnięciem!
Ze względu na aromat i konsystencję masełko jest interesującym, energetyzującym balsamem do ust i w tej postaci zrobił furorę wśród moich znajomych.
Cena masła to ok. 28zł / 50g

Masło to jest kolejną alternatywą dla znanego masła shea lub kakaowego. Roślina, z której pochodzi, jest spokrewniona z kakaowcem. Masło jest jasne, prawie białe i ma delikatny korzenny zapach. W konsystencji jest zbliżone do masła shea ale o wiele szybciej rozprowadza się na skórze i tworzy cieńszą warstwę oraz jest idealnie gładkie, bez grudek.
Nadale się świetnie na balsam do ust.
Jestem ciekawa, jak się sprawdzi w mieszankach, podobno świetnie stabilizuje (można nim zastąpić woski emulgujące typu Cetyl Alcohol).
Cena masła to ok. 14zł / 20ml
Oto bardzo ciekawe masło, o którym nie słyszałam nigdy wcześniej. Jest ciemnobrązowe, pachnie trochę benzyną (ale nie jest to zapach nieprzyjemny), w konsystencji jest częściowo lejące a częściowo grudkowate. Zdecydowanie zostawia czekoladowy odcień na skórze (sugeruje się, żeby stosować masło jako naturalny bronzer do ciała). 


Masło łagodnie rozgrzewa skórę, przez co świetnie sprawdza się do masażu i rozgrzania zmęczonych i spiętych mięśni (np karku i pleców po długim siedzeniu na niewygodnym krześle oraz nóg zmęczonych po dużej dawce ruchu). W przeciwieństwie do masła kawowego nie utrudnia mi zasypiania.
Musiałam sprawdzić również działanie przeciwgrzybicze i przeciwłupieżowe, gdyż  doskwiera mi mała inwazja drożdżaków na skórze głowy, objawiająca się głównie męczącym pieczeniem. Już odrobina masła wtarta w skalp uspokaja skórę i koi. Nie miałam problemu z domyciem skóry głowy odżywką.
Ciekawi mnie na dłuższą metę działanie kwasu mirystynowego, który w dużym stężeniu jest rzadko spotykany.
Cena masła to ok. 15zł / 20g


Czy znacie już opisane przeze mnie nowości?
Co o nich sądzicie?

Buziaki! 

PS: Dziękuję za pomoc w sprawie wyszukiwarki blogowej! Szczegóły znajdziecie tutaj.


Pokochaj z Bloglovin

post signature

poniedziałek, 6 stycznia 2014

2013 rokiem eksperymentów włosowych

Rok 2013 był dla mnie zdecydowanie rokiem eksperymentów :)

Z ciekawością czytam i oglądam Wasze roczne podsumowania zmian na głowie :)
Teraz zapraszam na moje!

Henna Khadi Ciemny brąz - KLIK

Moje pierwsze hennowanie było bardzo udane! Zioła wydobyły z włosów blask, skręt i mięsistość i bogactwo odcieni! Dobry efekt praktycznie pojawiał się sam, po każdym myciu.
Skalp przyjął zabieg z zadowoleniem.
Włosy nasyciły się proteinami i ekstraktami roślinnymi ostatecznie i przestały lubić najmniejsze ich ilości.
Kolor, początkowo zbyt ciemny (naturalnie jestem ciemno-blond myszką) wdzięcznie zmył się nie pozostawiając widocznych odrostów poza lekkim miedzianym odcieniem, który o ile był ładny, o tyle - nietwarzowy, bo ładniej mi w chłodnych odcieniach. 



Rozjaśnianie rabarbarem - KLIK


Decydując się na rabarbarowanie włosów nie spodziewałam się widocznej zmiany koloru, gdyż moje włosy są bardzo oporne na rozjaśnianie nawet chemiczne.
Kuracja przywróciła włosom sprężystość i w ciągu następnych kilkunastu dni zmniejszyła widoczność czerwonego odcienia, który pozostał po hennowaniu.
Rozjaśnienia jako takiego nie zauważyłam.
Włosy nie ucierpiały podczas eksperymentu, jednak nie powtórzę go zbyt szybko, bo kwasy zawarte w rzewieniu podrażniły skórę głowy i przez kilkanaście dni towarzyszył mi zapach musztardy na włosach ;]
 
Senes - prawie jak cassia - KLIK

Senes jako tańszy zamiennik cassi? Warto spróbować :)
Na moich włosach efekt senesowania bardzo przypominał ten po cassiowaniu, tylko trwał krócej. Włosy zyskały połysk i sprężystość oraz ciepły, orzechowy odcień. Efekty zmyły się łagodnie w ciągu kilku tygodni, pozostawiając na pamiątkę ciepłe refleksy. Jeśli kusi Was cassia ale przeraża Was cena - może warto sięgnąć po senes, dostępny w większości aptek za kilka zł?

Domowe pasemka - KLIK

Ostatnim eksperymentem kolorystycznym były jasne pasemka. Wykonałam je na czepku z pomocą mamy, która dzielnie przeciągała włosy szydełkiem.

Z tygodnia na tydzień pasemka coraz bardziej rozpraszają się i wyglądają jak słoneczny refleks. Prawdopodobnie robienie odrostów nie będzie konieczne ze względów estetycznych!

Kondycja włosów jest bardzo dobra, pasemka nie różnią się strukturą i zachowaniem od włosów nierozjaśnianych (naturalnych).





ZMIANY DŁUGOŚCI

W ciągu minionego roku bardzo zmieniłam podejście do zapuszczania włosów. Zaczęłam z włosami do obojczyków i silną motywacją do zapuszczania.
W maju - folgując zamiłowaniu do loków - zdecydowałam się na kolejną trwałą ondulację, która niestety nie była zbyt trwała (z przyczyn nieznanych - może zbyt oporna łuska włosa? może szalejące hormony tarczycy? nieodpowiednia faza księżyca?)...
W lipcu zdecydowałam się na ostre cięcie - i nie żałuję. Decyzję pomogła mi podjąć infekcja skalpu (a właściwie nie do końca infekcja - przerost malassezia, zaburzenie flory naskórka), z powodu której szaleństwa eksperymentów ograniczam do dziś.
Moje włosy rosną szybko, znam w teorii wiele technik przyspieszania porostu, więc kiedy mój skalp wreszcie da się uleczyć - to dopiero będzie akcja zapuszczanie!! :)


Pozdrawiam z mokrą głową :) Dziś nic wyjątkowego, olejowanie różowym olejkiem GP na noc, rano dokładka oleju Oilmedica i dwukrotne mycie odżywką Kallos Color!

Bye!


Pokochaj z Bloglovin 


post signature

czwartek, 2 stycznia 2014

Blogowe podsumowanie roku 2013

http://static.freepik.com

Przyszła pora na małe podsumowanie minionego 2013 roku!!
I u mnie i na blogu sporo się działo :) Skupmy się na tym, co na blogu (i na głowie!).

W 2013 roku bloga odwiedziliście prawie MILION razy (liczba wyświetleń wg Google Analytics). Licznik odwiedzin również przekroczył magiczną granicę siedmiu cyfr w Dzień Dziecka :)

Jest Was 1732 obserwatorów Blogger, 585 na Bloglovin, 824 dusze na Facebooku! Wspólnie napisałyśmy ponad 10 000 komentarzy i niezliczone maile! (To już sumując cały blogowy dorobek :) ).

Bardzo, bardzo dziękuję! :)

Blog w pełni zasłużył sobie na domenę i nowy adres! Bo Wiedźma jednak bloguje :)


WASZE ULUBIONE WPISY w 2013 roku














MOJE BLOGOWE POSTANOWIENIA
I ŻYCZENIA NA 2014 ROK!

Zaglądać tu częściej jako strona aktywna!

Zawsze znać odpowiedź na postawione przez Was pytanie :)

Zawsze mieć pomysł, energię i czas na ciekawy wpis.

Porządnie przeedytować kilka starych wpisów.

Ogarnąć stronę graficzną bloga. 
Pozwolić mu się zmieniać - najlepsze dzieło to to nigdy nie dokończone :)

* * *

Jak Wam minęły Święta i Sylwester?

Ja mam małych (Bąble siostry) i dużych gości. Kto obsługiwał niemowlaka i przedszkolaka naraz ten wie :)

Przed Świętami byłam na kilkudniowym szkoleniu w Warszawie - więc u mnie aktywnie. (I nie odwiedziłam żadnego sklepu poza spożywczakiem na rogu :P).

Udało mi się też wyskoczyć na mały spacer po górach :) Nie było zimno ale bardzo wiało. Dopiero w górach jest śnieg!

29.12.2013 Tarnica, Bieszczady

Buziaki!!

post signature