Wiedzma bloguje: stycznia 2015

niedziela, 25 stycznia 2015

Zimowe nowości - wspominki na zakupowym odwyku :)



Witajcie!
W związki ze styczniowym odwykiem zakupowym (akcja Balbiny Ogryzek - KLIK) pomyślałam, że zaspokoję potrzebę na cieszenie się nowościami... opisując te, które już nabyłam w listopadzie i grudniu, a nie miałam czasu o nich napisać.

Zakupowo
 
Na początek moje własne zakupy :) Kolejność przypadkowa!
W listopadzie i grudniu wiele moich zakupów było zdecydowanie kompulsywnych i nieprzemyslanych, wielu produktów nawet nie pamiętam i nie umiem wskazać... Z ręką na moim czarnym serduszku mogę przyznać, że "zajadałam" w ten sposób niepokój i lęk. Na szczęście celuję raczej w najniższą półkę cenową więc moja kieszeń nie ucierpiała tak bardzo, jak sumienie :)

(kliknij by powiększyć)

Nabytki:
  • Lovely, Sand nr 5 - lakier piaskowy
  • Bielenda, CC Magic Nails, Repair Extreme (Multifunkcyjna odżywka - serum do paznokci 10 w 1)
  • PharmaCF, Cztery Pory Roku, Zmywacz lakieru hybrydowego
  • Delia, Glicerin, Zimowy krem do rąk
  • Rossmann, Rival de Loop, Clean & Care, Olfreier Augen Make - Up Entferner (Beztłuszczowy lotion do demakijażu oczu)
  • Barwa, Barwa Naturalna, Szampon żurawinowy zwiększający objętość z kompleksem witamin
  • Dove, Hair Therapy, Daily Moisture Conditioner (Odżywka do włosów suchych)
  • Drammock International, Beauty Formulas, Treatment Wax, Honey (Głęboko nawilżający wosk do włosów z miodem i pyłkiem pszczelim)

Wymianka

Tuż przed Mikołajkami doszło do owocnej włosowej wymianki z Mariolką. Wymianki to chyba najlepsza forma testowania, bo się mniej marnuje. Takie przynajmniej jest moje odczucie jako alergika, który w każdym miesiącu wyrzuca jakiś kosmetyk z powodu złej reakcji skóry... :(

W paczce od Mariolki znalazły się odlewki (o ile pół pudła maski można nazwać odlewką :D ):
  • Farcom, Seri Natural Line, Maska z olejem arganowym nawilżająca
  • Pervoe Reshenie, Eco Hysteria, Balsam do włosów suchych i osłabionych `Mega odżywienie`
  • Bioetika, Crema di Essenza I, Idratante Capelli Lisci (Maska nawilżająca)
 Prezenty, prezenciki...

Od dawna chciałam wspomnieć ale się nie złożyło :) O upominku od Moniki z Lafarmy. Nie będę Wam psuć niespodzianki, ale z Moniką jesteśmy w kontakcie i czuję, że znajomość będzie owocna w kilka konkursów :)


W podarku znalazły się:
  • Rhea, Turquise - mineralny cień o przepięknym kolorze. Nie noszę takich mocnych barw, ale lubię na niego patrzeć :) Dostałam od Moniki też wiele próbek pudrów tej marki i jeden z nich - odcień Natural Medium jest moim zdecydowanym ulubieńcem roku!! [KLIK]
  • Palmer's Firming Butter - balsam do ciała z masłem kakaowym
  • GlySkinCare, Argan illuminating dry oil - rozświetlający suchy olejek z arganem do ciała i włosów


Mile zaskoczył mnie upominek od sklepu Blisko Natury. Prezent pod choinkę przybył na czas i ucieszył świątecznymi zapachami. W paczuszce znalazły się:
  • olej z nasion bawełny w buteleczce z pipetą - bardzo przyjemny, neutralny olej! Z czystym sercem polecam go początkującym olejującym, bo olejek nie ma intensywnego zapachu, jest dość lekki i nie zrobi nikomu krzywdy bez względu na rodzaj skóry i włosów. Nie zrobi też szału, ale olejki robiące szał dobiera się zazwyczaj na podstawie pewnego doświadczenia :) W każdym razie - miły olejek do twarzy na ciepłą zimę!
  • kawowe masło - pachnie jak świeżo palona kawa! Kiedyś testowałam to masło KLIK. To świetny produkt na zimę :)
  • olejek pomarańczowy - mój ulubiony olejek eteryczny: pachnie, jakby ktoś właśnie obierał pomarańczę.
 
Tymczasem na odwyku...
 
O dziwo odwyk zakupowy 1) idzie mi całkiem dobrze 2) robi mi całkiem dobrze! W styczniu kupiłam tylko dwa kosmetyki i uważam, że absolutnie niezbędne. Zostawiłam sobie jedno kosmetyczne życzenie z okazji urodzin, ale wiecie co - póki co nie mam kandydata! Odwyk zakupowy to ciekawe doświadczenie i mam nadzieję napisać przemyslenia, kiedy styczeń się skończy :)


Wszystkie z w/w produktów testowałam raczej pobieżnie, ale jeśli macie pytanie na ich temat - proszę pytać w komentarzach :)
 

Znacie powyższe produkty? Co o nich sądzicie?
 
 
PS: Pazurki z lakierem piaskowym wypożyczyłam od: http://cytrynkowepazurki.blogspot.com/2014/06/lovely-baltic-sand-nr-5.html


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 18 stycznia 2015

Wyniki zimowego konkursu!



Witajcie!

Niniejszym zimowy konkurs rozstrzygnięty :)

Nadesłałyście ponad 30 apetycznych przepisów, do wielu z nich z chęcią sięgnę - a jeden sprawił, że chciałam przerwać czytanie i od razu biec do kuchni (ale braki w spiżarce są, więc z bólem nadrobię później) :>

Przepis ten nadesłała:

joannaet@...

Joanna nadesłała przepis na rozgrzewające kakao bananowe :)


Asiu - gorąco gratuluję i czekam na maila z Twoimi danymi do wysyłki do końca przyszłego tygodnia (tj. 25.01).

A dla Was przepis, który zawładną moim sercem (i mam nadzieję żołądkiem).

źródło

Rozgrzewające kakao bananowe z imbirem

Składniki:
- 2 banany
- 1.5 szkl. mleka
- świeży imbir (ilość wg uznania)
- kakao rozpuszczalne 5 łyżeczek

Wykonanie:
Banana obieramy, kroimy i wrzucamy do miski. Imbir obieramy, siekamy i dodajemy do banana. połowę mleka wlewamy i miksujemy całość blenderem na gładki jogurt. Pozostałe mleko mocno zagrzać, wsypać kakao i wymieszać. Wlać do miski i wymieszać. Całość jeszcze delikatnie podgrzać.

Nalać do kubków i od razu podawać. Najlepiej smakuje gorące :)
Dla podkreślenia smaku można dodać odrobinkę likieru czekoladowego :)

Słowo ode mnie
Myślę że zamiast mleka rewelacyjnie się tu spiszą mleka orzechowe, np migdałowe albo kokosowe.
Pokombinowałabym też z podkręceniem smaku cynamonem i chilli :)



Jeszcze raz gratuluję zwyciężczyni a Wam wszystkim dziękuję za udział :) To dobrze, że bawicie się gotując, łączycie tradycyjne przepisy z nowatorskimi, nasze z egzotyką. Eksperymentowanie w kuchni jest fajne! :)

Ściskam Was mocno i mam nadzieję, że niedługo znowu tu zawitam!

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

środa, 7 stycznia 2015

Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu - recenzja książki i konkurs


Witajcie!

W pierwszym zdaniu kajam się i proszę o wybaczenie, bo przed Wami chyba najdłużej zapowiadany konkurs w blogosferze... Książkę "Ziołowy zakątek" Klaudyny Hebdy pokazałam Wam w zapowiedziach w lecie i od tej pory pewnie wszyscy już zapomnieli, że obiecałam Wam egzemplarz. Ależ nie zapomniałam i pamiętam, i nie śpię po nocach :P ale jak wiecie lato nie było dla mnie łaskawe jeśli chodzi o zdrowie i czas, a jak się zacznie coś odkładać na później... to coraz ciężej się zebrać. Impulsem był mój chwilowy przypływ czasu i pewne wyróżnienie - którego nie byłoby, gdyby nie Wy :)

Wracając do książki :)

O AUTORCE

Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu to dzieło Klaudyny Hebdy, blogerki i videoblogerki a ponadto zielarki z wykształcenia. Kiedy usłyszałam o Klaudynie - najpierw urzekły mnie przepiękne zdjęcia - te w książce i na blogu, a potem przekonały informacje, które podaje. Świat roślin jest bardzo złożony, a mimo to Klaudyna nie zadowala się byle informacją, tylko wytrwale drąży wyniki badań nad ziołami, literaturę obcojęzyczną akademicką i poradniki, przekazy o tradycyjnym zastosowaniu z różnych stron świata. Jeśli śledzicie kanał YT Klaudyny to wiecie, że zawsze podaje informacje dla alergików i przeciwwskazania. Nie zapominajcie, że zioła to potężne narzędzia i należy je stosować z głową.


O KSIĄŻCE

Mam wrażenie, że poradnik napisany jest dla osób, które dopiero zainteresowały się kosmetykoróbstwem, ale już postawiły pierwsze kroczki. Laik mógłby uciec w panice na widok długości wstępu :) choć niesłusznie - bo informacje podane są bardzo przystępnie. Z kolei stare wyjadaczki jak ja pewnie bardziej ucieszą oczy pięknymi zdjęciami i docenią przepisy zebrane w jednym miejscu niż drastycznie poszerzą wiedzę.
W księdze opisane są popularne oleje roślinne, olejki eteryczne i niezbędne półprodukty, jak np gliceryna czy emulgatory. Część składników dostaniemy nawet w pobliskiej aptece czy zielarni, inne łatwo dostać w sklepach internetowych. Raczej nie spotkacie tu składników trudno dostępnych, wymyślnych i luksusowych, a koszt gotowego mazidła zazwyczaj zamyka się w granicach ceny kosmetyku o podobnym przeznaczeniu. Przy czym oczywiście nasz będzie lepszy :)

(powiększ mnie)

Każda receptura jest czytelnie rozpisana i opatrzona pięknym zdjęciem :) Mamy dokładnie opisany sposób przygotowania i przechowywania, temperaturę, zamienniki oraz dla kogo która wersja produktu najlepiej się nadaje. Klaudyna sięga do nie tylko do tradycyjnych przepisów, ale i wielu metod znanych z naszego włosomaniaczego podwórka - jak np olejowanie włosów i skóry czy olejowe OCM :>



Przepisy znajdziecie tu od najprostszych (napar na płukankę :) ) po złożone (mazidła) i wieloetapowe (produkcja mydeł). Zdecydowana większość z nich jest prosta i bezpieczna, nawet jeśli coś pomieszamy to co najwyżej nie uda się nam konsystencja albo działanie będzie troszkę nie takie. Wyjątek stanowią mydła - ale domowe zmydlanie to trudny temat i nawet ja jeszcze się nie odważyłam na domową produkcję mydeł. Niemniej - kusi i wtedy chętnie sięgnę po przepisy Klaudyny.



W większości przypadków nie mam zastrzeżeń do porad Klaudyny, np doboru oleju do rodzaju skóry, bo nie zadowala się uproszczeniami typu "oliwa jest dobra i kropka", choć zdarza mi się mieć inne zdanie, na przykład nie poleciłabym oleju migdałowego dla skóry z aktywnym trądzikiem albo grzybicą, również skóry głowy.

DLA KOGO?

(powiększ mnie)
Myślę, że każda naturomaniaczka będzie zadowolona z takiej książki, nawet w roli pięknego zielarsko-kosmetycznego albumu. W roli zeszytu z przepisami skorzystają najbardziej początkujące biochemiczki, które już złapały bakcyla ale jeszcze boją się eksperymentować i mniej boją się natury niż chemii :)


Myślę, że te 3-4 lata temu, gdy pichciłam pierwsze kremy - księga ZZ byłaby moją podstawową książką "kucharską" a wręcz "biblią". Na chwilę obecną przepisy są za proste i zbyt złożone jednocześnie - tzn jeśli potrzebuję czegoś, to jest to "na już" i jest to prosty produkt (np czysty olej, odżywka wzbogacona olejkiem eterycznym) - a jeśli coś bardziej skomplikowanego to prędzej będzie to wcierka z mocznikiem i witaminami niż krem na maceracie, który trzeba nastawić z wyprzedzeniem.

Moje doświadczenia z wykonywanie przepisów z książki ZZ... hm... Zachęcona opisami postanowiłam zrobić macerat nagietkowy, a żeby było szybciej - metodą na ciepło. Niestety zajmowałam się kilkoma sprawami naraz, macerat spaliłam i na szczęście nie zniszczyłam nic więcej, niż porcję składników. Ale nabrałam z powrotem ochoty na kręcenie mazidełek i tej zimy pewnie trochę ukręcę :)


* * *


Na blogu Lusterko Em, w rankingu Najpopularniejsze polskie blogi kosmetyczne 2015 Wiedźmi blog znowu znalazł się w Złotej Pięćdziesiątce!



Bardzo Wam dziękuję :)))

KONKURS

W ramach podziękowań pragnę wreszcie wręczyć Wam obiecany egzemplarz Ziołowego Zakątka :>


~ Zadanie konkursowe ~
Podaj przepis na zimową herbatkę, napar lub napój*.

*Precyzuję zawczasu: może to być przepis na napar herbaciany, nieherbaciany, owocowy, ziołowy, warzywny jeśli macie takie smaki, ponadto czekolady, kawy, mleka zwierzęce i roślinne, z prądzikiem i bez, nawet zupy - wszystko, co nadaje się do sączenia z kubka w zimowy wieczór :)

Zgłoszenia przyjmuję w formularzu poniżej do 17 stycznia 2015 (sobota) do północy a zwycięzcę ogłoszę w niedzielę 18.01. Jeśli znowu dopisze Wam fantazja - zrobimy dogrywkę i głosowanie.

W konkursie może wziąć udział każdy (osoby niepełnoletnie proszą o zgodę rodzica lub opiekuna). Jedna osoba może przesłać kilka przepisów, każdy w oddzielnym zgłoszeniu :)

Zapraszam do udziału w konkursie!




Znacie już książkę Klaudyny?
Możecie polecić nam inny poradnik dla kosmetykotwórców?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 4 stycznia 2015

Kosmetyczni i urodowi ulubieńcy roku 2014



Witajcie w 2015 roku :) Miło mi Was tu gościć!

Rok rozpoczynam - niezbyt oryginalnie - od kosmetycznego podsumowania minionego roku.

W zeszłym roku moja uwaga nie krążyła zbyt często wokół wyglądu i pielęgnacji, nie próbowałam tak wielu nowych produktów jak wcześniej - wiecie, już mi minął szał testowania wszystkich nowości, umiem też odłożyć na półkę produkt, do którego składu mam zastrzeżenia itp, choć, jak rzadko, zdarzyło mi się kupić coś tylko dlatego, że ślicznie pachnie :)
Mimo wszystko z szarej otchłani ubiegłego roku mój mózg wyłania kilka kosmetycznych wspomnień :)



Barwa Naturalna, Szampon lniany
Wspominam o tym produkcie chyba co drugą "Niedzielę" a nigdy nie doczekał się własnego wpisu :)
Pewnie wiele z Was zna tę markę, gdyż szampony Barwa są polecane wszystkim początkującym w roli rypacza. Dla mnie Lniany to idealny szampon oczyszczający, bo nie ma filmomerów, protein (Barwy Ziołowe mają keratynę), ekstraktów jak na lekarstwo, lekki emolient, nawilżacze - więc dobrze oczyszcza, nie oblepia i jest stosunkowo delikatny dla skalpu. Po myciu włosy są świeże, lekkie, może nie gładkie ale nie robi się dred i można dopieścić je maską. Oczywiście wiemy, że opowieści producenta o właściwościach pielęgnacyjnych możemy włożyć między bajki :)

Ziaja, Masło kakaowe, Odżywka do włosów wygładzająca
Kremowa odżywka do włosów o apetycznym zapachu czekolady przypomniała mi wczesną jesienią, że moje włosy potrafią wyglądać przyzwoicie :) Jako, że zazwyczaj w rozterkach "zadbać o włos czy skalp" wygrywał skalp... często miałam na głowie coś, co przypominało bardziej snopek niż loczki... aż trafiłam na tę odżywkę :) Natychmiast wygładza włosy, dyscyplinuje je, nadaje połysk, podkreśla skręt i do tego apetycznie pachnie :>
Stosowałam ją jako b/s, zawsze w towarzystwie wody, czyli na wilgotne włosy lub nakładając zwilżonymi dłońmi. Skład odżywki jest emolientowy i niekoniecznie CG ;] - silikon, masło kakaowe a do tego filmomer.

Kompresowanie
Na moich włosach wiele masek i odżywek nałożonych pod folię i ręcznik, czepek itp działa lepiej :) Czasem korzystam z turban Pilomax - dobrze trzyma się na głowie i ułatwia robienie rzeczy podczas kuracji, ale efekty pielęgnacyjne tego typu da każdy z ręcznika.

Ulubieńcy w kategorii łagodne myjadło, odżywka myjąca i bazowa oraz kuracja odżywcza ciągle poszukiwani :)



Sylveco, Tymiankowy żel do twarzy [recenzja]
Niepozorny żel do mycia twarzy. Ujął mnie tym, że odświeżająco pachnie (wiem, że dla niektórych zapach ten jest odrzucający :( ), jest bardzo łagodny, bo bez problemu myję nim nawet powieki, jest wydajny, łatwo się spłukuje oraz potrafi domyć resztki makijażu, również z powiek. Jak w przypadku wszystkich produktów Sylveco - skład jest bardzo krótki, prosty i "ładny". Podobny skład i konsystencję mają samoróbki, a tutaj mieszaniem zajął się ktoś za nas :)

Bebeauty, Płyn micelarny (wersja podstawowa)
Tę etykietkę każdy zna... [zanuć na melodię Celiny :>]. Tani, łatwo dostępny w każdej Biedronce, nie podrażnia, działa.

Mgiełka różana [recenzja]
Dobrze dobrany hydrolat, rozpylony na twarzy pod krem czy olej orzeźwia, nawadnia i ułatwia aplikację i wchłanianie kremu czy olejku. Moim faworytem jest hydrolat z róży, jak na razie niezależnie od firmy.

Olejowanie twarzy
W tym punkcie szczerze polecam sam zabieg olejowania twarzy - zamiast kremu lub pod krem. Wierzę, że dobrze dobrany olej czyni cuda: wspomaga nawilżanie, odżywia, przywraca jędrność i blask. Więcej olejach na twarz przeczytacie u Italiany (KLIK). Sama chętnie używam olejów czystych, jednoskładnikowych - z przewagą omega-6 i omega-3 oraz z kwasami nasyconymi, zarówno krótko- i długołańcuchowymi. Nie służą mi właściwie tylko kwasy omega-9 w dużych ilościach (info o kwasach tłuszczowych KLIK).
W lecie najchętniej sięgałam po olej z pestek malin (KLIK), który ma SPF na poziomie średnim, czyli nieźle jak na olej (KLIK). Teraz, w sezonie grzewczym ale umiarkowanej temperaturze na zewnątrz: olej z nasion bawełny i Monoi. W mroźną zimę pewnie sięgnę po masło shea. Dobrze wspominam olej z nasion czarnej porzeczki, który ujędrniał jak wiesiołek ale nie śmierdział - niech tylko rozprawię się z zapasami :P



Niestety z powodu alergii i nadwrażliwości skóry maluję się bardzo rzadko... ale już nie nigdy! I to dzięki tym produktom.

Eveline, Odżywka do rzęs 3w1 [recenzja]
Odżywka ta użyta jako baza pod tusz sprawia, że każdy tusz lepiej wygląda i o wiele dłużej się trzyma, nie kruszy i nie szczypie w oczy. Kiedyś stosowałam ją jako kurację na porost i tu spisała się tak sobie, Long 4 lashes Oceanic dała milion razy lepsze efekty ale też i więcej negatywnych skutków ubocznych [KLIK]...

Rhea, Podkład mineralny
Jeden z moich pierwszych kosmetyków mineralnych - i od razu hit :) Podkład dostałam jako próbkę. Jest w idealnym dla mnie kolorze, idealnie stapia się ze skórą, kryje cienie pod oczami i rozszerzone naczynka, trzyma się wiele godzin nałożony na cokolwiek... i do tego jest idiotoodporny, bo nakładam go palcem :)


Inglot, Ołówek modelujący do brwi
Woskowa kredka pomaga nadać kształt niesfornym brwiom i łaskawy chłodny odcień brązu tuszuje braki. Nie ściera się i nie rozmazuje. Nie daje efektu Breżniewa :>

Zaprawdę powiadam Wam, nic nie nadaj twarzy wyrazu jak podkreślona oprawa oka!



Pod tym względem w mojej łazience królują nieprzerwanie oliwki: oliwka Babydream dla dzieci i dla mam, chociaż miewam romanse z balsamami do ciała - Isana Med, Urea, Balsam do ciała [recenzja] oraz Palmer's Balsam Ujędrniający z Q10. Są wygodne, ładnie pachną albo nie pachną, szybko się wchłaniają i nie brudzą ubrań, łagodzą pomniejsze podrażnienia, przeciwdziałają umiarkowanemu przesuszeniu.



Nie takiej konkluzji spodziewa się zapewne czytelnik bloga o kosmetykach naturalnych, prawda? Ale przychodzi taki moment w życiu każdej urodomaniaczki, że osiągnęła jakieś swoje maksimum możliwości a efekt niekoniecznie ją satysfakcjonuje. Jak mówi ludowe przysłowie - wyżej dupy nie podskoczysz. Można owszem walczyć dalej, zanosić ofiarę na rozstaj dróg i błagać bogów o szybszy porost albo pogodzić się ze stanem naturalnym... ale czy zawsze o to chodzi?
To może można pozwolić sobie na małe oszustwa?

Trwała ondulacja
Jeśli chodzi o włosy (pomijając skalp), osiągnęłam już wszystko, poza długością (wina skalpu :>). Porowatość ujemna, gęstość maksymalna, porost prężny. Nawet kolor zaczyna mi się podobać - mój własny, najwłaśniejszy. Skręt obawiam się też osiągnęłam maksymalny - czyli jestem falowana i bez ingerencji boskiej lokowana nie będę. Ale czy po to o nie dbam, żeby za kilka lat powiesili je w Sevres jako wzornik zdrowego włosa? Jeszcze zdążą :P - a tymczasem dopókim młoda i piękna chcę poszaleć :) Chcę loki i fale bez nakręcania wałków co wieczór - i jest zabieg, który to umożliwia ;) Moje włosy znoszą trwałą nieźle, poprawia się ich ugodowość - a sam skręt znika po kilku miesiącach.

Manicure hybrydowy
Miałam dwa razy (KLIK), zrobię ponownie! Należę do osób, które potrafią brzydko nałożyć nawet lakier bezbarwny. Do tego mamcia natura obdarzyła mnie paznokciami trefnymi, słabymi, brzydkimi, reagującymi na każde wahnięcie kondycji organizmu... Wcierałam w nie już wszystko, łykałam też wszystko. Lepiej nie będzie. Cóż.
Zabieg tuszuje nieuleczanie fatalny stan moich paznokci, dłonie wyglądają na zadbane. Nie jest bardzo drogi - w przeliczeniu na święty spokój i efekty cena jest do zniesienia. Paznokcie nie niszczą się tak bardzo, żeby było konieczne ciągłe nakładanie protezy, czyli nie jest to związek na zawsze, w każdej chwili możemy wziąć rozwód. Nic tylko brać :)

Henna brwi i rzęs
Kiedy się nie maluję - wyglądam jak człowiek dzięki farbowaniu włosia na twarzy. Nabrałam wprawy i bez trudu wykonuję zabieg sama. U mnie henna rzęs robi sporą zmianę, bo rzęsy mam gęste i przyzwoitej długości ale... ombre ;] Farbowanie rozwiązuje problem na kilka tygodni :)

Podkręcanie rzęs - czarna zalotka z Inglota
Podkręcanie rzęs to szansa efektu kuszącego spojrzenia dla prostorzęsych jak ja. Zalotka z Inglota jest najlepszą zalotką, jakiej kiedykolwiek używałam: podkręca mocno ale nie robi narożnika w miejscu egzekucji.



Prawda stara ale jakże... prawdziwa. Jeśli człowiek nie jest zdrowy - nie osiągnie maxa swoich możliwości, również urodowych. Ciężko o zdrową skórę, kiedy organizm toczy wewnętrzną walkę, o piękne paznokcie, jeśli mamy niedobory, gęste i błyszczące włosy gdy skóra głowy choruje.

Każdy ma inny pakiet problemów zdrowotnych, więc nie ma sensu wymieniać specjalistów, których ja odwiedzałam - nie o tym ten wpis :)
Polecam natomiast wizytę u trychologa. Badanie i rozmowa ze specjalistą to świetne uzupełnienie wywiadu dla każdej świadomej włosomaniaczki :) KLIK!


A jak wyglądają Wasze listy ulubieńców?


Źródła grafiki:
przepisy.magazyn-kuchnia.plpatnubay.org
rhea.com.pl
kosmetyka-olsztyn.cba.pl
research.unsw.edu.au
stylesatlife.com 
salonimage.pl 
lexplay.pl
Kolaże wykonane przy pomocy: picmonkey.com

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin