Wiedzma bloguje: maja 2014

piątek, 30 maja 2014

Podsumowanie maja '14

źródło

Maj :) Piękny był, zaskakujący - i już się kończy.
Co u mnie nowego działo się w maju?

WŁOSY

Najpierw tradycyjnie zacznę od włosów :)
Na początku maja znowu odwiedziłam panią dermatolog i wykupiłam receptę... na witaminy :)
Na mieszance witaminy E w leczniczej dawce i suplementowej porcji witaminy A i cynku moja skóra nie jest tak wrażliwa jak zwykle i - jak na nią - mogę się z nią nie cyckać. Jeśli nie jestem w staniej jej udobruchać inaczej - trudno, suplementacja witamin to nie jest jeszcze tak wielkie zło ;]

W kosmetyczce włosowej coś się zmieniło :)

W roli mocnego myjadła Barwa Naturalna, Szampon z lnem i witaminami. Jedna z niewielu Barw bez protein :)
Na łagodne oczyszczanie wystarcza mi odżywka - Kallos Color (bez silikonów i pq). Maska ta świetnie zmywa oleje i jest dobrą bazą pod mieszanki, sama tylko wygładza, ale nie nawilża ani nie natłuszcza.
Zamiast oleju pojawiła się.. nafta! W myśl zasady - żeby coś zmienić, trzeba coś zmienić - oleju nieroślinnego jeszcze nie miałam :) Trudno mówić o wrażeniach po ledwie kilku użyciach (przy wrażliwym skalpie nie poleca się przekraczać 1 aplikacji tygodniowo), ale efekt doraźny jest miło - włosy dopieszczone, skalp nie marudzi, zmywa się bardzo łatwo odżywką.
Na skalp moja nowość - emulsja Zoxiderm. Jest to produkt leczniczy o działaniu przeciwgrzybiczym. Stosowana około mycia nie obciąża włosów. Działa, choć doraźnie (jeśli przyczyna leży wewnątrz organizmu to nie ma szansy zadziałać długofalowo). Produkt dość drogi (25zł/tuba) ale bardzo wydajny i o przyjaznym składzie.
A co na zdjęciu robi mleczko do ciała? Isana Urea 5,5% dodana do maski przed myciem zmiękcza włosy a wtarta w skalp pomiędzy myciami fantastycznie nawilża :)
Przy opcji minimum - jako serum po myciu Jedwab Green Pharmacy z olejem z baobabu z Blisko Natury [recenzja].
Używam też innych produktów, w końcu moje zapasy są nieprzebrane, ale te pojawiają się najczęściej i zasłużyły sobie na miano pewniaków.

Tymczasem na głowie...


Jeszcze nie miałam okazji uwiecznić się na dobrym zdjęciu. Ale jest - kręcono, bardzo kręcono :) Oczywiście nie zdarzył się żaden cud natury, tylko Wiedźma zrobiła trwałą. Jeśli się nie mylę - dziesiątą w życiu.
W obsłudze włosy są o wiele łatwiejsze niż moje naturalne, skręt wyszedł i ciasny i mocny. Dzięki podniszczeniu włosy nie oblepiają się wszystkim i mają teraz radosne zalety niskiej, ale nieujemnej porowatości ;)

ZOOM NA OCZY

Jak wspominałam, miesiąc temu wygrałam w konkursie u Alter Ego odżywkę na porost rzęs - Oceanic Long 4 Lashes. Efekty po miesiącu w porównaniu:

przed i po (otwarte oko - rzęsy podwinięte zalotką Inglot)
rzęsy hennowane w domu

Nie używałam odżywki codziennie, a co jakieś 2 dni. Wieczorami jestem tak zmęczona, że czasem padam bez umycia zębów :)
Górne rzęsy IMO są troszkę dłuższe. Do wywijania ich nadal niezbędna jest zalotka. Dolne rzęsy za to zagęściły się nieznacznie, widzę nowe włoski tu i ówdzie, ale cieniutkie i jasne jak reszta. Dopóki nie nauczę się nakładać henny na dolne rzęsy efektu i tak nie widać.
Odżywka nie podrażnia moich wrażliwych powiek ani nie wpływa na oczy póki co. Czasem budzę się z zaczerwienionymi oczami ale nie wiem, czy to wina odżywki czy np szalejących pyłków.
Proszę o coś równie skutecznego na brwi :)

HIT MAJA

Hit miesiąca jest spożywczy :D Grzybek tybetański i algi morskie, czyli zestaw do domowej produkcji kefiru i tzw. kefiru wodnego.
Właściwości kefiru są chyba wszystkim bardzo dobrze znane? Prócz wapnia i witamin, kefir zawiera bakterie i grzyby korzystne dla człowieka. Kefir pędzę dla domowników, na razie w małych ilościach bo na tyle starcza grzybków. Jest smaczny! Mi co prawda nie wolno pić produktów mlecznych (nawet fermentowanych, które są lżej strawne i mają mniejszą zawartość laktozy dzięki fermentacji), ale przecież musiałam choć oblizać łyżeczkę ;]
Algi pozwalają upędzić napój o właściwościach zdrowotnych podobnych do kefiru, ale na wodzie i cukrze. W smaku gotowy kefir wodny przypomina bliżej nieokreśloną oranżadę z nutką kwasu chlebowego / piwa / drożdży. Jest orzeźwiający. Zależnie od stopnia fermentacji lekko musuje. Mi bardzo smakuje i nie szkodzi mi na brzuszek :) Kefiru wodnego też pędzę odrobinkę, wychodzi na razie około szklanki co 2 dni. Podobno oba grzybki rosną jak szalone i niedługo będę mogła zwiększyć produkcję.
Zarówno kefir mleczny jak i wodny robi się bardzo łatwo - nastawia, czeka i pije :)
Znalazłam przepis, który poprawia walory smakowe kefiru wodnego, ale jeszcze nie próbowałam. Dla zainteresowanych - KLIK.

Jako, że moje "grzybki" cały czas pracują - posłużę się zdjęciem z aukcji, na której je kupiłam.

źródło
UWAGA!
"Grzybki" kupiłam u prywatnego sprzedawcy, więc nie wiem, czym botanicznie (zoologicznie) są moje nabytki. Do tego, ponieważ grzybki przychodzą pocztą jedynie w folii bąbelkowej, nie wiadomo, czy są w dobrym stanie ze względu na transport i czy nie były czymś zanieczyszczone. Na pewno trzeba dobrze obejrzeć opakowanie przed użyciem grzybków.
Podczas pierwszej próby zalecam wielką ostrożność.

* * *
To byłoby na tyle :)
A co u Was?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

poniedziałek, 26 maja 2014

Czy to moda czy zdrowie?

Jedno zdanie kołacze mi się przez cały dzień po głowie. Jeden komentarz na fejsie a zmusił do myślenia...
Jestem potwornie zawiedziona, że już nie mówisz o zdrowiu, tylko o modnej diecie.
Nie czuję się obiektem nagonki i proszę nie piętnować autorki komentarza.

Nie da się przeoczyć faktu, że tematem mojego bloga dawno przestały być kosmetyki i świadome z nich korzystanie a dominują wpisy nt diety, bezglutenowej i paleo. Cóż - bywa. Moje życie ostatnio jest zdominowane tematem glutenu.
Przed zmianą sposobu odżywiania - jak to ja - zrobiłam bardzo dokładny research. Nie podzieliłam się z Wami wnioskami, bo wtedy blog był jeszcze urodowy - a potem od razu bęc, Wiedźma się bezglutenuje. I jeszcze szeroko zachwala i zachęca. I chwali paleo. O co chodzi?

DIETA I "DIETA"

Określenie "dieta" w dzisiejszych czasach jest utożsamiane z dietą odchudzającą i liczeniem kalorii. Dostajemy wykazy i tabelki, których mamy się trzymać, aby osiągnąć konkretne rezultaty. 

Diety o których ja piszę, reprezentują sposób myślenia o jedzeniu, jego jakości i sposobie przygotowania. Ostatnio zauważyłam wiele diet właśnie o takim podejściu - np dieta Pięciu Przemian, paleo, wegetariańska i jej odmiany...

Czy bezglutenowa jest dla każdego?

Dieta bezglutenowa stała się bardzo popularna, bo gwiazdki z Holyłódź odchudzają się na niej i chudną w oczach, cera im promienieje i w ogóle cuda. Media podniosły wrzawę, znawcy wyrażają przeróżne opinie jeden przez drugiego... Że wybawienie. Że ździwianie. Że nowe wcielenie Atkinsa, że Dukana, który rypie nerki. Że uboga.
A jak to wygląda moim zdaniem i według informacji, do których udało mi się dotrzeć?

Informacje

Gluten to mieszanina białek, gliadyny i gluteniny w pszenicy, sekaliny w życie, aweniny w owsie i hordeiny w jęczmieniu. Jest faktem niepodważalnym, że gluten wywołuje niepożądanie reakcje w organizmie osób z nietolerancją glutenu (uogólnione określenie). Istnieje wiele typów nietolerancji glutenu: immunologiczne i nieimmunologiczne a nawet autoimmunologiczne. Mamy cztery odmiany celiakii, w tym tylko jedna jawna (dawna nazwa "typowa"), dwa typy alergii i nietolerancję zwaną nietolerancją nieceliakalną. Nie wiadomo dokładnie, jaki procent ludności ma problemy z glutenem, bo przebadane są tylko nieliczne przypadki. Większość chorych nawet na celiakię, tę niejawną/ nietypową/ ubogoobjawową wyłapuje się przypadkiem.

Wg danych - podejrzewa się, że na celiakię choruje 1% społeczeństwa, ale większość o tym nie wie. To dużo. Pomyśl - masz na roku na studiach osobę z celiakią. W Twoim bloku mieszka ktoś z celiakią. Masz kilka takich osób wśród znajomych na fejsie. 
Gen predyspozycji do celiakii ma prawie 1/3 społeczeństwa, choć u większości choroba się nie ujawnia - a na celiakię można zachorować i bez tego genu (10% chorych nie ma). Inne formy nietolerancji glutenu są o wiele bardziej powszechne, mogą dotyczyć nawet 10% społeczeństwa.

Oprócz ostrej celiakii jawnej lub alergii anafilaktycznej - jednoznaczne dolegliwości można wyłowić tylko w próbie eliminacji i prowokacji. Więc jeśli się nie badałeś/badałaś ani nie robiłaś eliminacji przynajmniej na kilka dni - nie możesz zakładać, że nie masz problemów z glutenem.


Odżywianie bezglutenowe wyłącza pszenicę, żyto, jęczmień, owies i czysty gluten oraz ich pochodne z menu. W polskich warunkach oznacza to rezygnację z chleba, "normalnego" makaronu i wielu produktów gotowych (mąka pszenna i jej pochodne są dobrym nośnikiem aromatów i zagęstnikiem, więc są szczodrze dodawane gdzie się da - do chipsów, wędlin, sosów, mrożonek z przyprawami, lodów, herbat; mąką obsypuje się bakalie aby się nie sklejały). 

Rozwinięcie myśli - cyferki :)

Zawartość prolamin glutenowych w zbożach:
pszenica - 9%
żyto - 6,5%
jęczmień - 6,5%
owies - 2,2%
Prolaminy o podobnej budowie można spotkać też w innych zbożach w śladowych ilościach, np w gryce, quinoa; prolaminy kukurydziane i owsiane u niektórych wywołują nieprawidłowe reakcje tak jak glutenowe. Spory naukowców trwają.

Dla porównania zawartość glutenu w mące naturalnie bezglutenowej zanieczyszczonej wtórnie wykazana w badaniach to ok 400ppm czyli 0,04% przy dopuszczalnej dla bezglutenowców zawartości  0,002%.



"Zdrowy na gluten" człowiek nie musi przechodzić na restrykcyjną i sterylną bezglutenową, żeby zobaczyć prozdrowotne, odchudzające czy inne efekty. Mąka pszenna ma bardzo wysoką zawartość glutenu, więc produkty zanieczyszczone glutenem podczas obróbki mają go i tak śladowe ilości.

Pszenica szkodzi wszystkim?

Wyznawcy bezglutenia orędują, że gluten a nawet cała pszenica szkodzi wszystkim. Ponownie nie wiem, bo nie jestem specjalistą. 
Ale że chleb może szkodzić, to wiem. Sklepowy chleb nie ma już wiele wspólnego z chlebem... Idźcie do kuchni i przeczytajcie skład na swoim bochenku. Woda, mąka, sól ew. drożdże, ziarenka - gratulacje. Chemia, chemia i chemia - smacznego...?

Pszenica jest niezbędna?

Kolejna informacja. Gluten nie ma dla człowieka szczególnych wartości odżywczych. Bardzo długo szukałam (w trzech językach!) ale nie znalazłam informacji o wartościach odżywczych glutenu. Nawet, jeśli nie wywołuje dolegliwości, jest wykorzystywany tylko w małym stopniu, bo człowiek nie czerpie z tego białka wielu korzyści, tak jak czerpie z białek np z mięsa.
Pszenica nie zawiera unikalnych składników odżywczych. Nic, czego nie znalazłoby się w samej kaszy jaglanej, orzechach, warzywach.

Dopisek
Gluten jako białko jest zbudowany z aminokwasów. U osoby zdrowej białko jest rozbijane podczas trawienia na mniejsze fragmenty i w tej postaci jest wchłaniane i wykorzystywane, a nawet jeśli białko nie zostanie rozbite na odpowiednio małe cegiełki - organizm nie zareaguje negatywnie.

Aminokwasy te nie są unikatowe - można je znaleźć w wielu zbożach bezglutenowych, mięsie, warzywach.
Nieprawidłowe reakcje na gluten występują ze względu na KOLEJNOŚĆ aminokwasów, nie ich skład jako taki, więc ich rozbicie jest kluczowe. Z tych samych klocków Lego można zbudować zarówno domek jak i smoka, podobnie jest i tu :)
Nie doszukałam się informacji, czy gluten jako całe białko pełni w organizmie człowieka jakieś pozytywne funkcje. Przez kilka milionów lat ludzkość sobie bez niego radziła, całe cywilizacje rozwinęły się bez pszenicy (Ameryka Południowa, Azja) więc zasugeruję się, że nie.

Dieta negatywna w skutkach?

Lekarze nie potrafią podać negatywów diety bezglutenowej dla zdrowego człowieka. Tu z konkretnych opinii - prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska czyli profesor Zdrówko z programu "Wiem co jem":
Drugie miejsce przyznałabym diecie bezglutenowej, która początkowo stosowana była jako dieta lecznicza, przeznaczona dla osób, które pozbawione są enzymu rozkładającego gluten. Teraz stosowana jest jako dieta odchudzająca. Czy to jest mądre? Nie umiem powiedzieć, jednak na pewno wyjdzie na zdrowie osobom, które ją zastosują. [cały artykuł - portal Rossnet]
Bardzo pełna i profesjonalna opinia ;] Intryguje mnie też ten enzym, czy ktoś mógłby mi wyjaśnić o co chodzi? Wspomniany enzym odpowiada za rozłożenie glutenu do postaci łatwoprzyswajalnej i niegroźnej. Naukowcy badają możliwość suplementacji tego enzymu o osób źle reagujących na gluten. Czekamy niecierpliwie!

Czyli dieta w sumie jest w porządku tylko droga i upierdliwa?

Dieta bezglutenowa jest droga?


Gdyby zamienić produkty glutenowe na bezglutenowe to jest droga jak szatan :) Ale od czego mamy głowę?
Diet bezglutenowa również może być niedroga. Zdrowe odżywianie nie musi być drogie. Odsyłam do wpisu Ani jako inspiracji: Zdrowe odżywianie jest tanie

Dieta uboga odżywczo?

Każda dieta może być bogata i uboga odżywczo. Podobnie jak można dobrze i źle ułożyć menu wegetariańskie, hinduskie, japońskie i "normalne".
Obecnie na bezglutenowej jem bardziej różnorodnie niż kiedykolwiek. Testuję różne makarony, różne kasze, różne warzywa w różnych wersjach. Jedzenie szybko się nudzi, więc co chwilę szukam czegoś nowego.
Tymczasem przez wiele lat odżywiałam się zgodnie z popularnymi wytycznymi, a w praktyce jadłam cały czas to samo, czyli zapewniałam dzienny przydział produktów mlecznych i zdrowych pełnoziarnistych, do tego kupę cukru "bo przecież nie mam cukrzycy" i "cukier krzepi" i do tego troszkę warzyw i mięsa - niewiele, bo wymęczony układ pokarmowy źle znosi surowiznę i większe ilości białka ;]


Dieta-cud?

Fani i fanatycy bezglutenia a nawet paleo obiecują poprawę wszystkich aspektów zdrowia. Nie jestem specjalistą i nie umiem się odnieść do tych informacji.
U siebie zauważyłam ogromną poprawę samopoczucia, ale jestem złym przypadkiem, bo mam jakąś formę nietolerancji glutenu i oczywiste jest, że kiedy przestałam podawać sobie truciznę to poczułam się lepiej :)

Jak mądrze się odglutenować bez pomocy specjalisty?

Załóżmy, że chcesz odstawić gluten. Niech będzie na ten testowy tydzień. Bo coś Ci szepcze do ucha, że może masz problem albo chcesz zdrowo schudnąć.
A więc moje drogie i drodzy po primo - jeśli podejrzewasz, że masz problem, najpierw proponuję rozejrzeć się za lekarzem i badaniami, bo może się okazać jak u mnie, że po testowym tygodniu już nie wrócisz a bez powrotu nie da się zrobić jednoznacznych badań. Powrót po przerwie jest straszny.
Secundo - zrób to stopniowo. Plastikowy chleb zamień na żytni na zakwasie i jedz go mało i ogranicz mocno przetworzone jedzenie. Zaopatrz się w pogryzajki - owoce, orzechy, wafle ryżowe (np te z Biedronki są całkiem smaczne i niedrogie).
Po trzecie - zrób badania ogólne. Dobry lekarz rodzinny zleci listę badań jeśli powiesz, że gorzej się czujesz i coś Cię niepokoi. Jeśli już jesteś na diecie - rób je regularnie. Śledź hemoglobinę, OB i TSH - one szybko pokażą nieprawidłowiści.
Po czwarte ;] Jeśli wychodzi na to, że masz problem z glutenem, skontaktuj się ze specjalistą!
Po piąte - wykorzystaj okazję i zmień więcej nawyków naraz: zamiast przestawić się na dokładne zamienniki chleba i makaronu jedz więcej warzyw. Pół świata je zupę na śniadanie zamiast pieczywa i bardzo to sobie chwali. 

Czemu Wiedźma trąbi o glutenie?

Bo gdyby nie nagonka medialna na gluten nie zrobiłabym sobie tego tygodnia bez. Co mi jest po glutenie i co mi przeszło na bezgluteniu głoszę regularnie w podsumowaniach. Problem jest na tyle poważny, że lekarz przepisał mi bardzo długą listę badań, w tym i na celiakię (osoby z Hashimoto mają predyspozycje do celiakii). Mój lekarz jest bardzo nowoczesny i otwarty. Poprzedni opierając się na dokładnie tych samych wynikach badań orzekł "Chyba nie ma pani celiakii, proszę nie zdziwiać".

Wcześnie wykryta celiakia albo inna nadwrażliwość na gluten nie zdąży poczynić dużych szkód, czasem nawet są odwracalne. Lekarze nie mają wystarczającej świadomości problemu, więc musimy ją mieć my - pacjenci.


Ergo - jeśli dzięki moim wpisom choć jedna osoba rozpozna u siebie chorobę i szybko podejmie się zdrowienia (bo leczenia jako takiego tu nie ma :) ) - moja misja będzie spełniona i będę się bardzo cieszyć.
A jeśli tylko jedna osoba zacznie sprawdzać metki tego co je i zmniejszy ilość chemii -  też się będę cieszyć :)

* Przed badaniami przez tydzień miałam jeść gluten, tzn po 2 kromki chleba dziennie (mój lekarz ponoć umie interpretować wyniki po kilkudniowej prowokacji, ta tradycyjna trwa pół roku). Czułam się bardzo źle. Tzn po życie bardzo źle, po pszenicy strasznie. Po 2 tygodniach detoksu powoli dochodzę do siebie, żołądkowo, jelitowo i psychicznie. Na wyniki czekam, bo próbki pojechały aż do Warszawy.

Ciekawostka

Medycyna uniwersytecka nie podaje żadnych metod leczenia czy też poprawy samopoczucia przy chorobach związanych z glutenem. Fakt - wrażliwość na gluten jest nieuleczalna, ale można zmniejszyć natężenie dolegliwości, np odpowiednimi ziołami.
Trafiłam na informacje o fitoterapii w chorobach autoimmunologicznych. Jedno z ziół rekomendowanych przez szanowanego specjalistę (TEN dr Różański) bardzo pomogło mi w powrocie do żywych po badaniach - KLIK. Ta fitoterapia jest gałęzią medycyny, wykładaną na uniwersytetach i badaną, nie że szamaństwo :)

Nie jestem specjalistą i moje wpisy nie powinny być traktowane jako prawda absolutna ani porady żywieniowe.

Pisałam "na żywioł", więc język jest potoczny i pewnie tekst zawiera błędy.

Źródła:
http://www.celiakia.pl/
http://pl.wikipedia.org/wiki/Celiakia
http://www.zdrowyprzedszkolak.org/publikacje/wszystko-o-glutenie/
http://www.rossnet.pl/skarb/artykul,dieta-modna,669
http://www.tlustezycie.pl/
Wiliam Davis "Dieta bez pszenicy"
Wiliam Davis "Kuchnia bez pszenicy"
jeszcze trochę wikipedii ;]
http://ajcn.nutrition.org/content/early/2012/06/28/ajcn.111.030684.abstract 
http://www.celiakia.pl/viii-tura-badan-wyniki-nie-jest-dobrze/
artykuły wymienione tu: http://cassiopaea.org/forum/index.php?topic=19362.0
i dopiszę gdy sobie przypomnę, bo czytam dużo


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

sobota, 24 maja 2014

Kubeczek Mooncup czyli ekologiczna alternatywa na "te dni"


Witajcie w ten piękny majowy (nie tylko kalendarzowo) dzionek :)
Nadszedł czas na chyba najbardziej wyczekiwaną recenzję na tym blogu! Testy kubeczka Mooncup trwają od listopada i nareszcie mogę się z Wami podzielić opinią na jego temat.

(Jeśli komuś przeszkadza poruszanie zagadnień związanych z menstruacją i fizjologią - proszę nie czytać tego wpisu. Będą inne, kosmetyczne i lekkostrawne, już wkrótce).

Kubeczek - co to jest i o co chodzi?

Kubeczek Mooncup to wykonany z silikonu medycznego wielorazowego użytku produkt przechwytujący krew miesiączkową. Silikon medyczny jest materiałem całkowicie bezpiecznym do kontaktu z ciałem (nawet stosowany jako materiał do implantów, gdzie mamy do czynienia z żywą, bezbronną tkanką), co poświadcza amerykańskie stowarzyszenie Food and Drug Administration [źródło].

W przeciwieństwie do powszechnie dostępnych środków higienicznych - tamponów, podpasek nowszej generacji - kubeczek nie zwiększa ryzyka alergii czy infekcji dróg rodnych.
Co w tej kwestii oferuje kubeczek?
  • materiał sam z siebie jest higieniczny i nie stanowi środowiska sprzyjającego rozwojowi grzybów i baterii (wystarczy dbać o czystość kubeczka i higienę aplikacji)
  • kubeczek nie jest nasączony wybielaczami ani środkami zapachowymi, więc nie podnosi ryzyka uczulenia
Kolejnym aspektem reklamowanym wraz z kubeczkiem jest ekologia i oszczędność - jako, że kubeczek jest wielorazowego użytku, możemy zrezygnować z jednorazowych środków higienicznych i nie produkujemy odpadów, których w ciągu roku zbiera się niezła ilość.
Kubeczek jest trwały, podobno może służyć nawet ponad 5 lat.

Więcej informacji na temat kubeczka znajdziecie na stronie sklepu Ekokobieta [KLIK].


Moje wrażenia

Zakup kubeczka Mooncup chodził za mną od kiedy tylko się o nim dowiedziałam, ale nie mogłam sobie pozwolić na taki wydatek, więc kiedy pani Melania zaproponowała mi testy - ucieszyłam się bardzo :)

Po pierwszym szoku wywołanym rozmiarem kubeczka (w porównaniu do tamponów) przystąpiłam do testów. Mój kubeczek ma rozmiar B (43 mm średnicy, 50 mm długości + nóżka) i jest przeznaczony dla kobiet przed 30 rokiem życia i które nie rodziły naturalnie. Jest również kubeczek w rozmiarze A, trochę większy, odpowiedni dla kobiet op 30-tce i mam.
Rozmiar okazał się odpowiedni - z jednej strony kubeczek jest niewyczuwalny, z drugiej strony zazwyczaj wystarczająco szczelnie przylega do ścianek pochwy. Nóżkę przycinałam stopniowo podczas pierwszych miesięcy, obecnie ma ona kilka milimetrów i praktycznie nie jest mi już potrzebna, gdyż nabrałam wprawy i chwytam kubeczek za kubeczek :)

kubeczek w porównaniu z moim standardowym zestawem
(OB super na b. silne krwawienie, Siempre normal i super (z Lidla) na "normalne" dni)

Wskazówki co do zakładania i wyjmowania kubeczka są dokładnie i dobrze opisane w obszernej ulotce, w języku polskim. Dodatkowo panie ze sklepu Ekokobieta służą radą i odpowiadają na najdziwniejsze pytania :)
Aplikacja kubeczka wymaga ćwiczeń ale jest wygodna i szybka, prawie jak tamponu. Na początek poleca się zakładanie kubeczka w dni lżejszego krwawienia, a od siebie dodam, że najłatwiej uczyć się obsługi kubeczka pod prysznicem lub w wannie (można brudzić do woli :) ). Moim zdaniem na początek łatwiej aplikować kubeczek zwinięty na różyczkę. Zwijanie w "U" gwarantuje lepsze rozwijanie się kubeczka, jeśli są z tym problemy.
W moim przypadku poprawianie zaaplikowanego już kubeczka się nie sprawdza, lepiej go wyjąć i założyć ponownie.

sposoby zwijania - na różyczkę i "U"
Jak się żyje z kubeczkiem? Muszę przyznać, że taka forma zabezpieczenia jest jeszcze wygodniejsza, niż tampony, które do tej pory były moim ulubionym środkiem higienicznym; podpasek nienawidzę z całego serca ;]

Plusy

Po pierwsze - nie ma sznureczka, który lubi się pałętać albo schować.
Po drugie - kubeczek daje bezpieczną ochronę na dłużej, nawet do 8h, czyli do pracy albo na noc (a zdarzyło mi się i 9h i krew w kubeczku nadal była czerwona i bez zapachu, czyli faktycznie bez dostępu powietrza i bakterie nie zdążyły rozkręcić imprezy). Można z nim spokojnie i czysto załatwiać potrzeby fizjologiczne bez wyciągania.
Po trzecie i nie mniej ważne - kubeczek nie ma ograniczonej pojemności, więc ile mamy krwawienia, tyle pomieści (wyjątkiem jest gigantyczne krwawienie, jakiego na szczęście już nie miewam od kilku lat). Unikam nieprzyjemnej sytuacji, kiedy założony przeze mnie tampon okazał się za mało chłonny i wypływa i przecieka - albo odwrotnie, krwawienie chwilowo jest małe i muszę wydzierać na siłę prawie suchy tampon, co nie jest ani przyjemne ani zdrowe. Tu - po prostu po kilku godzinach opróżniam i myję kubeczek :)
Dobrze założony kubeczek jest praktycznie niewyczuwalny. Czasem na początku czuć dziwne napięcie w dole brzucha, ale jest lekkie i nic nieprzyjemnego, uczucie przestaje się zauważać po chwili.
Zachowanie higieny jest bardzo proste. W trakcie okresu kubeczek wystarczy przemyć, np delikatnym żelem do higieny intymnej, a przed miesiączką wyparzyć lub wygotować.
Zazwyczaj kubeczek zapewnia bardzo dobrą ochronę, nawet podczas intensywnego ruchu, jak jazda na rowerze, taniec, fitness, rozciąganie i wymachy nogami :)

Minusy

Czy korzystanie z kubeczka ma minusy? Cóż - ma.
Najpierw - korzystania z kubeczka trzeba się nauczyć. Niestety przerobiłam otarcia od nieprzyciętej nóżki oraz plamy od źle założonego kubeczka.
Do tego początkowo podświadomie się napinając utrudnia się wyjmowanie, co jest nieprzyjemne a nawet może być bolesne. Na szczęście to mija.
Dodatkowo - jeśli podczas miesiączki mam większe kłopoty z układem pokarmowym, kubeczek nie zawsze się spisuje. Jeśli mam kolkę jelitową i biegunkę (do których mam duże predyspozycje w te dni) - z jakiegoś powodu ścianki pochwy nie chcą się obkurczyć wokół kubeczka i ten przecieka, nawet pomimo umiarkowanego krwawienia. Również gdy przez kilka cykli stosowałam leki rozkurczowe - wystąpił ten sam problem. Z drugiej strony - jeśli zdarzy się zaparcie, silne parcie może sprawić, że kubeczek się wysunie.
Kolejna kwestia - w mojej obecnej pracy nie mam warunków do komfortowego umycia kubeczka, tzn umywalki tuż przy muszli. Podobno kubeczek można przepłukać wodą z butelki lub tylko przetrzeć papierem toaletowym, ale primo - obawiam się, czy jest to wystarczająco higieniczne, secudno - obawiam się, że się pobrudzę, mam do tego niestety duży talent.
Wiem, że dla niektórych kobiet kontakt z krwią może być przykry. Ja nie mam tego problemu. Krew w kubeczku jest świeża, czerwona i bez zapachu.
Może nie nadawać się dla dziewic, jeśli mają bardziej rozbudowaną lub mało elastyczną błonę dziewiczą. Acz wg producenta jeśli możesz używać tamponów, możesz i kubeczka, generalnie powinien się nadawać i nie uszkodzić błony.
Ostatnim minusem jest wysoka cena. Wydatek duży ale ponoć zwraca się już w ciągu roku [jeśli liczyć tampony OB lub Tampax i do tego porządne krwawienia, bo "markowe" typu Lidl są wiele tańsze i oczywiście zakup kubeczka będzie się zwracać wiele dłużej :P].

Z powyższych powodów w dni jelitówki lub w dni największego krwawienia, gdy jestem poza domem dłużej niż kilka godzin, korzystam z innych środków higienicznych. Poza tym przez resztę miesiączki kubeczek Mooncup jest najlepszym i najwygodniejszym zabezpieczeniem.

Gdyby nie testy - być może zniechęcona przeciekaniem przy początku okresu wróciłabym do tamponów, jako opcji znanej, na szczęście znalazłam i najlepszy sposób na wykorzystanie kubeczka, a do tego kolejne przyczyny dolegliwości menstruacyjnych, które powodowały w/w problemy (wygląda na to, że część mojego bólu miesiączkowego, na który przez lata umierałam, to jelitówka spowodowana nasiloną reakcją na produkty spożywcze, które w ciągu miesiąca jadam z umiarem ale bez większych konsekwencji, a na które mój brzuch jest bardzo wrażliwy w te dni; tuż przed okresem często dogadzałam sobie "bo przecież i tak zaraz dostanę okres i będę czuła się paskudnie, więc kolejna kawa z mlekiem sojowym mi przysługuje"... A tu niespodzianka, kolejny miesiąc z rzędu unikałam dietetycznych grzeszków zwłaszcza przed okresem - i od razu okres lżejszy i nawet kubeczek lepiej działa).


Kubeczek kosztuje około 100zł. Warto wypatrywać wyprzedaży i promocji.
Otrzymujemy go w estetycznym i wytrzymałym pudełku, wraz z bawełnianym woreczkiem do przechowywania oraz obszerną ulotką w kilku językach. Trwałość produktu szacowana jest na 5 lat. Póki co mój po półrocznym użytkowaniu wygląda prawie jak nowy, jedynie delikatnie się odbarwił, co wróży mu niezłą trwałość.
Kubeczek można kupić za pośrednictwem sklepu internetowego Ekokobieta [KLIK].
Dodatkowym plusem jest możliwość kontaktu z paniami ze sklepu, które odpowiadały na każde moje pytanie obszernie, rzeczowo i zgrabnie jak na, jakby nie patrzeć, niewdzięczny i krępujący temat.

Szczerze polecam :)

Kubeczek mestruacyjny Mooncup otrzymałam do testów od sklepu Ekokobieta.
Fakt otrzymania kubeczka nie ma wpływu na moją opinię!

Znacie kubeczki menstruacyjne? 
Jakie są Wasze sprawdzone formy zapewniania higieny w te dni?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

poniedziałek, 19 maja 2014

Makarony bezglutenowe - przegląd


Od kiedy zmieniłam sposób odżywiania się makarony jadam rzadko. Po pierwsze - ostrzega się, że ich indeks glikemiczny jest jeszcze wyższy niż makaronów pszennych. Co prawda cukrzyca mi nie grozi w najbliższej przyszłości ale po węglach szybko robię się głodna, nie lubię tego. Po drugie - zmieniły mi się smaki, i o ile kiedyś zajadałam się makaronem - tak teraz wolę warzywka.
Ale czasem mam ochotę na makaron i cieszę się, że są takie, które mogę jeść :)

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić moimi wrażeniami na temat naturalnie bezglutenowych makaronów. Nie wszystkie z nich nadają się dla osób na restrykcyjnej diecie bezglutenowej, gdyż jak wiemy wiele produktów może być zanieczyszczona glutenem podczas produkcji. Zainteresowani szukają symbolu przekreślonego kłosa, niezainteresowani nie muszą - zawartość glutenu i tak będzie niska.

Zwracajcie uwagę na skład, gdyż niektóre makarony mają tylko dodatek innej mąki, np gryczano-pszenne niektórych firm eko; ale są i w 100% gryczane makarony.

MAKARONY AZJATYCKIE

źródło

Przykładowe makarony:
Vitasia, Glass noodles, Makaron sojowy (nazwa nadana w PL) z Lidla (skład: skrobia z kiełków fasoli Mung, skrobia z grochu, skrobia kukurydziana, woda) - ok. 3zł / 100g
Tao Tao, Makaron ryżowy nitki - 5-6zł / 200g


Powyższe makarony przygotowuje się tak samo i mają podobny smak i teksturę, więc opiszę je razem.
Wybieram makarony nitki. Na surowo są cieniutkie i biało-przezroczyste a po przygotowaniu przezroczyste. Nie gotuje się ich, tylko zalewa wrzątkiem na kilka minut i cedzi. Nie twardnieją przez noc. Dobrze się mrożą. Paczka 100g zazwyczaj wystarcza mi na 2 porcje zupy, 200g niezgodnie z matematyką na 3 :P
Moim zdaniem mają neutralny smak. Z nimi aromatyczny rosół smakuje jak dawniej :)

Pasują do: rosołu :D oraz dań typu azjatyckiego (np mieszanka chińska na patelnię z Biedronki + przyprawy "Pięć smaków")

Makaron ryżowy kupuję regularnie, jest łatwo dostępny w hipermarketach oraz delikatesach na stoiskach z żywnością orientalną. "Sojowy" pojawia się sporadycznie w Lidlu przy okazji tygodnia azjatyckiego. Smakował mi ale raczej nie kupię ponownie ze względu na złą sławę soi więc kupię ponownie, bo nie zawiera osławionej soi :)

Mam jeszcze makaron grochowy: Tao Tao, Makaron chiński (skład: groch 70%, fasola mung 30%) - ok. 4zł / 100g. Czeka na testy.

MAKARONY KUKURYDZIANE



Sam Mills, Makaron Bezglutenowy Spaghetti [Zielarnia] (skład: mąka z kukurydzy 100%) - 6-7zł / 500g


Zacznę od wniosków - makaron po ugotowaniu smakowo i wizualnie bardzo dobrze udaje pszenny i to taki niezłej jakości, włoski. Trzeba go gotować trochę dłużej, niż sugeruje instrukcja. Nie mięknie przechowywany w lodówce w sosie, zrobiony al dente pozostaje taki. Mniej rośnie podczas gotowania niż pszenny.
Makaron gotowała mama i nie zgłosiła uwag do samego procesu gotowania - jest normalnie. Spaghetti z sosem pomidorowym zjedliśmy wszyscy, opakowanie makaronu wystarczyłoby na 4 dorosłe osoby, ale ja dostałam dwie porcje z przyczyn technicznych. Tato nie zauważył "podstępu". Brat zorientował się tylko dlatego, że zobaczył mnie jedzącą ten makaron.

Pasuje do: wszystkiego, co dodałabym do spaghetti :D

Już kupiłam i zjadłam następne opakowanie i zamieszam na nich pichcić w sezonie pomidorowym. Uwielbiam spaghetti i po co mam bez nich żyć, jeśli nie muszę? :)

MAKARONY KUKURYDZIANE DLA DZIECI OKIEM PRAWDZIWYCH ZNAWCÓW :)



Sam Mills, Pasta for Kids, Ducks [Zielarnia] - 6-7zł / 300g
Sam Mills, Pasta for Kids, Alphabet [Zielarnia] - 6-7zł / 300g

Te makarony były testowane przez moich siostrzeńców i mnie :) Starszy znawca ma prawie 5 lat, młodszy niecałe 2 lata, ja - trochę więcej ;)

Wizualnie makaron bardzo się dzieciom podobał. I kaczuchy i literki są urocze :)
Nauczona doświadczeniem makarony gotowałam nieco dłużej, niż zaleca ulotka i niestety mimo to były twardawe, co Starszy Specjalista zauważył. Nie zauważył nic więcej dziwnego odnośnie makaronów. Nie zachwyciły go, ale zjadł. Młodszy Spec tymczasem pałaszował uroczo - w zupce, rączką z zupki i luzem prosto z sitka i nie zgłaszał żadnych uwag :)
Moim zdaniem również makarony wyszły twardawe ale zjadliwe. Bałam się je gotować dłużej żeby się kaczuchy nie rozpadły. W smaku dobry, trochę czuć kukurydzę ale mi to nie przeszkadza.
Infantylne kaczuchy i literki w zupie działają na mnie kojąco po ciężkim dniu :D
Nie jestem pewna, czy zaopatrzę się w nie ponownie, może podczas wizyty małych gości, bo dla mnie to nie to.

Pasuje do: rosołu i zupy pomidorowej



Ciekawostka! Makarony Sam Mills spełniają wymogi diety bezglutenowej oraz nadają się dla cukrzyków ze względu na bardzo niski indeks glikemiczny - 33 +/- 8.
Nie wiem, jak to możliwe, skoro mąka kukurydziana ma kosmiczny indeks glikemiczny ale może się da? Nie czułam huśtawki energetycznej po daniach z tymi makaronami ale nie wiem, czy moje odczucia są tu wystarczającym wyznacznikiem.

Widuję je w sklepach ze zdrową żywnością. Wiosną pojawiły się w Biedronce w ramach jednej z promocji, niestety zniknęły momentalnie.

MAKARONY TYPOWO BEZGLUTENOWE



Bezgluten, Corolata, Kolorowe świderki (skład: mąka kukurydziana, mąka ryżowa, mąka gryczana, pomidory w proszku, szpinak w proszku, burak czerwony w proszku) - ok. 10zł / 500g

W stanie suchym makaron wygląda normalnie. Po ugotowaniu - w przeciwieństwie do kukurydzianych trzeba pilnować czasu bo da się go rozgotować. W smaku makaron jest neutralny, smaczny, bez fajerwerków.
Niestety kolor ucieka - btw czy wiecie, że mąka pszenna (a może sam gluten?) jest dobrym nośnikiem barwników i aromatów, stąd jej obecność w wielu produktach?

Pasuje do: dań z makaronem :) testowany w pomidorówce i łazankach
Nie jestem pewna, czy kupię ponownie, bo makarony Sam Mills są tańsze i dobre. Spełniają wymogi diety bezglutenowej, więc w razie potrzeby wiem, że mogę po nie sięgnąć, są w każdym sklepie ze zdrową żywnością i nawet w hipermarketach.

Widziałam w sklepach makarony 100% gryczane i 100% jaglane i niecierpliwie czekam na promocje :)

Makarony Sam Mills testowałam dzięki Zielarni Lawenda. Kolejne paczki kupiłam sama, podobnie jak pozostałe makarony.

* * *

Jakie są Wasze doświadczenia z makaronami bezpszennymi i bezglutenowymi?
Jakie makarony polecacie?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

sobota, 17 maja 2014

Żeby coś się zmieniło... trzeba coś zmienić :) I film

Niedawno obejrzałam film*. Prawdopodobnie nie zmienił niczyjego życia ale stanowi dobry przykład czegoś, o czym chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć :)

Źródło

Główny bohater Carl (Jim Carrey) to zgorzkniały i zgryźliwy facet około (?) trzydziestki. Ciągle rozdrapuje przykre wspomnienia i odrzuca bliskich. Zdesperowany i przymuszony "truciem" kolegi postanawia wziąć udział w programie, który polega na tym, żeby wszystkiemu mówić "tak".

Jeśli chodzi o wrażenia, film jest przyjemny, lekki, nie odbiega od poziomu amerykańskich komedii romantycznych. Ot, film na kanapowe lenistwo w piątkowy wieczór. Jeśli takie lubicie - warto obejrzeć.

O jakie przesłanie mi chodzi zatem? O to, że... żeby coś się zmieniło - trzeba coś zmienić. Nie czekać, aż się zmieni. Nie mamy bezpośredniego wpływu na wszystko, co się wokół nas dzieje, ale mamy wpływ na to, co z tym robimy i jak to odbieramy. Mamy wpływ na to, czy podejmujemy działanie, które stwarza nowe sytuacje. Owszem, jest wielka szansa, że nie od razu uda się zmienić to, co nam uwiera, ale im więcej robimy - tym większe prawdopodobieństwo, że w końcu się uda!
Czyli:
1) Częśćiej mów "tak" :)
2) Kreuj sytuacje, w których masz coś do powiedzenia (i niech to często będzie "tak"!)

I tak naprawdę reguła ta działa na każdym polu.

Ciągle brakuje Ci pieniędzy na małe przyjemności? Wychodź z inicjatywą, rozmawiaj ze znajomymi, proponuj, najwyżej spotkasz się z odmową a jeśli się uda - szybciej uzbierasz na wymarzoną torebkę a nowe doświadczenie zaowocuje. Jako inspiracja - wpis na Aniamaluje Jak dorabiałam będąc w liceum.

Nie masz chłopaka, bo nie poznajesz nowych ludzi? Siedzenie w domu i zasmucanie się na pewno tego nie zmieni. Owszem, może kiedyś spotkasz księcia, ale prawdopodobieństwo spotkania kogoś miłego znacznie wzrośnie, jeśli... zaczniesz rozmawiać z nowymi ludźmi ** :) Jako inspiracja - darmowy fragment popularnego poradnika "Facet idealny". Już w "próbce" jest kilka zacnych porad. ***

Kolejny ból uszczuplającego się grona znajomych? Nie masz z kim pójść na clubbing ani do kina, bo Twoje znajome już uwiły gniazdka i wieczory spędzają z rodzinką? Może warto odświeżyć stare znajomości, a nuż koleżanka ze szkolnej ławki ma ten sam problem. Albo młoda mama potrzebuje "wychodnego" i chętnie się z Tobą wybawi.

A zdrowie? Coś jest nie tak z Twoim samopoczuciem? Z ręką na sercu nie znasz przyczyny? Zmień nawyki, zacznij chodzić spać wcześniej, pij mniej kawy, zmień dietę - zamień chemię na jedzenie, a może mały eksperyment z odżywianiem Paleo albo Pięciu Przemian? Dalej źle? Szukaj i pytaj. Znajdź lekarza, który zleci Ci wszystkie odpowiednie badania, łatwo nie będzie ale w końcu na takiego trafisz.****

Ba, nawet taki przykład :) Pielęgnacja włosów nie daje wymarzonych efektów? No, to przynajmniej częściowo z głowy, bo jeśli czytasz blogi urodowe, to przynajmniej przestałaś wierzyć etykietkom. A jak nie działa - to trzeba coś zmienić, kopalni pomysłów jest... milion. Nie zaszkodzi też odwiedzić dermatologa i wysłuchać diagnozy (wykupywania recepty już nie jestem fanką ale są sytuacje, kiedy i to jest konieczne).

~

*Film był wyświetlany w Polsce pod tytułem "Jestem na tak!" (Filmweb). Znajdziecie go w wypożyczalniach i internetach.

**Jednym ze sposobów nawiązywania znajomości jest spotkanie z grupą fanowską. Tematów do rozmów na pewno nie zabraknie :)

***Pewnie trafiłyście na info na kilku blogach, że sklep ebookowy Legimi ma wielką promocję i można u nich na próbę czytać za free. Niestety jestem zacofana technologicznie, ale spróbowałabym, gdybym nie była.

****Znalazłam genialnego gastroenterologa. Zainteresowanych z podkarpacia zapraszam na maila po namiar. Chyba, że chcecie poczekać aż zakończy się diagnozowanie, ale mi już gruby plik skierowań na badania wystarczy, żeby gościa polecać ręcami i nogami.

~

Wiem, że temat jest banalny i oklepany. Ale też wiem - i Wy pewnie wiecie - ile razy czasem człowiek dochodzi do tych samych mądrych wniosków. A potem zapomina i musi przejść całą ścieżkę od początku. Więc jako przypominajka - dzisiaj u mnie. Hasło przewodnie na maj :)

Żeby coś się zmieniło... trzeba coś zmienić :)

Jak ta zasada sprawdza się u Was?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin