Wiedzma bloguje: lutego 2014

niedziela, 23 lutego 2014

Regenerum, Serum do paznokci


Paznokciowej opowieści część druga.

W poprzednim paznokciowym wpisie podzieliłam się z Wami moimi głównymi oczekiwaniami względem preparatu do paznokci i skórek. Jak legendarne już serum Regenerum spisało się u mnie?

O produkcie - obietnice producenta

Odżywka ma postać olejku zamkniętego w małej tubce z pędzelkiem.
Regularne stosowanie preparatu na płytkę paznokci i otaczające ją skórki ma uchronić przed głównymi "paznokciowymi bolączkami", jak kruchość, łamliwość, rozdwajanie, przebarwienia i suche skórki, jakie doskwierają nam na co dzień przez ciągły kontakt z czynnikami niszczącymi, wysuszające działanie lakierów i zmywaczy, skutki niedoborów witamin i ogólne zużywanie się paznokci.

Regularne stosowanie odżywki ma szybko poprawić wygląd paznokci i pielęgnować skórki i docelowo wzmacniać paznokcie.

Sposób użycia: Na oczyszczoną z lakieru płytkę i otaczające skórki nałożyć pędzelkiem olejek i dokładnie wmasować.

Szeroko i kolorowo działanie odżywki opisuje jej producent na stronie linii Regenerum.

Cena: 17zł / 5ml (widywane ceny 10-20zł)


Czy olejek może działać?

Najpierw oczywiście rzut okiem na skład:
Skład: Macadamia Integrifolia Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil/Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Silica, Citrus Limon Peel Extract/Helianthus Annuus Seed Oil, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Caprylyl Glycol/ Glyceryl Caprylate/Ethylhexylglycerin/Parfum

Olejek składa się głównie z mieszaniny olejów: makadamia, z pestek winogron, ze słodkich migdałów, z pestek słonecznika, do tego witaminy A i E, ekstraktu z cytryny i odrobiny emolientów.
Primo - bardzo dobrze wróży to, że cenny i nie najtańszy olej makadamia stanowi bazę olejku. Secundo - cenne kosmetycznie witaminy to jedyne konserwanty!
Wykorzystane oleje dają mieszankę omega-6 i omega-9, które są kwasami tłuszczowymi lubianymi przez skórę suchą i jej wytwory, dobrze uzupełniają płaszcz lipidowy. Witaminy będą mieć świetne działanie pielęgnacyjne - znowu: E i A są doskonale przyswajalne przez skórę.

Moim zdaniem odżywka doskonale naprawi niedostatki paznokci i skórek spowodowane brakiem lub osłabieniem bariery lipidowej, spowodowane np zmywaniem naczyń bez rękawiczek, używaniem wysuszających mydeł, suchą skórą. Dobrze natłuszczone skórki i paznokcie są bardziej elastyczne i odporniejsze na urazy mechaniczne a skórki nie rogowacieją i nie pękają. Na dłuższą metę - dobrze dokarmiona macierz wyprodukuje dobry paznokieć.
Nie wiem, czy odżywka może pomóc paznokciom bardzo zniszczonym, bo nie ma "wypełniaczy", które uzupełniłyby ubytki na powierzchni paznokci i w ten sposób wzmocniły je mechanicznie. W takim przypadku szukałabym preparatu z proteinami, ceramidami albo polimerami, ale olejowo-witaminowe wsparcie też pomoże.

Moja opinia

Odżywka spodobała mi się od pierwszego użycia.
Po pierwsze - świetne opakowanie. Tubka z pędzelkiem to świetne rozwiązanie i życzę sobie, żeby produkty tego typu zalały rynek :) Aplikacja jest precyzyjna, nie miałam problemu ze znalezieniem odpowiedniej dawki olejku. Pędzelek nie rozczapierza się i po kilku miesiącach nadal nie widać śladów zużycia.
Po drugie - odpowiednia konsystencja: mogę pobaziać olejkiem skórki i korzystać z komputera, jeśli nie mam czasu na pełną aplikację.
Po trzecie - brak zapachu, nuta cytryny jest ledwo wyczuwalna i za chwilę ulatuje.
Po czwarte - tubkę można wrzucić do torebki i nic się nie wyleje.
Po piąte - wydajność. Porządna. Tu mały minus - nie da się ocenić, ile olejku jeszcze w tubce zostało.
Po szóste - opakowanie da się rozmontować i naładować ponownie, zamierzam to wykorzystać :>

Po ostatnie - DZIAŁANIE!
Oliwkę zabrałam ze sobą w kilkudniową podróż. To najlepszy test, jeśli chodzi o skórki. Moje skórki ZAWSZE pękają mi w podróży, wyczuwają magiczną granicę 100km od domu i robią trach ;] W tym przypadku postanowiłam zapobiegać i olejowałam skórki co chwilę. Udało mi się uniknąć największych uszkodzeń i bolesnych pęknięć a stosowanie olejku nie było uciążliwe :)
W codziennej pielęgnacji regularne wcieranie oliwki przynajmniej raz dziennie trzyma skórki w ryzach. Olejek niestety nie pomaga, jeśli pęknięcia już są.

Wpływ na paznokcie też mi się podoba! Już pierwsze aplikacje poprawiają wygląd paznokcia. Po  tygodniu kuracji zauważyłam wyraźną poprawę elastyczności płytki. Efekt znika, jeśli przerwę kurację na dłużej, niż kilka dni.
Nie umiem określić, czy odżywka wpływa na tempo wzrostu paznokci, bo lubię mieć je krótkie.
Oliwka nie ma wpływu na poprzeczne rowki pojawiające się na paznokciach i nie zmniejsza dolegliwości związanych z ich dorastaniem do wolnego brzegu, ale za to winię bliżej nieokreślone przyczyny wewnętrzne.

Odżywki używam chętnie, sama z siebie pamiętam, żeby po nią sięgnąć.

Jak używam?

Staram się wcierać olejek w paznokcie przynajmniej raz dziennie. Czasem smaruję tylko skórki u nasady paznokcia, a jeśli mam więcej czasu i wolne ręce - skórki, całą płytkę i wolny brzeg paznokcia od drugiej strony.

Czy polecam?

TAK!

Czy kupię ponownie?

Myślę, że tak. Cena jest wysoka w przeliczeniu na objętość olejku, ale preparat okazał się idealny dla mnie względem moich aktualnych oczekiwać i paznokciowych potrzeb.
Tymczasem po skończeniu tej porcji oliwki chciałabym poeksperymentować z własnymi mieszankami olejowymi z wykorzystaniem pędzelkowego aplikatora :)

Za możliwość testów dziękuję sieci aptek Lafarma z Rzeszowa i okolic.
* * *

Co sądzicie o olejowych odżywkach do paznokci? Mieszanka z wyszukanym aplikatorem czy stary dobry olej rycynowy? A może znacie jeszcze inne rozwiązania? Piszcie!


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...

środa, 19 lutego 2014

Ikarov, Olejek wzmacniający paznokcie


Prawdziwa kobieta pisze czasem o paznokciach. Ponoć taką jestem :) Więc będę pisać o paznokciach!

Jestem dziwnym przypadkiem. Nie zapuszczam paznokci, rzadko noszę lakiery i mam teraz aż dwa i obydwa prędzej spleśnieją (sic!) niż się skończą. Mam aż dwie odżywki w postaci lakieru - i wybierałam takie, których na paznokciach nie widać i można pomalować tylko jeden, w awaryjnej sytuacji.
Mam też aż dwa preparaty do skórek, dwie odżywki-olejki i MILJON mazideł produkcji własnej.
Pozwolicie, że więcej o moich paznokciach i trikach napiszę później?

Dzisiaj chciałabym Wam opisać jedną z gotowych odżywek do paznokci i przy okazji wskazać paluchem, jak ważne jest dobranie produktu do potrzeb i formy do stylu życia.

Opisy i sposób użycia

Na pewno spotkałyście się już z marką Ikarov - to bułgarski producent kosmetyków łączących naturalne oleje i aromaterapię, czyli bogactwo olejków eterycznych - i najczęściej w składzie nie ma już nic więcej.
Olejek dostajemy wraz z obietnicą regeneracji "urośniętych" paznokci i poprawienia ich wyglądu oraz wzmocnienia paznokci, które dopiero kiełkują pod skórą - a do tego pełną pielęgnację skórek, ich zmiękczenie, odporność i estetyczny wygląd.

Instrukcja użycia: Olejek należy regularnie, na początek nawet 2-3 razy dziennie wmasowywać w płytkę paznokcia i skórki. Po upływie 20 minut (sugerowane) lub czasu, który mamy do dyspozycji wystarczy zetrzeć nadmiar wacikiem. Olejek tak dobrze się wchłania, że nie wymaga zmywania przed nałożeniem lakieru.
Pełna regeneracja płytki następuje po ok. 6 miesiącach, pierwsze efekty powinno być widać dość szybko (słowa producenta).

Szczegółowy opis Olejku znajdziecie na stronie producenta KLIK.

Cena: ok. 15zł / 10ml


Skład: Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Citrus Grandis Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Eucaliptus Globulus Oil, Citrus Medica Limonum Oil, Cymbopogon Nardus Oil, Tocopherol, Lecithin, Rosmarinus Officinalis Extract

Czy olejek z takim składem ma szansę poczynić magię na naszych paznokciach? To zależy, jakie potrzeby mają paznokcie - ale ogólnie tak!
Bazą olejku jest olej ze słodkich migdałów - IMO jeden z bezpieczniejszych olejów dla skóry suchej, odwodnionej i wrażliwej, do tego dość dobrze się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Winien analogicznie zadziałać na paznokcie - a paznokcie natłuszczone to ładniejsze i odporniejsze paznokcie. Dalej mamy morze olejków eterycznych - rozmarynowy, eukaliptusowy, cytrynowy, z trawy cytrynowej i grapefruita, o działaniu rozjaśniającym, wzmacniającym i przeciwgrzybiczym. Witamina E i lecytyna mogą służyć zarówno jako konserwant i stabilizator, jak i składniki odżywcze.
Uwaga wrażliwcy -taka litania składników naturalnych może podrażniać i uczulać.

Opakowanie
Olejek znajduje się w tekturowym pudełku, umieszczony w szklanej buteleczce z pędzelkiem typowej dla lakierów. Olejek należy przechowywać z dala od światła i ciepła, ze względu na trwałość składników.
Pędzelek jest wąski i sztywny, przy odrobinie wprawy można nim nałożyć odpowiednio cienką warstwę olejku.

Olejek
Sam olejek ma jasny, żółty kolor, bardzo lekką konsystencję i delikatny cytrusowo-ziołowy zapach. Jest bardzo rzadki, rozlewa się po płytce.
Dokładnie wtarty szybko się wchłania i faktycznie nie ma potrzeby myć rąk przed powrotem do codziennych czynności.

Moje oczekiwania
Paznokcie, jakie mam teraz opisałabym jako niezbyt urodziwe - ale nie słabe. Głównymi problemami, jakie mi sprawiają, są głęboko pękające skórki, które mimo starań wyglądają na stan skrajnego zaniedbania, mała odporność płytki na zarysowania i tendencja do odklejania się końcówki paznokcia od łożyska. Sama płytka paznokcia nie jest słaba, ale zdecydowanie nie jest ładna.
Od odżywki w postaci olejku oczekuję wzmocnienia skórek i poprawienia wyglądu paznokci, mile widziana jest odczuwalna poprawa twardości, którą zazwyczaj widzę już po jednorazowym użyciu produktu.
Cieszy mnie, kiedy po aplikacji mogę korzystać z komputera.

Moje wrażenia
Zapach olejku jest łagodny i przyjemny. Forma i skład są takie, jak lubię - bardzo naturalne.
Olejek robi wrażenie dość suchego - po wytarciu nie pozostawia tłustej warstwy.
Aplikacja olejku kilkukrotnie w ciągu dnia okazała się niewygodna, zazwyczaj albo jestem w ruchu - albo aktywnie korzystam z komputera. Stosowanie w ruchu odpada - obawiam się np zatarcia oczu przez nieuwagę, a przy komputerze ciężko nie zaciapać otoczenia.
Przelanie oliwki do tubki z pędzelkiem, podobnej do tej z odżywki Regenerum - pozwoliło bardziej precyzyjnie aplikować olejek (i dało się już przeglądać blogi bez brudzenia :P).



Próba pomalowania paznokcia posmarowanego wcześniej olejkiem przebiegła pomyślnie  - kolorowy lakier nałożył się dobrze, zaschnął w normalnym czasie i nie odpryskiwał.

Jak działa? Po olejku moje paznokcie wyglądają estetycznie, mają delikatny połysk a skórki wyglądają na nawilżone - niestety na tym się kończy. Olejek nie jest w stanie zapobiec pękaniu skórek i nie zauważyłam wpływu na sprężystość paznokcia. Moje preparaty na skórki mają silne działanie odżywcze, więc efekt długotrwały byłby zasługą wielu preparatów, nie tylko olejku Ikarov.
Brak jakichkolwiek efektów po kilku tygodniach regularnego wcierania zniechęcił mnie.
Nie liczę na długotrwale efekty stosowania kuracji tego typu, gdyż u mnie kondycja skóry i wytworów naskórka zależy m.in. od kapryśnej tarczycy.



Opinia drugiego testera :)
Olejek podstawiłam mamie, gdy podczas przeziębienia miała czas i chęć podjąć się kuracji. Wcierała olejek częściej, niż zalecane 3x dziennie i i już po tygodniu zauważyła wyraźną różnicę w stanie paznokci. Jej paznokcie są ekstremalnie kruche, wolny brzeg (biała końcówka) kruszy się tak, że wcale go nie widać - a po olejku udało się zapuścić z milimetr. To jest 100% różnicy!
Szkoda, że mama zapomina o kuracjach, bo efekty cofnęły się po kilku dniach od zaprzestania kuracji.
Ocena: 4+

Opinia na koniec
Mimo, że odżywka nie sprawdziła się u mnie, uważam, że warto ją wypróbować, jeśli gustujecie w odżywkach "nielakierowych". W podobnej cenie znajdziecie oliwki do paznokci marek drogeryjnych, o nieco innych składach więc i nieco innym działaniu. Wydajność jest ogromna, komfort użycia całkiem spory a pozytywne działanie na trudnych paznokciach mojej mamy to wielki plus.
Moja skóra i jej pochodne jakoś nie lubią się z ziołami i chyba wreszcie muszę się z tym pogodzić :>

Olejek Ikarov testowałam dzięki Zielarni Lawenda. Obecnie olejek nie znajduje się w ofercie sklepu, ale znajdziecie tam kilka innych produktów marki Ikarov.


Jakie są Wasze ulubione preparaty do pielęgnacji paznokci i skórek, oprócz "lakierowych"?
Znacie inne produkty Ikarova? Co o nich sądzicie?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

wtorek, 18 lutego 2014

Afrykański konkurs - wyniki


Nie przeciągam :)

Wyniki głosowania są jednoznaczne i jednogłośne!

WYNIKI KONKURSU

I miejsce - Flamingo i Ntakwu nke laguunu
Nagroda: szampon + żel pod prysznic + krem do rąk + krem do stóp + peeling do rąk + peeling do stóp z wybranej linii Afryka 

II miejsce -  Adrianna Z i Afrykańskie Spa z urwanym filmem
Nagroda: szampon + żel pod prysznic + krem do stóp + peeling do stóp z wybranej linii Afryka

III miejsce - Skye i Afrykańskie SPA z sałatką owocową
Nagroda: szampon + krem do rąk + peeling do rąk z wybranej linii Afryka


Oczekujcie maila ode mnie z dalszymi instrukcjami, tymczasem już możecie wybrać linię Afryka Planety Organiki, która podoba się Wam najbardziej: Argan, Awokado, Makadamia, Mango, Shea

Produkty, które wybierzecie znajdują się już w ofercie Zielarni Lawenda, fundatora nagród :)

W głosowaniu wzięło udział 2728 osób! Jestem zaskoczona i zachwycona Waszym zainteresowaniem :D


Wszystkim uczestnikom gratuluję, wszystkie odpowiedzi były świetne i na wysokim poziomie!
Dziękuję za udział :D



Miłej nocy :)


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 16 lutego 2014

Afrykański konkurs - etap II


Muszę zacząć wymyślać łatwiejsze zadania konkursowe albo co? W konkursie nadesłałyście (-liście?) ponad 20 fantastycznych odpowiedzi i nijak nie potrafię wyłonić zwycięzcy... więc proszę o pomoc Was, Czytelnicy i Czytelniczki :)

W prawym górnym rogu pojawiła się ankieta, w której możecie zagłosować na odpowiedź, która najbardziej Wam się spodobała. Ostatecznie o wynikach zadecydują: Wasze głosy, mój głos i głos Zielarni Lawenda, sponsora nagród.

Przypominam, uczestnicy walczą o zestaw kosmetyków z nowej linii Planeta Organica, Africa.


NAGRODY
  • I miejsce: szampon + żel pod prysznic + krem do rąk + krem do stóp + peeling do rąk + peeling do stóp z wybranej linii Afryka
  • II miejsce: szampon + żel pod prysznic + krem do stóp + peeling do stóp z wybranej linii Afryka
  • III miejsce: szampon + krem do rąk + peeling do rąk z wybranej linii Afryka

Ale do rzeczy!
Dla łatwiejszego rozróżnienia nadałam odpowiedziom tytuły, więc np "urwany film" to moja wina, nie autorki odpowiedzi :P Zachowałam oryginalną pisownię

Odpowiedzi finałowe, podane wg kolejności zgłoszeń:

1. Bognyprogram - Przepis na najpiękniejszą buszmenkę plemienia
Mój przepis na zostanie najpiękniejszą buszmenką plemienia:
Przygodę z pięknem warto zacząć od dobrej diety - to już masz z głowy, bo Kalahari serwuje tylko niskotłuszczowe posiłki w formie suchych korzonków.
Jako że buszmeńskie kobiety są równoprawnymi mieszkańcami wioski i twój mąż sam może sobie ugotować obiad, możesz spokojnie uprawiać dżoging do najbliższej studni, wystrugać własnoręcznie hantelki z drzewa i zadbać o figurę. Wystarczy, że poprosisz jakąś turystkę o pożyczenie nowej książki Chodakowskiej - chyba nie chcesz skończyć ze steatopygią jak twoja matka?!
Po ostrym wycisku pora na wycieczkę do pobliskiego spa - rzeka Okawango i jej bagniste brzegi aż się proszą, by się w nich wytaplać. Po błotnej terapii skóra jest gładka, odżywiona i zregenerowana. Możesz się też rozejrzeć za jakąś rybką na kolację, faceci z twojej wioski to istni partacze jeśli chodzi o polowania...
Niegdyś każde buszmeńskie dziecko było kształcone w dziedzinie zielarstwa. Dziś cywilizacja zmusza plemię San do kupna klapek Kuboty, koszul i papierosów. Po tajemną wiedzę w dziedzinie pielęgnacji skóry twarzy musisz zgłosić się do starowinki. Wciąż pamięta zastosowanie i właściwości dwustu pustynnych roślin, które zmielone na gęstą papkę i roztarte na twarzy odmłodzą o dziesięć lat w ciągu jednej nocy!
Lud San może się teraz poszczycić najpiękniejszą afrykanką na rozległej sawannie. Jeśli nauczysz się jeszcze dawnego tańca wywołującego deszcz, to bez wątpienia zostaniesz przewodniczącą wioski.

2. Anna M - Miss Afryki
Sposób na zostanie Miss Afryki? Banalnie prosty, a jednocześnie totalnie efektowny!
Wykojamy maskę, która odżywi nasze ciało, rozpieści zmysły i przeniesie nas prosto
w wir upalnego afkrykańskiego klimatu!

Składniki: *garść proszku wulkanicznego (do zdobycia u stóp Kilimandżaro, 15zł za 100g)
*150ml wody z Nilu (tylko w wybranych drogeriach HakunaMatata, ok. 10zł za 1l)
*trzy liście baobabu (Świat Przypraw, 2,5zł za 100g)

Wykonanie: Proszek wulkaniczny wymieszać z wodą w miseczce, przelać do garnka i gotować nad ogniem 10 minut. Zdjąć z ognia. Liście baobabu rozkruszyć w moździerzy mówiąc przy tym:

"Ja, pani Afryki, zrobię dzisiaj riki tiki!
Ja, królowa wulkanu, żeby być piękna nie muszę pić tranu!"

Następnie mieszamy wszystko razem i nakładamy na całe ciało, wykonując koliste ruchy. Owijamy się folią i zakładamy grube dresy, aby nasze ciało zaczęło się pocić. Musimy poczuć prawdziwy klimat Afryki. Po pół godziny ściągamy folię i spłukujemy maskę z naszego ciała.

Efekt? MUROWANY!!!

Będziemy pachnące niczym guziec, olśniewające jak Złoty Kot, kuszące i piękne jak Flaming a przede wszystkim, jak każda kobieta, kiedy wkurzą ją facet, pozostaniemy sobą- Żmiją Sykliwą.
:))

3. Adrianna Z - Afrykańskie SPA, wersja z urwanym filmem
Wieczór, lądujemy na pięknym afrykańskim lotnisku. Promienie zachodzącego słońca rozświetlają nasze zmęczone podrożą twarze, zimna noc miesza się z odchodzącym dniem, wita nas przepiękna kobieta.
- Zapraszam serdecznie na kolacje. Wszystko jest już gotowe! - ekscytacja rośnie,
Trafiamy na bal pod gołym niebem. Otaczają nas tradycyjne motywy, czerwone świece na eleganckich stolach, wytrawne potrawy, rozgwieżdżone niebo. Przystojni mężczyźni zapraszają do tańca, wręczają drinka - alkohol prosto z Afryki, czemu by nie spróbować? Przebieramy się w kąpielowe stroje, biegniemy do basenu i...

Budzimy się w samym środku sawanny, z potarganymi włosami, przesuszona skora, rozmytym makijażem i ogromnym bólem głowy, potęgowanym przez słonce i wszechobecną jasność. Siedzimy w suchej trawie, wzrokiem poszukujemy choćby odrobiny cienia. Dostrzegamy baobab, daleko. Wstajemy, ale gdzie są nasze buty?
- Nie czas na zastanowienie, chodźmy, bo umieram!
Gorący piasek pali nas w stopy, a słonce rozgrzewa nas tak, ze szczypie nas skora, jakby przybliżyło się do ziemi, żeby nam dokuczyć!

Jest! Mamy cień, w końcu! Tylko jak ochronić się przed promieniami? Odgarniamy wielkie nasiona spod pnia, siadamy...
- Przecież możemy zrobić olej z tych nasionek!
Przygotowujemy prowizoryczny moździerz z dziurawej gałęzi i kamienia i zabieramy się do pracy. Olej osadza się na gałęzi, staramy się go zebrać i rozsmarować po włosach i skórze. Chodzenie w oleju na słońcu nie jest najlepszym pomysłem, ale zrobimy wszystko, żeby znaleźć choćby odrobinę nawilżenia!
Wstajemy, mamy zamiar pójść tam, skąd przyszłyśmy. Może ktoś tam na nas czeka?
Po przejściu kilku metrów słyszymy głośny ryk! Odwracamy się i dostrzegamy ogromnego lwa! Przerażone zaczynamy biec, przewracamy się, jesteśmy cale w piaskowo-olejowym błocie i trawie, a lew nawet na chwile nie zwalnia! W oddali dostrzegamy zieleń. Ratunek? Resztkami sil przyspieszamy, mamy nadzieje, ze będą tam ludzie. Ledwo przebieramy nogami, ale jesteśmy coraz bliżej. Lew ryczy, jakby bawił się z nami, jesteśmy przerażone. Zieleń staje się coraz wyraźniejsza, przybiera kształty. Zauważamy drzewa i wodę! Piękną, błyszczącą taflę! Biegniemy, chociaż coraz częściej się przewracamy. Zaczynami przypominać bagienne potwory, od piasku pieką nas oczy, jesteśmy wyczerpane. Przyspieszamy, jeszcze tylko chwila! Wpadamy do wody i...

Budzimy się. Jesteśmy w hotelu, w ogromnym łożu, w jedwabnej pościeli, na przeciwko nas wisi ogromne lustro. Przy łóżku czeka na nas śniadanie. Głód daje o sobie znać, wszystko znika z talerzy. Wstajemy - szok! Jakie my jesteśmy piękne! Gładka skóra, brązowa opalenizna, włosy lepsze, niż kiedykolwiek, nogi jakieś takie szczuplejsze, talia bardziej zarysowana… jakbyśmy nagle odmłodniały o kilka lat!
Pukanie do drzwi, wchodzi kobieta, która odebrała nas z lotniska.
- I jak wam się podobał dzień w SPA?
Jaki dzień w SPA? Przecież wczoraj wieczorem przyleciałyśmy...

4. Skye - Afrykańskie SPA z sałatką owocową
Zamiast jednego zabiegu najlepiej byłoby przeprowadzić całe afrykańskie spa :)
Rozpoczęłoby się ono od chwili relaksu na leżaku, w ciepłym, oświetlonym pomieszczaniu, w rytmie kojących, afrykańskich rytmów.
Na pustyni wodę można wydobyć kopiąc dołek w piasku, aż dojdzie się do wilgoci. Taka woda jest już przefiltrowana i czysta. Idealnie nadaje się do przemycia twarzy i usunięcia resztek makijażu.
W pozbyciu się martwego naskórka pomogą przepyszne afrykańskie owoce – ananas i papaja. Zawierają one enzymy, które idealnie, stanowczo ale zarazem delikatnie złuszczają naskórek i oczyszczają cerę. W dodatku ten apetyczny zapach… W trakcie zabiegu wskazane podjadanie z miseczki cząstek soczystych owoców!
Dobrze byłoby też oczyścić ciało. Peeling z soli morskiej znad wybrzeży Afryki, pomieszany z diamentowym pyłem(w końcu Czarny Ląd słynie z tych pięknych klejnotów) i odżywczym olejkiem z afrykańskich migdałów oczyści ciało, przygotowując je na kolejne pieszczoty i nawilżając jednocześnie. Diamentowy luksus o zniewalającym aromacie…
Teraz czas na maseczki i okłady. Ciało i twarz przygotowane są na kolejne porcje odżywienia.
Buzia z pewnością ucieszy się z odżywczej maseczki z awokado w optymistycznym, zielonym kolorze. Awokado doskonale nawilży skórę, sprawiając, że będzie jedwabista w dotyku. Ciało zaś posmarujmy afrykańskim błotem, owińmy folią i poleżmy chwilę czując, jak skóra ujędrnia się z każdą minutą. Zwłaszcza błoto położone na ciepło będzie wyjątkowo przyjemnym zabiegiem.
Nie zapominajmy też o innych częściach ciała! Stopy i dłonie podziękują nam za piaskowy peeling z dodatkiem odżywczego masła czy oleju – na przykład makadamie. Na włosy natomiast można nałożyć maseczkę z dojrzałych, słodkich bananów i mleczka kokosowego.
Efekt będzie jeszcze lepszy, gdy dodamy do owocowej mieszanki kilka kropel oleju arganowego. Nasze włosy to pokochają!
Na zakończenie naszego spa czas na ostatnią dawkę relaksu.
Twarz warto przemyć wielbłądzim mlekiem. Tłuste, bogate w dużą dawkę witaminy C cudownie ukoi i zrelaksuje cerę. We włosy wetrzyjmy kilka kropli olejku arganowego i połóż się… Czas na masaż.
Odżywczy i rewitalizujący olejek marula i gorące, nagrzane w afrykańskim słońcu kamienie.
Do tego sok wyciśnięty ze świeżych owoców, daktyle i suszone figi do pogryzania i ta muzyka…

5. Ly-anna - Afrykańskie SPA z lekcją geografii
Ciężko było mi zdecydować się na jeden zabieg, bo miejsce takie jak Afryka inspiruje niesamowicie. Moim zdaniem idealnie byłoby odbyć podróż po całym kontynencie - choćby z południa na północ, zobaczyć choć kilka różnych kultur. Z RPA, w którego herbie znajdziemy między innymi kłosy pszenicy przywiozłabym sobie pszeniczny olej. Z Namibii - złocisty piasek pustyni. W Angoli zaopatrzyłabym się w ich najważniejszy towar eksportowy, czyli kawę. W Demokratycznej Republice Konga z narażeniem życia zapuściłabym się wgłąb amazońskiej puszczy by... wróć! Na to nigdy nie starczyłoby mi odwagi! Zadowoliłabym się więc wodą z rzeki Kongo. Za to z rolniczego Sudanu wyjechałabym obładowana batatami i tapioką. Zaś cały rytuał przeprowadziłabym w Egipcie, bo skoro jego klimat służył królowej Kleopatrze, to może i mnie by się udzielił? ... By dopomóc szczęściu namaściłabym włosy olejem z pszenicy, a następnie wykonałabym sumienny peeling: wodę z Konga i delikatny żel zmieszałabym z kawą, by jej mielonymi ziarnami idealnie oczyścić twarz. Piasek Namibu wygładziłby moje ciało przygotowując je na ciąg dalszy afrykańskiego spa. Na twarzy wylądowałaby maseczka z tartych batatów, ewentualnie zagęszczona nieco tapioką. Tak przygotowana, w turbanie godnym każdej Afrykanki zanurzyłabym się w wannie wypełnionej po brzegi wodą i mlekiem... Nie przepadam za muzyką świata, więc w tle płynęłaby pewnie ścieżka dźwiękowa z "W pustyni i w puszczy", by urodziany zabieg był wspomagany także relaksem umysłu. I jeśli taki rytuał nie sprawiłby bym wyglądała jak milion... funtów egipskich to już nie wiem co mogłoby mi pomóc ;)

6. Małgosia - Powitanie z Afryką; SPA dla włosów
„POWITANIE Z AFRYKĄ”
Pierwszy etap zabiegu to peeling skalpu glinką czerwoną zmieszaną z odrobiną wody z oceanu. Możemy to zrobić sami, ale gdy udamy się do SPA, peeling wykona nam nie kto inny, jak sam król zwierzą, czyli lew. Wykonując ruchy okrężne miękkimi poduszkami, pobudzi krążenie krwi, a cebulki zostaną lepiej odżywione.
Całość spłukujemy. Możemy po prostu wziąć kąpiel w oceanie lub zdać się na pomoc słonia, który odpowiednio pokieruje wodą z trąby tak, by na głowie nie zostało ani jedno ziarenko glinki.
Będąc na plaży, dalej korzystamy z jej dobrodziejstw. Pełno tu leżących kokosów. Jeden z nich kroimy na pół i do śnieżnobiałego mleczka kokosowego dodajemy ziarenka z jednej laski wanilii, przybyłej prosto z Madagaskaru, którą kupujemy od okolicznych sprzedawców. Całość delikatnie wcieramy we włosy.
Gdybyśmy byli w SPA maseczkę na włosy, nałożyłby nam swoim skrzydłami i dziobami papugi, dbając by mleczko kokosowe znalazło się na każdym paśmie włosów.
Jeśli zabieg wykonujemy na plaży, udajemy się w głąb lądu w poszukiwaniu źródła wody, w którym możemy spłukać maseczkę z włosów. W tym czasie słońce i temperatura wokół powoduje, że składniki z mleczka kokosowego wnikają we włosy, a wanilia sprawi, że po spłukaniu maseczki, włosy będę pięknie pachnieć.
W SPA mamy źródełko, dobrze ukryte przed okiem ciekawskich, do którego zaprowadzą nas zebry. Możemy wejść do wody, by wśród śpiewu ptaków i zapachu lilii wodnych zażyć kąpieli, przy okazji spłukując maseczkę w z włosów.
Po zabiegu nasze włosy są nawilżone i pięknie pachną.

7.Flamingo - Ntakwu nke laguunu
"Ntakwu nke laguunu" (tłum. z języka Igbo "Szept laguny"):
Pod palącym słońcem Czarnego Lądu niełatwo jest zachować skórę zdrową i gładką jak jedwab. "Szept laguny" to zbiór mądrości czarnych jak heban kobiet Afryki, które od wieków przekazują sobie wiedzę, według legend przekazaną im przez piękną boginię Asase Ya. Ta tajemna wiedza czerpie przede wszystkim z natury, co pozwala im łatwo sięgać po dobroczynne składniki i lśnić co dnia oraz zachwycać nas swoim urokiem.
"Ntakwu nke laguunu" rozpoczyna się kąpielą w słonej wodzie szlachetnej laguny Wybrzeża Kości Słoniowej - Ebrié. Gruboziarnista sól morska i piasek wybrzeża delikatnie złuszczają skórę, a tamtejsze algi cudownie ją oczyszczają i nawilżają. Po odżywczej kąpieli następuje czas na masaż mieszaniną olejów z awokado, daktyli i masła karite. Ta wspaniała mieszanka nadaje skórze blasku, miękkości i sprężystości oraz sprawia, że ani palące słońce, ani ostry wiatr znad Sahary nie są jej straszne. To właśnie dzięki tym olejom, mimo tak trudnego klimatu, stopy czarnowłosych bogiń nigdy nie są spękane, a ich dłonie wysuszone. Po masażu całego ciała należy zająć się twarzą i włosami. Mądrość "Szeptu laguny" mówi, że twarz trzeba przemyć wodą z wyciągiem z aloesu i Rhipsalis baccifera (Kaktusa jemiołowego) - tak przygotowana cera jest gotowa, aby przyjąć na siebie maseczkę ze złota, osunu (afrykańskiego drzewa sandałowego) i miodu, które rozświetlą twarz blaskiem i pozwolą dłużej utrzymać młodość. W tym samym czasie na włosy należy nałożyć maskę z banana, oleju makadamia i glinki ghassoul. Teraz należy odprężyć się i pozwolić naturze działać. Po upływie kilkunastu minut, aby nie pogniewać bóstw swą zachłannością, trzeba zmyć z siebie obie maski. Włosom należy pozwolić wyschnąć na słońcu, a własne uroki podkreślić delikatnie malując oczy Kohlem.
Te mądrości od wieków uszlachetniały urodę afrykańskich kobiet. Należy jednak pamiętać, by zabiegu nie powtarzać zbyt często, gdyż jego dobroczynny wpływ zostanie umniejszony przez zazdrosne o nasze piękno bóstwa!

* * *

Czekam na Wasze głosy do poniedziałku (17.02) do północy i we wtorek podam wyniki :)
Finalistom życzę powodzenia!

Tymczasem zdradzę, że niedługo na moim blogu będzie kolejny konkurs i znowu każdy będzie miał szansę wygrać coś miłego :)

Miłego dnia!


PS: Uroczą zeberkę zapożyczyłam z wikimedia.com.

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

czwartek, 13 lutego 2014

Co nowego w lutym?


Co nowego w lutym?

Niewątpliwie ciekawostką był Afrykański Konkurs :) Nadal nie wyłoniłam zwycięzców, musicie cierpliwie czekać :>

Z nowości organizacyjnych - jeśli zaglądacie na główną stronę bloga - zauważycie zmianę w układzie strony :) Pojawiają się teraz podglądy nowych wpisów z miniaturką grafiki. Zamiast gadżetu LinkWithin pod każdym wpisem - na pasku bocznym znajdziecie gadżet pokazujący losowe wpisy. Dajcie znać, co o nich sądzicie! Mi się podoba i miałam niezłą satysfakcję z tego, że wykonałam je sama, jedynie z pomocą wujka Google :)

W menu dodałam nowy dział nt. diet i odżywiania i odrębne zakładki na temat przysmaków bezglutenowych - komentarze pokazują, że coraz więcej z Was uznaje ten aspekt za istotny dla zdrowego odżywiania.


Jako takich nowości kosmetycznych jest najmniej. Mimo braku AZS tej zimy (hura!! :> ) a ze względu na ciągle żywe podrażnienie skóry głowy - trzymam się sprawdzonych kosmetyków i dzielnie denkuję zapasy :)
Do kuferka z kosmetykami wpadło kilka nowości ze względu na testy.


L.Colutti, Szampon przywracający włosom blask z Blisko Natury
L.Colutti, Odżywka przywracająca włosom blask z Blisko Natury

Produkty do pielęgnacji włosów będzie testować Dorotty a jej opinię poznacie na moim blogu za około dwa miesiące.

Dr.Duda Żel Siarczkowy do kąpieli i aromoterapii z Zielarni Lawenda
Sylveco, Pomadka rokitnikowa z Zielarni Lawenda

Żel siarczkowy posłuży mi do wygrzewania starych kości :) Co bardzo cenne wśród produktów do kąpieli - jednocześnie ma dbać o wrażliwą i alergiczną skórę, dzięki wodzie siarczkowej z Buska Zdroju - i dzięki nikłej zawartości składników umilających kąpiel a wg mnie zbędnych pielęgnacyjnie, np SLS. To mój pierwszy produkt typowo uzdrowiskowy, ciekawa jestem, jak się sprawdzi.
Pomadka Sylveco chodziła za mną od dawna, tym razem ciekawość zwyciężyła. Pomadka, podobnie jak cała gama produktów podkarpackiej Sylveco, ma piękny, bardzo naturalny skład. Nie wiem czemu producent nie podkreśla tego w nazwie - pomadka pachnie cynamonem i delikatnie rozgrzewa usta. Po pierwszym użyciu jestem zachwycona - bardzo przypomina mi pomadki mojej produkcji.

Ze względu na brak zimy jako takiej - zakup zimowego kremu do pyszczka ciągle przede mną :)

Ponownie przepraszam za wyłączenie możliwości komentarzy Anonimom. Spam nie daje za wygraną a moderacja okazuje się zajmować jeszcze więcej czasu, poddałam się ;] Może draństwo o mnie zapomni i samo sobie pójdzie :/

Co nowego u Was?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 9 lutego 2014

Produkty spożywcze przeciwzapalne i prozapalne

 

Jak wiecie, ostatnio bardzo zainteresowałam się różnymi aspektami zdrowego i świadomego odżywiania. Oprócz potencjalnych alergenów pokarmowych (którymi nie będę się dzisiaj zajmować) zwróciłam uwagę  na produkty pro- i antyzapalne, ich znaczenie i "moc".

O co chodzi?

Stan zapalny jest naturalnym zjawiskiem w organizmie i ma na celu pokonanie infekcji, naprawienie uszkodzeń, pozbycie się patogenów. Stanom zapalnym często towarzyszy przekrwienie tkanki i podwyższona temperatura - oraz czasowa zmiana działania układu, np układ trawienny objęty stanem zapalnym nie jest nastawiony na pozyskiwanie substancji odżywczych z jedzenia w takim stopniu, jak zdrowy.
Objawami stanu zapalnego może być miejscowe zaczerwienienie, obrzęk, wysypka, wysięk - albo ogólne: gorączka, łamanie w kościach, jak przy grypie.

Objawy przewlekłego stanu zapalnego są mniej oczywiste, np mogą to być choroby skóry, bóle stawów i mięśni, problemy z układem pokarmowym, obniżona odporność a nawet ciągłe zmęczenie.
W normalnej, prawidłowej sytuacji stan zapalny przychodzi, robi co ma zrobić i odchodzi. Niestety zdarza się, że trwa wiecznie. Może to mieć kilka przyczyn, np: 
  • patogen wywołujący stan zapalny jest ciągle dostarczany na nowo (np alergia, śmieciowe jedzenie, zanieczyszczenia środowiskowe)
  • organizm źle rozpoznaje wroga i proces go nie usuwa (np alergia, którą organizm próbuje zwalczać alergen przeciwciałami przeciw pasożytom), 
  • brakuje związków chemicznych, które zamykają proces zapalny (cynk, NNKT omega-3), 
  • nie pozwalamy zagoić się starej kontuzji, 
  • chodzimy z niedoleczonym przeziębieniem
- a do tego człowiek żyje w ciągłym stresie, czyli wydziela morza kortyzolu, czyli organizm jest nastawiony na gonienie mamuta a nie regenerację i zdrowienie.

Co zrobić?

Jeśli dokucza nam przewlekła nieprawidłowość należy udać się do lekarza, by znalazł przyczynę.
Z perspektywy codziennego funkcjonowania warto zacząć od ograniczenia kontaktu z przyczynami, jeśli to możliwe. O ile mogę ich unikać w kosmetykach i żywności, tak niemożliwe jest unikanie pyłków w okresie pylenia "moich" roślin.

IMO warto wesprzeć organizm i postarać się o produkty przeciwzapalne na talerzu - a ograniczyć nieco te prozapalne. Produkty prozapalne otwierają / nasilają proces zapalny, przeciwzapalne pomagają w zamknięciu go.

Przykładowa grafika pokazująca jedzenie pro- i przeciwzapalne

Moja uwaga - orzechy powinny być jedzone z umiarem, zawierają tłuszcze omega-6, które mają działanie prozapalne.

Które będą najlepsze?

Z pomocą jak zwykle przychodzi internet. Poniżej przedstawię Wam dane zaczerpnięte z serwisu nutritiondata.self.com. Na potrzeby serwisu opracowano IF rating - współczynnik zapalności - ze względu na zawartość kwasów tłuszczowych, antyoksydantów, minerałów.

Najlepsze działanie przeciwzapalne mają ostre przyprawy, przyprawy ziołowe i tłuste ryby a zwłaszcza ich tran.
Najsilniejsze działanie prozapalne mają produkty wysokoprzetworzone - gotowe paskudztwa z fast-foodów, gotowe sosy i desery (nie znalazły się w moim zestawieniu, gdyż podano tylko te produkowane na rynek amerykański).

Nie wiem, czy współczynnik IF jest wystarczająco wiarygodną wartością, żeby faktycznie przywiązywać do niej wielką wagę w planowaniu posiłków, ale 1) lista składników przeciwzapalnych pokrywa się w wielu źródłach 2) kalkulacja z czegoś wynika i można ją przyjąć jako pewne przybliżenie.

  • Przeciwzapalne [IF / 100g]
Imbir mielony - 27566
Kurkuma - 22564
Olej z łososia - 13892
Korzeń imbiru - 6452
Czosnek - 3576
Papryczki serrano - 1985
Makrela - 1957
Olej lniany - 1054
Łosoś - 729
Acerola juice - 676
Olej rzepakowy - 569
Oliwa z oliwek - 526
Natka pietruszki - 502
Siemię lniane - 490
Tymianek suszony - 400
Jalapeno - 380
Szczypiorek - 378
Gotowana marchewka - 169
Bazylia - 171

  • Prozapalne [-IF / 100g]
Utwardzony olej kokosowy (hydrogenated coconut oil) - 935
Utw. olej palmowy - 930
Olej kokosowy - 825**
Olej z pestek winogron - 618
Olej słonecznikowy - 549
Cukier brązowy - 510
Skrobia kukurydziana - 505
Mąka ryżowa - 442
Suszone śliwki - 419
Mąka pszenna - 396*
Cukier - 394
Czekolada mleczna - 362*
Żurawina suszona słodzona - 326
Jajo kacze - 269
Czekolada gorzka - 223
Żyto - 201
Ziemniaki pieczone - 181
Masło - 175
Chleb włoski (najbardziej zbliżony do polskiego z dostępnych w USA) - 171* 
Chleb pszenny - 160*
Chleb żytni - 142*
Kardamon - 98
Jajko całe - 94*
Gotowana kasza jaglana - 86
Gotowany biały ryż - 72 [z solą - 111]
Mleko - 51*
Kakao z mlekiem - 42*

*IF nie uwzględnia indywidualnej tolerancji glutenu, kazeiny, laktozy, białek jajka - które w przypadku nadwrażliwości wywołują silny stan zapalny.
**Wysokie IF oleju kokosowego wg tej teorii wynika z wysokiej zawartości tłuszczów nasyconych, które niestety zostały wrzucone do jednego worka z tłuszczami zwierzęcymi. My - naturoentuzjaści wiemy, że kwasy nasycone krótkołańcuchowe są zdrowe; ale nawet oleju kokosowego nie powinno się zjadać wiadrami.

Mięso ma ogólnie działanie prozapalne, ale jego współczynnik jest bardzo zależy od pochodzenia mięsa i rodzaju. 

Kilka przykładowych liczb:
Kurczak, wątróbka gotowana / duszona / smażona - 309
Kurczak, ogólnie podroby gotowane / duszone / smażone- 183
Kurczak, mięso duszone - 229
Indyk - 170 - 230
Wołowina - 150 - 180, 675 [nie jestem pewna, czy nie chodzi o odpadki podobne do MOM]
Wieprzowina - 120 - 415 [jw]

  • Neutralne
sól
kawa
napar z rumianku
napary ziołowe

(zestawienie nie obejmuje herbaty!?)

Szukajka danych o produktach spożywczych:
http://nutritiondata.self.com/tools/nutrient-search

Jak korzystać z tych informacji?

Zaawansowany dietetyk mógłby spędzić trochę czasu z kalkulatorem, przeliczyć ilości produktów i tak ustalić plan, żeby suma IF oscylowała w okolicy zera. Na potrzeby takich obliczeń przyjmuje się IF prozapalny jako "-" i przeciwzapalny jako "+".

Mnie laikowi wystarczy świadomość, jaki charakter ma dane pożywienie i staram się, żeby zawsze w posiłku pojawiła się odrobina czegoś przeciwzapalnego, np przypraw - a kiedy doskwiera mi przeziębienie, włączam do diety np litry herbaty z imbirem, jajecznicę przyprawiam kurkumą i cynamonem, a do zupy nie żałuję zielonej cebulki :)

Zauważycie zapewne, ze wiele ze składników przeciwzapalnych pokrywa się z jedzeniem o ciepłej i gorącej naturze energetycznej wg teorii Pięciu Przemian oraz z jedzeniem, które eliminuje wydzielanie śluzu.

Stopka na spam :>

Czy spotkałyście się już z pojęciem jedzenia przeciw- i prozapalnego?
Może macie za sobą próbę diety opierającej się na takim jedzeniu? 

Komentujcie śmiało :)


Przypominam - dzisiaj ostatni dzień Konkursu Afrykańskiego! Czekam na zgłoszenia do północy! :)



Post ma charakter informacyjny i nie stanowi porad żywieniowych.


Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zapalenie
http://www.tlustezycie.pl/2012/05/chroniczny-stan-zapalny.html
http://nutritiondata.self.com/tools/nutrient-search
http://nutrition.about.com/od/dietsformedicaldisorders/a/antiinflamfood.htm
Grafika: 1, 2,


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...

A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

czwartek, 6 lutego 2014

Kwasy tłuszczowe w olejach roślinnych - wstęp


Ostatnimi czasy miałam możliwość testować masę znanych i mniej znanych olejów i maseł roślinnych. Wiecie dobrze, że lubię dowiedzieć się więcej o produkcie który stosuję - i w ten sposób zauważyłam, że podział na kwasy nasycone, jedno- i wielonienasycone albo "omegi" to za mało, bo w obrębie każdej z tych grup są przedstawiciele, którzy mimo cech wspólnych różnią się między sobą działaniem.

Dzisiejszy post niech będzie zapowiedzią cyklu (i to niekrótkiego :) ), w którym będziemy poznawać szczególne cechy kwasów tłuszczowych!

DEFINICJE

Kwasy tłuszczowe - to związki chemiczne o wzorze ogólnym R-COOH, gdzie R oznacza łańcuch węglowodorowy a COOH jest grupą karboksylową. W przyrodzie kwasy tłuszczowe znajdziemy w tłuszczach roślinnych i zwierzęcych. Często występują w postaci estrów z gliceryną (np trójglicerydy). Wykorzystuje się je w wielu gałęziach przemysłu, m.in. spożywczym, kosmetycznym, farmaceutycznym, do produkcji farb, paliw. W poszukiwaniach informacji skupiam się głównie na właściwościach kosmetycznych i dietetycznych tłuszczów roślinnych.

Obrazowo - kwas tłuszczowy ma kształt kijanki (plemnika?) - z główką i ogonkiem: prostym, pokręconym a nawet w pętelkę, krótszym lub dłuższym. W kosmetyce to właśnie kształt i długość "ogonka" decydują, czy dana frakcja oleju będzie pokrywać skórę i włosy, wypełniać nierówności "terenu"czy wnikać w przestrzenie między łuskami. Oprócz tego niektóre kwasy tłuszczowe mają szczególne właściwości pielęgnacyjne - wysoką zgodność ze składem sebum (tzn są najlepiej tolerowane przez skórę wrażliwą), działanie przeciwgrzybicze, antybakteryjne, przeciwzapalne.

Skrótowo kwasy tłuszczowe opisuje się sumą atomów węgla i ilością wiązań podwójnych, np kwas laurynowy z oleju kokosowego to C12:0, kwas oleinowy z oliwy to C18:1 - oraz omega-9, co oznacza ostatnie (tu: jedyne) wiązanie podwójne na 9. atomie węgla od końca "ogonka".

NASYCONE KWASY TŁUSZCZOWE

Nasycone kwasy tłuszczowe nie mają wiązań podwójnych między atomami węgla, dzięki temu są stabilne a oleje z ich dużą zawartością - trwałe.
Wraz z liczbą atomów węgla wzrasta temperatura topnienia oleju - i m.in. dlatego olej kokosowy rozpuszcza się samo w temperaturze pokojowej a masło kakaowe trzeba rozpuścić w kąpieli wodnej.

Ważniejsze nasycone kwasy tłuszczowe to:
  • Kwas kapronowy C6:0
  • Kwas kaprylowy C8:0
  • Kwas kaprynowy C10:0
  • Kwas laurynowy C12:0
  • Kwas mirystynowy C14:0
  • Kwas palmitynowy C16:0
  • Kwas stearynowy C18:0
  • Kwas arachidowy C20:0
  • Kwas behenowy C22:0
  • Kwas lignocerynowy C24:0 
  • Kwas cerotynowy C26:0 - występuje w wosku pszczelim [3]

NIENASYCONE KWASY TŁUSZCZOWE

Nienasycone kwasy tłuszczowe mają co najmniej jedno podwójne wiązanie między atomami węgla. W diecie pożądane są zwłaszcza kwasy tłuszczowe wielonienasycone - omega-3 i omega-6. Organizm ludzki nie jest w stanie ich wytworzyć a są konieczne do prawidłowego przebiegu wielu procesów i reakcji. Dla skóry ważne są wszystkie "omegi" - omega-9 ma wysoką zgodność z sebum (tak wysoką, że jest pożywką dla tych samych infekcji, więc nie jest wskazana przy skłonności do nich, ale ratuje tyłek przy niskiej jego produkcji), omega-6 wspomaga regenerację, bo rozpoczyna proces zapalny - a omega-3 go kończy, zamyka i pieczętuje. Mniej znane omega-5, omega-7 to bardzo silne antyoksydanty.

Ważniejsze nienasycone kwasy tłuszczowe to:
  • kwasy jednonienasycone:
    • kwas oleopalmitynowy C16:1 (omega-7)
    • kwas oleinowy C18:1 (omega-9)
    • kwas erukowy C22:1 (omega-9)
    • kwas nerwonowy C24:1 (omega-9)
  • kwasy dwunienasycone:
    • kwas linolowy C18:2 (omega-6)
  • kwasy trójnienasycone:
    • kwas α-linolenowy C18:3 (omega-3)
    • kwas γ-linolenowy C18:3 (omega-6)
  • kwasy czteronienasycone:
    • kwas arachidonowy C20:4 (omega-6)
  • kwas pięcionienasycony / eikozapentaenowy (EPA) C20:5 (omega-3) - występuje w tranie
  • kwas sześcionienasycony / dokozaheksaenowy (DHA) C22:6 (omega-3) - występuje w tranie


Stopka redakcyjna :)

W temat wdepnęłam poniekąd przypadkiem i miałam robić notatki dla siebie... ale podzielę się :) Cykl bynajmniej nie jest gotowy, nawet następny wpis z tej serii nie jest gotowy - więc nie wiem, kiedy będą pojawiać się następne wpisy. Ot, trafiłam na spójne źródełko informacji i chcę z niego czerpać - i na pewno wydobędę kilka ciekawostek wartych uwagi. Dla głodnych wiedzy "już i teraz" - link do zestawienia informacji o kwasach tłuszczowych z uwzględnieniem właściwości kosmetycznych, z którego będę korzystać - KLIK.

Chciałabym mieć więcej czasu na poszukiwania, ale wiecie, jak jest :)

Części:
Kwasy tłuszczowe 18-węglowe

Jeszcze raz gorąco zapraszam do udziału w KONKURSIE :)


Tymczasem zwyciężczyni MIKOŁAJKOWEGO ROZDANIA na FB jeszcze się do mnie nie zgłosiła!!


Do miłego!

Uwaga!
Listy kwasów tłuszczowych mogą ulec modyfikacji, jeśli podczas poszukiwań trafię na ciekawe - lub nieciekawe informacje o którymś z nich. Stopniowo będą się pojawiać linki do wpisów o kwasach tłuszczowych. 
Informacje pochodzą z powszechnie dostępnych źródeł i nie stanowią niczego, poza informacją :)

Źródła - 1, 2, 3, 4,

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 2 lutego 2014

Podsumowanie styczniowej pielęgnacji włosów


Dawno nie robiłam podsumowania włosowej i skalpowej pielęgnacji :)

Myślę, że ten wpis przyda się jako inspiracja, zwłaszcza tym z Was, które borykają się z infekcją skalpu, zwłaszcza z przerostem drożdżaków Malassezia. Nieco więcej o drożdżakach - KLIK i KLIK.

Zdjęcie powyżej przedstawia kosmetyki, których używałam najczęściej w ciągu ostatnich tygodni. Zanim  do nich wrócę - pora pokazać włosy :)


Włoski są króciutkie. Ani przez chwilę nie żałowałam cięcia. Fryzura jest wygodna, nie wymaga stylizacji, żeby wyglądać dobrze, wymaga tylko regularnego podcinania końcówek. Obcięta rok temu grzywka już prawie sięga za ucho, poza tym "dogoniła" resztę włosów i ciężko ją nazwać grzywką.
Wrócił mi nawyk ugniatania włosów po myciu, efektem ugniatania jest falowany bałagan. Więcej o stylizacji fal - KLIK.
W dni, kiedy nie wydobywałam skrętu - włosy dzięki swojej długości udają proste, no, może lekko krzywe :P
Nadal podoba mi się efekt świetlno-kolorystyczny, jaki dają pasemka :) Dzięki temu, że włosy już troszkę urosły - pasemka już nie odznaczają się na głowie. Zależnie od światła - włosy nabierają więcej blasku - albo nawet wydają się o kilka odcieni jaśniejsze! Urok myszowatego polskiego blondo-brązu :)
Kondycja włosów jest w porządku, choć są suche. Ze względu na trwającą ciągle kurację ograniczam zabiegi pielęgnacyjne do minimum.

Wracając do kosmetyków...

Założenia ogólne - jeszcze mniejsze minimum

Zasadę minimum stosuję od dawna: mało kosmetyków, o krótkich składach i najczęściej jednej funkcji. Od kiedy leczę skalp - kroków w mojej pielęgnacji włosów jest jeszcze mniej.
Przede wszystkim wszelkie zabiegi pielęgnacyjne przesunęłam na PRZED MYCIEM - im mniej produktów pozostanie na włosach po myciu, tym mniejsze używanie będą mieli nieproszeni goście.
Mój przypadek jest nietypowy, jeśli chodzi o objawy, zabrakło charakterystycznego łojotoku i łupieżu. Jako przejaw wzmożonej kolonizacji dermatolog uznała nasilające się po myciu pieczenie i rozgrzanie skóry. Ciągle nie jestem pewna, jakie czynniki nasilają objawy. Biorąc pod uwagę, że grzybki reagują na zmiany składu sebum i kosmetyki - może to być wszystko ;]

Szampon leczniczy - Pirolam
Szampon zapisała mi dermatolog w lecie, przy okazji stawiania diagnozy. Mimo pierwszych obaw (lista detergentów pokrywa się z listą składników, których zazwyczaj unikam jak ognia) - szampon okazał się stosunkowo łagodny dla skalpu a jednocześnie skuteczny. Stosuję go mniej więcej zgodnie z instrukcją z ulotki - najpierw dawka uderzeniowa, potem co kilka myć na podtrzymanie kuracji i w razie pogorszenia znowu dawka uderzeniowa.
Jedynie moje włosy go nie cierpią - proteiny pszenicy i pq to prosty przepis na przeproteinowanie i elektryzowanie. Cóż, trudno - ważne, że pomaga :)
Szampon udało mi się kupić na allegro za 15zł. Wydajność jest szatańska i mimo małej pojemności (60ml) starczy mi jeszcze na długo (od września mam cały czas pierwszą tubkę!).

Szampon łagodny, wspierający leczenie - Himalaya, szampon przeciwłupieżowy, ukojenie i nawilżenie, włosy suche
Pierwszy szampon przeciwłupieżowy bazujący na łagodnych detergentach, jaki spotkałam! Działanie p/łupieżowe, a raczej bakterio- i grzybostatyczne zapewnia climbazol i ekstrakty, których jest niewiele (po zapachu), ale są!
Jako główny szampon leczniczy raczej by się u mnie nie sprawdził, ale skutecznie wspiera leczenie. Włosy za nim nie olśniewają, ale jest lepiej, niż po szamponie leczniczym.
Skład i szczegóły dotyczące szamponu znajdziecie na DOZ, skąd i mam mój szampon - KLIK.
W normalnej sytuacji nie zapłaciłabym 14zł za butelkę łagodnego szamponu, ale w związku z leczeniem nie jest to zła inwestycja.

Co po myciu?
Po myciu używam najczęściej olejku lub serum wygładzającego. Odżywki d/s mimo wszystko pozostawiają pewną powłokę na skalpie i grzyba niestety to cieszy...
Green Pharmacy, Jedwab
Po raz kolejny gratuluję marketingowcom, w/w "Jedwab" nie zawiera ni grama jedwabiu! Co mnie akurat cieszy. Serum jest mieszanką olejów roślinnych w silikonach odparowujących. Delikatnie wygładza włosy i zmniejsza ich szorstkość po proteinach - jednocześnie nie nasilając objawów skórnych. Kupiłam je dawno w jakiejś promocji za około 5zł. Starczy mi do końca życia!
Skuteczniej zmiękcza włosy, jeśli dodam do porcji serum kroplę oleju z nasion baobabu. Sam olej byłby dla moich włosów zbyt ciężki i zawiera aż 36% omega-9.
Jeśli myłam włosy przed snem - na prawie wyschnięte nakładam jako serum kroplę oleju kokosowego.

Wcierki lecznicze
Nadal używam maści Clotrimazol, gdy objawy zaczynają się nasilać i/lub występują miejscowo a nie chcę jeszcze myć głowy. Najczęściej pieczenie ustępuje w ciągu kilku minut. Najlepiej wydane 3zł ever!
Zgodnie z zaleceniem dermatolog wcieram w skalp również emulsję Emolium - KLIK.

Kuracja wewnętrzna
Ponownie zastosowałam kurację, przepisaną w lecie przez dermatolog - w postaci końskiej dawki witaminy E, którą będę zażywać przez miesiąc. Wg pani doktor witamina E pomaga zmniejszyć nadwrażliwość skóry.
Dodałam do tego zestaw cynk + witaminę A, które w różnych źródłach są polecane przy schorzeniach spowodowanych zmianą składu sebum oraz przy stanach zapalnych skóry. Efekty kuracji zachwalała również BlondHairCare u siebie na blogu - KLIK.
Obecną formę kuracji stosuję bez konsultacji z lekarzem i na własne ryzyko.
Efekt kuracji jest zacny :) Skóra się uspokoiła. Nawet, jeśli to efekt placebo - ewentualne skutki uboczne są wg mnie tak małe, że zaryzykowałam :)
Przykład? Z powrotem mogę używać suszarki do włosów! Przez kilka ostatnich lat każde użycie kończyło się podrażnieniem skóry, tymczasem - nieśmiało i ostrożnie, ale jednak! - podsuszałam włosy już dwa razy i nic się nie dzieje. W zimie to wielkie udogodnienie!

Przydatny gadżet - spray lawendowy
Jakiś czas temu, przy okazji zamówienia na DOZ wrzuciłam do koszyka spray spirytusowy z lawendą Lawenol. Kupiłam produkt ze względu na opakowanie, bo psikaczy nigdy dość - ale zawartość też niech się przyda. Lawenda ma działanie odkażające, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, odstrasza owady - a zapach działa uspokajająco :)
Od czasu do czasu spryskuję sprayem wnętrze czapki i poszewkę poduszki. Na pewno nie zaszkodzi a może pomóc :)


A co słychać u Waszych włosów? :)


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin