Wiedzma bloguje: sierpnia 2014

niedziela, 31 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów #10


...czyli Wiedźma miesza :)

Dzisiaj miałam bardzo aktywny dzień, znowu brakło czasu na uwiecznienie włosów w najlepszym momencie - ale i tak na zdjęciu widać to, co chciałam Wam dzisiaj pokazać :)
W minionym tygodniu testowałam... balsam do ciała Isana Med z mocznikiem 10% jako dodatek do odżywki do włosów. Pomysł podsunęła mi Kasia już kilka tygodni (miesięcy?) temu - ale jak to, taki gęsty balsam na włosy? Zdecydowałam się na eksperyment, ponieważ powyższy balsam nie spełnia wszystkich moich oczekiwań i leży na półce, więc warto znaleźć dla niego nowe cele.
O dziwo - balsam zmieszany z odżywką zachowuje się idealnie, nie obciąża moich włosów a do tego całkiem dobrze działa jako zmiękczacz suchych końcówek, aktywator zaginionego skrętu i kuracja na wiecznie marudny skalp :)
W obecnej pielęgnacji nie muszę już sięgać po produkty lecznicze na łagodną w przebiegu ale upartą infekcję.

Całość spa:
  • olej Monoi - na noc odrobina na skalp i długość
  • Barwa, Szampon Lniany jako "rypacz"
  • odżwyka-kompres: Kallos Color + Isana Med Urea+ na kilka minut pod czepek Pilomax
  • Ziaja, Masło kakaowe odżywka b/s - odrobinę na końce
Efekt: miękko i bardzo zakręcono :) I jest blask!
Zdjęcie włosów po całym dniu na świeżym powietrzu, w tym w aucie bez klimy :) Światło naturalne!


A jak się mają Wasze włosy po weekendzie? :)

Jak często sięgacie po niewłosowe kosmetyki we włosowej pielęgnacji?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów #9


Ależ ten czas pędzi :)

Proszę państwa, niniejszym donoszę, że po wielu miesiącach poszukiwań chyba mam nowe włosowo-skalpowe pewniaki! :) A przynajmniej dzisiejszy zestaw, w tej kolejności i tych proporcjach (i tych warunkach pogodowo-wilgotnościowych).
1 - przed myciem odrobina nafty rozpylonej na skalp i przy okazji na włosy
2 - Isana Med, Creme-Oel Dusche jako myjadło
3 - Ziaja, Masło kakaowe - odżywka bez spłukiwania - porcja wielkości orzecha laskowego wgnieciona we włosy jeszcze ociekające wodą.

Jest zakręcono i sprężyście :)
A skalp zapomniał, że ma problemy z infekcją, mimo, że zestaw nie jest nastawiony na walkę z takową, po prostu nie podrażnia.


Zoom na sprężyny przy twarzy:


I z łaskawym światłem lampy:


A co u Was i Waszych czupryn?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

sobota, 23 sierpnia 2014

Planeta Organica - Krem do rąk z rokitnikiem


Proszę Państwa, oto miś. To znaczy - oto krem!
Nasza znajomość trwa już kilka miesięcy, miała swoje wzloty i upadki, może więc warto podsumować ten związek w kilku zdaniach :)

Krem należy do linii Planeta Organica, którą znam za sprawą trzech żeli pod prysznic (shea, rokitnik i kakao), które bardzo polubiłam. Produkty z tej linii mają bardzo "ładne" składy, przyjazne ekofilom oraz wrażliwcom. Może nie tak bogate, jak na przykład "babuszki" ale przez to nie mniej ładne - czasem siła tkwi w prostocie.

Rokitnikowy krem do rąk jest opisywany (np na stronie sklepu KLIK) jako regenerujący, zapewniający nawilżenie oraz ochronę przed agresywnymi i szkodliwymi czynnikami. Olej rokitnikowy, którego w kremie ma szansę być całkiem sporo, ma bardzo silne właściwości regenerujące, napisałam kiedyś o tym oleju oddzielny artykuł KLIK - niesamowita roślina :)


W składzie kremu znajdziemy, oprócz tytułowego oleju, przyjazne emulgatory i woski emulgujące, regenerująco-łagodzące ekstrakty z rumianku i nagietka, witaminę E, proteiny pszenicy wzmacniające skórę i paznokcie oraz w miarę przyjazne konserwanty. Nie ma tu parafiny, silikonów (które akurat w kremach do rąk są IMO jak najbardziej na miejscu ale nie wszyscy je tu lubią) ani składników, które uważam za "brzydkie", np niektóre konserwanty albo silne alergeny. Krem ma bezpieczny skład na tyle, że nie miałabym obaw wysmarować tym kremem kilkuletnie dziecko (o ile dziecko nie ma uczulenia na pszenicę, bo wiadomo, co do rączki to do buzi :P ).

Tubka jest solidna i estetyczna, wykonana z mocnego plastiku i z wygodnym i niezawodnym zamknięciem na klik. Krem wydobywa się łatwo, jest średnio gęsty, nie rozlewa się ani nie ma konsystencji pasty. Pachnie cukierkowo i owocowo, podobnie jak rokitnikowy żel pod prysznic :) Zapach utrzymuje się na skórze.


Konsystencja kremu jest zadziwiająca, jak na olejowy skład jest całkiem lekki, podczas smarowania czuć wodę, która zaraz znika - wtedy krem traci poślizg i pozostaje na skórze bardzo cienką woskową warstwą, która nie jest tłusta ani lepka. Można zaraz siadać do komputera.
Zgodnie z przypuszczeniami krem nie podrażnił mojej skóry ani nie wywołał żadnej negatywnej reakcji. Jeśli utrafię z aplikacją - skóra jest gładka, miła w dotyku i ani trochę lepka a paznokcie wyglądają zdrowiej.

Jako minusy wymieniłabym za słabe jak na moje potrzeby działanie nawilżające czy natłuszczające oraz problem z dozowaniem - jeśli nałożę kremu za mało, nie chce się rozprowadzić, jeśli za dużo - nie wchłania się całkowicie i ręce są trochę lepkie. Moja skóra dłoni jest dość sucha, odwodniona i wrażliwa, zazwyczaj sprawdzają się na niej kremy o mocno emolientowym (olejowym) składzie, mile widziany dodatek nawadniających humektantów.

Niestety krem nie został moim pewniakiem, wolę nosić w torebce inne kremy, które są niezawodne i nie wymagają tak precyzyjnej aplikacji i zawsze dadzą wystarczające nawilżenie.
Krem zużywam w kuracjach całonocnych w połączeniu z bardziej tłustymi kremami - tam sprawuje się wyśmienicie :) Dłonie rano są nawilżone, skóra miękka a paznokcie gładkie i mocniejsze.

Wiem, że krem ma grono miłośników, więc nasz brak zgrania to pewnie nie tyle kwestia wad kremu, co rozbieżnych potrzeb.

Cena kremu to około 10zł za tubkę o pojemności 75ml.

Nie sądzę, żebym kupiła kiedyś ten krem, o ile bardzo nie zmienią się potrzeby mojej skóry dłoni. Intrygują mnie inne kremy z tej serii, z masłem shea i kakaowym oraz "maślane" kremy z nowszej serii PO - Afryka.


Krem Planeta Organica z rokitnikiem testowałam w ramach współpracy z Zielarnią Lawenda.

Znacie może kremy PO?
Jacy są Wasi ulubieńcy w pielęgnacji przesuszonych dłoni?



Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

środa, 20 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów #8



Będzie krótko :>

Tym razem postawiłam na totalny minimalizm. Są włosy, które lubią na bogato - i są te, które wolą oszczędną pielęgnację. Moje ewidentnie należą do tych drugich - lubią małoetapowe spa i produkty o krótkich składach.

*Zapomniałam umieścić na zdjęciu - przed myciem naolejowałam skalp maleńką ilością nafty kosmetycznej z olejem rycynowym.
Na zdjęciu moje nowe myjadło - Isana Med, Creme-Oel Dusche, czyli olejkowy kremowy żel pod prysznic z Rossmana, ich nowość w ofercie dla wrażliwców. Myjadło nie ma w składzie Cocamidopropyl Betaine ani soli, czyli składników, które z jakiegoś powodu podrażniają mi bardzo skórę. Ma bardzo dużo olejów, w tym zwłaszcza olej sojowy bogaty w omega-6, który jest dobry dla skóry problematycznej, nie nasila zmian zapalnych, nie dokarmia infekcji itp. Oblepiaczy i ekstraktów roślinnych brak. Zaryzykowałam i okazuje się, że to był strzał w 10 :)
Do tego stary dobry znajomy - żel lniany w formie płukanki. O ile myjadło zapowiada się bardzo dobrze i włosowo i skalpowo - tak z żelem lnianym już się chyba nie lubimy, wielka szkoda :(

Isana Med, Creme-Oel Dusche

A co na to włosy?
Tuż po wieczornym myciu:


Rano, bez reanimacji:



A co na to skalp? Bardzo dobrze jak na ostatnie perypetie. "Nowe-stare" podejście czyli "minimum z minimum" to chyba był dobry pomysł.

Jak minęły Wasze weekendowe spa?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

wtorek, 12 sierpnia 2014

Planeta Organica - Żel pod prysznic KAKAO


Najwyższa pora na recenzję Żelu pod prysznic Planeta Organica z masłem kakaowym.
To już mój trzeci żel z tej serii - po absolutnym hicie, ciasteczkowym lajf sejwerze z shea, cudownym cukierkiem z rokitnikiem - tego pana rodzinka też nie musi się wstydzić :)

Wszystkie z tych żeli mają wspólny mianownik, jakim są:
  • ładne składy - to znaczy poszukiwane przeze mnie szczególnie składy krótkie i ubogie w potencjalnie nieprzyjemne substancje
  • łagodne i bezpieczne działanie - bez obaw umyłam tymi żelami moich atopowych siostrzeńców
  • przyjemna konsystencja
  • apetyczne zapachy - rzadkość dla wrażliwca :)


Żel pod prysznic KAKAO mieszka w butelce z czekoladowego plastiku. Wygodna pompka zabezpieczona jest przed przypadkowym otwarciem na tyle dobrze, że zazwyczaj mam problem z napoczęciem opakowania :) Butelka jest bardzo zgrabna i nie widać, że zawiera bardzo dużo produktu - bo aż 360ml.

Sam żel to pachnący masłem kakaowym (nie czekoladą) gęsty krem, który na ciele zmienia się w kremową emulsję, która bardzo delikatnie ale skutecznie myje skórę. Na tyle delikatnie, że po treningu lub podróży wolę sięgnąć bo silniejsze produkty myjące.
Mam wrażenie, że z testowanej przeze mnie trójki żel kakaowy jest najbardziej natłuszczający i najdelikatniej myje.

kliknij by powiększyć
Skład: woda, masło kakaowe, łagodny detergent, łagodny detergent, średni detergent, sok z aloesu, ekstrakt z liści herbaty, gumy - zagęstniki i filmomery, zapach, regulator kwasowości, łagodne konserwanty.

Składowo żel PO to bardzo przetłuszczony (być może 20% masła kakaowego) łagodny produkt myjący. Masło kakaowe zalecane jest w pielęgnacji skóry suchej, zniszczonej i podrażnionej i dodatkowo działa ochronnie na skórę. Więcej o maśle kakaowym: [KLIK]. Sok z aloesu to znany wszem i wobec środek nawilżający i łagodzący podrażnienia. Ekstrakt z liści herbaty działa przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie. Gumy działają na skórze trochę jak silikony - wygładzają ją i zmiękczają oraz zmniejszają odparowanie wody z naskórka. Konserwanty użyte w produkcie są dopuszczone do stosowania w kosmetykach o najbardziej restrykcyjnych wymogach.

Czy skład przekłada się na działanie? Jak najbardziej - jest łagodny i łagodzący, nie powoduje podrażnień i przesuszenia. Chociaż przyznać trzeba, że w okresie moich testów tego żelu (od zimy '13 do wiosny '14 oraz sporadycznie w lecie '14) moja skóra była w zaskakująco dobrej kondycji i nie miała typowo zimowych epizodów AZS ani monstrualnego przesuszenia, jednak nadaj jest skórą suchą i wrażliwą.
Jak już wspomniałam - używałam tego żelu do mycia skórek moich siostrzeńców, z których zwłaszcza starszy ma skórę jak ja w najgorszym okresie :( i u nich żel sprawił się wyśmienicie - skórka była miękka, nawilżona a wysypki trochę mniej uciążliwe.

Próbowałam również umyć włosy tym żelem (zachęcona podobnym sukcesem z żelem shea) ale tu się nie sprawdził. Nie musi, to nie szampon, ale byłoby rewelacyjnie :P
Żel fantastycznie koi dłonie przesuszone czy to zimową aurą czy domowymi porządkami.
 
Wydajność żelu jest zaskakująca, chociaż minimalnie gorsza niż pozostałych żeli - wystarczył mi na kilka miesięcy codziennego używania.
 
Cena żelu to około 16zł / 360ml, co przy naprawdę wysokiej jakości i wydajności to zacna cena.
 
Czy zaopatrzę się w żel PO ponownie?
 
Odpowiem naokoło :)
Jako że moja skóra mimo poprawy nie toleruje sklepowych żeli myjących z SLES ani mydeł - zostanę w świecie łagodnych myjadeł dłużej. Obecnie mam w zapasach żel PO z masłem shea, używam go na zmianę z kwiatowym mydłem Babuszki Agafii oraz żelem Babydream i taka kombinacja sprawuje się najlepiej :) Często nawet po prysznicu nie muszę sięgać ani po oliwkę ani po balsam.
Obecnie żel Planeta Organica nie jest niezbędny w mojej kosmetyczce ale sięgam po niego bardzo chętnie.
Jeśli kiedyś - odpukać - wrócą moje problemy skórne - żele PO są na liście bezpiecznych pewniaków, po które mogę sięgnąć. Przynajmniej dopóki linia nie zmieni składu :)



Znacie produkty Planeta Organica?
 
Czym myjecie swoje suche i wrażliwe skóry?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 10 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów #7


Niedziela :) No, niezupełnie niedziela :P Chwilę na włosowe SPA znalazłam w sobotę, ale efektami dzielę się dziś.
Co było w menu?
Ostatnio moim włosom doskwiera za dużo szorstkości i suchości na końcach za pośrednictwem zbyt dużej ilości ekstraktów oraz nieodpowiednie oleje w produktach. Tak, a to marudy!
Postanowiłam więc włosowo powrócić do korzeni, czyli sięgnąć po produkty, które się sprawdzały i nadać im nową funkcjonalność za pomocą dodatków.
Efekt mniej więcej zgodny z oczekiwaniem, więc będę tak robić częściej :)

GRUNTOWNE OCZYSZCZANIE - ALE DELIKATNE DLA SKÓRY GŁOWY

Ten punkt zapewnił bardzo łagodny szampon Alverde z dodatkiem sody kuchennej. Soda ma bardzo silne działanie oczyszczające ale na innej zasadzie niż SLSy. Uwaga - nie polecam metody z sodą dla bardzo podraznionej skóry ani dla bardzo delikatnych włosów!
Więcej o sodzie: Oczyszczanie włosów - szampon i soda
Youtube - filmik wyjaśniający działanie metody "no poo" z sodą i płukanką octową

ODŻYWIANIE

Tu sięgnęłam po pewniak - bazę odżywkową z Blisko Natury. Ma bogaty skład (ale tylko emolientowy, bez protein i ekstraktów) i o dziwno właśnie ten zestaw moim włosom pasuje :)

COŚ NA FINISZ

Na finisz mój nowy nabytek - długo poszukiwane serum, które zawiera tylko silikony (i jakiś konserwant) - bez protein, bez olejów. Wcale nie było łatwo :) Marion Termoochrona Serum.
Moje włosy w lecie bardzo potrzebują zabezpieczenia przed puchem. W moim przypadku silikony nie obciążają bardzo włosów ani nie wymuszają częstszego mycia.

EFEKT

Przyjemny - sprężyste luźne loki bez puchu. Czas na zrobienie zdjęcia miałam dopiero wieczorem, po całym aktywnym dniu.
Skalp jest w bardzo dobrym stanie, po raz pierwszy od bardzo dawna nie musiałam nic wcierać w skórę po myciu :)


 Oraz na drugi dzień rano - jeszcze bez reanimacji:


 
A jak Wasze włosowe SPA?

Używacie sody? Może macie swoje sprawdzone patenty?

Jak sobie radzicie z wiecznym oblepieniem włosów?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nowości ze spotkania blogerek


Witam!
We wpisie z relacją ze spotkania blogerek obiecałam przyjrzeć się bliżej upominkom ze spotkania i akcji upominkowej.


Do tej pory spotkałam się zupełnie prywatnie z Anwen i Maliniarką - z Kasią niestety bardzo przelotnie, a z Anwen spędziłyśmy bardzo miłe popołudnie jedząc lody nad Wisłą i rozmawiając o wszystkim, również o blogowaniu od strony technicznej (wiele z Was prowadzi blogi i wiecie, że tej strony technicznej jest całkiem dużo). Bardzo zabrakło mi tego na lipcowym spotkaniu, ale mam nadzieję, że to nadrobimy.
Nie po to piszę bloga, żeby dostawać upominki. I nie po to poszłam na spotkanie, żeby dostać upominki. Poszłam spotkać się z siostrą blogerką., która zna dole i niedole blogerskiego fachu :)
Tym bardziej zaskoczył mnie ogrom dobra, które nam przeznaczono.

Negatywnie zaskoczyło mnie nastawienie kilku firm, które zobligowały nas do zrecenzowania produktów, wklejenia banerów i linków na fejsbuki oraz kilku innych akcji reklamowych, czasem już po wysłaniu paczek. Nie wszystkie firmy wspierające to spotkanie miały takie wymagania a prezenty od nich były równie wartościowe. Na szczęście żadna z firm nie naciska na pozytywne recenzje.
Ponadto Pilomax przygotował ankietę na temat potrzeb naszych włosów, żeby dobrze dobrać prezenty dla nas a potem wszystkie dostałyśmy to samo i do tego trochę bez sensu, zaraz zobaczycie :)


Oto upominki:


From Ziaja:
Krem BB do skóry tłustej i mieszanej, odcień naturalny, SPF 15
Krem BB do skóry normalnej, suchej i wrażliwej, odcień opalony brzoskwiniowy, SPF 15
Krem CC wyciszający do skóry wrażliwej naczynkowej, SPF 10
Manuka, Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy p/zaskórnikom
Manuka, Krem mikozłuszczający z kwasem migdałowym na noc
dużo próbek :)
zaproszenie na zabieg pielęgnacyjny na twarz, który przeprowadzi pani Regina

Krem z kwasem migdałowym na noc używam z powodzeniem prawie co wieczór - nawilża, nie podrażnia, skóra jest rano bardzo przyjemna i gładka i do tego podobno może zmniejszyć wrażliwość skóry wrażliwej wymuszając pogrubienie się naskórka.
Pozostałe produkty czekają na swoją kolej albo znajdą nowy dom.

Chętnie zamieniłabym się na krem BB dla cery jasnej, może któraś z uczestniczek spotkania reflektuje?


Anionowe podpaski. Dla mnie to wyzwanie - nie jestem miłośniczką tej formy zabezpieczenia :P Na razie użyłam raz, na noc, w lżejszy dzień i o dziwo żyję, obyło się bez otarć i odparzeń, za które właśnie najbardziej nie lubię tej formy. Nie mogę się jeszcze wypowiedzieć na temat chłonności bo był to bardzo lekki dzień.


Śmietanka do demakijażu o pięknym, bogatym, naturalnym składzie. Piękna szata graficzna!
Czeka na swoją kolej, może być świetna jesienią :)


On Line, Mydełko do rąk Makadamia i żel pod prysznic Lotus Flower. Obydwa produkty to myjadła z SLS. Po kilku użyciach mydło bardzo wysuszyło mi dłonie więc obydwa produkty znajdą nowy dom.


Proastiq, Krem na dzień z astaksantyną - używam codziennie, urzekł mnie z miejsca :) Krem jest gęsty choć nie tłusty i dobrze nawilża a wręcz nawadnia. Ma kolor pasty z łososia (sic!), na szczęście jest zupełnie niewidoczny na skórze. Astaksantyna to bardzo silny przeciwutleniacz, tu pozyskiwany z alg. Antyoksydanty to superfoods dla skóry w każdym wieku (podobno :) ), zarówno chronią skórę, jak i hamują zniszczenia a nawet są w stanie je naprawiać i przyspieszać regenerację.
Astaksantyna działa na skórze jak filtr UV, co czuję i widzę. Nie oznaczono jeszcze badaniami wysokości ochrony, jaką może dawać astaksantyna w kosmetykach, ale kremie nałożonym w rozsądnych ilościach czuję się jak z SPF 15.


Wielka paczka od Pilomax.
Szampon do codziennej pielęgnacji do włosów ciemnych WAX Daily
Szampon do codziennej pielęgnacji do włosów cienkich bez objętości WAX Daily :))
Odżywka spłukiwana do włosów zniszczonych cienkich bez objętości WAX Express
Odżywka spłukiwana do włosów zniszczonych normalnych i grubych WAX Express
Odżywka bez spłukiwania do włosów ciemnych WAX Daily Mist
Zestaw Hair spa - turban do kompresów i grzebień do rozprowadzania masek

Obydwa szampony niestety nie sprawdziły się u mnie - szampon do włosów cienkich to SLSiak, z kolagenem i ekstraktami ziołowymi, spowodował już po pierwszym użyciu straszny puch i przesusz oraz podrażnił skalp. Szampon do włosów ciemnych po pierwszym użyciu zapowiadał się całkiem nieźle niestety już po drugim spowodował to samo co brat, tylko z gorszym podrażnieniem skalpu. Odżywka do włosów grubych znajdzie nowy dom bez testów - za dużo ziół i keratyna to masakra i dla moich włosów i skalpu. Odżywka do włosów cienkich zapowiada się o dziwo całkiem nieźle, aloes i henna, do tego dodam pewnie jakiś olej. Mgiełka do włosów ładnie pachnie i momentalnie rozplątuje włosy, ale ma prześmieszny skład: woda, konserwant, emulgator, konserwant, dalej silikony, pq i antystatyki. Nie mam o niej zdania o wpływie na włosy, raz jest dobrze, raz źle, wiele zależy pewnie od pogody i innych kosmetyków.

Wszystkie kosmetyki zawierają DMDM Hydantoin czyli bardzo drażniący i uczulający konserwant. Wszystkie są polecane do skóry wrazliwej. Nie rozumiem tej polityki.

Turban za to jest w deszkę :) Jest wykonany z materiału przypominającego polar, ma kształt rożka i guziczek z tyłu. Powinien pomieścić całkiem dużo włosów, ale długie trzeba będzie zwinąć w koczek. Zupełnie nie chłonie ani wody ani kosmetyków, więc tworzy dobry kompres na włosy i jest bardzo wygodny w użyciu :)

Pilomax dobrał te produkty specjalnie do moich potrzeb ;]


Bon na porady urodowe i zabiegi upiększające Mary Kay i kilka próbek.


Podpaska - ale w jakim ładnym opakowaniu :> Znajdzie nowy dom.


Drobiazgi Laura Conti od Coloris - krem do rąk na noc (taki sam jak w zestawie z rękawiczkami), plasterki do depilacji i pomadka w sztyfcie. Czekają na swoją kolej.


Kupon rabatowy na zakupy w Cosmetic-service.
Mydełko o wyglądzie ciastka :D
Lakiery z allepaznokcie
Kupon na zabieg parafinowy na dłonie i manicure hybrydowy w Douglas.

Kupon na hybrydy już wykorzystałam i muszę przyznać, że to nie będą moje ostatnie hybrydy :D Manicure zrobiony profesjonalnie, lakier wygląda świetnie i trzymał się niewyobrażalnie dobrze!
Wybrałam kolor OPI INK czyli "borówkowy" z shimmerem :) Na zdjęciu paznokcie już z tygodniowym odrostem. Po dwóch tygodniach zdecydowałam się na zmywanie tylko dlatego, że odrost zaczynał już się rzucać w oczy, lakier nadal był w idealnym stanie. I to u mnie, gdzie zazwyczaj zaczyna odpryskiwać zanim dobrze wyschnie :) Dodatkowo manicure dobrze spisało się w usztywnieniu i ukryciu deformacji paznokci, które miewam ze względu na problemy z brzuchem.


Po zmyciu hybrydy (zabieg w "zestawie") pani Agnieszka zafundowała paznokciom ładne wykończenie i odżywkę lakierową a dłonie zakosztowały kuracji parafinowej. Paznokcie wyglądają dobrze, chyba nie są bardzo zniszczone (niestety trzeba je było trochę spolerować, gdyż jak się okazało u mnie hybryda trzyma się bardzo mocno i trudno było wszystko dokładnie zmyć). Nie wiem, co ukaże się moim oczom po zmyciu odżywki ale już wiem, że paznokcie są w lepszym stanie niż po jednokrotnym nałożeniu żelu.

Znacie te produkty? Spotkałyście się już z nimi? Może macie jakieś pytania?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

sobota, 2 sierpnia 2014

Letnie spotkanie blogerek w Rzeszowie - relacja


Witam po przerwie :)
Dzisiaj chciałam się podzielić z Wami wrażeniami z mojego pierwszego "oficjalnego" spotkania blogerek.

To był 5 lipca, słoneczna i upalna sobota. Dzień wyczekiwany od dawna... Czy coś może się nie udać? Ano może - bad hair day u włosomaniaczki i nie mam co na siebie włożyć day u kobiety która ma w szafie tylko letnie sukienki o kilka rozmiarów za duże ;) Mimo to dzień uważam za bardzo udany!

Spotkanie odbyło się w Rzeszowie, w Restauracji Konfitura. Organizatorka Kasia z bloga Malowana słońcem przez kilka tygodni przed "dniem zero" informowała nas o kolejnych zgłoszonych duszyczkach, wyborze lokalu, kolejnych sponsorach, którzy zgodzili się uświetnić nasze spotkanie upominkami godnymi blogerki kosmetycznej :)

Restauracja Konfitura to lokal w centrum miasta, tuż obok Rynku. Od wejścia zachwyca prostota ale i kobiece akcenty w wystroju - kwieciste poduszki na krzesłach, girlandy kwiatów pod sufitem.



Na spotkanie przybyło nas ostatecznie 10 - blogerek urodowych i modowych z podkarpacia:
Mariola http://zmalowanalala.blogspot.com/
Patrycja http://www.pati-bloguje.pl/
Ela http://mlodamamawswieciemody.blogspot.com/
Kasia (organizator) http://malowanasloncem.blogspot.com/
Dorota http://pure-morning123.blogspot.com/
Gabi http://cosmetic-addiction.blogspot.com/
Mariola http://laylatestuje.blogspot.com/
Joanna http://joanna-giovanna.blogspot.com/
Ola - gość specjalny
i ja :)

Kiedy zebrałyśmy się wszystkie - rozpoczęła się część oficjalna spotkania.


Najpierw pani Regina i przedstawiciel marki Ziaja opowiedziała nam o historii powstania firmy i filozofii marki. Następnie przedstawiła nam nowości kosmetyczne firmy - kremy BB, CC oraz nową serię Manuka. Pani Regina ma ogromną wiedzę i bardzo się cieszę, że będę miała okazję spotkać ją znowu - na zabiegu pielęgnacyjnym w gabinecie firmowym Ziaja, na który dostałyśmy zaproszenie.
Pani Regina została z nami dłużej i razem z nami brała udział w spotkaniu z kolejnymi gośćmi.
"Wykład" pani Reginy był pełen informacji - miód na moją biochemiczną duszę :) Markę Ziaja od lat darzę sympatią i cieszę się, że mogłam dowiedzieć się o niej jeszcze więcej.



Następnie zagościli u nas panowie z firmy Proastiq - bardzo młodej stażem firmy spod Rzeszowa produkującej kosmetyki z astaksantyną - bardzo silnym przeciwutleniaczem, który występuje m.in. w łososiu (to jej zawdzięcza piękny koralowy kolor).
Panowie obecni na spotkaniu mają wykształcenie chemiczne i zainteresowali się tym składnikiem jeszcze podczas zajęć na uczelni i wtedy odkryli jego ogromny potencjał. Jednym z impulsów do utworzenia receptury kosmetyków był pomysł znaleziony na forum urodowym :)


Na koniec zawładnęła nami Ola -gość specjalny spotkania.
Ola jest dyrektorką i założycielka szkoły makijażu i wizażu Maquillage Art. Opowiedziała nam o stosowanych obecnie technikach kreowania wizerunku i o swojej szkole. To imponujące, że tak młoda osoba (Ola ma 25 lat) prowadzi własną działalność :)


Na koniec część nieoficjalna - czyli ploteczki i podziwianie prezentów :)









Cała nasza wesoła gromadka przed Konfiturą:


Wrażenia po spotkaniu

Kasia spisała się świetnie, spotkanie było ciekawe i genialnie zorganizowane :) Część oficjalna czyli spotkania z gośćmi - była dla mnie bardzo interesująca.
Bardzo żałuję, że część nieoficjalna nie trwała dłużej, bo musiałyśmy już uciekać do domów. W związku z tym mam olbrzymi niedosyt rozmowy - o blogach i blogowaniu ale też o wszystkim :) Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo brakuje mi rozmów na ten temat - przecież blog stanowi część mojego życia!
Nie spodziewałam się TAKIEJ ilości prezentów - musiałam zagospodarować w domu kolejny mebel na nowe zbiory :P
Mam nadzieję, że kolejne spotkania odbędą się już wkrótce :)
Sponsorzy upominków:


Upominki:

Dokładniej pokażę je Wam w następnym wpisie :)

PS: Zdjęcia ze spotkania udostępniły Ela i Kasia :)

* * *

A co Wy sądzicie o zlotach blogerek? Warto? Lepsze są te zorganizowane, z upominkami i gośćmi czy może półspontaniczne spotkania w małym gronie, albo takie jak zorganizowała ostatnio Anwen?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin