Wiedzma bloguje: 2017

sobota, 27 maja 2017

Zmiany! I troszkę włosów :)



Witajcie :)

Nadszedł moment, w którym nie ma co się dłużej czarować - ten blog padł.
(Nie bójcie się, nie usuwam go, ale przestałam o nim myśleć jako o aktywnym, co uświadomiłam sobie w momencie pisania tego wpisu).

W tym roku obchodziłby niezły jubileusz - 4mln odsłon, 500 wpisów i 6 lat stażu - nieźle!
Odkryłyśmy razem przeciekawy świat kosmetyków, włosomanii, urodowego DIY i nikt nam tego nie zabierze :)


Ale stracił sens. To jest blog o włosach i kosmetykach naturalnych. Niestety potoczyło się tak, że włosy i kosmetyki przestały być moją pasją.
Eksperymenty przestały cieszyć a coraz bardziej frustrują. Poszukiwania skupiłam na innej dziedzinie - jak pomóc od środka.
Moje Hashimoto nabiera rumieńców, włosy i skóra szaleją - a ja mimo całej wiedzy i - uwierzcie! - masy cierpliwości nie mogę nic z tym zrobić. Za sukces można uznać dzień, kiedy włosy nie zatykają odpływu i dają się rozczesać. Dylemat "myć czy zgolić" pojawia się średnio co tydzień i chyba nie obcięłam ich jeszcze dlatego, że wyglądałabym jeszcze bardziej mizernie.

Oto jeden z lepszych dni - świeżo podcięte końcówki, kompres.

Druga rzecz - sama się zapędziłam w taką sytuację - na początku bloga postawiłam sobie bardzo wysoko poprzeczkę jeśli chodzi o styl i poziom wpisów. Publikując coś nie na temat, coś nieodkrywczego, ba - coś na luźno - sama czuję zgrzyt i niedosyt.

I nawet Blogger mi sugeruje, że czas się zdecydować - przez lata blog obrósł w dodatki i sam szablon jest tak ciężki, że wiesza się, zanim uda mi się coś zmodyfikować. Postawienie go na nogi pewnie wymagałoby trochę czasu i energii. A nie chce mi się już.

Ale nie bójcie się - nie odchodzę całkiem! Nadal jestem na Facebooku. Trochę więcej na Instagramie. No i tu zostawiam Wam 500 wpisów - jest co czytać!

A może nawet będę pisać? Bo nie umiałabym nie pisać. Pisanie to jeden z moich środków wyrazu - jedni muszą śpiewać, inni malować, robić zdjęcia, a ja muszę pisać (i eksperymentować) :) Pewnie będzie o czym, bo jak pochwaliłam się własnie na Fb - wyjeżdżam na trochę. Będzie się działo :) O ile będę miała czas, bo będzie się działo.



Zupełnie spontanicznie utworzyłam niedawno blogunia na Wordpressie. Czuję się trochę, jakbym urządzała nowe mieszkanie - bawię się szablonem, zbieram ciekawe grafiki, mam już nawet kilka pomysłów na wpisy. Konwencja z założenia o niczym, chociaż chciałabym zostać żeńskim Konradem blogosfery jeśli wena pozwoli :)

Obrazek jest linkiem do strony.

Na razie niewiele się dzieje, bo się pakuję i załatwiam.

Do zobaczenia!

czwartek, 25 maja 2017

Wiedźma mydli - część druga


Cześć!
Dzisiaj znowu będzie mydełkowo. I o tym, jak mydlenie zaskakuje.
Powyższy kolaż przedstawia efekt mydlenia z kilku ostatnich miesięcy.

Zacznę od ulubionych!

To mydełko na bazie rzepakowo-kokosowej (70:30) z dodatkiem dziegciu brzozowego. Powstało dla mojego K, który zużywa mi wszystkie dziegciowe kosmetyki, bo zapach mu się dobrze kojarzy.
Mydełko wyszło - hm... aromatyczne ;) pielęgnujące i bardzo miękkie. Rzepak daje miękkie mydło - zapamiętać!


Piękne różowe :D O ziołowym zapachu i naturalnym kolorze - z wywaru z korzenia rabarbaru. Wywar w trakcie ługowania wyglądał paskudnie, ale przerodził się w cudeńko :> Baza mydlana - rzepak, smalec i alkohol cetearylowy (utwardza kostkę). Mydło długo dojrzewało. Dzisiaj użyłam po raz pierwszy - i odpukać! jest przyjemne :)

A to moje mam-mieszane-uczucia:

Mamy koniec maja, a mydła jeszcze nie dojrzały. Zostało im bardzo wysokie pH. Z braku papierków mierzyłam odczyn kurkumą. Metoda nie jest superprecyzyjna, ale za to jaka malownicza :)


Tyle o mydłach :)

Ściskam!

piątek, 24 lutego 2017

Przepis na pączki (bez glutenu i mleka, mało cukru)



Witajcie :)

Tłusty Czwartek był co prawda wczoraj, ale udało mi się zrobić (drugi rok z rzędu) pyszne i proste pączki, więc chciałam podzielić się z Wami przepisem :)

Pączki są tanie, mają niewiele składników i mogą nie zawierać alergenów (tu: glutenu ani mleka), które często występują w pączkach gotowych. Ba, można powiedzieć, że są zgodne z zasadami diety paleo ;)

Robi się je prosto i szybko, można zmieniać składniki zależnie od stanu zapasów. 

Czego nie mają, to nadzienia - bo nie potrzeba - i szczególnych wartości odżywczych - bo to z założenia grzeszna przekąska.

Inspiracja pochodzi z bloga Życie bez glutenu

Składniki:
  • 1 szklanka wody
  • 150 g tłuszczu stałego (mieszanka smalcu, oleju kokosowego i olejów roślinnych o neutralnym smaku i zapachu, w tym roku był sam smalec wieprzowy i wyszło pysznie!)
  • 180 g mąki ziemniaczanej (zamiennie: 150g mąki ziemniaczanej i 30g mąki kokosowej, żeby było bardziej fancy)
  • 2 łyżeczki cukru - np trzcinowego waniliowego domowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia (u mnie bezglutenowy) - opcjonalnie
  • 2 g soli (1/4 łyżeczki)
  • 2 jaja
  • 2 przejrzałe banany
  • olej do smażenia o neutralnym zapachu (np słonecznikowy)
  • cukier puder do posypania

Najpierw w rondelku podgrzewamy tłuszcz z wodą, aż się rozpuści i zagotuje. W tym czasie w pojemniku miksujemy jajka z bananami, dodamy je pod koniec. Składniki sypkie mieszamy, aż nie będzie grudek. Do gorącego "rosołku" dodajemy stopniowo zmieszane składniki sypkie, miksując energicznie. Rosołek zmienia się w budyń, a pod koniec ma przypominać ziemniaczane puree. Na sam koniec dodajemy rozbełtane bananowe jajka i też szybko miksujemy (szybko się ścinają).

Pozostaje tylko smażenie! Do rozgrzanego oleju nakładamy porcję masy - najlepiej ok. pół łyżki i smażymy do brązu, co trwa kilka minut na partię. W przyszłym roku może wypróbuję nakładać ciasto z worka w formie paluchów?
Im mniejszy pączek, tym bardziej przypomina ciasto - w większych wnętrze przypomina raczej budyń, wilgotny i lepki.
Pączki mają nieregularne kształty, niektóre wyglądają jak andrzejkowe wróżby :)


Gotowe pączki wyławiamy cedzakiem lub łyżką i układamy na papierowym ręczniku, by wchłonął się nadmiar tłuszczu. Gotowe można posypać cukrem pudrem, żeby było bardziej pączkowo :D

Uwaga! Ostrzegam przed kosztowaniem, zanim pączki wystygną! Wnętrze jest wilgotne i bardzo długo utrzymuje temperaturę, można się poparzyć!



Gotowe pączki są chrupiące z wierzchu i wilgotne i puszyste w środku. Smak banana jest wyczuwalny ale nie dominuje. Smakują trochę jak pączki a trochę jak faworki. Są przepyszne i ciężko się od nich oderwać.

Z podanej ilości składników wyszło około 25 pączków, oczywiście ilość zależy od wielkości porcji. Wszystkie zniknęły do rana za pośrednictwem dwóch podjadaczy :)
Przygotowanie ich zajęło około pół godziny. Nieco dłużej wietrzenie kuchni ;)

A do popicia bardzo polecam gorącą herbatę, dobrą na trawienie ;)


Nie planowałam tego wpisu, dlatego jakość zdjęć jest, jaka jest ;] Ale przepis jest zbyt dobry, żeby się nim nie podzielić!

A może znacie jakieś nietypowe przepisy na słodkości?

Ściskam!

sobota, 14 stycznia 2017

Kosmetyczny HIT jesieni - Odżywka L'Biotica Biovax BB do włosów przetłuszczających się

źródło

Witajcie!

To jest wpis, w którym musicie uwierzyć mi na słowo ;)

Robiłam niedawno porządki w kosmetykach i radośnie wyniosłam worek opakowań na śmietnik, zapominając, że kilka obiektów zdecydowanie zasługuje na wpis. Robiłam też porządek na telefonie - i jakimś sposobem pousuwałam większość zdjęć z okresu jesienno-zimowego, zamiast je zachować w archiwum.

Tytułową odżywkę nabyłam w październiku, w ramach akcji wspomagania aptek - dopadło mnie wtedy uparte i wredne przeziębienie, którego niestety nie mogłam przechorować pod kocykiem. Do koszyka wpadła wtedy odżywka - zakup kompulsywny - dodatkowo atrakcyjna z racji sporej przeceny z powodu zbliżającej się daty ważności. Kosztowała wtedy 5,99zł a cena regularna to około 16zł 18,99 i można je znaleźć tam, gdzie jest większy wybór Biovaxów, czyli m.in. w Hebe, SuperPharm, na DOZ i oczywiście w sklepach internetowych.

Dopisek: Właśnie robiłam mały obchód i w moim SP w ogóle nie ma serii dla włosów przetłuszczających się, a na DOZ połowa odżywek BB jest w obniżonej cenie ale wyprzedana. Czyżbym znowu trafiła na HIT w momencie wycofywania go z rynku? :C

OCZEKIWANIA

Obecnie moje największe włosowe i skalpowe problemy są dość trudne do pogodzenia. Skalp z ŁZS, jednocześnie suchy i wrażliwy, włosy suche i jednocześnie z powrotem ultraniskoporowate. Szukam czegoś, co dobrze działając na włosy nie zaszkodzi skalpowi i odwrotnie.
Nie ma letko ;P


Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Ricinus Communis Seed Oil, Ceteareth-20, Urea, Sorbitol, Hydrolyzed Keratin, Sulfur, Cetrimonium Chloride, Polysorbate 80, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Citric Acid, C.I. 19140, C.I. 42090, Linalool
Nie jest to typowy skład kosmetyku dla skóry tłustej. Te zazwyczaj zawierają substancje zmniejszające wydzielanie sebum, a nawet lekko wysuszające, złuszczające itd., często przydatne również w kuracji ŁZS czy łupieżu. Co dla mnie często je skreśla, bo mój ŁZS nie lubi typowego podejścia.
Ta odżywka natomiast miała duże szanse się u mnie dobrze spisać: nie powinna wysuszać ani też za mocno oblepiać. Ma szansę się sprawdzić na wielu włosach i skalpach, z mniejszym powodzeniem w przypadku bardzo zniszczonych włosów (gliceryna) i nasilonego łojotoku (za bogata).
Olej rycynowy jest dość gęstym olejem, więc cieńsze włosy może obciążyć, ale pozytywnie wpływa na skórę problematyczną.
Wiele obietnic opiera się na działaniu siarki, która ma regulować działanie gruczołów łojowych. Skądinąd wiem, że siarka działa też bakterio- i grzybobójczo i reguluje złuszczanie.

WRAŻENIA :)

Lekko obawiałam się zapachu - kosmetyki z siarką mają zwyczaj wonieć piekielnie. Tutaj nic - zapach bardzo przyjemny, delikatny i świeży. Nie kojarzy się z niczym. Nie pokazuje wrednego oblicza po czasie.
Konsystencji też się obawiałam - odżywki do włosów przetłuszczających się lubią być zbyt lekkie a nawet lekko wysuszać! Tutaj w porządku - konsystencja kremowa, bogata ale nie za tłusta, rozprowadzanie dobre. Na włosach sprawia wrażenie, jakby od razu się wchłaniała, nie ma emolientowego poślizgu.

Używałam jej po myciu różnymi szamponami, nie omijałam skóry głowy ale też nie nakładałam specjalnie na skalp. Zmywałam dokładnie po około minucie.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @wiedzma_bloguje


Efekt WOW pojawił się od razu - włosy gładkie, błyszczące, sprężyste, dociążone ale ani trochę nie oblepione. Skalp złagodzony, nawilżony, uspokojony - i to na wiele dni! Mogłam myć głowę nawet co 4-5 dni, co uważam za najlepszy dowód dobrego działania produktu.
Za względny minus uważam wyprost - odżywka prostuje moje falki a nawet resztki trwałej, podejrzewam o to olej rycynowy.

I tu zwłaszcza ubolewam nad usuniętymi zdjęciami, bo po raz pierwszy od dawna zachciało mi się w ogóle uwieczniać włosy.

Szczęście trwało ponad miesiąc. Wraz z upływem terminu ważności minęło też dobroczynne działanie. Wrócił łupież i ŁZS, a włosy zwinięte w kucyk czekają na wiosnę. Albo trwałą ;]

Ze względu na spore zapasy kosmetyków do włosów czekałam z ponownym zakupem, ale jednak niedługo zielona BB znowu będzie moja :) Korcą mnie też inne produkty z tej serii.


I tu moje pytanie do Was? Możecie coś powiedzieć o tej serii? Jak się u Was sprawdza?

A może inaczej radzicie sobie z ŁZS? Nie ma dwóch identycznych przypadków ale może będę mogła skorzystać z Waszych doświadczeń?

Ściskam zimowo!
M.

wtorek, 3 stycznia 2017

Wiedźma mydli czyli opowieść o mydlanym DIY



Witam gorąco (na przekór aurze :D) u progu nowego roku!

Przez internety przelewa się fala podsumowań minionego roku i planów na obecny.

Poniższy wpis niejako wpisze się w ten schemat. Kilka miesięcy temu wreszcie odważyłam się przejść na mydlaną stronę mocy i zdecydowanie jest to doświadczenie, o którym chcę Wam opowiedzieć :D

Internet pełny jest świetnie napisanych poradników, więc podlinkuję kilka z nich na końcu wpisu, a tutaj skupię się na wrażeniach :)

Po pierwsze, przed wykonaniem pierwszego mydła warto trochę poczytać. Spore trochę ;] Zmydlanie rządzi się innymi prawami niż emulgacja i każdy tłuszcz (i dodatek!) będzie zachowywał się inaczej. Można też oszczędzić sobie kłopotu i skorzystać z gotowego przepisu, których wiele jest w internecie :) Dla bardziej ambitnych są kalkulatory mydlane, które pomogą ustalić proporcje składników i orientacyjne właściwości mydła.

pierwsze mydełko w pełnej krasie! :)
zawiera olej kokosowy, rycynowy, słonecznikowy i smalec
urodzone we wrześniu
Mydlenie jest o tyle cudne, że możemy sami wybierać siłę mycia, poziom nawilżania, jakość piany itp. Niewielki wpływ mamy tylko na pH, które niestety zawsze będzie co najmniej lekko zasadowe.

Mydlenie uczy cierpliwości, bo w procesie jest kilka etapów oczekiwania. Najpierw na zmydlenie olejów, potem na dojrzewanie mydła. Świeże mydła tragiczne w użyciu, wszyscy ostrzegali ale i tak musiałam sprawdzić :)

Na początku przygody nie trzeba wydawać majątku na sprzęt i składniki. Najlepsze mydełka wychodzą z taniej oliwy pomace czy oleju rzepakowego, nie wspominając o dżemie ze świni ;) a o niepotrzebne garnki i blender można wypytać znajomych, a nawet używać tych co do jedzenia, o ile są z odpowiednich materiałów. Jako foremki można użyć... śmieci, np karton po soku albo pudełko po serku z PP.

mydełko z oliwy (pomace) - bez dodatków
jak na razie mój faworyt

Co koniecznie trzeba przeczytać i STOSOWAĆ to mydlane BHP. Bez rękawiczek i okularów nie podchodź.

Po pierwszej próbie zrobiłam kilka partii mydełek z jednego rodzaju oleju, z przetłuszczeniem około 5%. Nie każdy olej nadaje się do takich zadań, bo nie każdy kwas tłuszczowy się zmydli. W pełni zmydlają się kwasy nasycone długie i krótkie oraz oleinowy (omega-9) i rycynowy, a omega-3 i 6 nie zmydlają się wcale i pozostają jako składnik pielęgnujący. Stąd mydło 100% lniane by po prostu nie wyszło.

Mydło 100% oliwkowe daje mydełko o kremowym kolorze i łagodnym zapachu. Ma kremową piankę i jest bardzo łagodne dla skóry, acz nieźle domywa. Mój faworyt do rąk!

Mydło 100% kokosowe jest bardzo twarde (ostre krawędzie!!!), bardzo szybko dojrzewa i mocno się grzeje, daje obfitą pianę i bardzo mocno myje. Nawet przy 10% przetłuszczenia jest dla mnie za mocne ale od czego są większe przetłuszczenia :) Pachnie olejem kokosowym, co mi okazało się przeszkadzać.
Faworyt mojego mężczyzny - domyje każdy brud i "wreszcie jakaś piana" :P

Mydło 100% ze smalcu wieprzowego ma właściwości podobne do oliwkowego, jest bielsze i pachnie smalcem. Bardzo przyjemne w użyciu, zapach nie utrzymuje się długo na skórze. Bardzo długo się obijało i bez asystenta mogłabym się poddać :)

mydło "tradycyjne" 100% smalec
uwaga powiew artyzmu - gryzmoł z glinką szarą i kawą :D

Byłam niecierpliwa i część mydełek powstała metodą piekarnikową, żeby przyspieszyć etap zmydlania. Te mydła są brzydsze, jest na nich osad i bąbelki a mydło kokosowe skipiało w piekarniku (uwaga przypalony kokos śmierdzi ;] ).

Następna ciekawostka :D Ciężko ubija się ilość tłuszczu mniejszą niż 0,5kg, więc produkcja mydła jest siłą rzeczy masowa. Albo będziemy zużywać je przez długi czas (na szczęście są trwałe i niektóre wręcz lubią długie leżenie) albo będziemy regularnie uszczęśliwiać znajomych ;)



Następne mydła planuję już mieszane i powoli dojrzewam do dodatków - olejków eterycznych i naparów zamiast wody pod ług, a kiedyś w dalszej przyszłości może mydła potasowe, np savon noir? :)

MISJA: MYDEŁKO DO MYCIA WŁOSÓW
Mydło kokosowe powstało z myślą o myciu włosów, gdyż ciągle nie znalazłam szamponu, który by się u mnie sprawdził. Skorzystałam z gotowego przepisu na mydło do mycia włosów.


Kolejnej próby nie było, bo zapach mydła i octu na włosach doprowadził mnie do szału, ale efekty były i tak lepsze, niż np po mydłach ziołowych rosyjskich, polecanych do mycia włosów właśnie, po których miałam siano i skalpową bonanzę ;]

Nie ma co, mydlenie wciąga! :) Potem nic już nie jest takie samo :P

Co sądzicie o domowych mydłach?
A może w inne rejony kosmetycznego DIY zawiało Was ostatnio?
Piszcie śmiało :D



Obiecane linki:
Piana Mydlana - facebookowa grupa wsparcia dla anonimowych mydlarzy ;)
Mydło w domu - świetny poradnik z popularnym kalkulatorem w zestawie
Mydelnica - blog o mydleniu. Autorka jest na etapie, z którego nie ma odwrotu i nawet pastę do zębów mydli własną ;]
Soap-making essentials - kompendium wiedzy dla anglojęzycznych